FBI jest w posiadaniu faktów dotyczących współpracy ukraińskiej nacjonalistycznej partii Swoboda z byłym prezydentem, agentem Kremla Wiktorem Janukowyczem, zaocznie skazanym za zdradę stanu – oświadczył podczas wywiadu udzielonego telewizji ZIK Ihor Smeszko, były szef SBU, obecnie kandydat na prezydenta Ukrainy.

Profesjonalny zwiadowca twierdzi, że czołówka partii Swoboda współpracowała i otrzymała finansowanie od byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Co więcej, polityk powiedział, że FBI, które prowadzi dochodzenie w tej sprawie w niedalekiej przyszłości opublikuje tę informację.

„Związki między Janukowyczem a kierownictwem tzw. prawicowej opozycji będą prawdziwym szokiem dla ukraińskiego społeczeństwa i prawdziwych ukraińskich patriotów”.

Ihor Smeszko

Kandydat na prezydenta Ukrainy, były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy

„Ślad ukraiński jest uważany za znacznie większy niż ślad moskiewski, ponieważ istniał spisek między naszą elitą polityczną a Manafortem. Dyskutowano na temat takich kwestii, jak sztucznie tworzyć antysemityzm tutaj”

– zaznaczył zwiadowca.

Smiszko zauważył również, że winni [pseudonacjonaliściści] będą ponosić odpowiedzialność za związki z rosyjską agenturą, które są udokumentowane przez organy ścigania Stanów Zjednoczonych.

PRZECZYTAJ:

W czasie prezydentury Janukowycza cała czołówka SBU i połowa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy były częścią FSB i GRU Rosji – Jaceniuk

Jak już wcześniej informowaliśmy, jesienią 2018 r. w ukraińskich mediach pojawiła się informacja niby Paul Manafort, były szef kampanii Wiktora Janukowycza, a później Donalda Trumpa, oskarżony m.in. o „spisek przeciwko Stanom Zjednoczonym”, podczas dochodzenia złożył zeznanie, że ukraińska nacjonalistyczna partia „Swoboda” była w pełni finansowana przez Rosję i prokremlowską Partię Regionów.

W poważnych źródłach nie odnaleźliśmy potwierdzenia tej informacji, jednak jeszcze w sierpniu 2016 roku znany dziennikarz śledczy portalu „Ukraińska Prawda” i deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Sergij Leszczenko podczas konferencji prasowej w Kijowie pokazał dziennikarzom skan jednego z dokumentów płatniczych potwierdzających, że lider Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia „Swoboda” Ołeh Tiahnybok otrzymał z „czarnej kasy” Janukowycza 200 tysięcy tys. dolarów.

Leszczenko wezwał Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy do ujawnienia danych, ile razy w dokumentach płatniczych Janukowycza wymieniono nacjonalistyczną partiję Swoboda. Dodał też, że zgodnie z jego informacjami, takie płatności były dokonywane wielokrotnie.

Jeszcze wcześniej, w październiku 2014 roku, lwowski dziennikarz Igor Poczynok opublikował na łamach gazety „Ekspres” artykuł, w którym ujawnił dowody na to, że Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda” jest finansowane przez oligarchę Dmytra Firtasza, związanego z Kremlem.

Przypomnijmy, Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda” powstało 13 października 1991 r. jako Socjal-Narodowa Partia Ukrainy. Nazwa została wybrana nie przypadkowo. Miała się kojarzyć się z hitlerowską Niemiecką Partią Robotników (NSDPA). Jednak by móc uczestniczyć w wyborach parlamentarnych, 14 lutego 2004 r. partia została przemianowana na Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”.

Jak wcześniej informowaliśmy, wszystkie nacjonalistyczne organizacje, ruchy i partie na Ukrainie powstały przy udziale i ścisłej kontroli KGB. Niestety, wielu oddanych patriotów Ukrainy ukraińskich znalazło się pod wpływem tej propagandy. Na początku lat 90. ubiegłego wieku służby specjalne byłego ZSRS, aby zdyskredytować Ukrainę w oczach Zachodu, promowały w strukturach euroatlantyckich jej wizerunek, jako kraju rozdartego wewnętrznymi sprzecznościami, na którego zachodzie dominują skrajni „ukraińscy nacjonaliści”, a na wschodzie prorosyjscy komuniści. Celem tej propagandy było straszenie Zachodu państwem ukraińskim, zwłaszcza zagrożeniem ze strony mitycznych „ukraińskich nacjonalistów”. Co więcej, podjęto próbę przypięcia etykietki „nacjonalistów” wszystkim bez wyjątku członkom partii i ruchów popierających niepodległość Ukrainy, czyli tym, którzy uniemożliwiali rosyjskim czekistom odbudowę imperium rosyjskiego. Ta polityka nie zadziałała, ale agenci KGB zdołali stworzyć potężne i wpływowe nacjonalistyczne lobby na Ukrainie, które Moskwa od czasu do czasu wykorzystywała, by podważyć wiarygodność Ukrainy w Polsce i na Zachodzie.

Jagiellonia.org

ZOBACZ TAKŻE:

Ludobójstwo… Kto na tym skorzystał?

Kulisy ludobójstwa na Wołyniu

Moskwa boi się powstania Międzymorza. Stworzenie regionalnego sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej oznaczałoby kres marzeń o odbudowie Imperium Rosyjskiego. Właśnie dlatego od ponad dwustu lat bezkompromisowo prowadzi geopolityczną wojnę przeciwko narodom dawnej I Rzeczpospolitej.

Rosja ma kolosalne doświadczenie w skłócaniu narodów. Jako historyczna spadkobierczyni polityki Bizancjum, po mistrzowsku opanowała imperialną zasadę divide et impera, „dziel i rządź”.

Istnieje legenda, która mówi, że Juliusz Cezar po podbiciu kolejnego narodu powiedział do swoich dowódców: „Myślicie, że zdobyliśmy ten naród, zająwszy jego terytorium? Nie! Zwyciężymy go dopiero wtedy, gdy będziemy pisać jego historię”. W 1834 roku po powstaniu listopadowym Rosja wraz z innymi zaborcami zaczęła programowanie fałszywej pamięci historycznej narodów byłej I Rzeczypospolitej. W tym celu została powołana Komisja Archeograficzna, która niszczyła, manipulowała i falsyfikowała dokumenty historyczne ziem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wkrótce wszystkie te manipulacje zostały włączone do nauki historycznej i systemu oświaty Imperium Rosyjskiego.

Rosja dokładała wszelkich starań, aby narody byłej I Rzeczypospolitej były podzielone kłótniami i sprzecznościami, aby ruchy narodowowyzwoleńcze Polaków, Litwinów i Ukraińców pod żadnym pozorem nie zjednoczyły się w walce z zaborcami. Ukraińskie porzekadło mówi, iż „Cudzymi rękoma łatwiej zagarniać żarzące się węgle”. Szczucie Polaków na Ukraińców i Ukraińców na Polaków w ostatnich dwustu latach było głównym narzędziem rosyjskiej polityki imperialnej.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”