Z pewnością sytuacją na świecie wytworzoną przez epidemię koronawirusa zajmują się analitycy różnych dziedzin – politycznych, ekonomicznych, wojskowych i wywiadowczych. Widzimy sytuację nie mająca precedensu w nowożytnej historii świata. Nawet dżuma z XIV wieku, która przetoczyła się przez Europę i Azję nie jest do porównania. Inne realia, inne uzależnienia świata od komunikacji, przepływu towarów i podziału pracy.

Piotr Karwecki

Publicysta

Świat od kilku dekad jest już globalną skomunikowaną wioską, łatwo dostępną dla niemal każdego obywatela świata. Produkcja, transfery kapitału, przepływ towarów i ludzi – to wszystko stało się łatwe i proste jak nigdy dotąd.

Świat, kontynenty, regiony, państwa i ponadpaństwowe systemy wyspecjalizowały się branżach, wykreowany został światowy podział pracy. Jedne państwa, tak jak Chiny, kraje Azji Południowej czy postkomunistyczne kraje Europy Środkowowschodniej otrzymywały przez lata, dekady premię z taniej siły roboczej, inne żyły z masowej turystyki, te stojące na szczycie piramidy – Stany Zjednoczone, Niemcy, Wielka Brytania z kapitału i wysokotechnologicznej produkcji. Jeszcze inne, na przykład Rosja albo kraje Zatoki Perskiej z eksploatacji, sprzedaży surowców naturalnych i węglowodorów.

Ten zglobalizowany i w części syty świat stał się jednak zakładnikiem stworzonego systemu. Utrzymanie go wymaga bowiem stabilizacji w skali globalnej, niezachwianego utrzymywania łańcucha dostaw, transportu towarów, bezpiecznych szlaków komunikacyjnych i nieograniczonego, nieskrępowanego przepływu osób.

Największym beneficjentami tego zglobalizowanego systemu do niedawna był świat szeroko rozumianego Zachodu, świata euroatlantyckiego pod protektoratem Stanów Zjednoczonych. Mając przewagi ekonomiczne, technologiczne i wojskowe konsumował on owoce przewag dając swoim społeczeństwom niebywały wcześniej komfort i poziom życia.

Powoli do tego klubu zaczynały aspirować inne, wcześniej należące do drugiej ligi państwa.

Na początku lat 2000 – ych Chiny już od dekad były cichym wyrobnikiem korzystającym z możliwości mozolnego, powolnego wzrostu ekonomicznego i cywilizacyjnego awansu dzięki taniej sile roboczej i możliwości udziału w podziale pracy wykreowanym przez kapitały Zachodu. Proces zaplanowany w 1971 wobec Chin przez Kissingera a zapoczątkowany w 1972 przez Nixona i Denga przynosił owoce…

Po upadku systemu komunistycznego w Europie i upadku Związku Radzieckiego do tego podziału pracy dołączyło część krajów dawnego bloku wschodniego, w tym Polska. Jedne kraje, jak właśnie Polska poradziły sobie po tym przełomie lepiej, inne jak Bułgaria, Rumunia czy Litwa, Łotwa trochę gorzej. Świat euroatlantycki jednak znowu zyskał. Zyskały również na tym Chiny przejmując swoisty patronat nad dotychczasowymi wasalami ZSRR w Azji Centralnej i ich rynkami. „Chińskimi” stały się Tadżykistan, Kazachstan, Turkmenistan, w części Mongolia…Trochę później Chiny poszły śmielej i zaczęły wyłuskiwać jeszcze spoza wymienionego kręgu krajów inne – Pakistan i Afganistan. Jeszcze później kraje afrykańskie, zaczęły Chiny zerkać również w kierunku Indochin, Indonezji, Malezji, Filipin a nawet Australii…

Niezbędne surowce z jednej strony szeroko płynęły do Chin a w zamian wlewały się strumienie tanich produktów z chińskich fabryk. Za handlem szła infrastrukturą , potem przemysł, wpływy polityczne, na końcu wpływy wojskowe.

Najbardziej przegranym do końca lat 90 –ych była Rosja. Targana jeszcze jako ZSRR od połowy lat 80-ych wstrząsami, skutkami wojny afgańskiej, przegranego wyścigu zbrojeń, potem już jako Rosja rozpadu państwa, konfliktami w satelickich republikach, korupcją w czasach Jelcyna i wreszcie potężnym kryzysem 1998 roku doszła do dna…

Po 1991 roku jedynym zwycięzcą, hegemonem świata na niemal 20 lat zostały Stany Zjednoczone i Zachód pod ich patronatem. Polska doszlusowała do tego zwycięskiego świata i konsumowała premię tego czasu. NATO, Unia Europejska, budowanie z mozołem nowego oblicza gospodarki, modernizacja cywilizacyjna, społeczna, mentalna, budowanie klasy średniej, budowanie nowego państwa zwróconego do zachodniego świata konsumpcji. Kiedy zaczęliśmy wrastać w ten hedonistyczny świat Zachodu, ale jeszcze nie całkiem go konsumować przyszedło 11 września 2001, potem 2008 i wojna w Gruzji, potem szok 2010 i Smoleńska, a na końcu szok Krymu i Donbasu. Świat zaczął wchodzić w nowy etap…

Fukujama się pomylił, Historia się nie skończyła, świat nie zatrzymał się, coś zaczęło trzeszczeć, naprężać się, pękać. Płyty tektoniczne ruszyły…

Władimir Putin powstrzymał upadanie Rosji po przejęciu władzy w 1999 i zostaniu prezydentem w 2000 roku. Kiedy obejmował władzę Rosja była na dnie, przegrała pierwszą wojnę czeczeńską, baryłka ropy kosztowała 12 dolarów, świat był absolutnie jednobiegunowy z jedynym hegemonem i tak pozostało przez niemal następne 20 lat do przełomowego 2008 roku.

Okres pomiędzy 2000 a 2008 rokiem był czasem niesamowitej koniunktury gospodarczej dla świata, w tym dla Rosji. Świat galopował. Nie zatrzymał tego tempa 11 września, ani wojna w Zatoce Perskiej. Chiny produkowały na potęgę korzystając z nowych rynków surowcowych, inni kupowali, świat oszalał konsumpcyjnie, ropa kosztowała 40, 50, 100 a w końcu 120 i 140 dolarów za baryłkę. Władimir Władimirowicz Putin dzięki tej niebywałej koniunkturze miał możliwość zahamować upadek państwa. Stał się bożyszczem Rosjan co nie dziwi. Jednakże potem tą nadzwyczajną koniunkturę i biliony dolarów z ropy przeznaczył w większości na odbudowę potencjału wojskowego odtwarzanego imperium. Zaprzepaścił ten niezwykły okres. Po kilku latach stało się jasne co determinowało wybór właśnie takiej drogi. Drogi, którą w konsekwencji wprowadził Rosję na jak się wydaje ścieżkę upadku cywilizacyjnego. W 2005 roku przed Zgromadzeniem Federalnym Rosji, połączonymi izbami parlamentu, Radą Federacji i Dumą Państwową stwierdził, że rozpad ZSRR w 1991 roku był największą katastrofą geopolityczną XX wieku.

Dla Putina to była trauma, taka sama jaką dla Hitlera traumą było upokorzenie Niemiec przegraną 1918 roku. Działania podjęte przez Hitlera po objęciu władzy były bardzo podobne do tych podjętych przez Putina. Równie podobne był reakcje i oczekiwania społeczne w obu krajach. Kryzys i oczekiwanie silnej władzy, cudotwórcy który odbuduje imperium. Droga taka sama, sytuacja psychologiczna społeczeństw również. Droga konfrontacji, rewanżu i chęci rewizji systemu światowego.

Niebywała koniunktura na rynku surowców i węglowodorów panująca na świecie od końca lat 90-ych do połowy drugiej dekady po 2000 roku de facto została przez Putina stracona dla cywilizacyjnego rozwoju Rosji i możliwości dokonania skoku w przyszłość. Pieniądze zostały wydane na zbrojenia, zmarnowane przez pospolite złodziejstwo nowej arystokracji i konsumpcję produktów importowanych na niespotykaną skalę zza granicy. W Rosji w tym czasie nie były produkowane praktycznie inne dobra niż tylko surowce, ropa, gaz i broń.

Chiny w tym samym okresie, w stworzonym przez siebie za zachodnie kapitały mikroświecie w świecie na potęgę produkowały wszystko. Chińczycy oszczędzali, inwestowali, kradli pomysły i patenty, nie konsumowali nadmiernie, poprzez sztuczne zaniżanie wartości juana wspomagali produktywność sektora przemysłowego i eksport zalewając świat masową tanią produkcją. Świat zalała chińska produkcja wszystkiego co nie opłacało się już produkować gdzie indziej, od drewnianych ciupag, klocków, zabawek po produkty skonstruowane z ukradzionych technologii. Chińczycy stawali się niepostrzeżenie potęgą przemysłową i finansową. Potęgami stawały się też inne państwa – jak Brazylia czy Indie, idące drogą modernizacji.

Przełomem dla politycznych losów świata, swoistą cezurą był wspomniany wcześniej rok 2008.

Tego roku większość krajów Zachodu uznała polityczną secesję Kosowa od Serbii i jednostronne ogłoszenie przez nie niepodległości. Uczyniła to również wbrew własnej racji stanu ustami swego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego Rzeczypospolita. Rosjanie w odpowiedzi zaatakowali Gruzję. To była cezura. Moment gdy Rosjanie postanowili pokazać, że są granice ich interesów i że okres jednobiegunowego świata się skończył. Próbowali to uczynić już w czasie wojny Serbii z NATO w 1999 roku ale wówczas byli za słabi aby to stało się efektywne. Rosyjscy żołnierze, którzy po rajdzie z terytorium Bośni w czerwcu 1999 roku zajęli lotnisko w Prisztinie musieli być później ratowani przed głodem racjami żywnościowymi dostarczonymi przez NATO. W Gruzji w 2008 roku już tak nie było. Polityczny rezultat został osiągnięty. W Budapeszcie tamtego roku nie poszerzono NATO o Gruzję. Ta stała się bowiem areną konfliktu…

Rosja po wojnie z Gruzją podjęła w oparciu o wnioski z jej przebiegu reformę armii. Będąc generalnie bardzo słabą ekonomicznie musiała opracować zupełnie inną koncepcję armii i jej wykorzystania w razie konieczności. Stratedzy uznali, że z powodu ograniczonych środków finansowych armia musi stać się wysoce mobilna, zdolna do przerzutu na bardzo dalekie dystanse całkowicie zorganizowanych grup bojowych. Z jednego krańca Rosji, ze Pskowa na Daleki wschód, z Wołogdy pod Rostów. To były działania klasyczne w obszarze stricte wojskowym, sprzętowym i organizacyjnym.

Inne działania zostały podjęte w zakresie samych koncepcji prowadzenia wojen i definiowania sposobów osiągania celów politycznych.

Zredefiniowano przede wszystkim zagrożenia dla państwa rosyjskiego w obliczu funkcjonowania państwa w globalnym systemie gospodarczym oraz w obliczu technologicznej rewolucji informatycznej z powszechnym dostępem do jej owoców. Uznano, że możliwości jakie daje masowy dostęp do informacji przekazywanej niemal online mogą być jednymi z narzędzi do prowadzenia wojen nowego typu a będących tylko jednym z elementów nowoczesnej wojny.

Te zagrożenie zdefiniowano jako uniwersalne dla wszystkich państw ale z uwzględnieniem odmiennej wrażliwości każdego z państw z osobna wynikających ze stopnia rozwoju gospodarczego, istniejącego w nich systemu politycznego i wpływu obywateli na system polityczny.

W lutym 2013 roku koncepcję prowadzenia wojny nowego typu przedstawił na konferencji Akademii Nauk Wojskowych w Moskwie szef Sztabu Generalnego generał major Walerij Gierasimow. Na przykładzie przebiegu i skutków kolorowych rewolucji w krajach Afryki Pólnocnej i Bliskiego Wschodu, które przetoczyły się w poprzednich latach zaprezentował możliwości osiągania politycznych celów wobec państw będących przedmiotem ataku, za pomocą metod pozamilitarnych. Według tez zaprezentowanej wówczas doktryny nazwanej Doktryną Gierasimowa, w zmieniającej się rzeczywistości możliwe jest pokonanie przeciwnika i uzyskanie celów politycznych, ekonomicznych korzystnych dla siebie bez działań kinetycznych, bez konieczności pokonywania sił zbrojnych przeciwnika na jego terytorium i bez wojskowego zajmowania jego terytorium.

Ta typowa, archaiczna, znana z przeszłości metoda prowadzenia wojen miałaby ustąpić powolnemu ale systematycznemu rozkładania struktur państwa przeciwnika i dezintegracji wspólnoty go zamieszkującej poprzez kombinację dezinformacji, manipulacji, wykorzystania narzędzi informacyjnych, mediów i samych społeczeństw krajów z ich potencjałem protestu. Jak się wyraził na konferencji Giersimow:

„bez względu na to jak silny może być wróg, bez względu na to jak doskonałe są jego siły i środki walki, formy i metody ich użycia, zawsze znajdą się jego słabości, co oznacza, że istnieje możliwość odpowiedniego przeciwdziałania”.

Wybór zastosowanych metod w tej nowoczesnej wojnie miałby zależeć od zdefiniowania słabości przeciwnika i uderzania w te zidentyfikowane, strategiczne i wrażliwe miejsca.

Za wroga już wówczas strategicznego ponownie uznano Stany Zjednoczone i stworzony przez nie ład z dominacją świata euroatlantyckiego. Celem strategicznym Rosji według tej doktryny stało się pozbawienie go wspólnoty celów i dezintegracja. Rosja miała starać się nie dopuścić do powstania w Europie silnych podmiotów zdolnych mieć wpływ na politykę i polityczne procesy w konfrontacji do jej celów dominacji. Rosja w odróżnieniu do stosowanej przez siebie wobec Europy metody kontestacji i niszczenia wszystkich środków konsolidujących Europę własny imperialny koncept i własne terytorium traktowała zupełnie odwrotnie – wspierała procesy integracyjne. Gdzie indziej dezintegracja u siebie konsolidacja. Znane i powszechnie wiadome było i jest wspieranie wszystkich separatyzmów w Europie, ruchów nacjonalistycznych, szowinizmów i podsycanie narodowościowych animozji w Europie. Baskowie, Katalończycy, wspieranie secesji szkockiej, Brexitu, lepenowców we Francji, konfliktu węgiersko-ukraińskiego. Również Polska jest od kilku lat poddawana próbie wywołania waśni religijnych i narodowościowych na Podlasiu. Podsyca się tam religijne i narodowościowe waśnie. Pretekstem stały się inspirowane w tamtym regionie zamieszkałym dość mocno przez ludność białoruską wyznania prawosławnego marsze w Hajnówce, z eksponowaną na banerach postacią kapitana Romualda Rajsa – „Burego”. To jak sądzę są niemilitarne elementy prowadzonej już od lat wojny nowego typu według – Doktryny Gierasimowa.

Jest w tej doktrynie mowa również o niszczeniu podstaw i fundamentów funkcjonowania zglobalizowanego świata, dających przewagi ekonomiczne euroatlantyckiemu przeciwnikowi – z wprzęgniętymi w niego dodatkowo rosnącymi Chinami. Gierasimow w swej doktrynie zwrócił uwagę również na rolę niwelowania przewag przeciwnika poprzez przecinanie jego szlaków komunikacyjnych, dezintegrację tych szlaków i ograniczanie możliwości swobodnego przepływu towarów poprzez używanie sił specjalnych i oddziałów paramilitarnych.

To jak widać od lat również się dzieje choćby na przykładzie działań Grupy Wagnera w Afryce Północnej, Środkowej i w Syrii. Teoretycznie prywatne oddziały najemnicze działające w ramach poza państwowych struktur a w istocie narzędzie Kremla dla realizacji ważnych celów , również destabilizacji tam gdzie państwo nie chce występować oficjalnie. Przy czym jak się wydaje takie działania są wielowektorowe i obejmowane są nimi nie tylko kraje Zachodu ale również taktyczny obecnie rosyjski sojusznik jakim są Chiny. Działania bowiem w Syrii, Libii w krajach Afryki Środkowej, czy w Azji Centralnej mają wpływ na chińskie możliwości skonstruowania alternatywnego dla morskiego szlaków transportowych do Europy własnych towarów. Umożliwia to również w pewnym stopniu kontrolowanie procesów gospodarczego przejmowania przez Chiny niektórych państw w różnych regionach świata. Obecnie głównie w Afryce, ale od niedawna również w Wenezueli. Zmusza to Chiny do brania Rosji pod uwagę jako terenu, przez który mógłby przechodzić najpoważniejszy element {lub jedyny w skrajnym przypadku} chińskiego Jedwabnego Szlaku. To z kolei dawałoby Rosji możliwość kontrolowania części chińskiego potencjału.

Generalnie uzyskana po II wojnie światowej pod patronatem Stanów zjednoczonych swoboda komunikacji i możliwości nieograniczonej ekspansji gospodarczej dla rozwiniętych technologicznie demokracji stały się motorem rozwoju, postępu cywilizacyjnego i wzrostu dobrobytu wraz z charakterystycznymi modelami życia.

Rosja nie wzięła w tym udziału, nie wsiadła do tego cywilizacyjnego pociągu. Została na stacji Imperium.

A świat w tym czasie dokonał skoku technologicznego na miarę epoki pokonując nie stopnie rozwoju a piętra. Nawet Polska na tle innych krajów może mówić o sobie jako kraju sukcesu. Miarą tego co się dokonało, różnicy pomiędzy Rosją i resztą świata może być fakt, że w zeszłym roku polskie PKB doszło do niemal 40 procent rosyjskiego. Nastąpiła rewolucja informatyczna, w niebywały sposób rozwinęły się systemy informatyczne, powstała rewolucyjna technologia 5G i dodatkowo dokonuje się rewolucja w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych wraz z możliwościami jej magazynowania. Rozpoczyna się na naszych oczach nowa epoka, o znaczeniu takim samym jakim było zapoczątkowanie epoki pary i zbudowanie maszyny parowej. To na czym opiera się rosyjski model ekonomiczny a więc funkcjonowanie społeczeństwa, finansowanie swojej siły wojskowej w oparciu o wpływu z eksportu surowców naturalnych i węglowodorów być może w ciągu dekady się całkowicie załamie. Rosyjski skok w celu dogonienia oddalającej się reszty świata nie jest i nie będzie już możliwy do wykonania, Rosja pokonuje bowiem od dawna jedynie stopnie kiedy świat w tym samym czasie pokonuje piętra. Co więc może czekać Rosję niebawem ? Upadek, chaos i zapewne głęboka Smuta, być może rozpad.

Wiele w ostatnich latach – w kontekście wstrząsów tektonicznych w światowej polityce i przetasowaniach w geopolitycznej sytuacji poszczególnych jej głównych aktorów – mówiło się o rywalizacji amerykańsko-chińskiej o światowy prymat i rolę hegemona. Jacek Bartosiak w swojej książce „Pacyfik i Eurazja. O Wojnie” przewidywał możliwą rewizję światowego systemu z zamianą obowiązującego teraz Pax Americana na Pax Sinua nawet przy użyciu wojskowych metod, wojny. Niebezpośrednio pomiędzy tymi aktorami ta wojna już się toczy na terenie innych państw. Na razie w celu destabilizacji chińskich, pozamorskich, lądowych szlaków transportowych pozostających poza kontrolą Marynarki Wojennej USA. Tlące się konflikty w Pakistanie, Afganistanie, destabilizacja Iranu, czy rywalizacja o wpływy w Syrii to efekt tych swoistych proxy wars. Każdy konflikt na obszarach, przez które przechodzą lub potencjalnie mogłyby przechodzić w przyszłości pozamorskie szlaki transportowe Chin wiodące do Europy jest ograniczaniem możliwości chińskiej ekspansji. Kolejną odsłoną konfliktu amerykańsko chińskiego o prymat gospodarczy jest też trwająca od początku 2019 roku wojna stricte handlowa. Widzimy kolejne sankcję i cła nakładane na Chiny przez USA w odpowiedzi na nierównowagę na niekorzyść USA w handlu pomiędzy tymi krajami.

Jednak to nie jest jeszcze wojna mająca na celu zniszczenie rywala. Taka wojna byłaby zbyt destrukcyjna dla obu stron i jest tego świadomość po obu stronach. Wojna jest łatwa do rozpoczęcia ale nigdy nie wiadomo jakie skutki przyniesie. Historia I Wojny Światowej i upadku mocarstw w jej konsekwencji jest z pewnością dobrze znana i działa na wyobraźnie polityków. Bardzo prawdopodobny jest więc jakiś nowy układ uwzględniający podział stref wpływów i nowy podział pracy w świecie pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi uwzględniający interesy i pozycję obu stron.

Wydaje się też, że do niedawna, w tej rywalizacji pomiędzy USA a Chinami brała udział również Rosja jako ktoś oczekujący propozycji od stron, ale jednocześnie podnoszący stawkę za stanie się koalicjantem jednego lub drugiego gracza. Po deklaracji Putina z 2005 roku jest oczywiste, że strategicznym celem Rosji jest reintegracja dawnego obszaru z czasów sowieckich i odzyskanie dawnej pozycji światowego imperium. Gra się toczy jednak nie o dawne republiki azjatyckie, które Rosja oddała już Chinom ale o dawne republiki europejskie, Białoruś, Mołdawię i przede wszystkim Ukrainę – perłę w koronie dawnego rosyjskiego i posowieckiego imperium. Bez tych krajów, z różnych względów Rosja nie jest w stanie być światowym mocarstwem mającym możliwość pełnego oddziaływania na Europę i świat. A tym bardziej mogącej zasiąść przy stole nowej ewentualnej Jałty.

Wydaje się, że Rosja w podnoszeniu poprzeczki przelicytowała wobec USA rywalizacją w Syrii i równoczesnymi upartymi działaniami w kierunku odzyskania do swojej strefy wpływów Ukrainy oraz próbami całkowitego wchłonięcia Białorusi. Być może ograniczenie oczekiwań tylko do Ukrainy z osobna czy Białorusi albo wpływów na Bliskim Wschodzie dałoby efekt, jednak kumulacja wszystkich oczekiwań była przelicytowaniem. Również prawdopodobna ingerencja w wybory prezydenckie w USA spowodowały, że porozumienia miedzy USA i Rosją jako koalicjantem w rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami już nie będzie. Amerykanie nie pogodzą się więc na bezbolesne przejmowanie Białorusi, Ukrainy i Mołdawii przez ich dawnego patrona.

Jeśli więc amerykańsko-rosyjskiego dealu miałoby nie być a możliwe jest porozumienie, jakiś układ stabilizujący relacje amerykańsko-chińskie oznaczałoby to całkowite wypchnięcie Rosji z tworzenia nowego ładu światowego. Biorąc zaś pod uwagę bardzo szybkie światowe zmiany cywilizacyjne, technologiczne oraz nową rewolucję technologiczną zapowiada to bliski colaps Rosji.

Cóż więc pozostawałoby jej w takiej sytuacji? Chyba jedynie całkowite zdemolowanie istniejącego systemu światowego, dającego rosnące w tempie geometrycznym przewagi temu światu. Nie ma sensu próba gonienia rywali pokonujących pietra w obliczu pokonywania samemu pojedynczych stopni. Pozostaje więc strącenie rywala aby spadł i połamał sobie nogi…

Doktryna Gierasimowa podpowiada działania. Znalezienie słabych punktów i uderzenia w nie. Komunikacja, swoboda przepływu ludzi, towarów, uderzenie w komunikację, swobody ludzkie – podstawy modelu funkcjonowania zglobalizowanych krajów rywali i ich społeczeństw. Strach, panika, rozbicie wspólnot, podważenie zaufania obywateli do władzy i systemu, dezintegracja systemu, solidarności i w konsekwencji podważenie wszystkiego co daje przewagi oddalającemu się światu.

I teraz docieramy do clou tego całego wywodu. Zwolennicy teorii spiskowych przypisują panującej epidemii charakter epidemii bojowej, wywołanej sztucznie poprzez zainfekowanie świata wychodowanym w laboratorium wirusem. Poddają się tej narracji również władze USA i Chin waląc się po głowie poprzez media i komunikaty o odpowiedzialnością za tą epidemią. Sugerują więc same w ten sposób sztuczny charakter tej epidemii i wykreowaną w skutku destrukcję rzeczywistości społecznej, gospodarczej i politycznej. Skutki w przypadku dłuższego trwania tej sytuacji będą katastrofalne dla świata a przede wszystkim dla głównych gospodarek, amerykańskiej, europejskiej i chińskiej. Również rosyjskiej bowiem ceny węglowodorów pikują w dół.

Paradoksalnie jednak rosyjskiej w najmniejszym stopniu. Zakładając bowiem tezę o zepchnięciu rywala w celu połamania mu nóg dla zrównania pozycji lub ograniczenia możliwości rywalizacji w sposób trwały i długookresowy ta obecna epidemia jest wymarzonym elementem pasującym do modelu prowadzenia wojny nowego typu zaprezentowanej przez Gierasimowa w 2013 roku. Może więc idąc tym tropem nie Chiny są odpowiedzialne, nie Stany Zjednoczone i ich laboratoria a Rosja? Trop wirusa z targowiska w Wuhan, w mieście mieszczącym podobno najdoskonalsze chińskie laboratoria biologiczne jest tak oczywisty, że aż zakrawający na podrzucony przez kogoś innego, spoza tej dwójki, chcącego skierować podejrzenia na głównych aktorów rywalizacji światowej.

Zakładając realizację przez Rosję celów taktycznych i strategicznych w tej realizowanej koncepcji wojny według Doktryny Gierasimowa {reintegrację części najważniejszych obszarów dawnego ZSRR} to właśnie jej mimo perturbacji z cenami ropy może służyć ta epidemia. Demoluje bowiem system światowy i strąca najważniejszych rywali z pokonanych pięter dystansu. Być może trwale, jeśli epidemia spowoduje odwrócenie procesów globalizacji, zamknięcie się państw w obrębie własnych granic i przejście na autarkiczne modele gospodarek. Ta epidemia może utrącić w konsekwencji potencjał zarówno Chin jak i Stanów Zjednoczonych oraz podważyć wypracowany z trudem system europejski. W obliczu zastopowania świata i gospodarczych przepływów, zniszczenia światowego podziału pracy ulegną likwidacji dotychczasowe przewagi tegoż świata nad Rosją. I to może być najważniejsze w tym wszystkim nawet przy kosztach osobowych i finansowych poniesionych przy tej epidemii przez Rosję.

Koszty osobowe, straty ludzkie, śmierć kilkudziesięciu czy nawet kilkuset tysięcy własnych obywateli w Rosji nie jest dramatem dla władz. Troska o własnych obywateli w tym kraju nigdy nie była pierwszoplanowym zagadnieniem dla elit politycznych. Ofiary w przypadku realizacji polityki państwowej to zawsze tylko jedynie statystyka w toczącej się od wieków rosyjskiej wojnie o trwanie Imperium. Dla hedonistycznego, geriatrycznego świata Zachodu kilkaset ofiar jakiegoś kataklizmu, katastrofy czy jak w tym obecnym przypadku epidemii jest dramatem i również obawą klasy politycznej o reakcję jego społeczeństw. W Rosji nikt się takimi rzeczami specjalnie nie przejmuje a jeśli nawet cos się wydarza to informacje i dane się ukrywa, fałszuje. Tak więc w własne koszty osobowe nie mają w obliczu tak egzystencjonalnej rywalizacji znaczenia dla Rosji skoro bez zdemolowania całego systemu światowego, przy zachowaniu dotychczasowego byłaby i tak skazana na colaps.

Chiny są pod tym względem podobne w podejściu do własnego społeczeństwa – może nawet bardziej bezwzględne. Ale Chiny są na wznoszącej, są zwyciężającym, mającym bardzo dużo już do stracenia a Rosja już nic… I z tego może wziąć się determinacja do radykalnych działań.

Czego można więc oczekiwać w obliczu zaistniałej sytuacji w najbliższym polskim sąsiedztwie? Za naszymi wschodnimi granicami?

Sytuacja sięga apogeum paraliżu i dezintegracji europejskiego, światowego systemu, zaczyna zagrażać również bezpieczeństwu wojskowemu wielu państw.

Widzimy paraliż w sferze przepływu osób, trochę brakuje do paraliżu w sferze przepływu towarów i usług, a jak sytuacja potrwa dłużej to również w sferze przepływów finansowych. Również w sferze wojskowej zauważać można perturbacje. Wstrzymano bowiem przerzut części wojsk US Army do Europy na ćwiczenia Defender 2020. Sytuacja dochodzi do momentu: „ratuj się kto może”. Widzimy pełny egoizm poszczególnych, kolejnych elementów dotychczasowego systemu przy słabej synchronizacji działań wspólnotowych. Paraliż jednym słowem. Wszyscy skupiają się na sobie, na strachu… Płonie dom, domy obok, kilka sąsiednich. Kto się przejmie jeśli na sąsiedniej ulicy w tym czasie ktoś będzie rabował dom, albo skopie słabszego?…

Wymarzona sytuacja dla ataku, niekoniecznie jeszcze militarnego ale politycznego na pewno.

Taki efekt całkowitego paraliżu i dezintegracji systemu – jaki niebawem zaistnieje w Europie i na świecie – może być sposobem na łatwe – przy poniesieniu minimalnych kosztach własnych, pokonanie potencjalnego przeciwnika w ramach nowej koncepcji wojny – Doktryny Gierasimowa z 2013 roku. Wojny innego typu, z innymi narzędziami i działaniami, poza stricte wojskowymi i kinetycznymi.

Po uzyskaniu efektu osłabienia przeciwnika poprzez użycie różnego rodzaju zmiksowanych operacji specjalnych, wojny informacyjnej, psychologicznej, dezinformacyjnej, będących elementem tej wojny nowej generacji zapanowuje chaos, panika, paraliż, dezorientacja, strach i w efekcie osłabienie woli walki i oporu.

Czy obecna sytuacja jest takim właśnie przełomowym, wypracowanym momentem?

Dla potencjalnego agresora, przygotowanego na taki wypracowany czas paraliżu jest to idealny moment do osiągnięcia celów politycznych przy minimalnych środkach wojskowych i minimalnym wojskowym oprze celów jak i ewentualnych obrońców Celów. Kto będzie chciał zaprzątać sobie głowę drobiazgami i drzazgami? „Świat” ma problem, kogo poza najbardziej zainteresowanymi – w tym przez samych Polaków – interesować będą peryferia „świata”?

Czy tak jest teraz? Czy wydarzy się coś dramatycznego tuż w naszym sąsiedztwie?

Sądzę, że to bardzo realne, zaistniały bowiem warunki określone w Doktrynie Gierasimowa aby tak się stało przy istnieniu rosyjskich celów taktycznych i strategicznych. W Kresy 24.pl, polskim wyspecjalizowanym medium zajmującym się problematyką wschodnią na dniach pojawiły się informacje o sondowaniu w mediach rosyjskich i rosyjskojęzycznych na Białorusi możliwości interwencji w tym kraju rosyjskich sił zbrojnych. Miałyby one zająć zewnętrzne granice Białorusi dla ochrony granic Związku Białorusi i Rosji przed epidemią szerzącą się na zachodzie, również na Białorusi a nie zwalczaną według tych mediów przez Aleksandra Łukaszenkę. Ten z kolei nie wprowadzając radykalnych rozwiązań chce zachować kruchą stabilność ekonomiczną i polityczną państwa – nawet kosztem wielu ofiar śmiertelnych. Należy się przy okazji zastanowić czy w obliczu bieżącej sytuacji Białorusi i jej geopolitycznym położeniu strategia Aleksandra Łukaszenki nie jest strategią słuszną…

Jeśli w najbliższym czasie za nasza wschodnią granicą tak się stanie {w ramach realizacji celu taktycznego} to nikt nie zareaguje „bo dom płonie” a wówczas być może Doktryna Gierasimowa z roku 2013, jako etap przejściowy przejdzie ze zrealizowanej fazy w jej modyfikację z roku 2019 jako etap ostateczny i realizacja celu strategicznego.

Piotr Karwecki, 20.03.2020,

Źrodło: Facebook, artykuł został opublikowany za zgodą autora

ZOBACZ TAKŻE:

Wojna Rosji z Zachodem trwa od 10 lat – Kongres USA

Ukryta wojna przeciwko Zachodowi. Doktryna generała Gierasimowa

NATO przyznało, że Rosja prowadzi hybrydową wojnę przeciwko Zachodowi

Rosja wchłonie Białoruś, by uczynić ją trampoliną do inwazji na Polskę i państwa bałtyckie

Time: Putinowi udało się zbudować globalne imperium tyranów i państw upadłych

Pełzająca agresja. Rosja jest głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa międzynarodowego

Putinowska Rosja jest największym zagrożeniem dla pokoju i suwerenności innych narodów – były ambasador USA w Rosji

Pełzająca agresja. Rosja jest głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa międzynarodowego