Brutalna postawa zmobilizowanych sił policji i Gwardii Narodowej, setki zatrzymanych ludzi, w tym znanych działaczy opozycji. Kolejny protest w Moskwie – 3 sierpnia – zakończył się tak, jak ten tydzień wcześniej. Protesty w Moskwie są związane z przeprowadzoną na zlecenie władz akcją odmowy rejestrowania niezależnych kandydatów w wyborach do moskiewskiej Dumy (wrzesień 2019) – pod naciąganymi pretekstami rzekomych nadużyć przy zbieraniu podpisów poparcia. Przy obecnych słabych notowaniach rządzącej partii Jedna Rosja, która kontroluje stołeczną legislatywę, byłoby duże prawdopodobieństwo, że w najbliższych wyborach większość 45 miejsc dostałaby się opozycji. Taki zaś rezultat miałby porażający efekt dla całego kraju. Kreml nie mógł więc do tego dopuścić.

PRZECZYTAJ:

Rosjanie mają już dość Putina! Poziom zaufania do prezydenta FR spadł do historycznego minimum

To, co może niepokoić władzę, to fakt, że do protestu na dużą skalę doszło, mimo, że praktycznie wszyscy liderzy lokalnej opozycji znajdowali się już za kratami – otrzymawszy od 7 do 30 dni aresztu za demonstrację z 27 lipca. Liczba demonstrantów 3 sierpnia była jednak niższa niż 27 lipca. Jednak opozycja już zapowiedziała kolejną „sobotę protestu” – 10 sierpnia. Co ważne, te protesty zmieniają swój charakter. O ile początkowo chodziło o lokalny problem dopuszczenia niezależnych kandydatów do wyborów, to teraz są to już protesty przeciwko brutalności władz i ma to już charakter ogólnokrajowy, nie lokalny. Nieprzypadkowe jest pojawianie się w mediach związanych z Kremlem bezpośrednio (państwowe kanały TV) lub pośrednio (media należące do spółek i biznesmenów związanych z Kremlem) sugestii i wątków wskazujących na to, że ostatnie demonstracje w Moskwie są inspirowane i finansowane przez Zachód. Ambasada USA w Moskwie ostrzegła 2 sierpnia obywateli Stanów Zjednoczonych przebywających w stolicy Rosji przed ryzykiem związanym z niesankcjonowanym przez władze protestem i zwiększoną liczbą mundurowych na ulicach – sugerując unikanie rejonów miasta, gdzie miało dojść do protestu. Komunikat ze strony ambasady zamieszczono na profilu Facebooka organizatorów protestu z załączoną mapka miasta po rosyjsku. Zdaniem MSZ Rosji to już oznacza ingerencję USA w wewnętrzne sprawy Rosji. Widać wyraźnie, że Kreml będzie chciał udowodnić, że protesty w Moskwie są zagranicznym spiskiem, zaś głównym „agentem”, w którego uderzy władza, będzie Aleksiej Nawalny. Najbardziej znana postać opozycji ma siedzieć w areszcie jeszcze przez ponad pół miesiąca, ale 3 sierpnia Komitet Śledczy wszczął dochodzenie kryminalne ws. antykorupcyjnej fundacji Nawalnego. Według śledczych istnieje podejrzenie, że organizacja otrzymała środki finansowe ze źródeł przestępczych. Nawalny i jego sojusznicy odpowiadają, że są przejrzyście finansowani z publicznych donacji. Tak naprawdę reżim będzie dążył do ukarania, a może i zamknięcia Fundacji Walki z Korupcją pod zarzutem prania pieniędzy.

Warsaw Institute