Putin świetnie pamięta, że gdy doszło do gwałtownego tąpnięcia cen ropy naftowej, zawalił się ZSRR. Gospodarz Kremla doskonale zdaje sobie sprawę, że w ten sam sposób może upaść Rosja. Perspektywy ewentualnego zawału cen węglowodorów mrożą krew w żyłach Putina. Ten strach jest głównym powodem zaangażowania w wenezuelski kryzys polityczny.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Spróbuję wyjaśnić, dlaczego.

Wenezuela ma największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy naftowej, przekraczające nawet saudyjskie złoża. Gdyby ten kraj był rządzony przez normalnych polityków, mogłby być podobny do Kuwejtu lub Arabii Saudyjskiej. Ekonomicznie silna Wenezuela doprowadziłaby do burzliwego wzrostu produkcji ropy a w konsekwencji do gwałtownego tąpnięcia cen węglowodorów, czego strasznie się boi Putin.

Ale niestety Wenezuela rządzona jest przez sojuszników Rosji, którzy wdrażają w życie skrajnie lewicową ideologię socjalistyczną. Przyjaciele Putina doprowadzili kraj do ruiny. Dyktator i populista Hugo Chavez, który w 1999 r. doszedł do władzy pod hasłem: „Zabrać bogatym, rozdać biednym!”, splądrował kraj, a jego zwolennik i następca, Nicolas Maduro, ostatecznie zniszczył krajową gospodarkę.

Rekordowa inflacja, ponad milion procent. Całkowity deficyt. W kraju brakuje jedzenia, wody, lekarstw a nawet papieru toaletowego. Nędza i rozpacz. Ludzie głodują. Tak właśnie wygląda dziś Wenezuela.

Kraj mógłby przezwyciężyć kryzys, zwiększając wydobycie ropy, ale nie dysponuje niezbędnymi środkami i technologiami. Z kolei świat nie chce pomagać prorosyjskim socjalistom. Co więcej, niszcząca polityka reżimu Maduro doprowadziła do sankcji międzynarodowych.

Putin jest szczęśliwy. Sukcesy Rosniefti w Wenezueli nie są główną przyczyną tej radości. Stagnacja Wenezueli jest zbawieniem dla gospodarki rosyjskiego reżimu, więc Kreml nie chce, aby Wenezuela pokonała kryzys. Putin śmiertelnie boi się demokratycznej, wolnej, bogatej, dostatniej i odnoszącej sukcesy Wenezueli.

Podobnie Kreml działał w Syrii, przez której terytorium miały być układane bardzo obiecujące rurociągi z Zatoki Perskiej do Europy. Rosja zmusiła marionetkowy reżim Baszara al-Assada do odmowy udziału w projektach dotyczących transportu bliskowschodnich węglowodorów do Starego Kontynentu. To spowodowało niezadowolenie potencjalnych inwestorów i skrajne oburzenie sunnickiej większości w Syrii, co w końcu doprowadziło do krwawej wojny domowej.

Rosjanie tego nie ukrywają. Rosyjski gen. Leonid Iwaszow, szef think tanku Akademia Problemów Geopolitycznych w Moskwie, w trakcie programu „Wieczór z Władimirem Sołowiowem” w telewizji Rossija 1 ujawnił prawdziwe powody wojny w Syrii: interesy Gazpromu i groźba bankructwa Rosji.

„Gdyby Rosja tam nie weszła i nie utrzymała u władzy reżimu Asada, to dziś mielibyśmy bardzo poważny problem z budżetem. Ta wojna toczy się o trzy gazociągi. W Katarze i Iranie są gigantyczne złoża gazu” – powiedział gen. Iwaszow. (Według Międzynarodowej Agencji Energii największe złoża gazu na świecie, zawierające 51 bln m sześc., czyli jedną piątą potwierdzonych zapasów gazu na globie, znajdują się w Zatoce Perskiej między Iranem a Katarem – red.).

„Co gwałtownie zmniejszyłoby nasz udział w rynku gazu?” – spytał prowadzący program Władimir Sołowiow.

„Tak! Pierwszy gazociąg, który chcieli budować, miał iść przez terytorium Syrii i Turcji do Europy. Turcja stałaby się głównym operatorem dostaw gazu” – odparł generał.

„A więc wtargnęliśmy do Syrii, żeby zabezpieczyć sprzedaż gazu przez Gazprom?” – dopytywał dziennikarz.

„Tak. Kiedy Asad w 2011 roku, nie bez naszej presji, odmówił podpisania tego porozumienia (umowy o budowie gazociągów przez terytorium Syrii – red.), to zobaczcie co się stało” – odrzekł szef Akademii Problemów Geopolitycznych.

Z kolei Katar zaczął finansować syryjską opozycję, która zorganizowała masowe protesty przeciwko reżimowi Baszara al-Asada.

Tak więc, Kreml sprowokował a później włączył się w wojnę w Syrii, by powstrzymać budowę gazociągów do Europy i by zapewnić Gazpromowi sprzedaż.

Tymi samymi motywami Kreml kieruje się w Wenezueli. Putin dokłada wszelkich starań, aby zdestabilizować obiecujący kraj bogaty w węglowodory. Za wszelką cenę chce zatrzymać wzrost produkcji ropy, by zapobiegnąć gwałtownemu tąpnięciu cen nośników energii. I w tym celu gotów jest wspierać uzurpatora i skrajnie lewicową dyktaturę lub utopić Wenezuelę we krwi.

Włodzimierz Iszczuk

PRZECZYTAJ:

Węzeł gordyjski Bliskiego Wschodu. III wojna światowa tuż za progiem

Wenezuela: Trump uznał lidera opozycji za prawowitego prezydenta, Putin popiera obalonego uzurpatora. Kraj na krawędzi wojny domowej

Rosja podkopuje Bałkany. NATO straciło czujność w regionie

Rosja chce skłócić Polaków i Ukraińców. Kronika wojny hybrydowej

Państwo Islamskie pomaga Putinowi w walce z Zachodem

Putin „w Libii tworzy nową Syrię”, by skonstruować „strategiczny bastion” przeciwko Zachodowi

Eksperci poważnych think tanków dochodzą do wniosku, że fatalna polityka kremlowska wiedzie Rosję ku przepaści

Całkowite niewolnictwo, despotia, ubóstwienie brutalnych dyktatorów, głod, niędza, łzy, rozlew krwi, сiemność i piekło na ziemi – jest to idealny model „ruskiego miru”