Liberalno-lewicowy dziennik „El Pais” opublikował już serię artykułów, z których wynika, że rosyjska machina propagandowa próbowała wpłynąć na wydarzenia związane z dążeniami Katalonii do niepodległości. Rosję o ingerencję w konflikt na linii Madryt-Barcelona i rozbijanie państwa oskarża też centroprawicowy dziennik „El Mundo” oraz hiszpańska telewizja państwowa. Przy okazji na jaw wychodzą kolejne szczegóły rzucające nowe światło na wydarzenia w Katalonii i ich „obsługę medialną”.

Jak podkreśla włoski politolog Daniele Rieti, rosyjska „armia propagandowa” opiera się na dwóch filarach: pierwsze to oficjalne, państwowe media skierowane na zagranicę jak Russia Today albo Sputnik. Przedstawiają wydarzenia z rosyjskiego punktu widzenia. Czasem również manipulują wiadomościami albo po prostu preparują lub nagłaśniają nieprawdziwe informacje, ale w tak profesjonalny sposób, że nawet znawcy mediów nie są w stanie szybko się w tym połapać.

ZOBACZ TAKŻE:

Kryzys w Hiszpanii – rosyjski ślad

Katalońska awantura. Czego chce Rosja?

Rosja wpływa na referendum w Katalonii – hiszpańskie media

Były szef Agencji Wywiadu: Władze Katalonii szły na prowokację

Separatyzm w cieniu Kremla. Dwa lata temu separatysci z całego świata spotkali się w Moskwie

Te spreparowane, zmanipulowane bądź stronniczo podane newsy są potem „spontanicznie” rozpowszechniane przez pro-rosyjskie tzw. boty na portalach społecznościowych udające jakieś, niekoniecznie rosyjskie, instytucje bądź osoby prywatne. Potem, jeśli chwyci, z dobrej woli rozpowszechniają propagandę zwykli użytkownicy internetu. Tak tworzy się internetowe wydarzenia, które dominują przestrzeń informacyjną, zwłaszcza że to wszystko jest jeszcze pompowane za pomocą działań marketingowych (jak pisaliśmy największe amerykańskie portale społecznościowe twierdzą, że dopiero po latach zauważyły, że powiązane z władzami rosyjskimi podmioty wykupywały u nich usługi polegające na rozpowszechnianiu ich treści. O sprawie czytaj więcej tutaj i tutaj), czy różnych innych technologii, także z pomocą hakerów.

Na szczycie tego są charyzmatyczni twórcy opinii, którzy mówią wyznawcom albo zdezorientowanym ludziom, co mają sądzić o danym wydarzeniu. Najbardziej znany z nich w świecie jest Jullian Assange, którego wpisy na twitterze robiły w jakiś sposób furorę w ostatnich dniach: „Chociaż australijski aktywista nie dał się dotąd poznać jako ekspert od spaw hiszpańskich, jego jednostronne pro-katalońskie wpisy na twitterze były podawane dalej tak często, że stał się jednym z najbardziej wpływowych komentatorów wydarzeń w Hiszpanii” – pisze w swoim artykule Rieti powołując się na ustalenia „El Pais”. Warto tu dodać, że Hiszpania, wliczając w to Katalonię, to kraj gdzie silne są tradycje skrajnie lewicowe, a więc duża podatność na wpływ postaci takich jak Assange, twórca portalu Wikileaks, który ma wizerunek bojownika z zachodnim, kapitalistycznym systemem, władzą, opresją itd. Ale nawet biorąc to pod uwagę, nie wydaje się, by myśli Assange’a w stu procentach rozchodziły się spontanicznie. Jeden z dramatycznych wpisów Assange’a z wezwanie do międzynarodowego wsparcia dla Katalonii uzyskał niewyobrażalną ilość udostępnień, 68 na minutę. Jak czytamy w tekście, nie byłoby to możliwe bez wsparcia „botów”.

„El Pais” pisze, że w przypadku uważanego przez władze Hiszpanii za bezprawne referendum nad niepodległością Katalonii i wydarzeń, które przed nim, w jego trakcie i po nim nastąpiły, rosyjskie „boty” i oficjalne rosyjskie media wyprodukowały ogromną ilość zmanipulowanych bądź nieprawdziwych informacji. Powtórzony został schemat zastosowany przy okazji wyborów w USA, Francji, Holandii, Niemczech czy Brexitu. W sumie German Marshall Fund wyliczył, że Rosja mogła za pomocą internetu interweniować w politykę w co najmniej 27 krajach świata (także w Polsce) w ciągu ostatnich 13 lat.

Jako przykład skutecznego ataku informacyjnego podano w artykule rozpowszechnianą przez RT i Sputnik rzekomą wypowiedź przewodniczącego Komisji Europejskiej, który miał powiedzieć, że Bruksela będzie respektować niepodległość Katalonii. Wielu katalońskich użytkowników internetu w to uwierzyło, co miało wpływ na dynamikę wydarzeń, bo przecież jednym z czynników, jakie Katalończycy biorą pod uwagę rozważając czy są za czy przeciw oderwaniu się od Hiszpanii jest stanowisko innych krajów i Unii Europejskiej. Międzynarodowe uznanie to bowiem jeden z najważniejszych warunków realnej niepodległości.

Inny przykład: krótko przed referendum (czy jak podkreślają władze hiszpańskie, „referendum”) w Katalonii na podstawie decyzji hiszpańskiego sądu zablokowano pewną liczbę stron potrzebnych do przeprowadzenia głosowania i kampanii. Ale dane te okazały się być szybko dostępne na stronach, które były umiejscowione w Rosji i innych posowieckich republikach (na ten temat czytaj także tutaj).

Według Bretta Schaffera z Alliance for Securing Democracy rosyjskim celem jest „podkopanie europejskiej demokracji i instytucji”.

Ciekawy w tym kontekście jest też reportaż z Hiszpanii zamieszczony w polskim katolickim magazynie „Gość Niedzielny”.

„Referendum było kompletną farsą. Do rangi symbolu urasta „cud” w małej miejscowości Palol de Revardit. Mieszka tam dokładnie 470 osób łącznie z noworodkami. Tymczasem okazało się, że w referendum oddano tam 992 głosy, w tym 982 za niepodległością. Nikt na świecie nie mówił jednak o farsie przy urnach, tylko o brutalności policji.” – pisze Leszek Śliwa.

„Po kilku dniach od referendum okazuje się jednak, że ta brutalność też jest w dużej mierze mistyfikacją. Dziennikarze hiszpańscy w krążących po sieci filmikach i zdjęciach znaleźli wmontowane zręcznie wstawki z wydarzeń, do których doszło gdzie indziej albo w innym czasie. Na przykład w fotografię z bicia manifestantów w Turcji ktoś wmontował katalońską flagę. Albo w filmiku po ujęciu pokazującym hiszpańskiego policjanta machającego pałką widzimy leżącą na ziemi zakrwawioną staruszkę. Tylko okazuje się, że ta staruszka kilka lat temu spadła ze schodów. Z kolei zdjęcie zakrwawionego 13-letniego chłopca, które poruszyło 1 października internautów, pochodzi z 2012 roku.” – czytamy dalej w tekście.

„Najbardziej szokująca jest historia Marty Torrejillas, która była w komisji w jednym z lokali podczas nielegalnego referendum. 1 października poważny kataloński dziennik La Vanguardia zamieścił na swym portalu filmik z jej wstrząsającą relacją. „Policjant złamał mi wszystkie palce u ręki. Łamał je po kolei, jeden po drugim. Potem dotykał mi piersi i śmiał się ze mnie” – mówiła Marta pokazując dłoń z opatrunkiem. Jej przykład jako bestialstwo policji przywołał wobec zagranicznych dziennikarzy sławny kataloński trener Josep Guardiola. Oficjalnie o zbadanie sprawy wystąpiła burmistrz Barcelony, Ada Colau, wstrząśnięta towarzyszącą torturze agresją seksualną. Załączony do opowieści Marty Torrejillas filmik pokazuje jak policjant wyprowadza ją siłą z lokalu, ciągnąc za rękę. Ona kładzie się na schodach, a on próbuje ją podnieść. Dziennikarze katalońskiej telewizji TV3, zdecydowanie popierającej separatystów, postanowili pójść śladami tej tragedii. I co się okazało? Marta wyznała reporterom TV3, że była w szoku, dlatego mówiła o łamaniu palców, ale tak naprawdę to było zupełnie inaczej. Nikt jej palców nawet nie próbował łamać. Nikt też nie dotykał jej biustu ani się z niej nie śmiał. Marta ma tylko stan zapalny przy paznokciu jednego palca (zresztą nie w tej ręce, za którą ciągnął policjant) i profilaktycznie założono jej opatrunek na trzy dni.

Prawdopodobnie niebezpieczeństwo konfrontacji w sądzie sprawiło, że Marta Torrejillas postanowiła wycofać się z kłamstwa.

Politycy katalońscy doliczyli się 1 października 893 rannych. Sam w to uwierzyłem, dziwiłem się tylko, czemu dziennikarze katalońscy w następnych dniach nie badają losów nieszczęsnych ofiar. Po kilku dniach okazało się, że nie bardzo jest co badać. Spośród 893 rzekomo rannych noc z niedzieli na poniedziałek spędziły w szpitalach… zaledwie cztery osoby! Nie czterysta, nie czterdzieści, tylko cztery. Dwie z nich były trochę potłuczone i następnego dnia poszły ze szpitala do domu. Hospitalizowani wciąż są dwaj mężczyźni. Jeden z nich, 70-latek, nie brał udziału w zamieszkach i nie ma żadnych obrażeń zewnętrznych. Idąc ulicą doznał zawału serca. Uratowali go hiszpańscy policjanci, którzy natychmiast odwieźli go do szpitala. Obecnie czuje się już lepiej. Drugi z tych, którzy wciąż są w szpitalu rzeczywiście brał udział w zamieszkach i miał pecha, bo gumowa kula trafiła go w okolice oka. Na szczęście nie stracił oka i wraca już do zdrowia.” – pisze korespondent „Gościa Niedzielnego”.

Tymczasem Google, właściciel między innymi popularnego serwisku wideo YouTube, usunął materiały wyprodukowane i zamieszczone przez Russia Today w ramach pakietu premium, a więc promowanych użytkownikom na podstawie komercyjnych umów. Decyzja ta oburzyła Russia Today, stacja nazwała ten krok jako motywowany politycznie. Z kolei szefowa RT pięć dni temu przyznała, że Amerykanie planują zakazanie stacji wszelkiej działalności i transmisji na terytorium USA. Margarita Simonian zagroziła jednak, że jeżeli tak się stanie, to amerykańskie stacje nie będą mogły w żaden sposób pracować ani być transmitowane na terytorium Rosji.

Kresy24.pl / Oprac. MaH / Vocaleurope.eu / ElPais.Com / rt.com / usatoday.com / gosc.pl

ZOBACZ TAKŻE:

Separatyzm w cieniu Kremla. Dwa lata temu separatysci z całego świata spotkali się w Moskwie

Katalońska awantura. Czego chce Rosja?

KOMENTARZ REDAKCJI

Niestety, Europa nie rozumie, że stoi przed poważnym wyzwaniem, ponieważ jest uspokojona przez rosyjską propagandę i ukołysana iluzją własnego bezpieczeństwa. Nadmierna biurokracja, przerośnięty pragmatyzm i pacyfizm nie sprzyjają właściwej ocenie sytuacji. Europejczycy nie zdają sobie sprawy, że w Donbasie Putin walczy nie tylko przeciwko Ukrainie, lecz przeciwko całej Europie.

ZOBACZ TAKŻE:

Ukryta wojna Putina przeciwko Europie

Europa na krawędzi katastrofy

Wybitny polski sowietolog i działacz ruchu prometejskiego Włodzimierz Bączkowski dowodził, że Zachód nie potrafi skutecznie przeciwstawiać się Moskwie, bo błędnie uważa ją za podobne do siebie państwo europejskie.

Według Bączkowskiego Rosja jest powierzchownie powleczonym europejskością państwem azjatyckim, czerpiącym strategię wojenną od Czyngis-chana i Chińczyków. Tak więc źródłem siły Moskwy „nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową”. Dopiero gdy podbijane państwo było wystarczająco osłabione i niezdolne do obrony, następował „tryumfalny marsz hordy, która, mordując bezbronnych, robi wrażenie surowego, klasycznego typu wojska”.

Do realizacji rosyjskiej strategii geopolitycznej zaangażowano ogromne środki finansowe, materialne, instytucjonalne i ludzkie. Na Zachodzie pracuje rozbudowana sieć agentów wpływu, którzy w interesie Rosji (i za rosyjskie pieniądze) sieją nienawiść międzyetniczną, wywołują spory historyczne oraz terytorialne.

ZOBACZ TAKŻE:

Kremlowskie matrioszki. Rosyjski ślad w Polsce

Środowiska prorosyjskie w Polsce

Coraz mocniej szaleje kremlowska propaganda. W celu rozbicia jedności Zachodu liczne media, organizacje społeczne, partie polityczne i ośrodki analityczne szerzą rosyjską propagandę nienawiści, antyliberalizmu, antyamerykanizmu, antysemityzmu oraz neomarksizmu i nacjonalizmu. „Kremlowska armia trolli” atakuje polską sieć. Kukiełki Kremla do utraty tchu wybielają Putina i jego agresywną politykę. „Rosja nie zagraża. Rosja jest zagrożona. Jest nieustanna agresja NATO przeciwko Rosji” – z maniakalnym i bezczelnym uporem twierdzi Janusz Korwin-Mikke. Taką retorykę słyszymy na co dzień z ust polityków, politologów, ekspertów i dziennikarzy zjednoczonych wspólnym celem: rehabilitacją agresywnej polityki Kremla.

ZOBACZ TAKŻE:

Globalne imperium kłamstwa. Ile kosztuje rosyjska wojna informacyjna?

Technologia manipulacji i kłamstwa. Rosyjska wojna informacyjna – The Atlantic Council

Udział w globalnej gospodarce stworzył Rosji możliwość psucia Europy od wewnątrz. Korzystając z zachodniej otwartości, Gazprom przekupił całą grupę czołowych ekspertów, przedsiębiorców i polityków europejskich. Kreml dołożył wszelkich starań, żeby Europa stała się bezzębna, bierna i ospała. Ta strategia okazała się bardzo skuteczna.

Moskwa kupuje partie i polityków charakteryzujących się nadmiarem prowincjonalnej mentalności i brakiem strategicznego myślenia. Wielbiąc rosyjskiego złotego cielca, nie zdają sobie sprawy, że mogą się stać następną ofiarą krwawego imperium zła. Nie rozumieją, że są karmieni do uboju…

ZOBACZ TAKŻE:

Wojna już trwa! Obiektem jest cała Europa

Na celowniku Kremla. Ukryta wojna Putina przeciwko Europie

Ukryta wojna przeciwko Zachodowi. Doktryna generała Gierasimowa

Kontrolowany chaos: jak Rosja zarządza swoją polityczną wojną w Europie (RAPORT)

W swoich pracach Bączkowski przytaczał książkę „Operacja warszawska” carskiego, a następnie sowieckiego dowódcy Borysa Szaposznikowa, który twierdził, że najważniejsze jest, by – zgodnie z rosyjską szkołą – wroga „spreparować”, tak żeby go można było „gołymi rękami wziąć” – „szapkami zakidat”.

Właśnie ta strategia jest kontynuowana przez Moskwę do dziś. Po upadku Związku Sowieckiego władze Rosji zachowały wierność carskiej i bolszewickiej tradycji prowadzenia wojny. Przez 25 lat spadkobiercy KGB w Rosji powoli, ale systematycznie przygotowywali się do odwetu. Moskwa nieustannie kontynuowała działalność wywrotową przeciwko Zachodowi. Zimna wojna tak naprawdę nigdy się nie skończyła…

Jagiellonia.org