Premier RP Mateusz Morawiecki udzielił wywiadu BBC, apelując do najważniejszych przywódców politycznego świata: „Musimy obudzić się z tej geopolitycznej drzemki”.

„Złe rzeczy mogą się zdarzyć na przykład na Ukrainie lub może pojawić się kolejny ogromny problem migracyjny dla całej Europy” – ostrzegał szef polskiego rządu.

„Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej, rosnące ceny gazy i gromadzenie się sił rosyjskich u granic Ukrainy – pokazują, że Kreml i jego sojusznicy chcą zmiany systemu politycznego i destabilizacji regionu. Nie jest za późno na podjęcie działań przez sojuszników Polski”.

Mateusz Morawiecki

Prezes Rady Ministrów

„Złożone elementy układanki prezentują niezbyt optymistyczny obraz” – przekonywał Przese Rady Ministrów, mówiąc o tym, że choć „bezpośrednim sprawcą” kryzysu na polskiej granicy jest białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka, to jednak „ma on sponsora, mocodawcę” w osobie Władimira Putina.

Źródło: PAP, Fronda.pl

PRZECZYTAJ:

Morawiecki: Niepokoi nas coraz większa obecność wojsk rosyjskich wokół Ukrainy

Przypomnijmy, Rosja rozmieściła w pobliżu granicy z Ukrainą około 115 tys. żołnierzy – oświadczył Dmytro Kułeba, minister spraw zagranicznych Ukrainy, podaje portal programu „TSN” ukraińskiej telewizji 1+1. Według szefa MSZ Ukrainy, Rosja koncentruje swoją armię w pobliżu ukraińskich granic od wiosny bieżącego roku.

Wcześniej szef ukraińskiego MSZ wymienił najgorszy scenariusz. Według niego Federacja Rosyjska może ponownie siłą zmienić granice w Europie, jak to już zrobiła w 2014 roku, poprzez aneksję Krymu i zajęcie niektórych obszarów obwodów donieckiego i ługańskiego.

Przypomnijmy, ostatnio propagandyci i urzędnicy państwa-agresora wzniecają histerię i sieją kłamstwo przy pomocy zakrojonej na dużą skalę kampanii dezinformacyjnej, twierdząc, że Ukraina rzekomo planuje za pomocą środków wojskowych wyzwoliać okupowane przez Rosję terytoria Donbasu. Eksperci skłonni są sądzić, że w ten sposób Kreml szuka casus belli czyli pretekst do rozpętania zakrojonej na dużą skalę agresji przeciwko Ukrainie.

Pierwszy raport o ponownym zwiększeniu obecności rosyjskich wojsk w pobliżu granicy z Ukrainą podał 30 października The Washington Post. Już następnego dnia Politico opublikowało zdjęcia satelitarne ukazujące koncentrację wojsk rosyjskich w obwodzie smoleńskim w pobliżu miasta Jelnia, skąd dystans do granicy z Ukrainą wynosi około 260 kilometrów.

Niemal w tym samym czasie eksperci i dziennikarze zauważyli znaczny wzrost poziomu antyukraińskiej histerii w rosyjskich mediach.

Brytyjscy przywódcy wojskowi ostrzegają, że ryzyko konfliktu zbrojnego jest teraz większe niż podczas zimnej wojny.

Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Maliar powiedziała Financial Times, że zachodni wywiad ostrzegał przed wysokim prawdopodobieństwem destabilizacji przez Rosję już zimą. Według niej potwierdzają to również dane ukraińskich służb specjalnych.

Partnerzy Ukrainy wyciągnęli takie wnioski nie tylko na podstawie informacji o liczebności wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą, twierdzi Maliar. Oznacza to, że Waszyngton ma dodatkowe informacje o intencjach Władimira Putina.

Jak informowaliśmy wcześniej, na początku listopada szef amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) William Burns odwiedził Moskwę, gdzie spotkał się z dyrektorem Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołajem Patruszewem w celu ostrzeżenia Kremla przed konsekwencjami nowej ofensywy przeciwko Ukrainie.

Jagiellonia.org

ZOBACZ TAKŻE:

Rosja rozmieściła olbrzymie zgrupowanie wojsk przy granicy z Ukrainą

Wywiad USA: Do inwazji Rosji na Ukrainę pozostało kilka tygodni

Szef NATO: Zagrożenie rosyjską inwazją na Ukrainę nie należy uważać za blef

Mateusz Morawiecki: Mocodawcą kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej jest Putin