Generał Kasem Sulejmani był jednym z najbardziej wpływowych i popularnych postaci irańskiego życia politycznego i jednym z czołowych dowódców irańskich sił zbrojnych. De facto był drugą osobą w państwie i faktycznie jednoosobowo prowadził irańską politykę zagraniczną. Z maniakalnym uporem próbował zbudować geopolityczny projekt „szyickiego półksiężyca”, czyli „świata irańskiego” na Bliskim Wschodzie – islamskiego brata bliźniaka putinowskiej idei „russkowo mira”. Jego brutalne narzędzia prowadzenia polityki zagranicznej były podobne do rosyjskich.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Kasem Sulejmani rozpoczął karierę jako prosty porucznik Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ale dzięki odwadze i wrodzonemu talentowi dowódczemu, jakim się wykazał w czasie wojny iracko-irańskiej (1980-1988), szybko awansował i został dowódcą dywizji, nie mając nawet 30 lat.

W 1998 roku stanął na czele elitarnej jednostki specjalnej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – Al-Kuds, określanej mianem „ostrego narzędzia irańskiej polityki zagranicznej”. Jako szef Al-Kuds kierował irańskimi tajnymi operacjami prowadzonymi za granicą. Wykorzystywał konflikty w państwach Bliskiego Wschodu, m.in. w Iraku, Syrii, Jemenie czy Sudanie, budował tam siatkę wywiadowczą, finansował tamtejsze organizacje szyickie, by tworzyć polityczne i religijne wpływy Teheranu w regionie.

Przyczółkami akcji zwiadowczych i sabotażowych stały się społeczności szyickie w Syrii i Iraku. Członkowie Al-Kuds pod płaszczykiem „lokalnych bojówek” operowali na terytorium całego Bliskiego Wschodu. Ich działalność można porównać to tzw. zielonych ludzików, czyli żołnierzy rosyjskich udających separatystów na wschodzie Ukrainy.

To generał Sulejmani w 2011 roku wciągnął Iran w wojnę syryjską, przerzucając siły lądowe Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, by ocalić reżim dyktatora Baszara al-Asada. To on przekonał Władimira Putina do rozszerzenia obecności wojskowej Rosji w Syrii w 2015 roku. To on wreszcie zorganizował na dużą skalę ingerencję szyickich „bojówek” w wewnętrzne sprawy Iraku.

PRZECZYTAJ:

Węzeł gordyjski Bliskiego Wschodu. III wojna światowa tuż za progiem

Prezydent USA Donald Trump: Rosja, Syria i Iran zabijają tysiące cywili w prowincji Idlib

Należy przy tym zauważyć, że generał Sulejmani – druga osoba w Iranie – był sojusznikiem kierowanej przez USA międzynarodowej koalicji działającej przeciwko Państwu Islamskiemu, a jego żołnierze, często ramię w ramię z Amerykanami, walczyli z terrorystami z ISIS. Ale jego walka z sunnickim Państwem Islamskim była walką o ideały szyickiego islamskiego fundamentalizmu.

W 2017 roku popularność generała w Iranie osiągnęła taki poziom, że pojawił się potężny ruch społeczny pragnący, by Sulejmani stanął w wyścigu o fotel prezydenta kraju. Jednak pomysł ten nie wzbudził entuzjazmu wśród przywódców religijnych Iranu, którzy nie chcieli wzmocnienia już i tak bardzo wpływowego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Z kolei liberalna część irańskiego społeczeństwa obawiała się, że taki przywódca państwa może wzmocnić dyktaturę w kraju.

Tak czy inaczej, rosnąca pozycja generała Sulejmaniego, jednoosobowo destabilizującego cały Bliski Wschód, bardzo irytowała Amerykanów, a atak na ambasadę USA w Bagdadzie, który według wywiadu USA został zorganizowany przez irańskiego generała i jego podwładnych, nie mógł zostać zignorowany i pozostawiony bez odwetu.

Co ciekawie, w Iranie, mimo „żałoby po zamordowanym bohaterze narodowym”, wielu jest usatysfakcjonowanych śmiercią generała. Po pierwsze, jego popularność irytowała irańskich przywódców duchowych, a po drugie, resorty gospodarcze rządu przez długi czas ponosiły poważne straty z powodu geopolitycznych i wojskowych awantur Sulejmaniego.

Warto podkreślić, że to właśnie siły lądowe Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej są główną gwarancją przetrwania antyamerykańskiego reżimu Baszara al-Asada w Syrii, ponieważ to nie wojska rosyjskie, ale przede wszystkim piechota irańska szturmuje syryjskie miasta podczas operacji lądowych.

Trudno przewidzieć konsekwencje zabójstwa generała, jednak histeryczne oświadczenia niektórych obserwatorów, że może ono doprowadzić do wybuchu wojny, są przesadą. Amerykańsko-irańska wojna zastępcza trwa od wielu lat. Zabicie Kasema Sulejmaniego może spowodować eskalację konfliktu, ale mało prawdopodobne jest, aby wojna na dużą skalę wybuchła na Bliskim Wschodzie w najbliższej przyszłości. „Miażdżąca zemsta” zapowiedziana przez Iran raczej do niej nie doprowadzi. Byłby to samobójczy krok dla Teheranu.

Co więcej, likwidacja Sulejmaniego, jednego z najpotężniejszych sojuszników Rosji, w perspektywie średniofalowej może osłabić wpływ Federacji Rosyjskiej w Syrii i na całym Bliskim Wschodzie, co leży w interesie całej wspólnoty euroatlantyckiej.

Włodzimierz Iszczuk

ZOBACZ TAKŻE:

Wojny w Syrii i na Ukrainie to dopiero początek, Kreml szykuje się do wielkiej wojny z NATO

Prof. Romuald Szeremietiew: W Unii Europejskiej Kasem Sulejmani był na liście terrorystów

Atak rakietowy w Iraku. Zginął generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej irańskiej jednostki