Rosja już prowadzi wojnę z Europą. Toczy się ona z wewnątrz, wykorzystując lęk, korupcję, dezinformację i chaos. Europa, sparaliżowana strachem przed eskalacją i utratą wygodnego status quo, wciąż udaje, że to nie jej sprawa. Ale Kreml nie ma złudzeń: wie, że trzeba uderzyć pierwszy, zanim przeciwnik się zorientuje – i właśnie do tego dziś się przygotowuje – pisze Mychajło Honczar, uznany ukraiński ekspert ds. bezpieczeństwa i stosunków międzynarodowych, na łamach tygodnika „Dzerkało Tyżnia” – jednego z najbardziej opiniotwórczych pism na Ukrainie.
W ubiegłym roku, podczas roboczej rozmowy z przedstawicielami kwatery głównej NATO, usłyszałem pewną uwagę dotyczącą wniosku zawartego w jednej z analiz Centrum „Strategia XXI”. Wydawałoby się, że po jedenastu latach rosyjskiej agresji jest to oczywistość: „Wojna w Ukrainie to wojna w Europie”. Komentarz z Brukseli brzmiał jednak następująco: owszem, ale to nie jest wojna Europy. Innymi słowy – to wasza wojna z Rosją, my oczywiście stoimy po waszej stronie, sprzeciwiamy się rosyjskiej agresji, ale to nie jest nasza wojna — nie NATO, nie Unii Europejskiej.
O naturze rzeczy
Rosyjska wertykalna struktura służb specjalnych działała i nadal działa przeciwko Zachodowi w sposób systematyczny i konsekwentny od momentu, gdy Władimir Putin trafił do „kremlowskich komnat” w 1999 roku. Kraje bałtyckie, Gruzja i Ukraina od początku stanowiły dla putinowskiego reżimu cierń w boku. To właśnie one, zdaniem Kremla, podążając kursem „agresywnego zagarniania przez Zachód rdzennie rosyjskich terytoriów po upadku muru berlińskiego”, stały się główną przyczyną „największej geopolitycznej katastrofy XX wieku” – rozpadu Związku Sowieckiego.
Dlatego też nieprzypadkowo były obiektem pokazowych „akcji karzących” w formie hybrydowej. W 2003 roku Rosja wstrzymała tranzyt swojej ropy przez Łotwę, a w 2006 roku – przez Litwę. Na początku 2006 roku wprowadziła blokady gazowe wobec Ukrainy i Gruzji, a w 2007 roku przeprowadziła bezprecedensowy, zmasowany cyberatak na Estonię. Równolegle Kreml rozpoczął realizację wielkich projektów energetycznych, mających na celu ominięcie państw bałtyckich i Ukrainy – BPS-1, BPS-2, Nord Stream i South Stream – by „wyeliminować je z tranzytu”. Podczas słynnego wystąpienia Putina na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku Rosja otwarcie rzuciła wyzwanie Zachodowi, przede wszystkim jego liderowi – Stanom Zjednoczonym.
Na fali rekordowych cen ropy, które przynosiły reżimowi Putina ogromne nadwyżki finansowe i zachęcały go do demonstracji siły, doszło najpierw do inwazji na Gruzję w 2008 roku, a potem – podczas kolejnego surowcowego boomu – do agresji przeciwko Ukrainie w 2014 roku.
Jednak w politycznych elitach Europy działania Rosji wobec Ukrainy, Gruzji czy państw bałtyckich interpretowano zupełnie inaczej – tam woleli nie dostrzegać zagrożeń, zadowalając się korupcjogennymi strumieniami rosyjskiej ropy i gazu. W Berlinie panowało przekonanie, że zasada „gdy się handluje, nie prowadzi się wojen” jest czymś absolutnym. Tymczasem w Moskwie, jeszcze od czasów sowieckich, wypracowano skuteczną metodologię prowadzenia wojny z tymi, którzy płacą w twardej walucie – wojny toczonej od wewnątrz, równolegle z handlem, poprzez przekształcanie przeciwnika na własną modłę.
Trochę najnowszej historii: broń organizacyjna
Jeszcze w czasach sowieckich Spartak Nikanorow i Siergiej Sołncew opracowali metodologię „zarządzania systemami zarządzania”. W epoce Putina – czasie powszechnego wdrażania zaawansowanych metod działania wywodzących się ze służb specjalnych – zaczęto ją wykorzystywać w sposób wyjątkowo skuteczny do osiągania strategicznych celów. Broń organizacyjna to zespół niemilitarnych działań długofalowego oddziaływania, polegających na erozji zdolności organizacyjnych przeciwnika do stawiania oporu.
W jednym z raportów dla Klubu Izworskiego (Изборский клуб) napisano: „Faktycznie broń organizacyjna jest sposobem aktywacji patologicznego systemu wewnątrz funkcjonującego systemu państwa-celu”. Efektem jej zastosowania jest wymiana podstawowego systemu wartości państwa-ofiary na wartości agresora – jako bardziej „nowoczesne” i „perspektywiczne”. Innymi słowy: patologia, dyskretnie zaszczepiona w państwowy organizm przez agresora, wyłącza jego system odpornościowy – czyli narodowe bezpieczeństwo i obronę – oraz przeprogramowuje działanie instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i wojsko tak, by nie identyfikowały zagrożeń dla życia państwa i nie podejmowały z nimi walki.
PRZECZYTAJ:
„Niech żyje Targowica!” – prorosyjscy neofaszyści maszerują w czarnych mundurach
Prorosyjski ekstremizm w Polsce. Zaczyna się od prowokatorów, kończy na czołgach
Jednak największym sukcesem Kremla w wojnie przeciwko Zachodowi po przemówieniu monachijskim z 2007 roku była dezintegracja Stanów Zjednoczonych jako wiodącej siły przestrzeni transatlantyckiej oraz rozproszenie „kolektywnego Zachodu”. Nie udało się to od razu. Sukces z 2016 roku nie został podtrzymany w 2020, ale w 2024 roku wysiłki Kremla przyniosły oczekiwane owoce po dziesięcioleciach pracy. W roku 2025 obserwujemy błyskawiczną transformację Stanów Zjednoczonych – pod rządami obecnej administracji – w autorytarną plutokrację, której fundamenty podważają tradycyjny amerykański system demokratyczny z jego mechanizmami równowagi i kontroli.
Idolem Donalda Trumpa jest Władimir Putin, a wzorcem – stworzone przez niego mafijne państwo. Ta radykalna przemiana coraz wyraźniej kontrastuje z sytuacją w Europie, której lęki rosną wykładniczo, biorąc pod uwagę dwie największe niewiadome dzisiejszej geopolityki: Trumpa i Putina.
Wciąż „Sojusz przestraszonych”
Obecnie trwa kolejna fala debat na temat tego, jak Rosja może uderzyć w NATO bez użycia, lub przy minimalnym użyciu, sił zbrojnych. Państwa bałtyckie znów są postrzegane jako słabe, słabo chronione ogniwo wschodniej flanki Sojuszu. Na nowo rozważa się scenariusz krymski z „zielonymi ludzikami”, donbaski z girkinowskimi najemnikami, czy operację przez korytarz suwalski. Ale po dwunastu latach wojny przeciwko Ukrainie Kreml zdążył opracować nowe, innowacyjne metody osłabiania NATO — obserwując jego (bez)czynność wobec rosyjskich działań. Przyjęcie Finlandii i Szwecji do Sojuszu wzmocniło go formalnie, lecz nie uczyniło bardziej sprawnym operacyjnie. Pytanie „Kto jest gotów umierać za Narwę?” wciąż pozostaje bez odpowiedzi – mimo powtarzanych z powagą deklaracji o lojalności wobec zasady zbiorowej obrony, składanych choćby podczas szczytu w Hadze.
Co więcej, szczere wyznanie byłego przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO Roba Bauera, że Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego nie oznacza automatycznej reakcji militarnej w przypadku ataku Rosji — i że Sojusz może nie odpowiedzieć np. na wtargnięcie do estońskiej wsi — brzmi wręcz jak zachęta dla Kremla. Tym bardziej, że NATO i UE wciąż nie wykazują żadnej gotowości do działania według scenariusza zmuszenia agresora do pokoju. Ograniczają się do połowicznego „powstrzymywania”, które w rzeczywistości Rosji nie powstrzymuje, lecz wręcz ją ośmiela do dalszych kroków. Najnowszy przykład: informacje ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) o znacznym zwiększeniu produkcji rakiet „Iskander” — zarówno balistycznych, jak i manewrujących — w ilościach dalece przekraczających potrzeby frontu ukraińskiego. To sygnał, że Rosja planuje ofensywę nie tylko przeciwko Ukrainie, ale całej Europie.
Rosja przede wszystkim stawia na wykorzystywanie europejskiego strachu. NATO od 2014 roku — i szczególnie od 2022 — nieprzerwanie pokazuje, że pozostaje „Sojuszem przestraszonych”. Szczyt w Hadze nie tylko tego nie obalił, ale wręcz potwierdził ten obraz, bo nawet tam zabrakło odwagi, by nazwać rzeczy po imieniu — przyznać, że toczy się rosyjska wojna w Europie. „Koalicja zdecydowanych” wciąż pozostaje ideą zamkniętą w sobie.
Oprócz strachu przed wojną, równie silnym lękiem — który paraliżuje zarówno obywateli, jak i polityków w Europie — jest obawa przed utratą wygody i komfortu, do którego przez ostatnie pół wieku przywykły całe pokolenia. To właśnie eksploatacja tego podświadomego lęku — wstrząsu psychicznego spowodowanego nagłym wypadnięciem ze strefy komfortu — leży u podstaw rosyjskich scenariuszy działania przeciwko Europie. Wyobraźmy sobie Europejczyka, który z dnia na dzień zostaje odcięty od łączności, internetu, bankowości, pozbawiony wody i elektryczności.
Uderz pierwszy
Podstawowy scenariusz operacyjny Rosji to tzw. „multikryzys Europy” — czyli celowe wywoływanie zsynchronizowanych kryzysów w takich sferach jak telekomunikacja, systemy cyfrowe, transport czy energetyka. Celem jest operacyjna dysfunkcja kluczowych systemów, od których zależy komfort i stabilność życia europejskich społeczeństw, oraz wprowadzenie ich w stan głębokiego szoku i poczucia beznadziei. Narzędziami są cyberataki, agentura wpływu, media społecznościowe, migranci, grupy przestępcze, środowiska marginesu społecznego — a wszystko to pod nadzorem wcześniej infiltrowanych struktur organizujących chaos, przy aktywnym udziale rosyjskich służb specjalnych oraz prywatnych firm wojskowych, które w ostatniej dekadzie zostały w Europie znormalizowane i zalegalizowane.
Podczas Forum w Soczi w 2015 roku Putin otwarcie przyznał: „Jeszcze 50 lat temu ulica w Leningradzie nauczyła mnie jednej zasady: jeśli bójka jest nieunikniona, trzeba uderzyć pierwszy”. I właśnie tak Rosja postępowała wobec Gruzji, wobec Ukrainy, a — co istotne — także wobec NATO. Wystarczy przypomnieć rajd rosyjskiego oddziału specjalnego z sił pokojowych do kosowskiego lotniska w Prisztinie w 1999 roku, pod dowództwem majora Junus-beka Jewkurowa (od 2019 roku wiceministra obrony Rosji), mający na celu uniemożliwienie siłom NATO zajęcia tego strategicznego punktu.
Dziś Kreml ma dodatkowy powód, by „uderzyć pierwszy”: chęć rewanżu za porażki poniesione na Bliskim Wschodzie — utratę dominacji nad Syrią, klęskę Iranu zadaną przez Izrael i USA. W tym kontekście zacieśnianie współpracy z Koreą Północną — nie tylko w zakresie dostaw pocisków i amunicji, ale również żołnierzy — świadczy o gotowości Kremla do długofalowej wojny przeciwko Ukrainie i całej Europie, która będzie wymagała znacznych dodatkowych sił.
Zaangażowanie Pjongjangu w wojnę w Europie przeciwko Ukrainie miało jeszcze jeden cel: test dla NATO. Kto z przywódców państw członkowskich zdecyduje się wysłać swoje oddziały, aby stanąć ramię w ramię z ukraińskimi Siłami Zbrojnymi, jeśli na wschodnioeuropejskim teatrze działań pojawią się wojska z Azji Wschodniej? Test zakończył się sukcesem — dla Kremla. Nikt. Nawet prezydent Francji, który jeszcze wiosną 2024 roku mętnie sugerował gotowość do osłony Odesy przed atakami powietrznymi, zamilkł. Kreml jest przekonany, że w przypadku którejś z republik bałtyckich, mimo ich członkostwa w NATO, sytuacja przebiegałaby podobnie — zwłaszcza w świetle nowych „trumpowskich” interpretacji artykułu 5 Traktatu.
W ostatnim czasie Putin zaczął szczególnie podkreślać, że Rosja nie stanowi zagrożenia dla Europy, a także — po raz pierwszy od lat — otwarcie narzeka na problemy gospodarcze. To jednak klasyczna zasłona dymna, zgodna z zasadą Sun Zi, że wojna to „ścieżka podstępu i oszustwa”. Wszystko to odbywa się na tle przygotowań do ćwiczeń wojskowych „Zachód-2025”.
Warto pamiętać, że rosyjska władza po rozpoczęciu tzw. „SWO” w 2022 roku może funkcjonować tylko w stanie permanentnej dynamiki wojennej. To właśnie militarna dynamika gwarantuje jej stabilność. Dlatego nowy front wojny to dla Putina nie tylko strategiczne narzędzie, ale także sposób na przedłużenie własnej politycznej egzystencji. Trzeba przecież bronić „okna na Europę”, które car Piotr I wybił nad Bałtykiem, przed próbami jego zamknięcia przez „agresywne NATO”.
Algorytmy
Dystansowanie się Stanów Zjednoczonych od Europy oraz obstrukcja niektórych państw członkowskich NATO — takich jak Węgry, Słowacja czy Hiszpania — wobec wspólnego oporu przeciwko Rosji automatycznie przekładają się na wzrost przewagi militarnej Moskwy. Tym bardziej że Europa pozbawiona amerykańskiego wsparcia raczej nie uzyska przewagi nad tandemem Rosja–Korea Północna. Nie chodzi nawet o to, że Rosja ma dziś za mało czołgów, by szturmować europejskie autostrady — bo jej pancerny potencjał spłonął w ukraińskich stepach. Tego po prostu nie potrzebuje.
Dysponując zdobytymi przy użyciu broni organizacyjnej przyczółkami w Europie (jak Węgry czy Słowacja), Rosja jest w stanie produkować znaczne ilości rakiet i dronów uderzeniowych, przy czym Korea Północna gotowa jest wesprzeć ją własnym potencjałem rakiet balistycznych. To wystarczy, by przy przejściu wojny z fazy hybrydowej do konwencjonalnej uderzyć w kluczowe podstacje energetyczne, systemy wodociągowe w wielkich aglomeracjach miejskich, centra danych i inne newralgiczne elementy infrastruktury. To właśnie wtedy przydadzą się „Iskandery”, KN-23, „Kalibry” — także do uderzenia w wrażliwą psychikę Europejczyków, którzy tym razem zobaczą sceny grozy nie w relacjach z „odległego i obcego” kraju, lecz u siebie.
Wspomniana „estońska wieś” czy nawet Narwa mogą nie przedstawiać strategicznego zainteresowania dla Kremla, ale już słabo zaludnione wyspy archipelagu Moonsundzkiego — których zajęcie oznaczałoby również kontrolę nad Zatoką Ryską i sąsiednią Łotwą — jak najbardziej. Podobnie jak kontrola nad Wyspami Alandzkimi, które przez blisko sto lat należały do Imperium Rosyjskiego (do 1917 roku) i mimo przystąpienia Finlandii do NATO, wciąż pozostają terytorium zdemilitaryzowanym.
Algorytm dezorganizacji Europy, skoncentrowany na rejonie Morza Bałtyckiego i zakładający przejście do ograniczonego konfliktu konwencjonalnego, może składać się z różnorodnych, modułowych działań. Może wyglądać mniej więcej tak:
-
Cyberataki: na sieci energetyczne, centra danych, systemy transportowe, telefonię komórkową, bankowość i wodociągi w największych aglomeracjach;
-
Zintegrowane użycie środków walki radioelektronicznej (WRE) – zarówno stacjonarnych, jak i mobilnych (marynarka wojenna) – w strefie Morza Bałtyckiego (np. spoofing GPS);
-
Aktywizacja „spontanicznych” protestów migrantów, obejmujących zamieszki, przestępczość i akty terrorystyczne w miastach Europy;
-
Szeroko zakrojona katastrofa ekologiczna — np. spowodowana „przypadkowym incydentem”, takim jak wyciek ropy w rejonie kanału La Manche lub na Morzu Północnym;
-
Sabotaż gazociągów, kabli energetycznych i światłowodowych w strefie Morza Północnego i Bałtyku;
-
Szantaż nuklearny — zarówno poprzez groźbę użycia „Iskanderów”, jak i przejęcie jednej lub kilku spośród czterech elektrowni jądrowych położonych na wybrzeżach Finlandii i Szwecji;
-
Głębinowe sabotaże na transatlantyckich liniach światłowodowych łączących Europę z Ameryką Północną, prowadzone przez Główne Zarządzenie Badań Głębokowodnych Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej;
-
Dywersje w składach amunicji, uzbrojenia, sprzętu wojskowego oraz na bazach paliwowych;
-
Ataki rojów dronów, sterowanych przez sztuczną inteligencję, na cele w krajach bałtyckich — przy jednoczesnym unikaniu uderzeń w miejsca stacjonowania wojsk NATO (zwłaszcza amerykańskich i niemieckich), z „ofertą” bezpiecznego wycofania tych sił z Europy w zamian za brak odpowiedzi ogniowej. W końcu: „To nie wasza wojna”.
Kiedy?
W Rosji panuje przekonanie, że Europa nie jest zdolna do działań prewencyjnych — potrafi jedynie reagować, i to wyłącznie według scenariuszy antyeskalacyjnych. Przypadki z ostatnich trzech lat, gdy rosyjskie drony, rakiety manewrujące czy samoloty naruszały przestrzeń powietrzną Polski i Rumunii, a czasem także Węgier, Chorwacji czy Estonii — i nie były przechwytywane — tylko utwierdzają Kreml w przekonaniu, że NATO nie jest zdolne nawet do adekwatnej reakcji. Liderzy krajów członkowskich boją się eskalacji. Nie mają wewnętrznej odporności, są psychicznie podatni na szantaż. Obraz zbiorowego płaszczenia się przed Donaldem Trumpem jeszcze bardziej upewnia Moskwę w jednym: uderz pierwszy.
Co więcej, kalkulacje wysokich rangą urzędników NATO i państw członkowskich, mówiące o 5–10 latach potrzebnych na przygotowanie Sojuszu do potencjalnej wojny z Rosją, opierają się na błędnym, liniowym założeniu, że Rosja również będzie potrzebowała tyle samo czasu na przygotowanie własnej ofensywy. Tymczasem Kreml nie planuje frontalnego ataku od norweskiego Kirkenes do tureckiego Bosforu. I nie zamierza czekać, aż NATO będzie gotowe. Rosja już działa — z wnętrza Europy, wykorzystując podprogowe, hybrydowe i niekonwencjonalne metody.
W Moskwie dobrze wiedzą, że na takie działania NATO i UE nie reagują — a jeśli już, to bardzo ograniczonymi środkami, byle tylko nie dopuścić do eskalacji militarnej. Dlaczegoś zakłada się, że Rosja będzie postępować symetrycznie i „po dżentelmeńsku”. Tymczasem realia są inne. Symbolicznym przykładem jest incydent z 14 marca 2023 roku: amerykański dron MQ-9 Reaper został nad Morzem Czarnym zniszczony przez rosyjski myśliwiec Su-27 — bez użycia broni pokładowej. Odpowiedź USA ograniczyła się do słów, a loty amerykańskich dronów w rejonie zostały wstrzymane, by — jak oficjalnie przyznano — „nie prowokować eskalacji”. Rosja osiągnęła swój cel.
Kreml dostrzega również, że „jedność NATO i UE” to jedynie symulacja — rodzaj europejskiej potiomkinowszczyzny. Tym bardziej, że w obu strukturach funkcjonują „konie trojańskie”, zdolne do paraliżowania konsensusu. W rosyjskiej optyce chaotyzacja i dysfunkcja instytucji — zarówno unijnych, jak i krajowych — prowadzić będzie do kryzysów rządowych, a te z kolei do ustanowienia „nowej normalności”: transformacji ustrojowej na wzór węgierski lub słowacki. Patologia staje się normą. Nie udało się w Rumunii, Francji czy Niemczech? Nie szkodzi — uda się później.
W związku z tym Rosja jest już gotowa do działania na kierunkach, gdzie Europa jest najbardziej podatna na uderzenie. Czy stanie się to w najbliższych miesiącach — zsynchronizowane z ćwiczeniami „Zapad-2025”, czy w przyszłym roku — to ma już drugorzędne znaczenie. Dowodem tego gotowości może być jeszcze jeden, świeży sygnał: 25 czerwca Rosja jednostronnie zatwierdziła nowy zestaw współrzędnych dla tzw. linii wyjściowych na Morzu Bałtyckim, samowolnie wyznaczając nowe granice morskie. Zignorowała przy tym konieczność konsultacji z sąsiadami — Finlandią, Szwecją, Litwą i Estonią — co przewiduje Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 roku.
Warto zwracać uwagę na szczegóły. Na tle globalnych wydarzeń dryf tankowca z tzw. „floty cieni” w pobliżu podmorskich kabli w rejonie Morza Bałtyckiego lub Północnego, podpalenia ciężarówek Bundeswehry przez pacyfistów lub propalestyńskich aktywistów w Niemczech, czy też opancerzonych pojazdów w Belgii, loty niezidentyfikowanych dronów w pobliżu amerykańskich baz wojskowych w Europie, lokalne blackouty czy celowe wjazdy ciężarówek w tłumy podczas imprez masowych – wszystko to wygląda jak drobne incydenty, klasyfikowane oddzielnie jako przypadki jednostkowe.
W rzeczywistości jednak mamy do czynienia z systemowym treningiem rozproszonych, nieregularnych sił Rosji na terenie Europy – przygotowaniem do momentu „godziny zero”. Podobnie jak cykliczne przerwy w funkcjonowaniu podmorskich kabli telekomunikacyjnych i energetycznych na Bałtyku, przedstawiane jako przypadkowe awarie bądź nieumyślne incydenty, czy też sabotaże wymierzone w zakłady przemysłu obronnego w krajach europejskich.
Rosyjski emigrant biały, Jewgienij Messner, oficer armii carskiej, opisał w książce wydanej w 1960 roku wojnę przyszłości:
„W przyszłej wojnie nie będzie się walczyć na linii frontu, lecz na całym obszarze terytoriów obu stron, ponieważ za frontem zbrojnym powstaną fronty polityczne, społeczne i gospodarcze. Walka nie będzie toczyć się na dwuwymiarowej płaszczyźnie, jak dawniej, ani nawet w trójwymiarowej przestrzeni, jak to miało miejsce od czasów powstania lotnictwa wojskowego, lecz w czterowymiarowej – czwartym wymiarem będzie psychika walczących narodów. Strona walcząca będzie obecna na terytorium przeciwnika, tworząc i podtrzymując ruch partyzancki; ideowo i materialnie, przez propagandę i finanse, będzie wspierać tam partie opozycyjne; wszelkimi sposobami będzie tam podsycać nieposłuszeństwo, sabotaż, dywersję i terror, wywołując bunty…”
„…Walka toczyć się będzie zarówno regularnymi oddziałami, które utraciły monopol na wojnę, jak i nieregularnymi siłami, które stały się potężnym czynnikiem konfliktu. Walczyć będą partyzanci, dywersanci, terroryści, propagandyści i sabotażyści… oraz przy pomocy innych niezwykłych rodzajów broni: agresywnej dyplomacji, broni naftowej, broni pornografii, broni narkotyków i broni prania mózgu…”
65 lat temu rosyjski emigrant mieszkający w Argentynie niemal przewidział rosyjską wojnę w Europie XXI wieku. Jedynie pojawił się jeszcze cyberwymiar, a ostatnio – sztuczna inteligencja, w czym Rosji pomaga Chiny, będące współkorzystającym z dezintegracji UE i NATO.
Mychajło Honczar, „Dzerkało Tyżnia”, tłum. Jagiellonia.org
ZOBACZ TAKŻE:
Propaganda KGB wraca w biało-czerwonym opakowaniu
Dezinformacja: Jak teoria „Ukropolin” uderza w bezpieczeństwo państwa polskiego
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE „GEOPOLITYKA” NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU: „Koniec Pax Americana? Polityka Trumpa popycha świat w otchłań chaosu”
Kapitulacja USA?
„PLAN POKOJOWY” TRUMPA TO PRZEPIS NA GLOBALNY CHAOS
Samobójstwo Zachodu?
JEŚLI PUTIN WYGRA, ZMOBILIZUJE UKRAIŃCÓW PRZECIW EUROPIE
To jest nasza wojna!
UKRAINA TO DOPIERO PIERWSZY FRONT ROSYJSKIEJ WOJNY PRZECIWKO ZACHODOWI
Obejrzyj antypolskie wystąpienie Putina!
PUTIN GROZI POLAKOM!
Podobnej retoryki używał przed inwazją na Ukrainę
Polska to Kraj Nadwiślański?
ZOBACZ NASZ FILM: „PUTIN MARZY O WSKRZESZENIU IMPERIUM ROSYJSKIEGO”
Polecamy państwa uwadze nasz film:
„PUTIN PLANOWAŁ ATAK NA POLSKĘ‼️ UKRAINA POKRZYŻOWAŁA TE PLANY”
Co Putin planował zrobić z Polską i Europą?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „WRÓG U BRAM”
Nadchodzi III wojna światowa❓
BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA ROSJĘ❗️
Jak pokonać Rosję?
OGLĄDAJ NASZE FILMY O STRATEGII PRZETRWANIA W WARUNKACH ROSYJSKIEJ WOJNY HYBRYDOWEJ
Rosja to więzienie narodów!
KIEDY NASTĄPI TRZECIA FAZA UPADKU IMPERIUM ZŁA?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „DYPLOMACJA XXI WIEKU. Nowy ład światowy wykuwa się na Ukrainie”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „Rosyjski antyświat. Polityka na krawędzi apokalipsy”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN GROZI POLSCE”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN POWINIEN BŁAGAĆ O LITOŚĆ. I WTEDY BĘDZIE NASZA ODPOWIEDŹ – TRYBUNAŁ”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTINIZM. EKSPANSJA ZŁA”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „LUDOBÓJSTWO 2022”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU „GEOPOLITYKA”
ZOBACZ TAKŻE:


Ostatnie komentarze