Po tym, jak parlament Kosowa przyjął pakiet ustaw, według których powstanie zawodowa kosowska armia, Serbia postanowiła zwrócić się o pomoc do Moskwy i Pekinu.

Minister spraw zagranicznych Serbii Ivica Dačić zauważył, że w 2019 roku Serbia będzie intensywnie omawiać kwestię Kosowa i „być może w innym formacie niż wcześniej” – informuje portal Espreso.

Według serbskiego ministra, w nadchodzącym roku europejscy negocjatorzy będą zajęci wyborami do Parlamentu Europejskiego i „Stany Zjednoczone chcą wypełnić tę próżnię”. Dačić podkreślił, że „to jest dobre dla całego procesu, ponieważ nie chcemy tracić czasu”. Jednak, według opinii serbskiego szefa MSZ, oprócz Amerykanów do negocjacji powinni dołączyć też Rosjanie i Chińczycy. Jego zdaniem, „zapewniłoby to szerokie gwarancje międzynarodowe” w trakcie realizacji porozumienia.

PRZECZYTAJ:

Szef rosyjskiego wywiadu w Serbii

Fakt, że Serbia próbuje nakłonić Rosję i Chiny do udziału w negocjacjach w sprawie Kosowa, stanowi zagrożenie dla europejskiego pokoju i bezpieczeństwa, ponieważ niepowodzenie w procesie negocjacji może spowodować narastanie rywalizacji i konfrontacji między mocarstwami.

Napięcie na Bałkanach nasiliło się w lipcu 2018 r., kiedy prezydent Serbii Aleksandar Vučić przedstawił pomysł podziału Kosowa, które 10 lat temu ogłosiło niepodległość od Serbii. Władze Kosowa obawiają się, że Serbia chce rozczłonkować te państwo i odebrać Albańczykom północną część kraju. 14 grudnia parlament Kosowa przyjął w drugim czytaniu trzy projekty ustaw dotyczące stworzenia armii zawodowej.

PRZECZYTAJ:

Rosja podkopuje Bałkany

Sytuacja na Bałkanach niepokoi ekspertów. Próba zamachu stanu w Czarnogórze, tworzenie prorosyjskich serbskich sił paramilitarnych w Bośni i Hercegowinie, napięta sytuacja wokół Kosowa są dowodem na to, że Rosja z maniakalnym uporem stara się podpalić ten region Europy.

Istnieją powody do obaw, że na Bałkanach może wybuchnąć nowa wojna, która popchnie Serbię w objęcia Rosji. Konsekwencje takiego scenariusza mogą być fatalne dla geopolitycznej sytuacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

PRZECZYTAJ:

Serbia na krawędzi wojny z Kosowem. Putin zaciera ręce

Przypomnijmy, kilka tygodni temu, koordynator grupy Opór Informacyjny, deputowany Rady Najwyższej, pułkownik Dmytro Tymczuk na swoim profilu na Facebooku podzielił się niepokojącą prognozą w sprawie ewentualnych wywrotowych działań prezydenta Rosji na kontynencie europejskim.

Według płk. Dmytra Tymczuka Moskwa zaczyna realizować scenariusz bardzo podobny do tego sprzed wprowadzenia wojsk rosyjskich do Syrii trzy lata temu. Przypomnijmy, wówczas zwrócił się o to do Putina syryjski prezydent Baszar al-Asad. Czy teraz prezydent Serbii poprosi dyktatora Rosji, by wprowadził swe wojska na Bałkany?

Ekspert przypomina, że „po tym, jak Amerykanie rozbili rosyjsko-syryjski projekt ISIS”, rosyjscy propagandyści (w czasie, gdy wysłannicy szefa Republiki Czeczeńskiej Ramzana Kadyrowa ewakuowali się z Państwa Islamskiego) krzyczeli, że jednym z kierunków ucieczki islamistów z ISIS będą Bałkany.

PRZECZYTAJ:

Państwo Islamskie pomaga Putinowi w walce z Zachodem

Scenariusz jest dość prosty: Moskwa może zainicjować w paru miejscach na Bałkanach (wszędzie z czynnikiem muzułmańskim) nowy konflikt (lub kilka konfliktów), np. serbsko-kosowski, oraz zacząć popychać Republikę Serbską do wyjścia z Bośni i Hercegowiny, udzielając Belgradowi pomocy wojskowej przeciwko Kosowu – pisze ukraiński parlamentarzysta.

Warto tu przypomnieć, że w 2017 roku prezydent Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie Milorad Dodik stwierdził, że dla bośniackich Serbów lepiej by było stworzyć jednolite państwo, w którym znalazłaby się Serbia oraz serbskie terytoria w Kosowie.

Zdaniem płk. Tymczuka destabilizacja południa Europy pomoże Moskwie odwrócić uwagę USA i UE od wydarzeń na Ukrainie i innych zbrodni Kremla popełnianych na całym świecie. Oprócz tego umożliwi podjęcie dalszych działań wywrotowych, mających nie dopuścić do integracji krajów bałkańskich z UE i NATO. A jeśli chodzi o Ukrainę, stworzy szansę na uruchomienie jednoczesnych działań destabilizacyjnych w kilku ukraińskich regionach (na południu, wschodzie i zachodzie kraju).

O możliwości takiego scenariusza grupa Opór Informacyjny pisała już rok temu: „analitycy mówią teraz całkiem sporo o nowym źródle napięć, do których może dojść na Bałkanach w niedalekiej przyszłości, gdzie problemy etniczne mogą przerodzić się, oczywiście dzięki Kremlowi i jego V kolumnie, w konflikt chrześcijańsko-muzułmański, dokąd Moskwa wprowadzi terrorystów z Państwa Islamskiego”.

PRZECZYTAJ:

Za aktywną działalnością terrorystów w Europie i USA stoi Kreml – oficer FSB

Oświadczenia, które wprost projektują ten konflikt, wydają rosyjskie służby specjalne.

W tym kontekście warto przywołać raport szefa Centrum Antyterrorystycznego WNP, generała pułkownika Andrieja Nowikowa, w którym oprócz Pakistanu wymienił Bałkany. „Większość bojowników terrorystycznych powróci do swoich krajów lub wyruszy do innych krajów. […] Badania pokazują, że szlak na Bałkany jest szczególnie popularny” – powiedział rosyjski generał.

Według płk. Tymczuka niektórzy rosyjscy eksperci skomentowali wypowiedź Nowikowa następująco: „Na Bałkanach istnieją całe enklawy radykalnych islamistów. Większość z nich jest w Bośni. Wielu »wojowników dżihadu« przybyło tam w latach 90., by walczyć, i tam pozostali. Trochę mniej było ich w Kosowie i Macedonii − na obszarach zamieszkiwanych przez Albańczyków. Całe wioski »wahhabitów« są w Serbii, Bułgarii, Macedonii, Czarnogórze i oczywiście w Bośni i Albanii. Na Bałkanach, geograficznie leżących między Bliskim Wschodem a Europą Zachodnią, łatwiej jest się zgubić. Dogodne są zwłaszcza Kosowo i Bośnia, gdzie praktycznie panuje anarchia administracyjna. Tam łatwiej się ukryć, zmieszać z tłumem. A w innych krajach regionu służby bezpieczeństwa nie są najsilniejsze”.

Jak przypomina koordynator grupy Opór Informacyjny, w 2016 roku podczas wizyty rosyjskiego wicepremiera Dmitrija Rogozina w Serbii, pokazał on Vojislavowi Šešeljowi kilka kart ze zdjęciami Krymu zaanektowanego przez wojska rosyjskie, zaznaczając, że chciałby otrzymać prezent z rąk lidera serbskich radykałów […] symbolizujący powrót Kosowa do Serbii.

Jak gdyby przystępując do realizacji zadeklarowanego planu, w grudniu 2016 roku przywódca bośniackich Serbów Milorad Dodik ogłosił przeprowadzenie referendum w sprawie oderwania Republiki Serbskiej od Bośni i Hercegowiny, a w styczniu 2017 roku doszło do konfrontacji serbskich władz z kosowskimi Albańczykami na tle incydentu z pociągiem z Belgradu. Otóż 14 stycznia pociąg relacji Belgrad-Mitrovica, który inaugurował wznowione po 18 latach połączenie między Serbią i Kosowem, nie został wpuszczony przez Albańczyków. Nie spodobało im się, że wagony były pomalowane w kolorach serbskiej flagi, a umieszczone na nich hasło „Kosowo to Serbia”, napisane w 21 językach, uznali za prowokacyjne.

W tym samym czasie rosyjskie media zaczęły przygotowywać opinię publiczną, informując o tłumach radykalnych islamistów, zaprawionych w walkach w Iraku i Syrii, zalewających Bośnię i Hercegowinę, a także Kosowo. Autorzy niektórych artykułów wprost zapowiadali nadchodzącą wojnę na Bałkanach, z góry obarczając winą za nią islamistów z tzw. Państwa Islamskiego.

Wszystko to pokazuje, że Putin wraz ze swoimi marionetkami z Państwa Islamskiego chce rozpętać nową wojnę na południu kontynentu europejskiego.

Jagiellonia.org

PRZECZYTAJ:

Wojna Rosji z Zachodem trwa od 10 lat – Kongres USA

Były komisarz UE: Putin dąży do przejęcia kontroli nad krajami Europy Środkowo-Wschodniej