W przededniu Dnia Pamięci ofiar stalinowskiego ludobójstwa na Tatarach krymskich z 1944 r. wandale zniszczyli nagrobki na cmentarzu muzułmańskim we wsi Władysławowka w Niżniohirskim reojnie tymczasowo okupowanego przez Rosję Krymu – informuje prawniczka Emine Awamlijewa powołując się na mieszkańców wsi, którzy odwiedzając cmentarz odkryli zniszczone groby swoich przodków, informuje redakcja KrymRealia (Qırım.Aqiqat) ukraińskiej służby Radio Swoboda (Radio Free Europe/Radio Liberty).

Tatarzy krymscy zwrócili się do organów ścigania, ale okupanci twierdzą, że są to skutki „konfliktu wewnątrz rodziny”.

„Na cmentarzu muzułmańskim krewni zmarłych odkryli zniszczone płyty nagrobne. To około 5-6 nagrobków. Kiedy zwrócili się do organów ścigania, funkcionariusze powiedzieli, że są to skutki konfliktu wewnątrz rodziny”

– powiedziała prawniczka.

Awamlijewa nie wyklucza, że ​​jest to prowokacja, ponieważ nagrobki zostały zniszczone w przededniu rocznicy ludobójstwa Tatarów krymskich.

„Bez względu na to, jakie mają miejsce wewnętrzne konflikty rodzinne, Tatarzy Krymscy nie mają zwyczaju radzenia sobie ze sobą w taki sposób, a tym bardziej niszczenia miejsc pochówku. W historii Tatarów krymskich nie ma czegoś takiego. Nie akceptuje się tutaj wśród nas, wśród muzułmanów, tak cynicznie niszczyć groby”

– podkreśliła Awamlijewa.

Przypomnijmy, Krym, jak i Polska zostały zajęte przez Rosję w drugiej połowie XVIII wieku. W 1850 roku Tatarzy krymscy stanowili 77,7 proc. ludności Krymu. W 1944 roku pod zarzutem kolaboracji z III Rzeszą niemal cała ludność tatarska została deportowana do Uzbekistanu. Obecnie liczba Tatarów krymskich wynosi nieco ponad 10 proc. mieszkańców półwyspu. Po wybuchu protestów Euromajdanu w 2013 roku Tatarzy jednoznacznie opowiadali się za pozostaniem Krymu w składzie Ukrainy, liczne protesty odbyły się marcu 2014 roku. Po bezprawnej aneksji Krymu przez Rosję w marcu 2014 roku jego terytorium opuściło ponad 9 tys. Tatarów, głównie aktywni politycznie i zagrożeni represjami ze strony okupantów. Wobec Tatarów zastosowano prowokacje policyjne, przeszukania i zastraszanie.

Jagiellonia.org

DLACZEGO ANEKSJA KRYMU TO ŚMIERTELNE ZAGROŻENIE DLA POLSKI

Przez 200 lat Rosja panowała w Europie Środkowo-Wschodniej za pomocą zasady „dziel i rządź”. Głównym jej narzędziem było podburzanie do nienawiści etnicznej. Przede wszystkim między Polakami i Ukraińcami. Skuteczność tego narzędzia Moskwa sprawdziła w XVIII wieku w przeddzień rozbiorów Polski podczas rzezi humańskiej (rewolty hajdamackiej) oraz w XX wieku na Wołyniu po wybuchu II wojny światowej. Kreml do dziś aktywnie korzysta z tego narzędzia. Po mistrzowsku, manipulując pamięcią o tragicznych wydarzeniach z historii, ciągle podżega do konfliktu między Polakami i Ukraińcami.

Zachodni dyplomaci doskonale zdają sobie sprawę z apetytu rosyjskich imperialistów. Były unijny komisarz ds. stosunków zewnętrznych Chris Patten w wywiadzie dla portugalskiego „Diario de Noticias” oświadczył, że Putin wciąż dąży do przejęcia kontroli nad Polską i innymi państwami regionu. „Jego nie interesuje niepodległość państw Europy Środkowo-Wschodniej. Uważa, że powinny być one związane z Moskwą i z nikim więcej” – zaznaczył Patten.

Podczas telemostu 17 kwietnia 2014 roku, Putin wypowiedział się na temat separatyzmu na południowo-wschodniej Ukrainie: „To Noworosja… Charków, Ługańsk, Donieck, Chersoń, Nikołajew, Odessa – wszystkie te obwody przekazane zostały Ukrainie w latach 20-tych przez rząd sowiecki.” Rosyjskie roszczenia wobec południowo-wschodnich obszarów Ukrainy, prezydent Rosji umotywował tym, że owe tereny w latach 1782 – 1783 zostały podbite przez księcia Potiomkina i carycę Katarzynę II.

Jeśli kierować się historyczną logiką Putina, to jego następnym krokiem mogą być roszczenia wobec Prawobrzeżnej Ukrainy i Polski, które również stały się częścią imperium rosyjskiego w okresie panowania Katarzyny II. I to zaraz po zajęciu Krymu oraz Dzikich Pól nad Morzem Czarnym…

Państwa bałtyckie, Finlandia i duża cześć Polski przed wybuchem I wojny światowej były integralną cześcią carskiej Rosji. Jeśli teraz Putin cynicznie kłamie, że „Krym to ziemia rdzennie rosyjska”, to kiedyś może powiedzieć coś podobnego o „Kraju Nadwiślańskim”, ponieważ zarówno Krym, jak i Polska zostały zajęte przez Rosję w drugiej połowie XVIII wieku.

Putinowska interpretacja przeszłości, mianowicie historia ekspansji Cesarstwa Rosyjskiego, pięć lat temu stała się pretekstem do aneksji Krymu. Wchłonięcie ukraińskiego połwyspu jest precedensem, który kiedyś może uzasadnić historyczne roszczenia Rosji wobec Polski. To nie przesada, ponieważ Putin z maniakalnym uporem chce wskrzesić imperium.

Władimir Żyrinowski, błazen dworski Putina, w przededniu wyborów prezydenckich 2018 r. powiedział, że: „Obywatele wybierają najwyższego władcę rosyjskiego świata. Świata, którego granic jeszcze nie wyznaczyliśmy”, wcześniej podczas wystąpienia przed rosyjskimi nacjonalistami na prorządowej manifestacji w Moskwie, oświaczył, że: „Trzeba domagać się, aby po rosyjsku mówiła nie tylko Ukraina, ale też Polska i Rumunia”. Z kolei czołowy rosyjski geopolityk Aleksander Dugin z maniakalnym uporem powtarza, że „Na eurazjatyckim kontynencie dla Polski nie ma miejsca”.

Ten bardzo niebezpieczny światopogląd imperialny niesie w sobie poważne zagrożenie dla Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zniekształcona pamięć historyczna Putina podważa podstawy prawa międzynarodowego i cały globalny system bezpieczeństwa.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”