Sporo niejasności narosło wokół spotkania Donalda Tuska i Władimira Putina, ówczesnych premierów Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej na sopockim molo 1 września 2009 r. W nowej książce „Polska może być lepsza”, były szef MSZ, Radosław Sikorski stwierdził, że ze strony Putina padła wówczas przerażająca propozycja. Chodziło o Ukrainę.

„Dziennik Gazeta Prawna” skomentował publikację Sikorskiego, podkreślając, że były szef MSZ i MON „podzielił się ze światem wiedzą na wrażliwe dla państwa tematy”. Radosław Sikorski nie tylko wskazał dawne centrum przesłuchań CIA. Były szef polskiej dyplomacji wrócił do propozycji dotyczącej rozbioru Ukrainy, którą Władimir Putin miał złożyć Donaldowi Tuskowi. Co ciekawe, w 2014 r. Sikorski prezentował zgoła inną wersję. W wywiadzie dla portalu POLITICO ówczesny minister spraw zagranicznych stwierdził, że taka oferta padła w 2008 r. podczas wizyty szefa polskiego rządu w Moskwie.

„To była pierwsza rzecz, jaką przedstawił Putin mojemu premierowi, Donaldowi Tuskowi, gdy ten był z wizytą w Moskwie. Powiedział, że Ukraina to sztuczny kraj, a Lwów jest polskim miastem i dlaczego tego problemu nie rozwiązać razem? Tusk na szczęście nie odpowiedział. Wiedział, że jest nagrywany”

– powiedział przed czterema laty Sikorski.

„Putin chciał zadeklarowania przez Polskę udziału polskich wojsk. To były sygnały wysyłane do nas. Wiemy, jakie było ich myślenie”

– mówił polityk w tamtym wywiadzie.

Jak przypomina „DGP”, były szef dyplomacji chciał wycofać się z tych słów, twierdząc, że doszło do „nadinterpretacji”, a później – że „zawiodła go pamięć”. Gazeta podaje w poniedziałek, że w książce „Polska może być lepsza” autor precyzuje, kiedy doszło do rozmowy premierów o „polskim Lwowie”. Było to, według Radosława Sikorskiego, jednak we wrześniu 2009 r., właśnie w Sopocie.

„Sopocka aluzja Putina” sugerowała „podzielenie się wpływami na Ukrainie” i potencjalne „korzyści z porozumienia z Rosją”

– czytamy w „DGP”.

Nie zdecydowano się jednak na taki wariant, ponieważ gra z Moskwą mogła spowodować kompromitację Polski na Zachodzie i uniemożliwić osiągnięcie czegokolwiek również na Wschodzie.

Przypomnijmy, że wiosną ubiegłego roku były premier RP, a obecnie – przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk zeznawał przed sądem w procesie byłego szefa KPRM, Tomasza Arabskiego. Podczas przesłuchania Tuska padło pytanie o rozmowę z Putinem na sopockim molo. Były szef polskiego rządu przekonywał wówczas, że rozmowa była wyłącznie „kurtuazyjna”, dotyczyła plaży, po której Tusk biega.

„Gest na molo był raczej gestem dla fotoreporterów”

– mówił przed sądem Donald Tusk.

Z kolei ówczesny rzecznik rządu, Paweł Graś twierdził w oficjalnych briefingach prasowych, że 1 września 2009 r. w Sopocie premierzy rozmawiali na temat zbrodni katyńskiej.

Źródło: DGP, Fronda.pl

Co ciekawie, taką samą opinią o Ukrainie Putin podzielił się w kwietniu 2008 roku z George’em W. Bushem podczas dyskusji na zamkniętym spotkaniu Rosja − NATO. „Ukraina nie jest nawet państwem! Czym jest Ukraina? Część jej terytorium to Europa Wschodnia, a część, i to znacząca, podarowana przez nas” − powiedział zirytowany prezydent Federacji Rosyjskiej do przywódcy USA. Ta rozmowa potwierdza prawdopodobieństwo, że Putin mógłby promować takie poglądy wśród swoich partnerów z krajów Europy Wschodniej. W tym i w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem.

Co więcej, nieprzyzwoita propozycja podziału Ukrainy pojawiła się nie tylko na poziomie dyplomacji kuluarowej, ale została sformułowana na płaszczyźnie polityki oficjalnej. Wiceprzewodniczący Dumy Państwowej Władimir Żyrinowski, który często mówi to, czego ze względu na swoje stanowisko nie może publicznie powiedzieć Putin, z trybuny Parlamentu Rosji zaproponował Polsce, Węgrom i Rumunii udział w rozbiorze Ukrainy. Prowokując te państwa, Żyrinowski powiedział, że ziemie zachodniej Ukrainy, które zostały przyłączone do Związku Sowieckiego, nie były ukraińskie. Co więcej, wkrótce do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wpłynęło oficjalne pismo wystosowane przez rosyjską Dumę Państwową z propozycją podziału terytorium Ukrainy. Podobną ofertę otrzymały także Węgry i Rumunia.

Ale sedno sprawy jest w tym, że Putin nie chce oddać Polakom Lwowa, lecz chce zagarnąć dla siebie całą Polskę. Rosyjscy dyplomaci ciągle liczą na to, że przyszli przywódcy Polski własnoręcznie zniszczą perspektywę utworzenia regionalnego aliansu wojskowo-politycznego. Polska jako lider Międzymorza jest bastionem Europy. Rosyjscy imperialiści nie mogą się doczekać momentu, gdy zwolennicy geopolitycznej wizji Dmowskiego wpadną w pułapkę i otworzą im bramy tej fortecy.

– Na eurazjatyckim kontynencie dla Polski nie ma miejsca – nieustannie powtarza czołowy kremlowski ideolog Aleksander Dugin.

Przypomnijmy raz jeszcze, że niezdrowe pomysły Dugina zainfekowały establishment i korpus dyplomatyczny całej Federacji Rosyjskiej. Ten strateg ma ogromny wpływ na osoby podejmujące decyzje w najważniejszych sferach życia politycznego. Rosyjskie elity podzielają jego poglądy. Właśnie dlatego Kreml nieustannie propaguje geopolityczną alternatywę dla Europy – ideę stworzenia osi geopolitycznej Moskwa – Rzym – Paryż – Berlin, mającej stworzyć prorosyjski sojusz, do którego, zgodnie z zamysłem Kremla, powinni dołączyć inni przyjaciele Rosji – Hiszpania, Węgry, Serbia, Bułgaria i Grecja. Ten alians zgodnie z oczekiwaniami Moskwy ma dokonać nowego podziału Starego Kontynentu kosztem Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Argumenty rosyjskich dyplomatów (w znakomitej wypowiedzi pod tytułem „Wybawić Europę Zachodnią od Wschodniej”) trafnie opisuje Aleksander Dugin: „Kontynentalna Europa zainteresowana jest aliansem z Rosją. Zainteresowana rosyjską energetyką, tym by jej dostawy nie były zagrożone. Europa zainteresowana jest projektem „Nord Stream”. Ale niektóry zaczynają przeszkadzać. To jakieś nieporozumienie! Dlaczego mamy je znosić? Trzeba zlikwidować »kordon sanitarny«, zawrzeć »nowy pakt Ribbentrop-Mołotow«, po to, żeby granica między Rosją a Starą Europą była bezpośrednia, bez tych »przyjaciół«. W wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa – musi zniknąć, zostać wchłonięte” – twierdzi z maniakalnym uporem kremlowski szaman, nazywany ideologiem Putina.

Niestety, nie można wykluczyć, iż w pewnych okolicznościach rosyjscy dyplomaci będą mogli przekonać swoich nadmiernie pragmatycznych kolegów z Niemiec, Francji i Włoch i doprowadzić do nowego podziału Europy. Jest to scenariusz całkiem prawdopodobny, jeśli dojdzie do paraliżu NATO i wycofania się Ameryki ze spraw Starego Kontynentu. W tym przypadku Rosja będzie miała realną szansę wdrożyć swoją strategię.

Jeśli państwa Europy Środkowo-Wschodniej nie potrafią stworzyć silnego regionalnego sojuszu wojskowo-politycznego, to w niedługim czasie mogą się stać łatwym łupem dla agresywnego moskiewskiego ekspansjonizmu. Z tego punktu widzenia, geopolityczna koncepcja Romana Dmowskiego, która stanowczo zaprzecza idei Międzymorza z udziałem Litwy i Ukrainy – to dla polskiej niepodległości nieledwie bomba z opóźnionym zapłonem.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”