Rosja po raz kolejny uruchomiła jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów swojej wojny informacyjnej przeciwko Zachodowi. Władimir Putin ponownie zaczął rozpowszechniać fałszywą narrację o rzekomych polskich planach przejęcia zachodniej Ukrainy. Celem tej operacji nie jest przedstawienie faktów, lecz wywołanie nieufności pomiędzy Warszawą i Kijowem oraz osłabienie strategicznego partnerstwa, które od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji stanowi jeden z filarów bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.

Na propagandowe wypowiedzi rosyjskiego dyktatora natychmiast odpowiedziało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, jednoznacznie odrzucając wszelkie insynuacje Kremla.

KREML WRACA DO DOBRZE ZNANEJ PROPAGANDOWEJ NARRACJI

Podczas wystąpienia 26 lipca Władimir Putin stwierdził, że Ukraina rzekomo „prędzej czy później” utraci swoje zachodnie ziemie. Powtórzył przy tym wielokrotnie wykorzystywaną przez rosyjską propagandę tezę, jakoby zachodnie regiony Ukrainy były jedynie „prezentem” Józefa Stalina dla Ukraińskiej SRR, sugerując jednocześnie, że w przyszłości ziemie te mogłyby powrócić do Polski, Węgier i Rumunii.

Nie przedstawił przy tym żadnych argumentów ani scenariusza, który miałby uzasadniać takie twierdzenia. Wypowiedź była kolejnym elementem rosyjskiej operacji psychologicznej skierowanej zarówno do odbiorców w Rosji, jak i do społeczeństw państw wspierających Ukrainę.

WARSZAWA ODPOWIADA JEDNOZNACZNIE

Na słowa Putina zareagował rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP Maciej Wewiór, publikując stanowisko polskiej dyplomacji.

„Jednoznacznie odrzucamy fałszywe spekulacje W. Putina dot. rzekomego podziału Ukrainy i udziału w nim Polski. To cyniczna próba wywołania antagonizmów między sojusznikami”.

Rzecznik MSZ podkreślił również:

„Polska nie miała, nie ma i nie będzie mieć roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy”.

Maciej Wewiór przypomniał także niezmienne stanowisko Warszawy wobec rosyjskiej agresji:

„Nasze stanowisko jest niezmienne: w pełni popieramy suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy. Rosyjska dezinformacja nie odwróci uwagi od brutalnej agresji Moskwy”.

Stanowisko polskiego MSZ nie pozostawia żadnych wątpliwości. Polska konsekwentnie uznaje granice Ukrainy w ich międzynarodowo uznanym kształcie i od początku pełnoskalowej wojny należy do najważniejszych państw wspierających ukraińską obronę.

KLASYCZNY ELEMENT ROSYJSKIEJ WOJNY KOGNITYWNEJ

Narracja o rzekomych polskich roszczeniach terytorialnych nie pojawiła się przypadkowo. Jest to jeden z najstarszych instrumentów rosyjskiej dezinformacji, wykorzystywany od wielu lat przez Kreml, a po 24 lutego 2022 roku znacząco zintensyfikowany.

Rosyjskie służby informacyjne konsekwentnie próbują przekonać Ukraińców, że Polska rzekomo dąży do odzyskania dawnych Kresów, natomiast Polakom sugerują, iż Ukraina stanowi zagrożenie dla ich bezpieczeństwa i interesów narodowych. W rzeczywistości oba przekazy są elementami tej samej operacji informacyjnej, której celem jest rozbicie solidarności państw przeciwstawiających się rosyjskiemu imperializmowi.

Mechanizm ten odpowiada klasycznym zasadom rosyjnej wojny kognitywnej – oddziaływania na emocje społeczne, pamięć historyczną i istniejące stereotypy zamiast prowadzenia otwartej debaty o faktach.

KREML PRÓBUJE ODWRÓCIĆ UWAGĘ OD WŁASNEJ AGRESJI

Nieprzypadkowo rosyjska propaganda wraca do tematu granic właśnie w momencie, gdy sama Rosja okupuje znaczną część terytorium Ukrainy i otwarcie kwestionuje jej prawo do istnienia jako suwerennego państwa.

Kreml stara się przenieść punkt ciężkości debaty z własnych zbrodni wojennych, nielegalnej okupacji oraz systematycznego łamania prawa międzynarodowego na całkowicie fikcyjne scenariusze dotyczące państw NATO.

W tym kontekście szybka i jednoznaczna reakcja polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych ma znaczenie wykraczające poza bieżący spór dyplomatyczny. Jest także elementem przeciwdziałania rosyjskim operacjom dezinformacyjnym, których celem pozostaje osłabienie jedności Zachodu i podważenie zaufania między Polską a Ukrainą.

Historia ostatnich lat pokazuje, że właśnie współpraca Warszawy i Kijowa należy do największych strategicznych porażek Kremla. Dlatego rosyjska propaganda będzie nadal próbowała wykorzystać każdy temat historyczny, polityczny czy społeczny, który może wywołać napięcia pomiędzy oboma narodami. Z tego względu konsekwentne dementowanie fałszywych narracji pozostaje jednym z istotnych elementów budowania odporności informacyjnej państw demokratycznych.

Jagiellonia.org