Aleksei Nawalny urósł wciągu kilu ostatnich lat do roli głównego wroga Władimira Putina i całego systemu reprezentowanego przez obecnego prezydenta. Na pewno w przekazie medialnym. Choć działa on w polityce rosyjskiej od przeszło 15 lat, to symbolem oporu względem Kremla stał się w 2020 r. gdy mógł o nim usłyszeć cały świat.

Łazarz Grajczyński

Dziennikarz, publicysta

I jak bywa to z symbolami przypisywane są mu najróżniejsze znaczenia i punkty odniesienia. Człowiek, który ujawnia przekręty, korupcję i nadużycia obecnej władzy, która zawsze pozostaje przeczulona na punkcie tego typu oskarżeń, który dodatkowo robi to skutecznie, musiał siłą rzeczy stać się naczelnym wrogiem postsowieckiego systemu. A skoro najważniejszym wyznacznikiem obecnej władzy ma być autorytaryzm, to również siłą rzeczy jej przeciwnik dla świata i samej Rosji staje się zapowiedzią demokratyzacji tej ostatniej.

Przez całe dekady pojawiały się osoby, które ucieleśniały opór przeciw Kremlowi, jego kłamstwom i brutalności. Anna Politkowskaja, Michał Chorodkowski, Borys Niemcow i inni. Wydaje się nawet, że zamierzeniem Kremla było posiadać zawsze kogoś, kto ucieleśniał opór względem niego. Konkretną twarz, osobę. Kogoś z kim może Kreml walczyć, kogoś kto ucieleśnia pozorną cnotę, choć rosyjskie władze znają prawdę: to człowiek podły. Uwikłany, agent obcych.

Możliwe, że nawet na początku nieplanowo, jednak Putin i jego akolici akceptowali taki bieg wydarzeń. Podejmowali grę. Naczelny opozycjonista, którego się przeczołguje, ujawnia jego ciemne interesy. Któremu na chwilę daje się odetchnąć, by potem zaatakować go ponownie. W narracji Kremla to nie masy są w ostateczności przeciw Rosji, to nie zwykli Rosjanie, tylko ci wybrani, oni, zdrajcy, słudzy zagranicznych interesów.

Dla Zachodu również łatwiej jest myśleć o opozycji przeciw autorytarnym reżimom jako obdarzonej jakąś konkretną osobowością. Janukowycz, Tymoszenko czy dziś Cichanowska pozwala myśleć łatwiej, czytelniej ujmować sprawy na wschodzie, łatwiej je opisywać i analizować. Nie oznacza to jednak, że dla postsowieckich dyktatorów jest to rzecz niewygodna.

Za przywódcą państwa ma stać naród, przeciw którego interesom występują ludzie sfrustrowani, pewnie przekupieni przez obcych. Aleksei Nawalny już od lat jest na celowniku kremlowskiej propagandy. Repertuar zarzutów nie jest wyszukany: korupcja, agenturalność itp. Nawet tak wydawałoby się absurdalne jak zarzut, że sprawa jego otrucia służy wrogom Rosji (jakby Nawalny był za to otrucie odpowiedzialny). Zresztą jak donosi Reuters połowa Rosjan uważa, że otrucie Nawalnego było „ustawiane” przez zagraniczne służby. Nawalnemu wierzy w pełni tylko 15%.

Przez ostatnie lata sytuacja wygląda bardzo podobnie. Przy okazji pojawiających się co jakiś czas protestów, wybuchów niezadowolenia społecznego, gdy Nawalny występował na nich jako jedna z ważnych figur opozycji, następowały aresztowania, zarzuty bycia sponsorowanym opozycjonistą. Media bliskie władzy jak Sputnik nie omieszkają przypomnieć zarzutów kryminalnych z lat 2012 i 2014 (chodziło o kradzież drewna z firmy KirovLess i sprzeniewierzenie przeszło 30 mln rubli), które mają tłumaczyć aktywność Nawalnego. Wiadomo skorumpowany, więc przeszedł do opozycji. Sprawy kończyły się wieloletnimi wyrokami, lecz wyroki były zawieszane. Autorytarne państwo nie mogło lub nie chciało posadzić Nawalnego za kratkami.

Pierwszy raz aresztowany był w 2011 r. W 2013 r. pomimo zarzutów kryminalnych miał możliwość brać udział w wyborach na mera Moskwy. Potem ciągną się wspomniane sprawy kryminalne. Marzec 2017 r. Nawalny staje przed sądem w Moskwie z zarzutem organizowanie „nieautoryzowanych” zgromadzeń. Przebywa wtedy po raz kolejny w więzieniu, z którego wychodzi w kwietniu 2017. W tym samym miesiącu jest hospitalizowany z uszkodzonym okiem w wyniku ataku dokonanego na niego podczas kolejnych protestów. W połowie tego roku będzie miał kolejne problemy z wymiarem sprawiedliwości za współorganizowanie protestów w czerwcu 2017 r we Władywostoku. Przez cały rok ciągnie się sprawa ewentualnego udziału Nawalnego w wyborach 2018 r., z których to był wykluczany (jako człowiek z zarzutami kryminalnymi), to ponownie dopuszczany.

W lipcu 2019 r. ponownie jest aresztowany na 30 dni. Pod koniec tego samego roku prokuratora zabiera się za Fundację Antykorupcyjną, założoną przez Nawalnego. Fundacja ta przez lata odgrywa ważną rolę w ujawnianiu skali korupcji w kraju, gromadząc oddolne świadectwa ludzi przymuszanych do płacenia łapówek, świadków przekrętów i nadużyć.

Dla Nawalnego sukcesy jego organizacji zaowocowały zarzutami prania brudnych pieniędzy przez Fundację w wysokości aż miliarda rubli. W grudniu 2020 r. przeciw Nawalnemu wniesiono kolejną sprawę o defraudacje, tym razem „wyłącznie’ 8 milionów dolarów, pochodzących z różnych dotacji od organizacji pozarządowych. W styczniu tego roku na powracającego z Niemiec Nawalnego czeka oddział policji, który przekazuje go do aresztu po raz kolejny na 30 dni.

Trzeba otwarcie powiedzieć, jak to w Rosji, sprawy nigdy nie są oczywiste. Nawalny to niekoniecznie człowiek święty. Zresztą trudno wymagać świętości od kogoś, kto robi interesy w systemie powszechnych układów i korupcji. Na rzecz Nawalnego przemawia jednak to, że np. wyrok pięciu lat w sprawie z 2012 r. skasował sam Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej. Choć brat Alekseia, Oleg nie miał tyle szczęścia i spędził w więzieniu 3,5 roku. Czy to efekt „przywileju” bycia opozycjonistą? Są i inne pytanie.

Czy Kreml naprawdę planował wsadzenie opozycjonisty do więzienia na lata, tylko nieudolnie na tyle, że Nawalny zawsze potrafił się wybronić, czy może wyłącznie straszył go i chciał przymusić do milczenia? Czy fakt, że Nawalnemu tak często udawało się unikać pobytu w więzienie to dowód jego agenturalności (jak założą najbardziej podejrzliwi), czy tylko chęć posiadania przez władze haków i użytecznego pretekstu na użytek publiki?

Obóz najbardziej sceptycznych wskaże, że przecież takiego Nawalnego państwo rosyjskie mogło bez problemu usunąć, gdyby tylko chciało. Radziło sobie z prezesem Jukosu przecież. Lecz nawet Kreml nie może wszystkiego, musi sprawy ubierać w pozór praworządności, nie ważne jak wątpliwy.

Sprawa Nawalnego na pewno była przez lata „prowadzona”, władza chce mieć opozycjonistów, takich autentycznych, lecz w których może łatwo uderzyć. Wydarzenia z 2020 r. wskazują jednak, że dla Kremla sprawa Nawalnego zaczęła być niebezpieczna. Dlaczego Moskwa mogła chcieć się opozycjonisty pozbyć (na stałe lub nie)? Jak wskazują niektórzy przecie obecnie nic Putinowi ze strony Nawalnego zasadniczo nie groziło (taką tezę stawia choćby Światosław Kaspe, prokremlowski analityk z Uniwersytetu Moskiewskiego). Nawalny nie zbudował dużego ruchu; Putin może być pewien swojej pozycji aż do 2024 r.

Jednak powód to protesty na Białorusi, mimo że wielu rosyjskich i Zachodnich analityków twierdzi, że Rosja jest dziś w zasadniczo innym miejscu. Że jest stabilna. Kreml jednak dmuchał na zimne. I choć oficjalne czynniki podkreślały na wiosnę, że nie ma w Rosji podstaw do tego typu protestów jakie miały miejsce w Mińsku to oczywiście zaprzeczyły temu jesienne wydarzenia na Dalekim Wschodzie. Można tylko wyobrazić sobie jaki mógłby być zakres tych protestów, gdyby koordynował nimi ktoś taki jak Nawalny, ze swoimi zdolnościami organizacyjnymi.

Źródłem niepokoju władzy jest to, jak wierzy choćby Regina Smith (profesor Indiana University), że odbiorcami Nawalnego są przede wszystkim młodzi Rosjanie, do których przystosowuje on swój przekaz. A najważniejsze tematy to korupcja i finansowe nadużycia. Czyli te, które młoda generacja Rosjan wchodzącą w życie odczuwa najbardziej. Jeszcze z dekadę temu wydawało się, że Kreml „kupił” młodych ludzi ideologią nowej dumy narodowej i obietnicą kariery w państwowych strukturach władzy i kontrolowanych przez siebie korporacjach. Lecz to zdaje się już przeszłość. Putin kiedyś reformator o twardej ręce, stał się tylko autokratą. Twarda ręka została.

Taktyka jaką stosuje Nawalny i zorganizowani przez niego ludzie to obywatelska „partyzantka”, system rozporoszonych, działających lokalnie aktywistów, coś z czym biurokratyczne państwo autorytarne sobie nie radzi. Wybory lokalne 2019 r. udowodniły, że może ona przynieść konkretne rezultaty.

Dla Zachodu Nawalny to także niełatwy orzech do zgryzienia. Nawalny swoją karierę polityczną rozpoczynał jako działacz centroprawicowej partii Jabłoko ocierał się jednak też o środowiska mocno nacjonalistyczne (Ruski Marsz, Ruch przeciw Nielegalnej Imigracji); łatka nacjonalisty przylepiła się do niego na stałe. Wypomina mu się poparcie Rosji w wojnie z Gruzją w 2008 r. (Politico.eu). Dziś kierowana przez niego formacja polityczna Rosja Przyszłości, ma mieć centrowy charakter. Zresztą nie on pierwszy zauważył, że tylko zespolenie liberalnego i narodowego przekazu może być tą siłą, która podważy władzę Kremla.

Podejście do Nawalnego to mieszanina nadziei i nieufności, które najlepiej mogą ilustrować sprzeczne głosy w zachodnich mediach. Gideon Rachman, w niedanym artykule w Financial Times, przekonuje, że Nawalny stanowi realne i bezpośrednie zagrożenie dla Putina. Wprawdzie czekają go na pewno teraz lata więzienia, ale ruch zapoczątkowany przez niego, którego przejawy można teraz oglądać w postaci solidarnościowych protestów w kilkudziesięciu miastach w Rosji, zmieni kraj. Z kolei Tim Ogden, w artykule zamieszczonym w brytyjskim Spectator, ostrzega, że Nawalny to nie jest koniecznie przyjaciel Zachodu, tylko pan-slawista, który zatrzyma Krym i będzie wspierać Rosjan w Naddniestrzu oraz Abchazów przeciw Gruzji. Czas pokaże czy to nowe wcielenie rosyjskiej opozycji, liberalne w formie choć narodowe w treści, naruszy system czy przepadnie jak inni przed nim.

Wedle Vladislawa Davidzona, piszącego dla Foreign Policy, Nawalny publikując reportaż o prywatnym majątku Putina, z osławionym pałacem nad Morzem Czarnym, przekroczył Rubikon, którym jest w Rosji zasada nieatakowanie bezpośrednio Putina, którego dobre samopoczucie i spokój jest ważną zasadą systemu. Jak pisze Davidzon obecnie dla Nawalnego nie ma odwrotu.

Łazarz Grajczyński

* Emmanuel Goldstein – postać literacka w powieści George’a Orwella Rok 1984. Występuje jedynie jako postać negatywna w filmikach propagandowych, prezentowanych w teleekranie. 

PRZECZYTAJ:

„Rok 1984” i „50 twarzy Greya” to najpopularniejsze książki dziesięciolecia w Rosji

Jesteśmy świadkami procesu delegitymizacji reżimu Putina. Być może w Rosji szykuje się „spisek bojarski” – Pawło Klimkin