Portal JAGIELLONIA.ORG zwrócił się do ekspertów i dyplomatów z prośbą o udzielenie komentarzy na temat wyników prezydenckich wyborów w USA. 

Przypomnijmy, że w czasie kampanii prezydenckiej Trump zakwestionował absolutnie podstawową zasadę NATO, czyli artykuł 5. Pytany o ewentualny atak Rosji na kraje bałtyckie stwierdził, że musiałby się zastanowić, czy pójść im z odsieczą. Pewnie tak samo brzmiałaby odpowiedź, gdyby spytano go o Polskę. Podczas debaty prezydenckiej Trump powiedział, że „Stany Zjednoczone nie będą już żandarmami świata” i ostro wypowiedział się o Pakcie Północnoatlantyckim.

Jestem biznesmenem. Kiedy myślę o NATO, myślę o dwóch rzeczach. Po pierwsze, wiele z jego 28 krajów nie płaci tyle, ile powinno. Nie podoba mi się to, bo powinni nam płacić za ochronę. Mówiłem o tym już wcześniej. […] Utrzymujemy NATO płacąc 73 proc. kosztów. To dużo pieniędzy dla ochrony innych ludzi. Jestem za NATO, ale ono musi zająć się terroryzmem. Mówiłem o tym i teraz to zrobią. Sądzę, że to z m.in. z powodu tego, co powiedziałem, z powodu mojej krytyki NATO. Myślę, że NATO musi iść z nami na Bliski Wschód i wraz z innymi krajami w regionie wykopać stamtąd IS — oświadczył.

Stwierdził też, że „nie stać nas na to (USA – red.), by pomagać Japonii”. – Oni muszą nam w tym pomóc – powiedział. Dodał też, że „to Chiny muszą sobie poradzić z zagrożeniem nuklearnym Korei Północnej”, a nie Waszyngton.

Rosja zaciera ręcę. Takie wypowiedzi przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych mogą sprowokować Kreml do kontynujacji agresji w Europie Środkowo-Wschodniej, ponieważ Moskwa może podjąć decyzję intensyfikować próby podważenia jedności NATO i hegemonii USA.

Zebraliśmy opinie ekspertów.

Włodzimierz Iszczuk: Co Państwo myślicie o przyszłej polityce międzynarodowej Białego Domu w kontekscie przeszłych wypowiedzi Trumpa, który powiedział, że „Stany Zjednoczone nie będą już żandarmami świata” i ostro wypowiedział się o Pakcie Północnoatlantyckim? Jak będzie wyglądał świat? Co się stanie z istniejącym porządkiem międzynarodowym?

Można zasadnie domniemywać, że na Kremlu ze zwycięstwem Trumpa wiązane są rozmaite nadzieje

pzg

Przemysław Żurawski vel Grajewski, doradca Prezydenta RP, polski politolog, doktor habilitowany nauk społecznych

Prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest carem samodzierżcą, a interesy bezpieczeństwa USA są mocno osadzone w i pilnowane przez rozbudowane i poważne instytucje tego państwa. Do takich podstawowych interesów należy spoiostość i wiarygodność NATO.

Porzucenie któregokolwiek z sojuszników łamałoby amerykańską zdolność do odstraszania wrogów na wszystkich innych kierunkach – porzucenie Estonii skutkowałoby więc testowaniem USA np. przez Koreę PN w odniesieniu do Korei Pd. przez Chiny wobec Tajwanu itd. – na całym świecie.

W Pentagonie o tym wiedzą i Trump też o tym wie. Co innego mówi się wyborcom, walcząc o ich głosy, a co innego decyduje się w realnej sytuacji rządzenia. Powyborcze przemówienie Trumpa już jako prezydenta elekta dobrze ilustruje tę przemianę – z zajadle krytykującego swą przeciwniczkę w walce wyborczej i grożącego juej kryminałem kandydata przedzierżgnął się w „ojca narodu jednoczącego wszystkich Amerykanów do wspólnej pracy dla dobra kraju”.

Jako „silny szeryf” i pragmantyczny biznesmen ceniący fachowość powinien słuchać Pentagonu (to oczywiście nasza nadzieja, a nie nasza pewność – w istocie nie wiemy jaki jest Trump, a tylko zgadujemy).

Pentagon zaś jest realistyczny i wie czego spodziewać się po Rosji. Wiele powiedzą nam nominacje, jakich dokona Trump na stanowiska sekretarza stanu i sekretarza obrony. Tych decyzji też jeszcze nie znamy.

Rosja będzie teraz testować USA – najpierw odchodzącą administrację Obamy – starając się wykorzystać jej względny „paraliż powyborczy”, potem zaś administrację Trumpa – sprawdzając na ile może sobie pozwolić.

Można zasadnie domniemywać, że na Kremlu ze zwycięstwem Trumpa wiązane są rozmaite nadzieje. Czy jest to rzeczywistość, czy jedynie obraz rzeczywistości zbudowany na retoryce kampanii wyborczej czas pokaże. Moskwa będzie to sprawdzać własnie w serii testów, której teraz powinniśmy oczekiwać. Uważam, że srodze się zawiedzie.

Zadziwiać natomiast musi brak fachowości niektórych europejskich polityków w tym nawet szefów dyplomacji, wydawałoby się poważnych państw, którzy publicznie wieszczą kłopoty i zapowiadają ochłodzenie relacji UE-USA. Całe szczęście Polska do tak reprezentowanych krajów nich nie należy.

Trochę tu pachnie izolacjonizmem, który kiedyś był bardzo nośny w USA

j-kluczkowski

Jacek Kluczkowski, polski dyplomata, urzędnik państwowy i dziennikarz, od 2005 do 2010 ambasador RP na Ukrainie

Oczywiście w kampanii wyborczej padło ze strony Donalda Trumpa wiele stwierdzeń, które mogłyby wskazywać, że jest on zwolennikiem istotnej korekty w polityce zagranicznej USA i że chce zmienić jej priorytety. Trochę tu pachnie izolacjonizmem, który kiedyś był bardzo nośny w Stanach, ale od zakończenia II wojny światowej żaden z poważnych polityków amerykańskich nie odwoływał się do tej koncepcji. Trzeba jednak zauważyć, że mówimy tu o wypowiedziach w kampanii. One były twarde, może przerysowane. Trump chciał się odróżnić od swojej rywalki i od całego establishmentu w każdej sprawie, także tu. Nie da się ukryć, że bardzo wielu Amerykanów myśli podobnie jeśli takie wypowiedzi nie przeszkodziły Trampowi w zwycięstwie.

Czy taka – zmierzająca w stronę narodowego egoizmu i jakiejś nowej odmiany izolacjonizmu – będzie polityka zagraniczna USA w kadencji Trumpa? Raczej nie, bo wyzwania realnej polityki są inne niż potrzeby kampanii wyborczej. We wrześniu w Kijowie słyszałem wypowiedź Newta Gingricha jednego z niewielu polityków z czołówki Partii Republikańskiej popierających Trumpa i jego bliskiego współpracownika, który uspokajał przedstawicieli ukraińskich elit, mówiąc że Stany także za prezydentury Trumpa pozostaną wierne swoim wartościom w polityce zagranicznej. Czas pokaże, czy to nie była to deklaracja bez pokrycia.

W moim przekonaniu zmiany w polityce zagranicznej USA nie powinny raczej okazać się bardzo głębokie czy rewolucyjne. W interesie Ameryki leży zapewnienie stabilności i powstrzymywanie agresorów i awanturników. Kraje NATO a także Japonia, Korea Południowa czy Izrael nie powinny obawiać się zasadniczego zwrotu w swych relacjach z USA. Ale otwarte pozostaje pytanie, jaki będzie stosunek nowej administracji do wojny w Syrii czy do interwencji rosyjskiej na Ukrainie? Hillary Clinton gwarantowała utrzymanie, a może nawet zaostrzenie dość twardego kursu wobec Moskwy realizowanego ostatnio przez Waszyngton.

Czy więc Putin nie wykorzysta teraz sytuacji do uczynienia pozornych ustępstw i zawarcia jakiegoś dealu z Amerykanami i Zachodem ze szkodą dla Kijowa oraz syryjskiej opozycji? Obawiam się niestety, że jest to możliwe. W niektórych stolicach europejskich narzekano już od pewnego czasu, że Waszyngton nie pozwala na złagodzenie kursu wobec Moskwy. Są więc miejsca gdzie nowa polityka USA wobec Putina znalazłaby zrozumienie. Zwłaszcza Ukraina, która zmaga się od ponad dwóch lat z rosyjską agresją może okazać się najbardziej poszkodowana. Taki zwrot, nie ma co ukrywać, byłby też bardzo niekorzystny dla Polski. Ale to tylko jeden z możliwych scenariuszy. Rosja mocno zapracowała w ostatnich latach na swój negatywny wizerunek i niełatwo jej będzie odzyskać wiarygodność na arenie międzynarodowej.

O tym, jaka będzie nowa polityka zagraniczna USA zadecydują nie hasła z kampanii, ale ekipa która zostanie wkrótce sformowana. Zobaczymy więc, kto będzie kandydatem na stanowisko sekretarza stanu, sekretarza obrony, doradcy ds. bezpieczeństwa. Raczej nie będą to zwolennicy strategicznego porozumienia z Rosją i Chinami kosztem interesów dotychczasowych sojuszników, przynajmniej chce się w to wierzyć.

Polska musi zmierzać do pełnej realizacji ustaleń warszawskiego szczytu NATO

228463_1539584228049_6900178_n

Andrzej Rosiński, polski dyplomata

W mojej opinii należy się spodziewać, że Donald Trump będzie koncentrował się na polityce wewnętrznej, która jest mu bliższa. Politykę zagraniczną pozostawi zaś profesjonalistom Partii Republikańskiej.

Należy oczekiwać dużej roli wiceprezydenta Mike’a Pence’a w tym zakresie. Pence jest zaś jednoznacznie krytyczny wobec Rosji i jej polityki, opowiada się ponadto za odsunięciem od władzy Baszara al- Asada w Syrii.

Na stanowisko sekretarza stanu typowany jest doświadczony polityk republikański Newt Gingrich. Niewątpliwie można oczekiwać, że będzie stawiany mocniej (i tak od dawna obecny) postulat amerykański większej partycypacji innych mocarstw gospodarczych (Japonia, Korea, Niemcy, Francja) w kosztach zbrojeniowych). Co z tego wyjdzie to inna sprawa.

Polska musi zmierzać do pełnej realizacji ustaleń warszawskiego szczytu NATO, w szczególności w zakresie bezpośredniej obecności oddziałów armii USA i NATO na terytorium Polski. Pierwsze oddziały US Army w Polsce powinny rozpocząć zgodnie z planem dyslokację na początku stycznia 2017.

W czasie kampanii wyborczej podczas spotkania z przedstawicielami Kongresu Polonii Amerykańskiej w Chicago Donald Trump obiecał, że będzie współpracować z Polską w celu wzmocnienia NATO. Z kolei Rudy Giuliani, doradca Trumpa, oskarżył administrację Baracka Obamy o zdradę Polski, odnosząc się do odstąpienia od planów wybudowania tarczy antyrakietowej.

Sprawdzianem polityki nowej administracji będzie tempo wdrażania ustaleń warszawskiego szczytu NATO, jednak poważniejsze obawy w tym zakresie wydają się na dziś nieuzasadnione.

Świat się zmienia szybciej niż się nam wydaje

7379_1121114301244206_7016416532777822328_n

Wiesław Romanowski, polski publicysta

Trudno dzisiaj prognozować jaka będzie polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych. Sądzę, że wyborcze wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące tej sprawy już dzisiaj powinniśmy schować do szuflady, on sam to już chyba uczynił. Tych kilkanaście zdań wypowiedzianych w różnych kontekstach i na potrzeby różnych grup wyborców nie pretenduje nawet do szkicu polityki zagranicznej. Musimy zaczekać na pierwsze, w roli prezydenta, oficjalne wypowiedzi i decyzje kadrowe. Jest wiele obaw, że Stany Zjednoczone rozluźnią więzi z Europą, że dogadają się z Rosją, że zostawią Ukrainę, że pod znakiem zapytania może okazać się „wschodnia flanka”. Można ulec tym obawom i załamać ręce. Lepiej jednak dopasować politykę zagraniczną Polski do tych nowych wyzwań i mądrą aktywnością na tych wszystkich frontach wziąć udział w tej nieoczekiwanie historycznej zmianie. I Brexit i wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych pokazały jak wiele zależy od wyborczego głosu i woli wyborców, a także od odpowiedzialności i wizji politycznych przywódców. Problem przed którym dzisiaj stoimy polega jednak na tym, że nie bardzo wiemy jak ma wyglądać nasz nowy świat i co nas czeka za horyzontem.

Polityka ulega przyśpieszeniu i dość radykalnej, jak na dotychczasowe standardy, zmianie. Jej hierarchiczna struktura nie wytrzymuje nacisku ludzi, wyborców, którzy wraz z rozwojem mediów społecznościowych i globalizacji uzyskali nowe możliwości analizy sytuacji, wymiany doświadczeń , artykulacji swoich potrzeb, przekonań i interesów. Obserwujemy, po raz kolejny, w historii cywilizacji, szturm ludu na salony władzy i konserwatywne instytucje. Tym razem szturmujący nie mają kos, czy karabinów, mają komputery. Jak podczas każdej rewolucji na początku jest populizm, po nim może pojawić się w miarę rozsądny program zmian. Może ,ale nie musi, możemy też wpaść w pułapkę totalitaryzmu. A zmian nasze społeczeństwa potrzebują jak powietrza, jest w naszym życiu wiele niesprawiedliwości i niegodziwości. Okazuje się, że wykluczonych , ludzi mających poczucie krzywdy, jest coraz więcej. Dotychczasowy porządek społeczny nie jest w stanie odpowiedzieć na ich potrzeby. Czy nowy, którego kształtów jeszcze nie widać da radę ?, trudno powiedzieć. Ale hipoteza, że na naszych oczach radykalnie zmienia się paradygmat polityki, jest jak najbardziej uzasadniona.

Jagiellonia.org / Włodzimierz Iszczuk

Rzeczywistość się zmienia. Trump prezydentem USA