Zaraz po II wojnie światowej Kreml opracowywał plan zajęcia całego Starego Kontynentu. Stalinowcy mieli nadzieję, że wkrótce będą mogli obmyć buty w wodach Atlantyku. Lecz NATO na czele z USA nie pozwoliły Moskwie opanować bezbronnej powojennej Europy. Właśnie dlatego Kreml wściekle nienawidzi Ameryki, która po II wojnie światowej stała się lokomotywą NATO i nadal jest gwarantem wolności i suwerenności państw europejskich. Właśnie dlatego rosyjscy rewanżyści tak namiętnie wspierają nastroje antyamerykańskie na całej kuli ziemskiej.
„W dzisiejszym świecie istnieje siła – wielka i poważna – która stoi na naszej drodze. To jest cywilizacja dalekiego zachodu, po drugiej stronie oceanu. USA. Musimy wprowadzić ścisłą antyamerykańską higienę. To pierwszy krok w wielkiej wojnie kontynentów: Eurazji przeciwko Ameryce. Naszym absolutnym wrogiem są USA. To jest początek i koniec naszej nienawiści” – obwieszcza katechizm młodych opryczników z Euroazjatyckiego Związku Młodzieży. Właśnie w tym duchu wychowywane są następne pokolenia putinowskiej Rosji.
EUROPA NA CELOWNIKU KREMLA
W drugiej połowie XX wieku Rosja dążyła do przejęcia kontroli nad całym kontynentem eurazjatyckim i parła ku światowej dominacji. Konflikty na peryferiach Eurazji (Wietnam, Korea, Afganistan) świadczą o tym, że gdyby nie starania Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w rejonach Oceanu Atlantyckiego i Spokojnego, Moskwa mogłaby ten cel osiągnąć. Gdyby udało jej się ten ponury scenariusz zrealizować, świat byłby zupełnie inny.
Klęska w zimnej wojnie zatrzymała rosyjską ekspansję na Zachód. Właśnie dlatego pułkownik KGB Władimir Putin uważa rozpad Związku Sowieckiego za „największą katastrofę geopolityczną XX wieku”. Przez 29 lat od upadku komunistycznego imperium spadkobiercy KGB w Rosji przygotowują się do zemsty na znienawidzonych Stanach Zjednoczonych.
Od prawie 30 lat Moskwa szykowała się do rewanżu. Kiedy stały wzrost cen nośników energii umocnił rosyjską gospodarkę, Kreml przeszedł do ofensywy. Najpierw, w sierpniu 2008 roku, nastąpiła inwazja na Gruzję. Później był „reset” w stosunkach rosyjsko-amerykańskich i katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem, w której zginęli prezydent Polski Lech Kaczyński oraz 95 przedstawicieli elity polskiej. Po tych wydarzeniach reżim Putina uwierzył w swoją bezkarność i nadal rażąco narusza normy prawa międzynarodowego. Wiosną 2014 roku Moskwa zdecydowała się przerysować granice w Europie. Dokonując aneksji Krymu, zniszczyła całą architekturę bezpieczeństwa światowego stworzoną w wyniku zwycięstwa koalicji antyhitlerowskiej w II wojnie światowej.
PRZECZYTAJ:
Putin marzy o wskrzeszeniu Imperium Rosyjskiego w granicach z 1914 roku. Wywiad z 1991 roku
NIEWIDZIALNA WOJNA
Kilka lat temu szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej Walerij Gierasimow w artykule „Siła nauki w przewidywaniu” (ros. Ценность науки в предвидении) przedstawił nową doktrynę wojskową, która polega bardziej na zakulisowym wpływaniu na społeczeństwo wroga niż na prowadzeniu otwartych działań zbrojnych. Celem konfrontacji jest osiągnięcie stanu permanentnego niepokoju i konfliktów wewnątrz atakowanego kraju.
„Reguły wojny bardzo się zmieniły – dzielił się swą teorią rosyjski generał. – Wzrosła rola niewojskowych sposobów osiągnięcia celów politycznych i strategicznych, które w wielu przypadkach pod względem swej skuteczności znacznie przewyższają potęgę militarną (…) Takie działania uzupełniane są środkami wojskowymi o ukrytym charakterze”.
Wojna Kremla przeciwko Zachodowi trwa w najlepsze. Udział w globalnej gospodarce stworzył Rosji możliwość psucia Europy od wewnątrz. Czekiści zrobili wiele, by Europa stała się bezzębna, bierna i ospała. Korzystając z zachodniej otwartości, Gazprom przekupił całą grupę czołowych ekspertów, przedsiębiorców i polityków europejskich.
PRZECZYTAJ:
Prorosyjska prawica. Pożyteczni idioci Putina podkopują polską państwowość
MARIONETKI PUTINA
Działania Moskwy są mistrzowskie. Wykorzystując siły prawicowe w poszczególnych państwach Europy, Rosja umiejętnie podważa jedność Unii i manipuluje opinią publiczną w jej krajach członkowskich. Działa zgodnie z zasadą dziel i rządź. Rozpala konflikty między państwami, kupuje pojedynczych przywódców europejskich charakteryzujących się nadmiarem prowincjonalnej mentalności i brakiem strategicznego myślenia. Wielbiąc rosyjskiego złotego cielca, nie zdają oni sobie sprawy, że mogą stać się następną ofiarą krwawego imperium zła. Nie rozumieją, że są karmieni do uboju…
Prorosyjska prawica w Polsce kłamie, mówiąc, że partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość spiskuje z Amerykanami i Polsce grozi „żydowska okupacja”. Mimo absurdalności tego oszczerstwa pewien procent niewykształconych grup społeczeństwa polskiego wierzy w te bzdury.
Marzenia elit kremlowsko-łubiańskich nie ograniczają się do krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Zagrożenie pełzającą wojną hybrydową zawisło nad całym kontynentem. Rosyjscy geostratedzy pragną zasiać niezgodę między państwami europejskimi i podważyć jedność NATO oraz Unii Europejskiej. Mówi to otwarcie człowiek, którego strategię od 20 lat skrupulatnie wciela w życie Władimir Putin.
Aleksander Dugin, bo o nim mowa, w artykule „Wybawić Europę Zachodnią od Wschodniej” proponuje zagrać na rozbieżnościach między państwami Unii Europejskiej i zaleca rosyjskim dyplomatom przekonywanie krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim Niemiec i Francji, do uwolnienia się od amerykańskiej dominacji i skończenia z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. „Trzeba zniszczyć »kordon sanitarny«! Można to zrobić na wiele sposobów. Bolszewicy, żeby go unicestwić, zawarli niegdyś pokój brzeski. Wtedy wiele straciliśmy, ale powstała granica rosyjsko-niemiecka. Potem był pakt Ribbentrop-Mołotow, który miał ten sam cel. Wspaniały pakt! Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, razem z Niemcami pokonalibyśmy Anglosasów. […] W wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa – musi zniknąć, zostać wchłonięte” – głosi ideolog rosyjskiego imperializmu i eurazjatyzmu.
Kilka lat temu w Wiedniu odbyło się spotkanie przedstawicieli europejskich partii neonazistowskich z ideologiem eurazjatyzmu Aleksandrem Duginem i rosyjskim oligarchą Konstantinem Małofiejewem. Co ciekawe, to właśnie Małofiejew był głównym sponsorem tzw. ruskiej wiosny w Donbasie. Wojna hybrydowa jest jego specjalnością. Spotkanie było tajne i można się tylko domyślać, o czym rozmawiano. Jednak w wypowiedziach publicznych Dugin, nazywany też mózgiem Putina, nie kryje, że Rosja marzy o podboju całej Europy.
PRZECZYTAJ:
Orientacja prorosyjska jest opcją zdrady. Wolność słowa czy wolność kłamstwa?
RUSKA EUROPA
Dugin nie powstrzymuje się przed kreśleniem perspektyw, jakie czekają Europę, jeśli kraje Zachodu nie zachowają solidarności i jedności w obliczu rosyjskiej agresji. „Rosjanie zmobilizują się dla wielkiego celu. A tym wielkim celem jest przyłączenie Europy. […] Podobają wam się europejskie technologie? Weźmy je. […] To jest proste, zdobywamy Europę i już mamy wszystkie wysokie technologie! […] Zdobycie Europy! Rosyjski car czy rosyjski prezydent – jedyny dla całej Europy. […] To jest sedno imperium, które po prostu przywrócimy na swoje miejsce – europejskie, rzymskie, greckie, bizantyńskie imperium z rosyjskim carem na czele” – powiedział kremlowski szaman.
„Żadnego PKB nie zamierzamy podnosić – kontynuuje Dugin. – Dlatego że jest nam to obojętne. […] Budujemy imperium. Oni budują Unię Europejską, też swoiste imperium. Lecz jego podstawy są zbyt kruche. Jeżeli gospodarka nie odniesie sukcesu, oni się rozsypią. My natomiast powiemy: niezależnie od stanu gospodarki, co rosyjski (eurazjatycki, europejski, imperialny, rzymski) car (nasz rosyjski rzymski car) powie – to będzie! A gdzie wy się podziejecie? Gospodarka to dobrze, ale to nie ma znaczenia. Nie samym przecież chlebem… przypomni car”.
PRZECZYTAJ:
SZCZĘŚCIE BEZ WOLNOŚCI
Model cywilizacji, który Rosja proponuje Europie, świetnie scharakteryzował rosyjski akademik, historyk, dr hab. nauk politycznych Jurij Piwowarow w programie TV Rossija Kultura. „Jesteśmy następcami Złotej Ordy. […] Mongolski rodzaj władzy polegał na tym, że jeden człowiek stanowi wszystko, a reszta – nic. Władza mongolska w całości odrzuca jakąkolwiek umowę, wszelką konwencję, współpracę i zgodę między dwoma podmiotami. Władza mongolska jest wyłącznie władzą przemocy i Rosjanie to przejmują. Rosyjscy carowie, rosyjscy wielcy książęta stopniowo przejmują tę kulturę władzy, a właściwie ten rodzaj władzy, te stosunki polityczne. I staje się to coraz silniejsze nawet później, w czasach nam bliskich. W owych cywilizowanych i pięknych czasach cesarz Paweł I, syn Katarzyny, pewnego razu podczas rozmowy z francuskim ambasadorem rzekł do niego: »W Rosji tylko ten jest czegoś wart, z kim ja rozmawiam i dopóki z nim rozmawiam«. I to jest bardzo precyzyjne określenie władzy rosyjskiej” – powiedział Piwowarow.
Korea Północna jest doskonałym przykładem tego, jaki model państwowości Moskwa narzuca ludzkości. Całkowite niewolnictwo, despotia, ubóstwienie brutalnych dyktatorów, głód, nędza, łzy, rozlew krwi, сiemność i piekło na ziemi – to idealny model russkowo mira.
Ideałem rosyjsko-eurazjatyckiej cywilizacji jest całkowite zniewolenie ludzi i narodów. Taki model kontroli nad społeczeństwem sugestywnie opisał rosyjski satyryk polityczny, krytyk i publicysta Jewgienij Zamiatin w antyutopijnej powieści „My”, która stała się pierwowzorem „Roku 1984” George’a Orwella i „Nowego, wspaniałego świata” Aldousa Huxleya. „Niewolnik, który tylko wykonuje rozkazy, nie popełni przestępstwa. My, Rosjanie, wybraliśmy szczęście bez wolności, dlatego zwyciężymy. Nie-Rosjanie wybrali wolność bez szczęścia i dlatego zostaną pokonani” – czytamy w niej.
Te wypowiedzi Dugins i Zamiatina doskonale pokazują, jakiego losu mogła się spodziewać Europa po II wojnie światowej, gdyby USA, Kanada i państwa Europy Zachodniej nie powołały NATO – sojuszu polityczno-wojskowego. Jest to również ostrzeżenie przed tym, co może się stać z Europą, jeśli ten sojusz się rozpadnie.
Włodzimierz Iszczuk
ZOBACZ TAKŻE:
Europa na celowniku Kremla. Ukryta wojna Putina przeciwko Zachodowi
Cień Kremla. Były szef francuskiego wywiadu zostanie prezenterem telewizyjnym Russia Today
Rzym nasz! Kreml usiłuje uzasadnić swoje roszczenia do dziedzictwa cywilizacji europejskiej


Współczesna wojna polega bardziej „na zakulisowym wpływaniu na społeczeństwo wroga niż na prowadzeniu otwartych działań zbrojnych” – to niezwykle trafny cytat w zakresie współczesnych narzędzi „podbijania i okupowania” słabszych krajów. A teraz zastanówmy się: czyje korporacje (Google, Facebook, fundusze hedgingowe) opanowały przestrzeń informacyjną i medialną w Polsce – ruskie, niemieckie czy amerykańskie? Czyje korporacje (Orange, HP, Oracle, Microsoft, SAP, tutaj można mnożyć w nieskończoność) opanowały krytyczną infrastrukturę informatyczną państwa polskiego – ruskie, niemieckie czy amerykańskie)? Czyje organizacje i twory (Bank Światowy, dolar, banki) mogą w dowolnej chwili wywołać kryzys finansowy i szantażować polskie państwo – ruskie, niemieckie czy amerykańskie? Na Rusków – którzy obecnie dla Polski są jedynie (i aż) groźni jedynie w obszarze militarnym, aby uzyskać całkowite i bezkompromisowe bezpieczeństwo (wzorem np. Izraela w stosunku do krajów arabskich) wystarczy nam pozyskać kilkadziesiąt głowic nuklearnych wraz ze skutecznymi środkami ich przenoszenia do Moskwy i Petersburga (np. poprzez zakup 6 łodzi podwodnych AIP i kilkudziesięciu zwykłych rakiet manewrujących o zasięgu do 1000 km). Łączny realny koszt takiego dozbrojenia polskiej armii to pewnie między 70 a 90 mld złotych – oczywiście przy prawdziwej woli politycznej. W porównaniu do dzisiejszych kosztów uwolnienia Polski od okupacji prawnej, informatycznej, infrastrukturalnej i finansowej od USA i Niemiec to grosze. Null. W skali 40 milionowego nowoczesnego państwa o przyzwoitym poziomie nauki zakup albo samodzielna budowa takiego dozbrojenia to betka. PiS kupując zaś bardzo drogie, śliczne zabawki militarne od USA jak F35 zamiast twardych i realnych środków obronnych przed Federacją Rosyjską (bo F35 nas nie obronią np. przed Iskanderami czy nawet zwykłym ostrzałem z broni artyleryjskiej głowicami nuklearnymi z obwodu kaliningradzkiego) dają podskórnie jasno do zrozumienia, że tak naprawdę to nie Rusków się boją i w gruncie rzeczy to zagrożenie mają w dupie, bo realnie boją się USA płacąc im haracze w różnych formach niemalże każdego miesiąca swoich rządów.
„Na kontynencie eurazjatyckim dla Polski miejsca nie ma. […] Rosja musi zniszczyć »kordon sanitarny«, utworzony z małych, gniewnych i historycznie nieodpowiedzialnych narodów i państw, z maniakalnymi roszczeniami i niewolniczym uzależnieniem od talassokratycznego Zachodu. W roli takiego »kordonu sanitarnego« tradycyjnie występuje Polska i kraje Europy Wschodniej… Zadaniem Eurazji jest to, aby ta bariera nie istniała. […] My, Rosjanie i Niemcy, nie jesteśmy zainteresowani istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. […] Trzeba zlikwidować »kordon sanitarny«, zawrzeć »nowy pakt Ribbentrop-Mołotow«, aby przywrócić bezpośrednią granicę między Rosją a Starą Europą, bez tych »przyjaciół« (państw Europy Środkowowschodniej – red.)” – to są cytaty z Aleksandra Dugina, najbardziej popularnego rosyjskiego stratega, nazywanego ideologiem Kremla. Wypowiedzi człowieka, którego strategię od 15 lat skrupulatnie wciela w życie cały polityczny establishment Rosji. Żaden Amerykanin lub Europejczyk nigdy nic takiego nie powiedział! Nigdy!
Warto jeszcze raz przypomnieć, że niezdrowe pomysły Aleksandra Dugina zainfekowały całą generalicję i establishment Rosji. Dugin ma ogromny wpływ na osoby podejmujące decyzje w najważniejszych sferach życia politycznego. Rosyjskie elity podzielają jego poglądy. Książka Dugina pod tytułem „Podstawy geopolityki” została opublikowana przy wsparciu Wydziału Strategii Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej i otrzymała rekomendację, jako podręcznik dla tych, którzy decydują o losach kraju.
„Trzeba domagać się, aby po rosyjsku mówiła nie tylko Ukraina, ale też Polska i Rumunia. […] III wojna światowa – to najważniejsza decyzja. Jestem przekonany, że została już podjęta. Co zostanie z krajów bałtyckich? Nic nie zostanie. Stacjonują tam samoloty NATO. W Polsce jest system obrony przeciwrakietowej. Los krajów bałtyckich i Polski jest przesądzony. Zostaną zmiecione. Nic tam nie pozostanie”. Żaden Amerykanin lub Europejczyk nigdy nic takiego nie powiedział! Nigdy!
To nie są brednie człowieka o zachwianej psychice. Nie. Wręcz przeciwnie, są to pomysły poważnego męża stanu, byłego szefa frakcji parlamentarnej, byłego zastępcy przewodniczącego Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej. Złośliwi powiadają, że w swoim czasie Żyrinowski wygłaszał tezy, których ze względu na swoje stanowisko nie mógł głośno wypowiedzieć prezydent Putin. Mówiąc krótko: „to, o czym myślał Putin, o tym mówił Żyrinowski”. Żaden Amerykanin lub Europejczyk nigdy nic takiego nie powiedział! Nigdy!
Wydaje mi się że prawda leży po środku. Nasi sojusznicy z „Zachodu” są nimi do puki im się to opłaca. Jesteśmy dla nich tym samym czym dla Rosji w czasach Układu Warszawskiego – buforem. Różnica polega nie na tym czy jesteśmy niepodlegli czy nie a na tym komu jesteśmy podlegli, w jakim stopniu i czy nam się to opłaca. We współczesnym świecie nikt nie jest zupełnie samodzielny. Porównując nasz kraj do Ukrainy która odłączyła się od ZSRR w tym samym okresie, startowała z wyższym potencjałem gospodarczym niż my, jednak pozostała w strefie wpływów Kremla dłużej, obranie kierunku na „Zachód” chyba nie było złą decyzją.