Na czele najeźdźców z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym brytalnie tłumiących wolny lud Kazachstanu i okupujących terytorium tego niepodległego państwa stoi rosyjski generał Andriej Sierdiukow, który w 2014 roku był organizatorem i dowódcą wojskowej operacji zajęcia ukraińskiego Krymu i prowodyrem rosyjskiej agresji na wschodzie Ukrainy. Oprócz tego Sierdiukow kierował rosyjskim kontyngentem okupacyjnym w Syrii. To właśnie ten generał w ostatnich latach brał udział w agresywnych wojnach i realizował agresywne plany Kremla na arenie światowej. Teraz broni okrutnego dyktatora, który zdradził swój naród i zaprosił obcych najeźdźców na ziemie Kazachstanu.

Zostało to oficjalnie ogłoszone przez Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, podaje rosyjsko-putinowska państwowa międzynarodowa agencja propagandowa RIA Nowosti.

W czasie bezprawnego zajęcia półwyspu, będącego integralną częścią Ukrainy, Sierdiukow był szefem sztabu i pierwszym zastępcą dowódcy sił Południowego Okręgu Wojskowego Rosji.

Co więcej, rosyjskie wojskowe samoloty transportowe przerzucziły do ​​Kazachstanu także żołnierzy powietrznodesantowych sił specjalnych, którzy brali udział w zajęciu Krymu i wojnie w Donbasie.

PRZECZYTAJ:

Ideologia „raszyzmu” ma się do faszyzmu jak broń atomowa do zwykłej – rosyjski filozof

Wydarzenia w Kazachstanie rozwijały się szybko. Masowe protesty rozpoczęły się 2 stycznia 2022 r. Pierwotnie wybuch powszechnego niezadowolenia został wywołany wzrostem cen gazu. Władze poszły na ustępstwa i zgodziły się na obniżenie cen, ale to nie uspokoiło protestujących. Mieszkańcy Kazachstanu mieli już dość kazachskiego odpowiednika „russkowo mira”, czyli całkowicie skorumpowanego i despotycznego reżimu Nursułtana Nazarbajewa, który rządził krajem w ciągu 30 lat i jego następcy Kasym-Żomarta Tokajewa.

Protest szybko przybrał charakter polityczny. Protestujący zaczęli wznosić barykady, zajmować budynki administracyjne i całe miasta. Jednak działacze kazachscy zauważają, że wśród protestujących pojawili się prowokatorzy. W kraju zaczęły się pogromy, podpalenia i starcia z policją. 5 stycznia rebelianci zdobyli Ałmaty, największe miasto kraju, które do 1997 r. było stolicą Kazachstanu. Protest przerodził się w powstanie. Państwo pogrążyło się w chaosie i szalejących grabieżcach.

Reagując na protesty prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego, wyprowadził wojska na ulice i nakazał brutalnie tłumić uczestników powstania oraz podjął decyzję zwrócić się do Putina i Łukaszenki z prośbą o wprowadzeniu na terytorium Kazachstanu wojsk Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ, sojusz wojskowy zrzeszający Rosję, Armenię, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan).

6 stycznia wojska OUBZ, w tym interwenci z tzw. „rosyjskich sił pokojowych”, wkroczyły na terytorium Kazachstanu, aby stłumić protesty. Według doniesień medialnych, wczesnym rankiem 6 stycznia wojsko użyło broni. Prorosyjski reżim topi powstanie we krwi.

Ajan Szaripbajew, kazachstański dziennikarz i aktywista w wywiadzie udzielonym programu TSN w ukraińskiej telewizji 1+1 powiedział, że podczas protestów w Kazachstanie w szeregi protestujących przeniknęli prowokatorzy, którzy mogli być powiązani z Rosją. To oni zradykalizowali protest i sprowokowali liczne akty przemocy, podpaleń i grabieży mienia obywateli i instytucji państwowych, co było pretekstem do brutalnego stłumienia protestów ludowych. To klasyczny styl rosyjskich służb specjalnych.

„Przywódców protestu po prostu wyciągnięto, dotkliwie pobito i teraz ich los jest nam nieznany. Od tego momentu protest był moim zdaniem prowadzony przez inne osoby, które nie były zainteresowane pokojowym stanowiskiem”

– podkreślił dziennikarz.

Rozmówca TSN uważa, że w szeregach protestujących działali prowokatorzy, kierując demonstrantów do destrukcyjnych działań. Dziennikarz uważa, że po licznych pogromach, grabieżach i aktach przemocy protest został zdyskredytowany, co dało siłom prorosyjskim pretekst do brutalnego stłumienia wieców ludowych i zaproszenia do Kazachstanu rosyjskich najeźdźców i ich popleczników z OUBZ.

„Te technologie przypominają coś, co Rosja stosuje wobec swoich sąsiadów”

– zauważa dziennikarz.

Fakt, że Moskwa natychmiast skorzystała z nadarzającej się okazji, by okupować suwerenne państwo w Azii Środkowej, świadczy o słuszności wniosków kazachskiego dziennikarza.

PRZECZYTAJ:

Deputowany Dumy Państwowej zaproponował przeprowadzić referendum w sprawie zjednoczenia Kazachstanu z Rosją

Rosja może grać na zaostrzaniu konfrontacji, by pod pretekstem „ochrony ludności rosyjskojęzycznej i rodaków”, przede wszystkim w regionach północnych i ośrodkach przemysłowych, ustanowić kontrolę nad obiektami wojskowymi i kosmicznymi oraz narzucić własne zasady w regionach produkujących paliwo w zachodnim Kazachstanie. Jednocześnie w najbliższym czasie można spodziewać się stworzenia przesłanek do zajęcia północnej części Kazachstanu, gdzie zamieszkuje znaczna mniejszość rosyjska – przewiduje generał-lejtnant Ołeksandr Ustymenko, były szef Centrum Operacji Specjalnych „A” SBU (2015-2020), obecnie ekspert Ukraińskiego Centrum Analityki i Bezpieczeństwa, podaje Apostrophe.ua.

Mówiąc o udziale wojsk OUBZ w wydarzeniach kazachskich, Ustimienko podkreślił, że jest to zmodyfikowana taktyka „scenariusza białoruskiego”. Według niego Moskwa czerpie maksymalne korzyści z protestów w Kazachstanie, znacznie zwiększając swoje wpływy na sąsiedni kraj, czyniąc rządzący reżim swoim lojalnym i najbardziej zależnym sojusznikiem, który boi się utraty władzy. Co więcej, dzieje się to bez otwartej agresji na dużą skalę.

Obecny prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew może być również zainteresowany obecną sytuacją – wszak dostał poważną szansę na odbudowanie dla siebie pionu władzy, pozbycie się wpływów i kontroli ze strony klanu Nursułtana Nazarbajewa, byłego prezydenta Kazachstanu. W celu zdobycia osobistej władzy w kraju prawdopodobnie może poświęcić część suwerenności Kazachstanu, by pozyskać poparcie Kremla – uważa generał-lejtnant.

W tej sytuacji Tokajew może zostać marionetką Kremla, zastępując stosunkowo niezależnego Nazarbajewa –przewiduje Ustymenko.

Na naszych oczach prorosyjskie marionetkowe reżimy autorytarne ustanawiają brutalne dyktatury oraz idą drogą zmierzającą w kierunku totalitaryzmu. Białoruś, Rosja i Kazachstan zamieniają się w duży eurazjatycki obóz koncentracyjny. Ludy Federacji Rosyjskiej oraz Białorusini i Kazachowie nie mają teraz żadnych złudzeń, że rządzą nimi znienawidzeni i okrutni dyktatorzy. Być może reżim Tokajewa i jego sojusznicy z Kremla zdołają utopić we krwi powstanie w Kazachstanie, jednak obrzydzenie, pogarda i nienawiść ludów północnej Eurazji do władz w Moskwie, Astanie i Mińsku prędziej czy później doprowadzi do upadku tych okrutnych, antyludzkich reżimów…

Jagiellonia.org

PROROSYJSCY PROWOKATORZY DZIAŁALI TEŻ PODCZAS REWOLUCJI GODNOŚCI NA UKRAINIE

W styczniu 2014 roku pisałem, że podczas Rewolucji Godności na Ukrainie wśród protestujących działali grupy prowokatorów, którzy działali w interesie Putina i jego pachołków na Ukrainie.

Gdy po brutalnym biciu pokojowych studentów 30 listopada 2013 roku, na ulice Kijowa wyszły setki tysięcy rozgniewanych obywateli, agenci Putina na Ukrainie zdecydowali się skorzystać z tej sytuacji, aby sprowokować masowe starcia i aby uzasadnić późniejsze brutalne stłumieniе europejskiego protestu na Ukrainie. W przypadku, gdyby władzom nie udało się do końca stłumić sprzeciwu narodu, siły prorosyjskie miały już inny scenariusz — podżeganie do wojny domowej i późniejszego rozpadu Ukrainy. Słowa Klujewa w wywiadzie dla mediów niemieckich także o tym świadczą.

Istnieje wiele rozstrzygających dowodów na to, że w tłumie protestujących byli zainstalowani agenci oraz oficerowie służb działający pod przykryciem, pobudzając radykalnie nastawioną młodzież do eskalacji konfliktu. Do realizacji tego scenariusza, byli również zaangażowani znani prowokatorzy, agresywni radykałowie, specjalnie wynajęci bandyci i sportowcy (których na Ukrainie zową „tituszkami”) a być może nawet rosyjscy kibole i pracownicy jednostek specjalnych milicji przebrani w cywilne ubrania. Ich zadaniem było sprowokować agresywny tłum do zamieszek i przemocy, żeby władze otrzymały pretekst do stłumienia protestów za pomocą siły.

Na portalach społecznościowych uprzednio była prowadzona intensywna propaganda mająca na celu sprowokowanie siłowych metod rozwiązywania konfliktów z władzami. Głównym promotorem takich metod walki politycznej był znany prowokator Dmytro Korczyński — lider organizacji „Bractwo” i utalentowany polityczny publicysta, bardzo popularny w środowisku radykalnie nastawionej, patriotycznej młodzieży. Co ciekawe, istnieje wiele wiarygodnych dowodów na to, że Korсzyński jeszcze w czasach sowieckich był agentem służb specjalnych. Także bardzo interesującym jest fakt jego znajomości, przyjaźni i współpracy z Aleksandrem Duginym, inspiratorem nowoczesnego euroazjatyckiego imperializmu rosyjskiego, co zupełnie nie przeszkadza mu działać pod płaszczykiem „ukraińskiego nacjonalisty”. Nie przeszkadza mu nawet fakt uczestnictwa (w jakości wykładowcy) w szkoleniach młodych putinowskich harcerzy nad jeziorem Seliger. Nadal udaje mu się zachowywać i kształtować swój wizerunek „prawdziwego ukraińskiego patrioty” i wielu młodych ludzi mu wierzy.

Dnia 1 grudnia 2013 roku prowokatorzy wszczęli starcia, co spowodowało brutalne pobicie pokojowych demonstrantów przez siły specjalne. W czasie kontrataku berkutowcy i wojska wewnętrzne używali przeciwko ludziom gaz łzawiący oraz rzucali granaty ogłuszające. Zamieszki 1 grudnia wyraźnie noszą znamiona prowokacji prorosyjskich tajnych służb. I na to istnieje wiele bezspornych dowodów, w tym i wideo-materiałów przedstawionych, między innymi, Prokuraturze Generalnej przez jednego z liderów opozycji Petra Poroszenki.

Dzięki Bogu i mądrości protestujących starcia miały charakter lokalny i nie zamieniły się w masowe zamieszki z udziałem większości protestujących. To uniemożliwiło władzom wprowadzić stan wyjątkowy i uratowało kraj od przepaści wojny domowej. Ale siły destrukcyjne się nie uspokoiły, a więc nie ma żadnej gwarancji, że nie będą nadal kontynuować swojej wywrotowej działalności wobec Ukrainy i całej cywilizacji europejskiej. CZYTAJ WIĘCEJ TU>>>

27.01.2014

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”