„Ktokolwiek czytał Pamiętniki Jazdy Wołyńskiej i wspomnienia jego emigracyjnych przyjaciół miał uczucie, że zbliża się do czegoś większego, niż nauka, talent i sława, bo do wielkiej duszy ludzkiej. Uczucie to mieli także spółcześni; miał je Adam Mickiewicz”.

Opinia Stanisława Szpotańskiego, wyłożona na kartach Ludzi listopadowych ukazuje nam jakby iskrę elektryczną płynącą między pokoleniami, o których mowa w pierwszej części cytatu. Raz jeszcze dowodzi ona, że rozmowa o stuleciu polskiej niewoli nie musi oznaczać nudnej pogadanki na lekcjach polskiego, czy historii albo, co gorsza, swoistego garbu niepozwalającego nam funkcjonować we współczesnym świecie, ale że ten „piękny” wiek XIX może być piękny nie tylko nazwy. Wystarczy nieco rozsunąć nieumiejętnie wykorzystywaną niekiedy faktografię, by z jednej strony dostrzec tam postawy i wartości mające swój wymiar uniwersalny, z drugiej – by odkryć pokłady tego „wielkiego – jak powiedział Jan Paweł II – dziedzictwa, któremu na imię Polska”.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Publicysta

Ilekroć myślę o Karolu Różyckim – i jego synu Edmundzie! – przychodzą mi do głowy słowa z przepięknie przez Mickiewicza przepolszczonej powieści poetyckiej – bo tak się to fachowo nazywa – Giaur. Oto w kongenialnej wobec oryginału wersji możemy przeczytać następujące, wielce wymowne słowa: „walka o wolność, gdy się raz zaczyna/ z ojca krwią spada dziedzictwem na syna”. Jaki ma to związek z obu Różyckimi? W zasadzie należy powiedzieć, że ścisły! Edmund (1827-1893) był faktycznym kierownikiem powstania styczniowego na Ukrainie, a dokładniej na Wołyniu, gdzie sformował pułk jazdy; Karol natomiast w tych samych okolicach dowodził pułkiem jazdy w powstaniu listopadowym. Gdyby znał ich Plutarch, uczyniłby ich bohaterami swych Żywotów Równoległych – albo nie uwierzył, że chodzi o dwie różne osoby.

POCZĄTKI KARIERY WOJSKOWEJ. POWRÓT NA WOŁYŃ

Karol Różycki urodzony opodal Jampola w roku 1789 należał do tego pokolenia, dla którego okres formacyjny stanowiła epoka napoleońska i z którego wywodziła się większość starszych stopniem oficerów powstania listopadowego. Jak wielu szlacheckich synów zaciągnął się pod narodowe sztandary w utworzonym przez Cesarza Księstwie Warszawskim. Działo się to w chwili, kiedy Polacy w czasie krótkiego istnienia tegoż państwa przeżywali chwile największego tryumfu: wpierw odparcie armii arcyksięcia Ferdynanda maszerującej ku Warszawie, a następnie zwycięską kontrofensywę księcia Józefa Poniatowskiego, który zręcznym manewrem wkroczył do Galicji. Na wieść o zbliżaniu się wyzwolicielskich wojsk, młody Karol jako prosty ułan – nazwą formacji określano wówczas „szeregowców” – trafił do oddziału Piotra Strzyżewskiego.

Wziął udział w bitwie pod Zaleszczykami i Wieniawką oraz przedzielającym je ataku na Tarnopol – wszystko latem 1809 r.

To był chrzest bojowy. Potem przyszła wojna z Rosją, w czasie której wziął udział w niezbyt szczęśliwie rozegranej bitwie pod Mirem. W dalszym toku działań trafił do niewoli, zakończonej, jak pisze autor biogramu Różyckiego w Polskim Słowniku Biograficznym, „w niewyjaśnionych okolicznościach”. Odbył wszystkie pozostałe kampanie napoleońskie, tj. sasko-niemiecką oraz – najsmutniejszą – kampanię 1814 roku, zwieńczoną abdykacją Napoleona. Jest wówczas podporucznikiem, czyli piastuje najniższą, ale jednak oficerską szarżę. Piszemy o tym wszystkim we wspomnieniu człowieka zasłużonego w powstaniu listopadowym i w okrągłą rocznicę tegoż, aby pokazać – jak nakazuje dobry obyczaj historyczny – jakie były początki tej błyskotliwej kariery wojskowej.

CZYTAJ WIĘCEJ NA PORTALU PAMIĘĆ HISTORYCZNA>>>