W ostatnich dniach polska debata publiczna została zdominowana tematycznie przez aborcję – w związku ze śmiercią ciężarnej kobiety, oraz relacje z Unią Europejską – w kontekście kar finansowych nałożonych na rząd w Warszawie. Najbardziej palący obecnie problem Łukaszenkowskiej wojny hybrydowej przeciw Polsce zszedł na dalszy plan. To niebezpieczny symptom.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Publicysta

Żarty się skończyły. W ostatnich dniach zbrodniczy reżim w Mińsku przeszedł od przerzutu migrantów z Bliskiego Wschodu do penetracji polskiego terytorium przez białoruskie służby mundurowe. Przypomnijmy: w nocy z 1 na 2 listopada żołnierze WP spostrzegli trzech obco umundurowanych mężczyzn uzbrojonych w broń długą. Po tym, jak intruzi zorientowali się, że zostali wytropieni, przeładowali broń, a następnie opuścili terytorium RP.

Komentarz jaki ciśnienie się na usta w związku z powyższym incydentem jest następujący: zielone ludziki już są w Polsce. Nie ma żadnego znaczenia, że tyko trzy. Zgodnie z logiką testowania spójności państwa będącego celem agresji, przy kolejnych tego typu prowokacjach liczba intruzów będzie się zwiększać… aż do momentu, kiedy komuś puszczą nerwy, pojawi się trup, a Łukaszenka wrzaśnie na cały świat, że to jego kraj stał się obiektem ataku.

Wczoraj przed południem pojawiła się informacja o śmierci wojskowego z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, wchodzącej w skład 18. Dywizji Zmechanizowanej. W oświadczeniu tej ostatniej czytamy: „do zdarzenia doszło w trakcie odpoczynku żołnierza. Zmarły żołnierz nie wykonywał zadań bezpośrednio związanych z ochroną polskiej granicy. Pełnił służbę jako logistyk”. Dalszych szczegółów brak.

Póki sprawa nie zostanie wyjaśniona, nie można wykluczać, że za śmiercią żołnierza stoi reżim Łukaszenki. Tak czy owak, incydenty się mnożą, wobec czego kwestia grożącego Polsce ze wschodu – i stale zwiększającego się – niebezpieczeństwa, mimo naturalnego zużywania się tematów medialnych, winna być „grzana” aż do granicy przegrzania. Sprawy obyczajowe i unijne są ważne, ale to one muszą obecnie zejść na plan dalszy.

Tym bardziej, że poświęcanie im teraz krytycznego kwantum energii społecznej jest na rękę Rosji, która pragnie Polskę zanarchizować, a następnie podporządkować tak, jak uczyniła to z Białorusią. Może jeszcze po drodze Ukraina, może państwa bałtyckie… Nie wolno się jednak łudzić: Polska jest następna w kolejce. Dlatego przestańmy zajmować się sami sobą – zajmijmy się zewnętrznymi, niekiedy naprawdę poważnymi zagrożeniami.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Zdjęcie: Straż Graniczna, Twitter

PRZECZYTAJ:

Żaryn o wojnie hybrydowej Łukaszenki: „Nasza reakcja musi być twarda”