10 cywiłów, w tym 6 dzieci zginęło w wyniku nalotu rosyjskiego lotnictwa w północno-zachodniej części Syrii. Według grupy monitorującej do nalotu doszło w szkole w wiosce Jubas w prowincji Idlib, gdzie znajdowali się uchodźcy ukrywający się przed terrorem sił dyktatora Baszara al-Asada.

Atak miał miejsce wczoraj, 24 grudnia – informuje Radio Wolna Europa powołując się na Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Przypomnijmy, siły prorosyjskiego dyktatora Baszara al-Asada, przy wsparciu rosyjskiego wojska, kontynuują ofensywę na prowincję Idlib, co prowokuje nową falę uchodźców.

PRZECZYTAJ:

Spójrzcie na ruiny Syrii, oto co czeka Europę, jeśli nie potrafimy spacyfikować Rosji

OFENSYWA MARIONETEK PUTINA W SYRYJSKIEJ PROWINCJI IDLIB
SPROWOKUJE NOWĄ FALĘ MIGRACJI DO EUROPY

Wojna wywołana przez Putina w Syrii uderzyła rykoszetem w Europę. Setki tysięcy uchodźców są wynikiem barbarzyńskich bombardowań syryjskich miast przez rosyjskie lotnictwo. Fale uchodźców spowodowały poważny kryzys w Unii Europejskiej i stały się przyczyną rosnącej popularności skrajnie prawicowych populistów, którzy działają w interesie agresywnej Rosji.

Nie jest tajemnicą, że uchodźcy stali się narzędziem rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko Europie. Przypomnijmy, według oświadczeń wysokich urzędników NATO Rosja „używa uchodźców jako żywej broni przeciwko Europie”. Mówił o tym jeszcze w marcu 2016 roku sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg. Z kolei nieżyjący już amerykański senator John McCain w ostrym przemówieniu wygłoszonym na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium (13 lutego 2016 roku) ocenił, że dyktator Władimir Putin chce „zaognić konflikt uchodźczy i wykorzystać go jako broń do podziału przymierza transatlantyckiego, a tym samym podkopać europejski projekt”. Dodał także, że „apetyt Putina rośnie w miarę jedzenia”.

Ofensywa marionetek Putina w syryjskiej prowincji Idlib sprowokuje nową falę uchodźców próbujących dostać się do Europy i nowy poważny kryzys w UE. Dlatego bezczelne działania przywódców Rosji, Iranu i ich stronników w Syrii stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego i globalnego.

Prowincja Idlib na północnym zachodzie Syrii jest jedną z czterech stref deeskalacji uzgodnionych przez Rosję, Turcję i Iran podczas szczytu w Astanie w Kazachstanie. W 2018 roku sprzymierzeńcy Putina z Asadem na czele stopniowo zaczęli odzyskiwać kontrolę nad tym terytorium. Scenariusz był identyczny z działaniami w innych prowinacjach: wojska irańsko-syryjskie oblegały przyczółki kontrolowane przez siły antyrządowe, a rosyjskie lotnictwo całkowicie niszczyło syryjskie miasta.

Wyjątkowość prowincji Idlib wyraża się w tym, że po zdobyciu stref deeskalacji we Wschodniej Gucie i w prowincji Dara jednostki wojskowe opozycji, które zgodziły się na rozejm, zostały wysłane wraz z rodzinami właśnie do niej. W ten sposób prowincja Idlib stała się potężnym bastionem syryjskich sił antyasadowskich. Obecnie zamieszkuje ją około 3 mln ludzi.

Liczebność oddziałów demokratycznej syryjskiej opozycji szacuje się na 85-100 tys. osób. Oprócz tego w prowincji przebywa 50-60 tys. radykalnych islamistów z organizacji Dżabhat an-Nusra, którzy również walczą z Asadem, ale przez większość krajów, w tym zachodnich, są uznawani za terrorystów. Gdyby doszło do ofensywy sił rządowych, w działaniach zbrojnych będzie więc uczestniczyć około 600 tys. bojowników, po 300 tys. po każdej stronie.

Igor Semywołos z Centrum Badań Bliskowschodnich w Kijowie w rozmowie z dziennikarzami portalu Apostrophe na temat Syrii stwierdził: „Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Problem polega nie na tym, że armia syryjska zaatakuje Idlib, ale na tym, że bastion opozycji może zdobyć jedynie za pomocą masowych bombardowań. Co więcej, w wyniku wojny syryjskiej wiele obiektów jest ulokowanych w pomieszczeniach podziemnych, charakterystycznych dla miast na Bliskim Wschodzie. Dlatego można zakładać, że analogicznie jak we Wschodniej Gucie Syryjczycy wykorzystają broń chemiczną (chlor), by zasiać panikę i zmusić rebeliantów do poddania się”.

Kiedy w prowincji rozpocznie się ofensywa, setki tysięcy uchodźców, nie mając już dokąd uciekać, ruszą przez Turcję do Europy. Szacuje się, że będzie to od 250 tys. do miliona osób. Jeśli Zachód razem z USA nie powstrzyma rzezi w prowincji Idlib, Europę zaleją rzesze uchodźców, wśród których będą też tysiące radykalnych islamistów.

Tego właśnie chce Putin, który sprowokował wojnę w Syrii i wciąż dolewa oliwy do ognia. Wojna w Syrii to jego wojna przeciwko wszystkim narodom Europy.

Na razie prezydent Turcji Erdoğan zmusił Putina do powstrzymania zaplanowanej ofensywy. Działał stanowczo i odważnie, a Putin, który rozumie tylko język siły, zaakceptował twardą postawę Ankary i zrobił krok wstecz. Ale nikt nie wie, jak długo potrwa zawieszenie ofensywy marionetek Putina. Baszar al-Asad twierdzi, że ma zdecydowaną wolę przejęcia kontroli nad całym terytorium kraju. Zagrożenie nową inwazją uchodźców na Europę wciąż istnieje.

11 września 2018 r.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

To nie jest korek na parkingu przy centrum handlowym z przedwczoraj…Świąteczne spotkanie z rodziną, bliskimi, wspólny czas, to ważne. Ale klękanie i inne mszalne ćwiczenia gimnastyczne, świąteczna wyżerka i cały ten symboliczny spektakl ma jednak znaczenie tylko dla nas. Nie łudźmy się! Realne znaczenie ma na przykład to, czy pomożemy uchodźcom, takim jak ci w obrazku, którzy dosłownie, podczas naszych świątecznych rytuałów, mierzą się z wojennymi dramatami w Syrii. Jeżeli ktoś wierzy w niebo i myśli, że trzy przysiady i siedem skłonów w kościele tam prowadzą, a w tym samym czasie gdzieś na świecie masowo giną ludzie, to boję się, że naiwność w Niebiosach nie jest premiowana. Znaczenie ma to, co zrobiliśmy, żeby wojna w Syrii się skończyła, czy rządy innych krajów stanęły w obronie ludności cywilnej, czy pojawiliśmy się na manifestacjach, czy wywieraliśmy naciski na politycznych reprezentantów. Brzmi naiwnie? Przecież to my decydujemy w wyborach o losach świata. My Polacy, my ludzie, my obywatele świata. Zacznijmy wierzyć we własną sprawczość! Zróbmy więc rachunek sumienia.. Czy zatrzymaliśmy albo ograniczyliśmy dramat tych ludzi?Obrazki ludzi uciekających z bombardowanego miasta niedaleko Idlib.

Gepostet von Bożydar Pająk am Mittwoch, 25. Dezember 2019

PRZECZYTAJ:

Rosja korzysta z napływu ekstremistów do Europy i sponsoruje ataki terrorystyczne na Zachodzie – amerykański ekspert

DLACZEGO KREML SPROWOKOWAŁ WOJNĘ W SYRII

Rosyjski gen. Leonid Iwaszow, szef think tanku Akademia Problemów Geopolitycznych w Moskwie, w trakcie programu „Wieczór z Władimirem Sołowiowem” w telewizji Rossija 1 ujawnił prawdziwe powody wojny w Syrii: interesy Gazpromu i groźba bankructwa Rosji.

„Gdyby Rosja tam nie weszła i nie utrzymała u władzy reżimu Asada, to dziś mielibyśmy bardzo poważny problem z budżetem. Ta wojna toczy się o trzy gazociągi. W Katarze i Iranie są gigantyczne złoża gazu” – powiedział gen. Iwaszow. (Według Międzynarodowej Agencji Energii największe złoża gazu na świecie, zawierające 51 bln m sześc., czyli jedną piątą potwierdzonych zapasów gazu na globie, znajdują się w Zatoce Perskiej między Iranem a Katarem – red.).

„Co gwałtownie zmniejszyłoby nasz udział w rynku gazu?” – spytał prowadzący program Władimir Sołowiow.

„Tak! Pierwszy gazociąg, który chcieli budować, miał iść przez terytorium Syrii i Turcji do Europy. Turcja stałaby się głównym operatorem dostaw gazu” – odparł generał.

„A więc wtargnęliśmy do Syrii, żeby zabezpieczyć sprzedaż gazu przez Gazprom?” – dopytywał dziennikarz.

„Tak. Kiedy Asad w 2011 roku, nie bez naszej presji, odmówił podpisania tego porozumienia (umowy o budowie gazociągów przez terytorium Syrii – red.), to zobaczcie co się stało” – odrzekł szef Akademii Problemów Geopolitycznych.

Z kolei Katar zaczął finansować syryjską opozycję, która zorganizowała masowe protesty przeciwko reżimowi Baszara al-Asada.

Tak więc, Kreml sprowokował a później włączył się w wojnę w Syrii, by powstrzymać budowę gazociągów do Europy i by zapewnić Gazpromowi sprzedaż.

Rosyjscy imperialiści są w stanie usprawiedliwić każdą agresję przeciwko suwerennym narodom. Warto w tym momencie przywołać słowa dyrektora rosyjskiego Centrum Badania Krajów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Siemiona Bagdasarowa, który tak tłumaczył udział armii FR w konflikcie syryjskim: „To nasza ziemia! Stąd właśnie przyszła do nas cywilizacja. Z Antiochii przyszli do nas pierwsi mnisi. Duchowni na Rusi byli Syryjczykami. Z pochodzenia byli nie Grekami, lecz Syryjczykami. I w czasie obchodów 300-lecia rodu Romanowów całą liturgię odprawiała nie rosyjska Cerkiew prawosławna, lecz antiochijska Cerkiew prawosławna. Gdyby nie było Syrii, nie byłoby Antiochii, nie byłoby prawosławia i nie byłoby Rusi! To nasza ziemia! To nasze święte miejsca!”.

JAK ROZPOCZĘŁA SIĘ WOJNA W SYRII

Dynastia syryjskich dyktatorów Baszszara al-Asada i jego ojca Hafiza al-Asada nigdy nie cieszyła się poparciem większości Syryjczyków. Są przedstawicielami alawitów (odłam szyizmu), najstarszej mniejszości religijnej Syrii liczącej ok. 1,95 mln, stanowiącej 11 proc. ludności. Zdecydowana większość Syryjczyków to sunnici, których jest ok. 70 proc. Pozostali to chrześcijanie i druzowie.

Hafiz al-Asad wsławił się krwawym stłumieniem protestów radykalnej partyzantki sunnickiej w mieście Hama, zabijając od 3 do 25 tys. islamistów oraz cywilów. Przy wsparciu ZSRS ustanowił brutalną dyktaturę. Tysiące opozycjonistów zostało uwięzionych. Właśnie dlatego sunici nienawidzą rządzącej mniejszości, która uzurpowała sobie władzę w tym kraju i za pomocą terroru sprawuje despotyczne rządy.

Arabska wiosna w latach 2010-2012 pokazała słabość autorytarnych dyktatur. Monolitowe reżimy Tunezji, Egiptu, Jemenu oraz innych krajów arabskich upadły jak domki z kart. Kolejne konflikty i wojny domowe doprowadziły do zmiany konfiguracji geopolitycznej w regionie. Wydarzenia te zainspirowały Syryjczyków, którzy mieli nadzieję na pokojowe przemiany w kraju. Dziesiątki tysięcy ludzi w różnych miastach Syrii wyszły na ulice, by protestować przeciwko reżimowi znienawidzonego Baszszara al-Asada, ale w marcu 2011 roku dyktator nakazał strzelać do pokojowo nastawionych demonstrantów, którzy w zdecydowanej większości nie mieli nic wspólnego z radykalnym islamizmem. Zginęły setki cywilów w całym kraju. Tak rozpoczęła się wojna w Syrii.

Jagiellonia.org

ZOBACZ TAKŻE:

Zbrodnicze naloty rosyjskiego lotnictwa w syryjskiej prowincji Idlib. Kreml w ogniu krytyki – Warsaw Institute