Departament Stanu USA obwinił Federalną Służbę Bezpieczeństwa o zatrucie rosyjskiego polityka opozycyjnego Aleksieja Nawalnego. Dowody na zaangażowanie funkcjonariuszy FSB przedstawili najpierw dziennikarze śledczy, a następnie sam Nawalny.

Oświadczenie rzecznika Departamentu Stanu dotyczące zatrucia Nawalnego zacytowały The Hill i CNN.

„Stany Zjednoczone uważają, że funkcjonariusze rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa użyli środka paralityczno-drgawkowego Nowiczok do otrucia Nawalnego. Nie ma innego wiarygodnego wytłumaczenia otrucia Nawalnego poza zaangażowaniem i odpowiedzialnością rosyjskiego rządu”

– czytamy w oświadczeniu.

Dwa dobrze poinformowane źródła zawiadomiły CNN, że Waszyngton przygotował dodatkowe sankcje przeciwko Rosji jako karę za zatrucie Nawalnego. W publikacji doprecyzowano jednak, że odpowiednią decyzję musi jeszcze podpisać prezydent Donald Trump, który dotychczas nie mówił publicznie o zaangażowaniu Moskwy w otrucie rosyjskiego opozycjonisty.

Przypomnijmy, według wspólnego dochodzenia przeprowadzonego przez Bellingcat i The Insider we współpracy z Der Spiegel i CNN, Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) Rosji jest zaangażowana próbę otrucia substancją paralityczno-drgawkową Nowiczok znanego rosyjskiego polityka opozycyjnego Aleksieja Nawalnego na lotnisku w Tomsku.

Według śledztwa dziennikarskiego w zamachu kluczową rolę odegrała specjalna jednostka Instytutu Kryminalistyki FSB. W trakcie śledztwa zidentyfikowano trzech funkcjonariuszy FSB z tej jednostki konspiracyjnej, którzy wraz z Nawalnym jechali do Nowosybirska, a następnie do Tomska, gdzie polityk został otruty. Ci agenci, z których dwóch podróżowało pod przykrywką, – Aleksiej Aleksandrow, Iwan Osipow – obaj lekarze – i Władimir Paniajew.

Oni byli wspierani i kontrolowani przez co najmniej pięciu innych funkcjonariuszy FSB, z których niektórzy również udali się do Omska, gdzie Nawalny był hospitalizowany.

Co więcej, wydaje się, że próba otrucia w sierpniu 2020 r. nastąpiła po latach inwigilacji, która rozpoczęła się w 2017 r., wkrótce po tym, jak Nawalny po raz pierwszy ogłosił zamiar kandydowania na prezydenta Rosji. Przez cały 2017 r., a także w 2019 i 2020 r. funkcjonariusze FSB z tajnej jednostki specjalizującej się w pracy z substancjami toksycznymi monitorowali Nawalnego, kiedy on odwiedzał różne miasta w Rosji, podróżując z nim na ponad 30 przypadkowych lotach do tych samych miejsc docelowych.

Możliwe też, że były wcześniejsze próby próbą otrucia Nawalnego, m.in. w Kaliningradzie, zaledwie na miesiąc przed zatruciem Nowiczoka na Syberii.

Przypomnijmy, nowiczok to po rosyjsku „debiutant”, „nowicjusz”. To wojskowa substancja – środek paralityczno-drgawkowy wyprodukowany w ZSRS.

W sierpniu br. Stany Zjednoczone ostrzegły Rosję o możliwych sankcjach, jeśli potwierdzi się wersja o zaangażowaniu rosyjskich władz w otrucie lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego.

O tym poinformowało rosyjskie MSZ po spotkaniu zastępcy sekretarza stanu USA Stephena Bieguna z ministrem Siergiejem Ławrowem, donosi „Europejska Prawda”.

Na tym etapie strona amerykańska nazwała to wydarzenie „incydentem”, jednak w przypadku potwierdzenia wersji, że Nawalny został otruty za swoją działalność opozycyjną, Waszyngton grozi podjęciem ostrzejszych środków niż nawet reakcja USA na rosyjską ingerencję w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku, podało rosyjskie MSZ w swoim oświadczeniu.

Przypomnijmy, w poniedziałek 24 sierpnia berlińska klinika Charite poinformowała, że wyniki badania lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego wskazują na jego zatrucie.

W odpowiedzi na to oświadczenie szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, kanclerz Niemiec Angela Merkel i minister spraw zagranicznych RFN ogłosili potrzebę przejrzystego śledztwa w sprawie zatrucia Nawalnego.

Jagiellonia.org