Od ostatniej rozmowy Joe Bidena z Władimirem Putinem minęły już ponad dwa tygodnie. Trwająca ponad dwie godziny wideokonferencja dotyczyła przede wszystkim potencjalnej agresji Rosji na Ukrainę, sytuacji na wschodniej flance NATO i kwestii rozszerzenia Sojuszu o kolejne kraje, zwłaszcza na obszarze tak zwanej „bliskiej zagranicy” Federacji Rosyjskiej.

Jake Sullivan, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego, zaraz po spotkaniu przekazał, że Biden ostrzegł, iż w wypadku kolejnej rosyjskiej inwazji na Ukrainę USA wprowadzą dotkliwe sankcje i ze wzmożoną intensywnością będą dozbrajać Kijów. Padły też dość ogólne słowa o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO. Taki ton rozmów wskazuje na prawdopodobną kontynuację stosunkowo twardego kierunku polityki administracji w Waszyngtonie względem Moskwy. Oczywiście według rosyjskich mediów to Władimir Putin był niekwestionowanym zwycięzcą tego „starcia”. Niemniej rosyjski prezydent nie otrzymał żadnych gwarancji od Bidena, a na pewno na takie w kontekście rozszerzenia NATO liczyło środowisko polityczne w Moskwie. Istotne jest jednak, że po czerwcowym spotkaniu Bidena z Putinem w Szwajcarii Rosjanie po raz kolejny nakłonili Waszyngton do rozmów. Natomiast sama dyskusja na temat przyszłości Europy Środkowo-Wschodniej i faktyczne, choć wspólne, decydowanie o jej losie to z całą pewnością sukces rosyjskiej dyplomacji.

Zarówno obecna koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą, drastyczne ograniczanie dostaw gazu do Europy, jak i wojna hybrydowa z bezwzględnym wykorzystaniem imigrantów na granicy polsko-białoruskiej są ukierunkowane przede wszystkim na wymuszenie ustępstw od Zachodu i zarysowania rosyjskiej strefy wpływów. Kreml dąży do stworzenia strefy buforowej na obszarze postradzieckim, która miałaby oddzielać państwa NATO od Rosji i podlegać wpływom Moskwy. Taką strefą możemy zdecydowanie nazwać Białoruś. Mimo tak zwanej białoruskiej rewolucji nie zanosi się na zmianę władzy w Mińsku, a wieloaspektowe zbliżenie tego kraju z jego „starszym bratem” wręcz przyśpieszyło. Większość analityków jest zgodna, że ten proces integracji będzie kontynuowany i Zachód nie będzie miał wiele do powiedzenia w tej sprawie. Niechlubną oznaką tego stanu rzeczy jest stosunkowa marginalizacja aktywności opozycji białoruskiej w krajach europejskich. Alaksandr Łukaszenka de facto nie stoi między młotem a kowadłem. Tylko Putin może zagwarantować mu ciągłość władzy, a to oznacza jeszcze większą uległość wobec Kremla.

O tym, jak wysoko w amerykańskiej, niemieckiej i francuskiej międzynarodowej grze stoi nie tylko Białoruś czy Ukraina, lecz również Polska, świadczy konsekwentne omijanie Warszawy w bezpośrednich rozgrywkach prowadzonych z Moskwą. Przed wirtualnym szczytem z Władimirem Putinem Joe Biden rozmawiał z przywódcami Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch o sytuacji wokół Ukrainy. Kijów i Warszawa nie zostały zaproszone, co zapewne zszokowało część komentatorów w kraju nad Wisłą. A nie powinno. Mimo wspomnianej wcześniej relatywnie twardej postawy wobec Moskwy należy stwierdzić, że to dialog jest narzędziem rozwiązywania konfliktów z Rosją, co amerykański przywódca mocno podkreślił. Rozmowa była częścią konsultacji Bidena z europejskimi sojusznikami, którzy wspólnie wezwali Rosję do deeskalacji napięć. Celem dyplomacji amerykańskiej i jej największych sojuszników nie jest zaognianie i tak mocno napiętych stosunków z Rosją. Powszechnie wiadomo, że Amerykanie od dłuższego czasu skupiają swoją uwagę na Chinach, chcą stabilizacji w Europie i zmniejszania kosztów własnych, m.in. poprzez „zachęcanie” europejskich członków NATO do zwiększenia wydatków na obronność i dogadanie się z Rosją. Mimo że od tradycyjnie przyjaźnie nastawionej względem Rosji Francji słychać było w ostatnim czasie wyraźnie mniej przyjazny ton, to Paryż nie zamierza pogarszać dobrych stosunków z Moskwą. Wydaje się, że zmienić może to tylko rosyjska agresja na Ukrainę.

Niemcy z kolei bardzo wyraźnie dają znać, że Kijów nie jest najważniejszym podmiotem w tej rozgrywce. Abstrahując już od postawy wobec Nord Stream 2, najlepszym przykładem nastawienia Niemiec wobec Kijowa może być sytuacja z października tego roku, kiedy Siły Zbrojne Ukrainy w odpowiedzi na rosyjski ostrzał i śmierć ukraińskiego żołnierza użyły drona typu Bayraktar. Zareagowała na to przedstawicielka niemieckiego MSZ Andrea Zasse na briefingu 27 października, kiedy to oświadczyła, że „Berlin jest bardzo zaniepokojony wzrostem intensywności działań wojennych na wschodniej Ukrainie” i potępiła użycie drona przez Ukrainę[1]. Odpowiedź strony ukraińskiej była jednoznaczna.

Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, dzień przed spotkaniem Biden-Putin opublikował na Twitterze informację, że wysocy przedstawiciele strony polskiej rozmawiali ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami. Rozmowy na linii m.in. Rau-Blinken, Błaszczak-Austin miały być konsultacjami przed rozmową Waszyngton-Moskwa, a USA miały zasygnalizować wsparcie dla Ukrainy. Niestety nie zmienia to jednak faktu, że Amerykanie pokazali nam, że nie należymy do grona największych sojuszników w Europie. Nie mają na to wpływu inicjatywy, wydawałoby się, istotne z amerykańskiego punktu widzenia, takie jak Bukaresztańska Dziewiątka czy Trójmorze. Z kolei wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Paweł Jabłoński mniej przebierał w słowach: „Pomijanie państw Europy Środkowo-Wschodniej w rozmowach USA-Rosja oceniamy negatywnie. To po prostu błąd”. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Trudno, ale patrząc głównie z polskiej perspektywy. Jako kraj jesteśmy znani w Europie z nieprzejednanego stosunku wobec Rosji, co wielu nie jest na rękę. Mimo „wielkiej” retoryki na potrzeby wewnętrznych rozgrywek i niepotrzebnych niesnasek taka polityka międzynarodowa po prostu nam szkodzi. Nasze elity polityczne muszą w końcu zdać sobie z tego sprawę i przystosować swoje działania do realnej pozycji Warszawy i naszej sytuacji geopolitycznej w regionie.

Rozdźwięk w NATO staje się coraz bardziej wyraźny i to nie tylko za sprawą Rosji. Postrzeganie zagrożeń przez południe i wschód Europy jest zgoła inne. Francuzi i Włosi (nie mówiąc już o Półwyspie Iberyjskim) skupiają się przede wszystkim na niebezpieczeństwie związanym z islamizacją i nielegalną imigracją. Rosja nie jest dla nich głównym zagrożeniem, raczej burzycielem spokoju, z którym jednak można i trzeba robić interesy. Wschodnia flanka NATO w Rosji widzi główne niebezpieczeństwo i trudno się temu dziwić. Agresywna polityka Kremla jest widoczna co najmniej od 2007 r. i cybernetycznego ataku na Estonię, o agresji na Gruzję rok później już nie wspominając. Warszawa musi zdać sobie sprawę z tego, że mimo wszystko Rosja nie stanowi obecnie głównego zagrożenia dla najważniejszych członków NATO i większość głównych graczy chce się z Moskwą dogadać. Brak zrozumienia w tej materii może nas wiele kosztować.

Mimo że dla Kremla wojna wydaje się zbyt kosztowną inicjatywą, to Rosja z całą pewnością będzie kontynuowała politykę straszenia konfliktem, gdyż to przynosi jej wyraźne korzyści. Należy zadać sobie pytanie, jak daleko posunie się Zachód, by tylko zadowolić i uspokoić Kreml. Wydaje się, że taka polityka appeasementu może doprowadzić do dalszych żądań, które w końcu przerodzą się w wyimaginowane i niemożliwe do spełnienia rosyjskie ultimatum.

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.
[CZYTAJ TEN ARTYKUŁ]

This article originally appeared on the Warsaw Institute think tank website.
[READ THIS ARTICLE]

[1] Euromaidan Press, http://euromaidanpress.com/2021/10/28/berlin-concerned-by-ukraine-using-bayraktar-drone-but-not-by-russian-separatist-side-using-banned-weapons/, dostęp: 23.12.2021.

Autor: Adrian Kolano

Dyrektor wydawniczy European Foreign Affairs, absolwent historii na Uniwersytecie Rzeszowskim, stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim oraz stypendysta University of Lund. Zajmuje się zagadnieniami z zakresu bieżących wydarzeń politycznych w Szwecji, bezpieczeństwa regionu i historii.

PRZECZYTAJ:

Tarcza Europy. Kto panuje nad Europą Wschodnią, ten panuje nad Eurazją i całym światem

Zbigniew Brzeziński: Jeżeli Moskwa zdobędzie Ukrainę, automatycznie stanie się potężnym imperium

Bałtycko-Czarnomorska Szachownica. Strategia przetrwania w warunkach rosyjskiej wojny hybrydowej