Podczas kampanii wyborczej wybrany prezydent Donald Trump kwestionował święte świętych bezpieczeństwa transatlantyckiego – zasadę, wg której atak na jednego z sojuszników uznaje się za atak na wszystkich. W jaki sposób zrealizuje się to w rzeczywistej polityce w czasie jego prezydentury, to się okaże, lecz wielu członków NATO w Europie Wschodniej zaniepokojone – nie bez powodu.

W tym okresie niepewności w stosunkach transatlantyckich Wielkiej Brytanii nie pozostaje nic poza zajęciem pozycji lidera, jeżeli nie uczynią tego Stany Zjednoczone. Będzie to wymagało przemyślenia strategii wojskowej Wielkiej Brytanii, jej kosztów wojskowych oraz roli w zapewnieniu bezpieczeństwa w regionie.

Obserwując działanie Rosji na Ukrainie, w Gruzji, w Syrii lub jej militaryzację Arktyki, komentatorzy często mówią nam, że mamy do czynienia z „radziecką Rosją” albo to, co widzimy w działaniach Moskwy, jest zachowaniem „zimnej wojny”. Jest to kompletne niezrozumienie zagrożenia, którym jest Rosja dla Zachodu.

Obecnie mamy do czynienia z Rosją imperialną, ale nie nową wersją Związku Radzieckiego. Prezydent Rosji Władimir Putin zachowuje się nie jak radziecki premier, a raczej jak car. W znacznym stopniu jest liderem typu imperialnego. Dzięki jego konstytucyjnej ekwilibrystyce od roku 1999 był albo prezydentem, albo premierem Rosji i może pozostać na jednym z tych foteli do końca swego życia.

A zatem Zachód ma przed sobą Rosję XXI wieku z ambicjami XIX wieku. Obecnie Moskwa nie dąży do celu rozpowszechnienia ideologii „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”, jak to było za czasów zimnej wojny. Jej cel polega na tym, aby wykorzystać wszystkie narzędzia władzy rosyjskiej – wojskowe, gospodarcze, energetyczne, dyplomatyczne oraz propagandowe – dla wzmocnienia wpływu Rosji i obrony własnych interesów. Celem zazwyczaj są nasze podstawowe wartości – wyższość prawa, równouprawnienie, dostęp do wymiaru sprawiedliwości, prawo dostępu do informacji, wolność, mediów, przejrzyste wybory oraz sumienne zarządzanie państwem. Na Ukrainie dokonuje się tego przy pomocy siły wojskowej. W Azji Środkowej w tym celu stosuje się metody ekonomiczne. W USA zaś dokonano tego drogą ingerencji w wybory prezydenckie.

Pobieżnie porównując obecne działania Rosji do jej imperialistycznej przeszłości, można zauważyć wiele podobieństw. Na przykład, Putin wydaje miliardy dolarów (pieniądze, które można by było wykorzystać bardziej efektywnie na inne cele) na tworzenie nowych baz i militaryzację Arktyki. W 1724 roku Piotr Wielki wydał jedną szóstą rosyjskich środków państwowych na wyprawę naukową, badającą rosyjską Arktykę.

Albo spójrzcie na działania Rosji w Syrii. Dzisiaj to nie pierwszy przypadek, gdy wojska rosyjskie walczą w Lewancie. W 1772 roku wojska rosyjskie pod dowództwem Katarzyny Wielkiej atakowały różne miasta syryjskie w przybrzeżnych obszarach Lewantu, a nawet na pół roku okupowały Bejrut.

Ze wszystkich rosyjskich carów Putin ma najwięcej wspólnego z Nikołajem I, który rządził Rosją od 1825 do 1855 roku. Panowanie Nikołaja I upamiętniło się stłumieniem innych poglądów politycznych, kierowaniem rozkładającą się gospodarką, walką z islamskimi fundamentalistami na Kaukazie Północnym, ekspansją terytorialną na Południowym Kaukazie oraz wojną na Krymie.

Nieprawdaż to coś przypomina?

W Europie nie ma żadnego kraju, który tak dobrze wie, jak pokonać imperialistyczną Rosję, jak Wielka Brytania. Posiada ona dosłownie wielowiekowe doświadczenie obcowania z imperialną Rosją. Chyba, właśnie Lord Palmerston, działacz polityczny epoki wiktoriańskiej i były premier, najlepiej w latach 1850 określił zachowanie Rosji:

„Polityka i praktyka rządu rosyjskiego zawsze była sprowadzana do zamachów na tyle znaczących i daleko sięgających, na ile pozwalała ot apatia i brak niezłomności innych rządów; ale zawsze zatrzymywał się i wycofywał, gdy napotykał stanowczy opór, a następnie wyczekiwał kolejnej odpowiedniej okazji”.

Są rzeczy, które nigdy się nie zmieniają. Rosja, którą za tamtych czasów opisał Palmerston, jest dokładnie taka, jak Rosja, którą obecnie widzimy.

Przewodnia rola Brytanii w dniu dzisiejszym jest o wiele potrzebniejsza, niż kiedykolwiek w nowożytnej historii Europy. Dopóki (lub jeżeli) nowa administracja Trumpa nie podejmie określonych i ostatecznych zobowiązań wobec społeczności transatlantyckiej, próżnię bezpieczeństwa w Europie będzie musiała wypełnić Brytania.

Jak to się zdarzało z wieloma autokracjami, istniejącymi w dziejach, teraz przegrywa naród Rosji. Swobody demokratyczne ustępują, szerzy się korupcja, a przyszłość dla większości Rosjan nie ma perspektywy. Te same braki i błędy, które cechowały Związek Radziecki ćwierć stulecia temu, zaczęły się pojawiać dzisiaj w putinowskiej Rosji.

Spadek cen na ropę i sankcje ekonomiczne z powodu Ukrainy tylko pogorszyły poważne problemy socjalne Rosji. Ludność w kraju nie wzrasta, szeroko rozpowszechniony alkoholizm, narkomania, zakażenie HIV i samobójstwa.

Coraz bardziej szerzą się przejawy ultranacjonalizmu, co wzmacnia aspirację Kremla do rozszerzenia sfery wpływu. Na dodatek prowadzi się politykę tak zwanego wsparcia rodaków, na skutek czego Moskwa zamieniła się w samozwańczego obrońcę etnicznych Rosjan – bez względu na to, w której części świata mieszkają.

Czy to nad okupowanym Krymem, czy też na dnie Oceanu Lodowatego Północnego – Putin wie, jak wymachiwać flagą. W chlubie narodowej przeciętny Rosjanin widzi zastąpienie powszechnej pomyślności –przynajmniej teraz. Ale jak długo naród będzie znosił te nieszczęścia i niełady, można tylko się domyślać. I w chwili, gdy cierpliwość narodu się skończy, bądźcie pewni, Putin skieruje swój wzrok za granicę w poszukiwaniu nowych awantur dla odwrócenia uwagi.

Sam fakt pojawienia się nowego prezydenta USA nie oznacza, że historia, geografia i geopolityka w Europie uległy zmianom. Trump w końcu zrozumie (jak zrozumieli obaj jego poprzednicy), że Rosja za Putina nie może być partnerem Zachodu. Pytanie tylko, jakim kosztem dal bezpieczeństwa transatlantyckiego będzie ta nauczka.

I na razie Wielka Brytania będzie musiała trzymać obronę, i w istocie rzeczy odgrywać w bezpieczeństwie europejskim tę samą rolę, którą w czasie zimnej wojny odgrywały Stany Zjednoczone. Wielka Brytania może przeciwstawiać się imperialnej Rosji. Robiła już to wcześniej i będzie mogła robić to nadal – pod warunkiem posiadania politycznej woli.
Wielka Brytania nie może i nie powinna uchylać się od tego obowiązku. Nie wyklucza się, że los i stabilność Europy, ostatecznie zależy od niej.

Luke Coffey – dyrektor Centrum Polityki Zagranicznej Fundacji Heritage Foundation i były specjalny doradca Ministerstwa Obrony.

Jagiellonia.org / tłum Irena Rudnicka / The Telegraph / Luke Coffey