Dzisiejszy skandaliczny twitterowy wpis rosyjskich urzędników o „wyzwoleńczej akcji” Armii Czerwonej w 1939 r. w Polsce, wpisuje się w politykę historyczną kreowaną przez Kreml i w zakłamywanie historii II wojny światowej odnośnie roli, jaką odegrało w niej ZSRR.

Jarosław Mańka

Dziennikarz, scenarzysta i reżyser

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej zamieściło w dniu 82. rocznicy ataku ZSRR na Polskę skandaliczny wpis na Twitterze. Rosyjscy urzędnicy atak Armii Czerwonej na II RP nazwali „akcją wyzwoleńczą w Polsce”.

„Armia Czerwona rozpoczęła akcję wyzwoleńczą w Polsce. Wojska radzieckie przekroczyły linię Curzona, nie pozwalając Wehrmachtowi zbliżyć się do Mińska. Narody Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy z radością powitały żołnierzy radzieckich”.

Na ten kłamliwy wpis rosyjskich urzędników zareagował już rzecznik polskiego MSZ Łukasz Jasina: „Nie było <wyzwolicielskiego pochodu>, ale agresja dokonana w porozumieniu z hitlerowskimi Niemcami. Rzeczpospolita Polska nie przestała istnieć 17 września 1939 roku. Mieszkańcy zajętych terenów rychło staną się ofiarami zbrodni dokonywanych przez sowieckie państwo”.

Słowa rosyjskich urzędników wpisują się w politykę historyczną kreowaną przez Kreml i w zakłamywanie historii II wojny światowej odnośnie roli, jaką odegrało w niej ZSRR. W dniu dzisiejszym warto przypomnieć fakty historyczne – bez specjalnego komentarza. Prawda broni się sama pod warunkiem, że jest ustawicznie przypominana. Przypomnijmy więc, jak naprawdę wyglądał „wyzwoleńczy pochód Armii Czerwonej”.

PRAWDA O „WYZWOLEŃCZYM POCHODZIE”

17 września 1939 roku   o godzinie 3-ciej w nocy Związek Sowiecki zaatakował Polskę łamiąc obowiązujący pakt o nieagresji. 1500-kilometrową granicę, bronioną jedynie przez 25 batalionów Korpusu Ochrony Pogranicza, przekroczyło około 600 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Sowieci „uzasadniając” zaatakowanie Polski kłamliwie tłumaczyli, iż II Rzeczypospolita nie funkcjonuje już jako państwo. „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRR a Polską”.

W nocie dyplomatycznej, odczytanej ambasadorowi RP w Moskwie około 3-ciej w nocy przez Władimira Potiomkina (zastępca Mołotowa), padły kolejne kłamliwe słowa: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

Sowieci oczywiście nie zaniedbali odpowiedniej propagandy. W ulotkach Rady Wojennej Frontu Białoruskiego, atakującego Polaków, można było natomiast przeczytać o „wyzwoleńczym pochodzie Armii Czerwonej”. „Idziemy nie jako zdobywcy, lecz jako wyzwoliciele naszych braci Białorusinów, Ukraińców i ludu pracującego Polski… Narody Związku Sowieckich Socjalistycznych Republik wyciągnęły do was rękę z bratnią pomocą”.

Tymczasem jeszcze dzień wcześniej, mimo krwawych walk z Niemcami, dzielnie broniący się Polacy chcieli walczyć licząc na ustabilizowanie frontu i (nadal) na pomoc aliantów. Przypomnijmy, że według obliczeń historyków polska armia na wschodnich terenach II RP wciąż dysponowała ok. 300-ma tysiącami (rezerw) gotowych do walki żołnierzy (łącznie z jednostkami już walczącymi – według niektórych wyliczeń – Polacy mieli pod bronią ok. 700 tysięcy żołnierzy). Niestety wszelką nadzieję zniweczył sowiecki atak, który dla elity II RP był szokiem.

Od samego początku Rosjanie robili wszystko, aby uśpić czujność polskiego wojska. Zaraz po wkroczeniu na terytorium Polski zdarzały się przypadki, że oficerowie radzieccy udawali przyjaciół wmawiając, że będą pomagać w walce z Niemcami. Potem polskie jednostki były okrążane, a żołnierze i oficerowie trafiali do niewoli. Niestety, rozkaz Naczelnego Wodza Rydza-Śmigłego nie nazywał rzeczy po imieniu i nie określał Rosjan jako śmiertelnego wroga. Dla wielu polskich żołnierzy rozkaz Naczelnego Wodza był niejasny:
„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrajania oddziałów. Zadania Warszawy i miast, które miały bronić się przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

EKSTERMINACJA POLAKÓW

Bardzo szybko jednak Sowieci pokazali swoją prawdziwą twarz. Jedna z kolejnych ulotek Armii Czerwonej nie pozostawia żadnych niedomówień: „Bronią, kosami, widłami, siekierami bij swoich odwiecznych wrogów – polskich panów”.

W ciągu pierwszych trzech dni inwazji Rosjanie dotarli na południu do Tarnopola i Lwowa. Rosjanie spieszyli się, by odciąć Polaków od wolnego jeszcze korytarza na Węgry i Rumunię. Chodziło im przede wszystkim o elitę II Rzeczypospolitej, o władze cywilne i wojskowe. Mimo usilnych starań, by polską armię zamknąć w rosyjsko-niemieckim kotle, z Polski zdołało się ewakuować  ok. 60 tysięcy żołnierzy i ponad 25 tysięcy ludności cywilnej. Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Polsce wyniosły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Tuż przed sowieckim atakiem na Kresach Wschodnich uaktywniły się także grupy sabotażowo-dywersyjne, które były organizowane przez wywiad radziecki, komunistów i ukraińskich nacjonalistów.

Do roku 1941 – to jest przez cały okres pierwszej okupacji sowieckiej, NKWD prowadziło systematyczny proces eksterminacji ludności polskiej, szczególnie inteligencji, żołnierzy wojny roku 1920, duchowieństwa, ziemiaństwa, fabrykantów i bogatych chłopów. Po odgórnym przyznaniu Polakom obywatelstwa ZSRR, w listopadzie 1939 roku do Armii Czerwonej powołano około 150 tysięcy naszych rodaków, w tym księży. Natomiast tych Polaków (obywateli II RP), których uznano za niegodnych bycia obywatelami ZSSR – to jest ok. milion ludzi – Stalin rozkazał wywieźć do łagrów. Była to hekatomba polskiej ludności Kresów Wschodnich.

WALCZMY O PAMIĘĆ HISTORYCZNĄ

Tyle faktów odnośnie ataku ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku. Przypominając dzisiejszy wpis rosyjskiego ministerstwa obrony można jedynie napisać, że wojna o pamięć historyczną jest w istocie walką o prawdę, którą jesteśmy winni polskim ofiarom sowieckiej agresji we wrześniu 1939 roku i w latach kolejnych.

Jednym z symboli walki z „akcją wyzwoleńczą Armii Czerwonej” w 1939 roku jest niewątpliwie postać niespełna 13-letniego obrońcy Grodna – Tadeusza Jasińskiego. Schwytany przez Sowietów, został skatowany i przywiązany jako żywa tarcza do czołgu. Odbity przez żołnierzy polskich, skonał na rękach matki, która zdążyła mu powiedzieć: „Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!”.

Tekst został opublikowany za zgodą autora. Pierwotnie artykuł ukazał się na portalu PFG24.pl