Co najmniej 38 cywilów zginęło w środę w rosyjskim ataku z powietrza w Syrii. Do nalotu doszło, gdy cywile próbowali przekroczyć rzekę, by uciec przed walkami w prowincji Dajr az-Zaur – poinformowało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Siły prezydenta Baszara el-Asada, wspierane przez rosyjskie lotnictwo, prowadzą działania zbrojne na zachodzie prowincji Dajr az-Zaur, gdzie próbują przejąć od dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) kontrolę nad jej stolicą.

Według Obserwatorium w nalocie zostało zabitych 38 cywilów, w tym dziewięcioro dzieci. Cywile próbowali przepłynąć na łodziach przez Eufrat, by dostać się na jego wschodni brzeg.

Wśród zabitych jest iracka rodzina. Agencja AFP przypomina, że leżąca na wchodzie Syrii prowincja Dajr az-Zaur graniczy z Irakiem i że schronili się w niej Irakijczycy, którzy uciekają przed walkami w swym kraju między IS a iracką armią.

Źródła Obserwatorium ustalają sprawców nalotów na podstawie typu samolotu, miejsca ataku i rodzaju użytej amunicji. Rosyjskie wojsko wielokrotnie było oskarżane o ataki, w których ginęli cywile, ale regularnie dementowało takie oskarżenia, zapewniając, że atakuje tylko „terrorystów”, określając w ten sposób dżihadystów.

Oprócz sił reżimu w Dajr az-Zaur swą ofensywę przeciwko bojownikom IS prowadzi też arabsko-kurdyjski sojusz wspierany przez samoloty międzynarodowej koalicji dowodzonej przez USA. Jednak operacja ta toczy się za wschodnim brzegiem Eufratu.

Według Obserwatorium setki cywilów poniosły śmierć w ofensywach wymierzonych w IS w Dajr az-Zaur i w mieście Ar-Rakka. We wtorek organizacja podała, że 18 cywilów zginęło w nalotach międzynarodowej koalicji w Rakce.

Pod koniec września dowodzona przez Waszyngton koalicja przyznała, że od 2014 roku w jej nalotach w Syrii i Iraku śmierć poniosło 735 cywilów. Koalicja zapewniła, że robi wszystko co w jej mocy, by uniknąć ofiar cywilnych. Organizacje broniące praw człowieka oceniają, że dane te są znacznie zaniżone.

Jagiellonia.org / Wpolityce.pl / PAP