Fryderykowi Schillerowi (1759-1805), czołowemu niemieckiemu poecie okresu „burzy i naporu” przyszło żyć w czasach zaiste niespokojnych. Lata wojen i rewolucji tylko z rzadka przeplatane były kruchymi rozejmami. Czas pokoju, szczęścia i wolności dla wielu pozostawał czasem wymarzonym, wyśnionym, który traktowali, jak mityczną Atlantydę.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Publicysta

Fryderykowi Schillerowi (1759-1805), czołowemu niemieckiemu poecie okresu „burzy i naporu” przyszło żyć w czasach zaiste niespokojnych. Lata wojen i rewolucji tylko z rzadka przeplatane były kruchymi rozejmami. Czas pokoju, szczęścia i wolności dla wielu pozostawał czasem wymarzonym, wyśnionym, który traktowali, jak mityczną Atlantydę.

W wierszu „Początek nowego stulecia” z pozoru Schiller daje wyraz pokoleniowej tęsknocie za lepszym światem. Utwór napisany w roku 1801 jest aż nadto wymowny. Otwiera go pytanie podmiotu mówiącego, występującego w pierwszej osobie, o to, gdzie znaleźć […]cichą ustroń wolności, pokoju[…]. Pytanie retoryczne, jak się za chwilę okaże, bo takiego miejsca fizycznie nie ma. Dalsze wersy potwierdzają powyższą tezę. Przecież poprzedni (XVIII) wiek upłynął pod znakiem […]burzy i w boju[…], a nowy otworzył – mord. Nie ma więc prostej idealizacji przeszłości, ale i rewolucja nie stanowi wyjścia z sytuacji: wszystko bowiem, co spajało niegdyś rzeczywistość, popadło w ruinę i stanowi to powód do smutnej refleksji […]Związek krajów rozerwany[…]

Rzeczywiście – Napoleon jest u szczytu potęgi i zabiera się do walnej rozprawy z Europą. Za moment zlikwiduje istniejące tysiąc lat Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, powołując na jego miejsce podległy sobie Związek Reński. Obsadza europejskie trony własnymi nominatami, głównie krewnymi i powinowatymi. Zbiera siły do rozprawy z kolejnymi koalicjami. Dość oczywiste, że zmiany te nie odbywają się w zaciszu gabinetu. Cenę, często najwyższą, płacą wszyscy. Tak w skrócie wyglądałby katalog lęków Schillera, jeśli chodzi o Francję. Ale jest też drugi mocarz rozpychający się na tym świecie – a mianowicie Wielka Brytania dążąca do hegemonii na morzach…

Wojna ogarnia cały świat, jest permanentna i immanentna. Nie wstrzymają jej ani […]oceany/ Ni bóg Nilu, ni Renu głębiny[…].

W dalszej części utworu podmiot, kontynuując swoją myśl, zwraca się do enigmatycznie określonego adresata, zwanego zacnym przyjacielem, z jakże ironicznym spostrzeżeniem, ze przecież […]świat przed nim nieskończony[…], olbrzymi nawet dla tych, którzy go przemierzyli (metafora życia – wędrówki, podróży), ale, pomimo swojego ogromu, próżno szukać w nim radości. I tak, jak w Sodomie, Bóg nie dopatrzył się dziesięciu sprawiedliwych, tak w roku 1801 nie znalazłby dziesięciu szczęśliwych. Napoleon jako bicz boży, spuszczający nieomal biblijny deszcz siarki i ognia?

Tymczasem sytuacja nie jest bez wyjścia. Romantycy uczą nas, że można znaleźć się tam, gdzie nas nie ma. Wolność istnieje – jest w kraju marzeń. Każdy z nas posiada taki swój jedyny, niepowtarzalny, pachnący ogród, którego klucza jest jedynym posiadaczem. Do tego ogrodu uciekają wszyscy, znużeni niedoskonałością dookólnej rzeczywistości: Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, „Odzie do młodości”, „Grażynie”. Słowacki w „Hymnie”, Norwid w „Mojej piosence II”. Wystarczy uciec w […]cichą serca świątynię[…] Metafora ta sugeruje pewien mistycyzm związany z przeżywaniem uczuć.

Romantyk sportretowany przez Schillera zdaje się mówić do nas, że ma dosyć zgiełku tego świata, chce uciec przed jego zawieruchą w głąb samego siebie. Ma poczucie wyobcowania, jak wielu późniejszych twórców. Ich wrażliwość nie może przystawać do świata, rządzonego prawami popytu i podaży. Oni […]nad martwym wzlatują światem/ W rajską dziedzinę ułudy[…]

Niemożliwe też jest dostąpienie prawdziwego piękna inaczej niż za pomocą poezji. Ma ona służyć jako odskocznia do lepszego świata. Temat ten w trzeciej części Dziadów podejmie Konrad: […]Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata![…] i dalej: […]Boga, natury godne takie pienie!/ Pieśń to wielka, pieśń-tworzenie,/ Taka pieśń jest siła dzielność,/ Taka pieśń jest nieśmiertelność[…] Poeta potrafi więcej niż zwykli ludzie, a nawet, jako twórca, może równać się z Bogiem. Jego pieśń ma moc sprawczą i służy wyższej idei. Taką postawę trudno nawet nazwać parnasistowską, to już zwykłe bluźnierstwo. Trzeba jednak pamiętać, że mimo całej woje literackie piękno, romantyzm zawierał w sobie ten buntowniczo-bluźnierczy ogień, który z wiekiem przygasał. Stary Prometeusz nie ma ochoty na rewolucję – on woli ciepło swojego kominka. Buntownikiem jest się za młodu.

Dominik Szczęsny-Kostanecki