Putin rozpędza młodych protestujących jak natrętne muchy, pisze w korespondencji z Moskwy Zita Affentranger, szwajcarska dziennikarka Tages-Anzeiger. Na piękne święto inauguracji prezydenta zebrało się kilka tysięcy demonstrantów krzyczących, „Putin nie jest ich carem”. Jak widać i słychać nie odgrywa to jednak żadnej roli, ponieważ reszta ze 144 milionów obywateli Federacji Rosyjskiej milczy.
PRZECZYTAJ:
Niemniej, w nadchodzących latach protestujący młodzi, nie będą już słuchać czyichś poleceń. To jest dużym problemem dla Putina, uważa dziennikarka. Tą młodzieżą Putin nie może już dowolnie sterować i manipulować za pomocą państwowej telewizji. To dzięki smartfonom i sieciom społecznościowym młodzi otworzyli dla siebie okno do innego świata, który po zablokowaniu komunikatora Telegram, Kreml próbuje na stałe zamknąć przy użyciu młotka i gwoździ, zauważa Affentranger.
PRZECZYTAJ:
Antyputinowskie protesty w Rosji. Policja pałowała nawet kobiet i dzieci
Jednak nie jest to takie proste. Jeśli policja będzie coraz bardziej okrutna wobec młodych ludzi, Putin ryzykuje, że wybuchnąć może też protest ich rodziców – jego wiernych wyborców. Jeśli Putin dotknie się „dzieci kraju”, jego triumfalnie zasłużona prezydencka kadencja może zakończyć się „syndromem dnia następnego” – konkluduje dziennikarka.
Zita Affentranger, Tages-Anzeiger, tłum Jagiellonia.org
ZOBACZ TAKŻE:
Antyputinowskie protesty w Rosji. Policja pałowała nawet kobiet i dzieci


Ostatnie komentarze