Jak co roku powracają wątpliwości, czy Święto Niepodległości należy obchodzić 11 listopada.
Przeciwnicy tej tradycji proponują inne daty, na przykład:
- 7 listopada – powstanie Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele
- 10 listopada – powrót Piłsudskiego z Magdeburga do Warszawy
- 12 listopada – przejęcie przez Piłsudskiego władzy wykonawczej
- 14 listopada – samorozwiązanie Rady Regencyjnej
- 17 listopada – utworzenie gabinetu Jędrzeja Moraczewskiego
- 19 listopada – notyfikowanie powstania państwa polskiego
7, 10 i 19 listopada uważam za niedorzeczność. Pierwsza data wiąże się z powstaniem lokalnego ośrodka władzy pod przywództwem polityka nie posiadającego zasług i autorytetu tej miary, co Piłsudski, przezeń niemianowanego, ani nie obdarzonego mandatem społeczeństwa. Druga nie oznacza w zasadzie niczego – od kiedy bowiem czyjś przyjazd sam w sobie decyduje o stworzeniu organizacji państwowej?! Trzecia z kolei dotyczy ogłoszenia faktu już zaistniałego.
Pozostałe daty są mniej niedorzeczne, aliści…
Abstrahując od faktu zakorzenienia tradycji 11 listopada w III (IV?) RP, przemawia za nią sposobność wpisania odnowionej polskiej niepodległości w europejski kontekst zakończenia I wojny światowej. Powstaliśmy z odmętów tego konfliktu i o tym należy pamiętać.
Jest i argument drugi, bardziej prozaiczny może. Pod koniec wojny, kiedy wszystkie monarchie zaborcze znalazły się w stanie rozkładu, powstało na ziemiach polskich kilka regionalnych ośrodków władzy – nie tylko w Lublinie, ale również w Krakowie, Cieszynie, czy Lwowie. I oto 11 listopada Józef Piłsudski, niebędący, co ważne, obcym nominatem, przejmuje w Warszawie kontrolę nad wojskiem – depozytariuszem idei niepodległościowych. Tym samym tworzy zalążek władzy stołecznej, zdolnej do samoobronny i opartej na tradycji polskiej irredenty.
I to właśnie wydarzenie, jak również jego europejski kontekst nadają dacie 11 listopada odpowiednią rangę.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Fot. Tomasz Gzell/PAP
PRZECZYTAJ:


Ostatnie komentarze