Na chwilę obecną wydaje się, że emocje tak w Kijowie, jak i w Warszawie znacznie ostygły. Jednak seria oskarżeń czy to: o wspieranie de facto Rosji czy o zdradę, porzucenie, wybór innych sojuszników itp. przez wiele tygodni pojawiały się jak ciosy we wzajemnych relacjach.

Łazarz Grajczyński

Publicysta

W przypadku Polski dominował na początek przede wszystkim temat ukraińskiego zboża. Już kilka miesięcy temu okazało się, że polskie państwo nie panuje do końca nad jego przepływem. Tranzyt nie był szczelny. Do zabezpieczenie polskiego interesu włączono Unię Europejską, co też w Kijowie odczytano jako formę oskarżenia.

A sam Kijów szczególnie we wrześniu zaczął być „oskarżany”, że poszukuje u nas, po utracie Afryki, nowych rynków zbytu. To więc nie z winy polski zboże to wpływa na nasz rynek. Jest to taktyka Ukrainy. Dodatkowo sprawę zaczęły zaogniać sama partia rządząca w Polsce, wśród polityków której zaczęły pojawiać się opowieści o tym, że Ukraina „wybrała” Berlin jako swojego głównego sojusznika lub że nawet Kijów dąży świadomie do zmiany władz w Polsce i nastawia się (pod dyktando Berlina) na zwycięstwo PO.

Oskarżenia te tak mocno zbiegły się ze sprawą handlu zbożem, że w końcu po prawej stronie sceny politycznej utworzona zwartą narrację o tym, jak to Kijów chce zaszkodzić Polsce, by wywołać kryzys i zdestabilizować sytuację polityczną, aby wesprzeć Platformę w drodze do władzy. Narrację tę początkowo promowało środowisko zbliżone do tygodnika Do Rzeczy, raczej od dłuższego czasu zdystansowane do spraw ukraińskich i niektórzy politycy PiS, jak były minister Waszczykowski. Lecz z czasem rozsiała się ona praktycznie po całej prawej stronie. Nawet w końcu Michał Karnowski, naczelny Sieci, medium, które było dotychczas wyraźnie pro-ukraińskiego, ze smutkiem obwieścił: że Ukraina wybrała Berlin.

W przestrzeni medialnej powraca też straszenie Ukraińcami w Polsce. I to tam, gdzie dotychczas tego unikano. Niedawno szczyt osiągnął Agaton Koziński, wykazując się podręcznikowym przykładem ahistoryzmu. Komentując sprawy polsko-ukraińskie w TV Republika, zauważył, że nasze relacje z żyjącymi w Polsce Ukraińcami mogą za niedługo ewoluować w stronę takich, jakie mieliśmy z nimi w latach 30.! Bo jak wiadomo każdy Ukrainiec to Banderowiec.

Oczywiście w przypadku Polski bardzo wiele daje się tłumaczyć wyborami. Problemy ekonomiczne, zmęczenie wojną, niepewność o przyszłość, ostry spór z Unią Europejską czy w sprawie migracji niesprzyjaną formowaniu opinii racjonalnych i wyważonych. Stąd też łatwość w wygłaszaniu najbardziej radykalnych i niemających pokrycie w rzeczywiści opinii. Ważne by wpisywały się one w narracje. Dwa tygodnie temu świat obiegła wieść, że Polska gotowa jest zawiesić pomoc militarną dla Kijowa, z powodu konfliktu zbożowego. Na szczęście już dziś premier Morawiecki wycofuje się z tych zamierzeń.

Jednak sprawa wydaje się głębsza. I jakkolwiek nie da się pominąć, że spór ekonomiczny ma realna podstawy (i Kijów i Warszawa mogą mieć tutaj sprzeczne interesy), jak i też stale powracający temat przeszłości i oczekiwań w Polsce, co do różnych działań ze strony Ukrainy (od sensownych po, powiedzmy, wygórowane, jak choćby to, aby Ukraińcy „przepraszali” lub nawet ponosić konsekwencje prawno-finansowe za działanie UPA). To wydaje się, że obie te spawy powinny być załatwiane inaczej lub też, przynajmniej, ciszej.

Również wypowiedzi, ze strony ukraińskiej trudno uznać za dyplomatyczne. Zaatakowanie Polski przez prezydenta Zełenskiego podczas sesji ONZ czy komentowane szeroko wypowiedzi ministra Kaczki dość sprawnie podgrzewały atmosferę. I wprawdzie teraz obserwujemy powolne wycofywanie się obu stron ze zbyt stanowczych stwierdzeń (prezydent Duda oświadczył wręcz, że nie ma między naszymi krajami dyplomatycznego konfliktu). W mediach ukraińskich pojawiają się głosy, każące zastanowić się jak uniknąć takiego konfliktu w przyszłości, to jednak całe to starcie, i to że obie strony nie panowały nad jego narracją, coś nam ważnego mówi.

Że mianowicie pomimo zapewnień o sojuszu przez lata (szczególnie w okresie 2014 – 2022) nie wypracowano mechanizmów, procedur ani nie stworzono infrastruktury instytucjonalnej między oboma krajami, która miałyby pomagać rozwiązywać takie konflikty jak ten. Łatwo mówić, że przecież ten konflikt, o zboże, powinien być załatwiony bilateralnie w nie poprzez WTO, ONZ czy Brukselę. Nadmienić też trzeba, że do 2022 r. praktycznie oba kraje nie postrzegały siebie jako strategicznych sojuszników. Raczej i Kijów i Warszawa pozycjonowały drugą stronę dość nisko w hierarchii priorytetów.

W Polsce sprawa łatwo wskoczyła w sferę polityki, więcej raczej mówiąc o atmosferze tutaj, niż realnych działaniach Kijowa. I tak pojawiające się „oskarżenia” pod adresem Kijowa, o przejście na stronę Berlina, ujawniają nie tylko nieufność w warszawskim establishmencie, ale też głębokie niezrozumienie w Polsce ani zaplecza społeczno-kulturalnego, ani nawet obecnej strategii Kijowa.

Marek Budzisz dla radia Wnet zasugerował, że Kijów nie bardzo orientuje się w polskiej scenie politycznej, dlatego Ukraina może oczekiwać i nastawiać się na zmianę ekipy rządzącej w Polsce, mniemając, że będzie ona (jeszcze) bardziej pro-ukraińska. Jednak z głosów w mediach ukraińskich wynika, że tak do końca nie jest. Piszący dla Europejskiej Prawdy Jurij Panczenko dość dobrze kreśli obecny rozkład sił i ujawnia największe obawy Kijowa, czyli ewentualne wejście do rządu (jakiegokolwiek) Konfederacji, której antyukraińska polityka jest oczywista. To nie więc jakieś mityczne wsparcie dla Platformy Obywatelskiej kierować może, częściowo, krokami Kijowa, lecz świadomość, że przyszły rząd w Warszawie, może mieć słabe zaplecze lub też być zależny od wrogich mu sił politycznych.

Z perspektywy Kijowa ważne jest przede wszystkim to, że wojna jaką toczy z nim Rosja jest wojną totalną. To wojna na ziemi, lądzie i morzu, hybrydowa, ekonomiczna i informacyjna jednocześnie. Więc i Kijów musiał, aby przetrwać podejmować działania na szeroką skalę. Fundamentalne było i jest wsparcie Zachodu. Ale z maksymalnie wielu kierunków i ośrodków. Stąd oskarżanie Ukraińców, że „wybrali” Niemcy a nie Polsce, jest całkowicie chybione. Sensem ukraińskiej polityki musi być wielowątkowość. W Polsce możemy powtarzać sobie formułki jak: „droga Ukrainy do Europy wiedzie przez Warszawę”, ale z perspektywy Kijowa to w najlepszym wypadku nieporozumienie.

Prezydent Zełenski będzie równie często jeździł do Berlina (z którego uzyskał ostatnio pewne wsparcie militarne i pomoc finansową, lecz jak to Berlin, bez systemu Taurus), co do Londynu, Waszyngtonu czy Warszawy. Jeśli ten lub przyszły rząd w Polsce będzie mniemać, że będzie w stanie skanalizować poprzez nasz kraj politykę Kijowa, to znaczy, że w Polsce nie tyle oczekuje się sojuszu, co liczy na jakąś wasalizację Ukrainy. Polska wykazywała się aktywną postawą na forum europejskim lobbując na rzecz Kijowa. I to można określić mianem sojuszu. A nie próbę cenzurowania działań międzynarodowych Ukrainy. Oczywiście próba takiej „wasalizacji” czy może nadzoru nad polityką ukraińską wskazuje na określone obawy czy może kompleksy polskie.

Na marginesie więc trzeba dodać, że żaden „sojusz niemiecko-ukraiński” nam (ani też Ukraińcom) nie grozi, bo Kijów nie postrzega tej sytuacji jako zero-jedynkowej, ani też nie ma takich planów sam Berlin. Co nie zmienia faktu, że niemiecki rząd niechętny obecnemu układowi rządzącemu w Polsce, wykorzystuje nadarzające się okazję do wbijania nam szpilek. Jednak jedynym strategicznym celem jaki Berlin posiada jest „deeskalacja wojny” i choć częściowy powrót do interesów z Moskwą. We wrześniu okazało się, że Niemcy będę (re-)eksportować rosyjski skroplony gaz, tylko że poprzez Indie.

Nerwowość Zełenskiego także da się łatwo zrozumiała mając pod uwagą problemy Ukrainy. Coraz częściej mówi się o problemach z rekrutem. Wolno posuwająca się ofensywa Ukraińców nie zapowiada przełomu na niwie militarnej. Kryzys gospodarczy i finansów państwa to osobny temat. Aby domknąć przyszły budżet Ukraina potrzebuje 42 mld. Ostatnia wizyta w Waszyngtonie przyniosła niewiele. Problemy wewnętrze USA, bardziej niż kilku krzykaczy, spowodowały, że duży, dziesięciomiliardowy pakiet pomocy, nie przeszedł przez Izbę Reprezentantów. Senat w ostatnich dniach był w stanie wygenerować 200 mln. Nie ustaje na szczęście pomoc Pentagonu. Ale to nie wystarczająco na potrzeby Kijowa. Tym bardziej gdy przeciwnik mimo sankcji i (nieszczelnej) politycznej izolacji, ma możliwość znajdowania rynków zbytu dla swoich produktów.

Innym ważnym czynnikiem wpływającym na relacje Ukrainy z Polską jest coś, co można określić jako zaplecze mentalno-kulturowe polityki ukraińskiej. Ukraińcy przywykli do postrzegania siebie jak „wyspy”. Izolowanego lądu, otoczonego nieprzyjaciółmi czy jawnymi wrogami. W kodzie ukraińskim wpisana jest poczucie osamotnienia, zdrady, porzucenia przez sojuszników i tego, że w ostateczności to naród ukraiński musi/musiał sam walczyć ze śmiertelnym wrogiem (czyli przeważnie Rosją). Nie brak przecież w tradycji historycznej i tożsamości Ukraińców postrzegania Polski jako państwa nie mniej wrogiego, kolonizatora i okupanta. I nie ważne jak bardzo absurdalne może nam się wydawać takie postrzeganie Polaków przez Ukraińców, i jak w sumie przekłamane. Nie zmienia to faktu, że ono w podświadomości naszego sąsiada tkwi.

Ukraińcom więc łatwo, wszelkie zastrzeżenia co do ich postawy, polityki czy ciągle aktualnych spraw z przeszłości (Wołyń i UPA), oceniać poprzez to podświadome postrzeganie samych siebie. Przywołany już Marek Budzisz w niedawnym artykule napisanym dla Europejskiej Prawdy wskazywał, że dla obu państw, by przetrwać ten jak i kolejny kryzys (a będzie ich wiele) muszą zawiązać „federację” – rozumianą jako ścisły system współpracy na wielu polach. I jakkolwiek Kijów może by chciał mieć mniej „problematycznego” sojusznika, z punktu widzenia sporów historycznych, to innego na widoku nie ma.

Gdy wybuch konflikt o ukraińskie zborze, zaczęły padać pytania, czy to może nie koniec ukraińsko-polskiego sojuszu (Sowietskaja Biełorussija z radością ogłosiła, że tak). Raczej należy powiedzieć, że tak naprawdę taki sojusz na poważnie nie zaczął być jeszcze budowany. Pytanie jest więc inne: czy w Kijowie i Warszawie teraz, po ostatnich napiętych tygodniach, będzie jeszcze chęć, aby jednak do jego wznoszenie w końcu przystąpić.

Łazarz Grajczyński

Co Putin planował zrobić z Polską i Europą?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „WRÓG U BRAM”

JAKĄ PRZYSZŁOŚĆ DLA UKRAINY, POLSKI I EUROPY PRZYGOTOWYWAŁA ROSJA?
Zobacz nasz film „Wojna na Ukrainie. Plan ludobójstwa zatwierdził osobiście Putin”

Nadchodzi III wojna światowa❓
BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA ROSJĘ❗️

Jak Merkel podhodowała nowego Führera w Moskwie?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „PĘTLA GAZOWA KREMLA: NORD STREAM 2 WPĘDZIŁ EUROPĘ W PUŁAPKĘ”

Jak pokonać Rosję?
OGLĄDAJ NASZE FILMY O STRATEGII PRZETRWANIA W WARUNKACH ROSYJSKIEJ WOJNY HYBRYDOWEJ

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NAJNOWSZY NUMER NASZEGO CZASOPISMA

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTINIZM. EKSPANSJA ZŁA”

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „LUDOBÓJSTWO 2022” 

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU „GEOPOLITYKA”

ZOBACZ TAKŻE: