Wobec pandemii i gwałtownych protestów w USA przeciwko brutalności policji i rasizmowi prezydentowi Donaldowi Trumpowi zachciało się dogodzić Władimirowi Putinowi przyjęciem Rosji do G7 i zaproszeniem na szczyt w Waszyngtonie. Ostatnio cała uwaga USA skupiła się na pandemii koronawirusa i masowych protestach po śmierci George’a Floyda w Minneapolis. Dlatego kilka ostatnich wypowiedzi prezydenta Trumpa na temat szczytu G7 pozostało prawie niezauważonych. Trump postanowił, że osobiście poprowadzi szczyt w czerwcu w Waszyngtonie, pomimo wszystkich obaw związanych z koronawirusem. Ale potem niemiecka kanclerz Angela Merkel odmówiła uczestnictwa i zmusiła Trumpa do przełożenia spotkania na wrzesień. W tym kontekście niepokojące jest to, że Trump chciał zaprosić na nie Putina. To pomysł poroniony. Zaproszenie dla Putina należy natychmiast anulować. Zachowanie Trumpa analizuje na łamach „American Interest” David Kramer, dyrektor studiów europejskich i euroazjatyckich programu praw człowieka i dyplomacji Vaclava Havla na Narodowym Uniwersytecie Międzynarodowym Florydy.

Pomysł zaproszenia Putina do USA zrodził się po serii rozmów między Trumpem a rosyjskim prezydentem oraz wymianie pomocy medycznej z Rosją. Pojawił się w ostatnich komentarzach Trumpa, w których argumentował, że „mamy z Rosją bardzo dobre stosunki. Jak wiecie, wspólnie pracowaliśmy nad problemem naftowym”.

Kramer zgadza się, że udzielanie Rosji pomocy w czasie koronakryzysu to czyn słuszny i szlachetny, nawet jeśli trudna sytuacja z pandemią w Rosji została wygenerowana przez nieudolność Putina – Rosja po USA i Brazylii zajmuje trzecie miejsce na świecie z największą liczbą chorych COVID-19. Jednak fraternizowanie się z Putinem i zapraszanie go na szczyt G7 to zupełnie inna sprawa. Putin – według Kramera – nie zrobił nic, by na to zasłużyć. Rosyjski przywódca wciąż zachowuje się prowokacyjnie i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla amerykańskich interesów narodowych, a pandemia koronawirusa nie złagodziła wrogości Putina. Niewykluczone, że uznał, iż zachodni przywódcy, zbyt zajęci walką z kataklizmem, nie odpowiedzą na jego prowokacje. Ponadto, kontynuuje agresję przeciwko Ukrainie i odmawia wypełnienia zobowiązań zgodnie z porozumieniami z Mińska z 2015 r., a więc wycofania wojsk rosyjskich z Donbasu i przywrócenia Krymu pod kontrolę ukraińską.

Podobnie agresywnie poczyna sobie w Gruzji, gdzie wojska rosyjskie przesunęły swoje pozycje na linii demarkacyjnej, która została określona po rosyjskiej inwazji na ten kraj, w Syrii, na Bałkanach i w Libii.

Kramer zwraca uwagę na to, że zaproszenie Putina do Waszyngtonu powinno wywołać oburzenie na Kapitolu. Ostrzega też, że udział w szczycie G7 może uwiarygodnić go na arenie międzynarodowej i w kraju, gdzie poparcie dla niego spada. To może też wpłynąć na sytuację na Ukrainie, bo powstanie wrażenie, że Trump poświęcił ją w imię obłaskawienia Putina. Również dla amerykańskiej opinii publicznej byłby to gest, co najmniej, niezrozumiały. Bo jak potraktować na amerykańskiej ziemi sabotażystę, odpowiedzialnego za ingerencję w wybory w USA w 2016 r.

Zresztą – na co wskazuje Kramer – Putin prawdopodobnie rozpoczął już sabotaż kolejnych amerykańskich wyborów.

Przywódcy G7 powinni zbojkotować szczyt w formule z udziałem Rosji. Premierzy Wielkiej Brytanii i Kanady – Boris Johnson i Justin Trudeau – już ostrzegli, że tak zrobią.

Źrodło: The-american-interest.com, Kresy24.pl