Celem niniejszego artykułu jest analiza funkcjonowania wykonawców czystek etnicznych Polaków na Wołyniu w polskiej i ukraińskiej historiografii oraz próba rozważenia, na ile produktywne w tym przypadku byłyby podejścia do politycznej, etnicznej, ludobójczej przemocy wykorzystywane w kontekście innych podobnych konfliktów. To, że w tytule pojawia się słowo „intelektualny” nie oznacza, że autor nie dostrzega w tych wydarzeniach problemu moralnego, albo że wierzy w możliwość odseparowania kwestii czysto intelektualnej od oceny moralnej. Wprost przeciwnie, przy omawianiu tego typu problemów każdy autor powinien zająć jednoznaczne stanowisko moralne. Jeśli chodzi o stanowisko autora tego artykułu, to jest proste – zabójstwa, niezależnie od okoliczności, istniejących instytucji i czynników rzekomo je legitymizujących – nie można ani usprawiedliwiać, ani pochwalać, w szczególności dotyczy to zabójstw masowych. Należy jednak ten problem analizować i o nim mówić. Każde zabójstwo jest złem, a tym bardziej, gdy zabijanie staje się zjawiskiem masowym, zwykłym faktem życia codziennego, częścią nie tylko osobistego, ale także zbiorowego doświadczenia zarówno ofiar jak i sprawców.

Obecna dyskusja o krwawych wydarzeniach na Wołyniu uległa restrukturyzacji pod wpływem szeregu czynników, z punktu widzenia zainteresowania czysto akademickiego należy je określić jako zewnętrzne. Najsilniejszym z tych czynników jest nacjonalizm. Nacjonalizm w sensie uznania istniejących państw narodowych za naturalne determinanty historii, w której się zapisują, a narodowa tożsamość historyka w naturalny sposób określa jego stanowisko w danej kwestii. Nacje w tej debacie, w całkowitej zgodzie z nacjonalistycznym wyznaniem wiary, uważane są za realnie istniejące i trwające w czasie społeczności, podobnie jak ludzie posiadające własną pamięć, doświadczenie i ponoszące zbiorową odpowiedzialność za swoje czyny.

Właśnie z tego powodu prawie każda dyskusja o wydarzeniach wołyńskich w okresie ostatniej dekady zakładała istnienie stanowisk „polskiego” i „ukraińskiego”, a rozwiązanie problemu miało polegać na uzgodnieniu tych stanowisk i osiągnięciu pewnego kompromisu. Jednak, jak wykazały [już przeprowadzone] dyskusje, uzgodnienie pewnych faktów samo w sobie nie prowadzi do uzgodnienia interpretacji.1

Próby ułożenia wspólnych „chronologii” wydarzeń uniemożliwia nieustanne wprowadzanie nowych faktów i odniesień do nich.2 Jedynym osiągnięciem „uzgodnień” stanowisk było ustalenie ram dyskusji, zostały one nakreślone przez tożsamość narodową i [praktycznie] zdeterminowały interpretację. Każda strona opracowała swój własny zestaw strategii mających na celu uniknięcie niewygodnych pytań. W tym przypadku zainteresowały mnie strategie ukraińskie i stanowisko ukraińskie.

Przed przystąpieniem do omówienia problemu będącego tematem tego artykułu warto zwrócić uwagę na terminologię. Na określenie brutalnego masowego mordu polskiej ludności cywilnej na Wołyniu w latach 1943-1944 autor tego artykułu używa terminu „czystka etniczna”. Niektórzy polscy historycy preferują termin „ludobójstwo”, tymczasem ukraińscy przeważnie mówią o „konflikcie zbrojnym”, albo nawet o powstaniu. Widzimy, że jedną z głównych różnic między tymi skrajnymi punktami widzenia jest ich pogląd na stosunek sił między stronami konfliktu. Z jednej strony konotacjami ludobójstwa jest pełna bezbronność ofiar oraz istnienie aparatu władzy, przeważnie państwowej, po stronie sprawców. Z drugiej strony konflikt zbrojny lub powstanie zakłada istnienie parytetu siły, lub nawet przedstawia sprawców jako stronę słabszą, występującą przeciwko ciemiężcom, co automatycznie uzasadniałoby morderstwa i okrucieństwa, które w tej interpretacji przekształcały się po prostu w ekscesy.3Określenie „czystka etniczna” wydaje się bardziej odpowiednie do sytuacji, w której równowaga sił była różna na różnych terytoriach, w różnym czasie, gdzie formy przeprowadzenia obejmują zarówno eksterminację fizyczną jak i wysiedlenia, gdzie wykonawcy nie mają wsparcia ze strony aparatu państwowego, a ofiary mogą stawiać zbrojny opór. Termin „czystki etniczne” nie oznacza czegoś mniej krwawego czy mniej brutalnego niż ludobójstwo, chodzi raczej o „kompletność” procesu i różnice w kontekście społeczno-politycznym i instytucjonalnym.

W ostatniej ukraińskiej historiografii wydarzenia wołyńskie w 1943 roku są przedstawiane za pomocą kilku strategii, zmierzających do unikania pytań o odpowiedzialność i zbrodniczość działań UPA, OUN, SB OUN [Służby Bezpieczeństwa OUN] oraz pewnej części lokalnej ludności ukraińskiej w stosunku do polskiej ludności cywilnej. Jedną z takich strategii jest podkreślenie własnej roli w charakterze ofiar – wyszukiwanie ukraińskich ofiar akcji niemieckich, w których często  szczególnie złowieszczą rolę odgrywała polska policja, „odwetowe” akcje oddziałów AK i baz samoobrony, wskazywanie ukraińskich wsi, które ucierpiałyby jeszcze przed rozpoczęciem antypolskiej „akcji” UPA, pisanie własnej martyrologii ofiar (opisywanie własnego męczeństwa) i tak dalej. W tej prezentacji wszelkie zbrodnie popełnione przez Polaków lub z udziałem Polaków  zaliczane są do zbrodni „polskich”.

Druga strategia polega na akcentowaniu „przyczyn” konfliktu i wyszukiwania ich w „historii stosunków polsko–ukraińskich”, poczynając od czasów Bohdana Chmielnickiego. Chociaż, w przeważającej ilości przypadków, korzeń wszelkiego zła w okresie wojny wciąż postrzegany jest w międzywojennej Polsce, w jej niesprawiedliwej polityce wobec mniejszości, kulturalno– narodowym ucisku. Uważa się, że taka nierówność i niesprawiedliwość całkowicie naturalnie [i spontanicznie] wywołały sprzeciw i doprowadziły do krwawych wydarzeń w 1943 roku. Przy tym nikt nie dotyka jednego z największych problemów w pisaniu historii – wzajemnego stosunku pomiędzy makro–czynnikami lub przyczynami a konkretnymi działaniami konkretnych osób. W jaki sposób te szersze „przyczyny” były transmitowane w eksterminację bezbronnej ludności cywilnej? Sytuację pogarsza to, że w takim przypadku całkowicie znika kwestia odpowiedzialności moralnej za morderstwo. Ono, w istocie, zostaje usprawiedliwione jako rozsądna i akceptowalna reakcja na dyskryminację i ucisk. Nawet ci, którzy potępiają zabójstwa i okrucieństwo, często przedstawiają je jako ekscesy podczas wydarzeń, na ogół „sprowokowanych” albo przez międzywojenną politykę polskiego rządu, albo przez decyzję rządu w Londynie o nie oddaniu „kresów”.

Trzecią strategią jest ucieczka od rozpatrywania konkretnego problemu historycznego – antypolskich „akcji” na Wołyniu w 1943 r. – i podkreślanie konieczności spojrzenia na nie w kompleksie z innymi momentami „stosunków ukraińsko-polskich” w czasie II wojny światowej. Tak jakby wyodrębnienie często bardzo abstrakcyjnych stosunków ukraińsko-polskich było w jakiś sposób bardziej uzasadnione niż wyodrębnienie Wołynia w 1943 roku. Zgodnie z tą logiką prawo do istnienia miałaby tylko jakaś totalna historia, która brałaby pod uwagę jednocześnie wszystko i wszystkich, jednocześnie wyjaśniając sieć współzależności pomiędzy nieskończonym zbiorem  wydarzeń i osób.

Czwartą strategią, która pojawiła się niedawno, jest próba opisania wydarzeń z 1943 roku na Wołyniu jako swego rodzaju chłopską „jacquerie”, żakerię, jako bunt pozbawiony motywacji ideologicznej, wywołany nienawiścią klasową albo żądzą posiadania ziemi. Na przykład takie wyjaśnienie konfliktu: „Chłop nie wyobraża sobie świata bez ziemi, która jest ważniejsza dla niego i od idei we wszystkich jej formach i przejawach, i od integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa, którego prac on nigdy nie czytał, i od budowy niepodległego państwa. … Za ziemię chłop często gotowy jest prowadzić wojnę z bliźnim, i czasami, niestety, dojść do skrajności. Tak stało się na Wołyniu w 1943 roku.”5 Takie przedstawianie [faktów] miało uniewinnić ideologię ukraińskiego nacjonalizmu integralnego i pokazać przemoc, eksterminację ludności cywilnej, jako coś zakorzenionego w prymitywnych odruchach pozbawionej kultury [ciemnej] masy.6

Wspólną cechą wszystkich tych podejść jest unikanie wizerunku sprawcy. „Strona ukraińska” nie chce mówić o sprawcach, ponieważ obawia się rozczarowania do swoich bohaterów i kryzysu swojej, wciąż jeszcze tworzonej tożsamości, częścią której miałaby być wiara w heroiczność i sprawiedliwość swojej „walki narodowo-wyzwoleńczej”.7 Albo boi się ujawnić, że w eksterminacji ludności polskiej brały udział szerokie masy zwykłych Ukraińców, co zadałoby tej tożsamości jeszcze gorszy cios. „Strona polska” nie chce zajmować się sprawcami, ponieważ, z jej punktu widzenia, są zbrodniarzami, którymi powinny się zajmować odpowiednie organy ścigania. Albo obawia się, że poświęcenie większej uwagi sprawcom i wysiłek zrozumienia intencji ich czynów wyjawią zupełnie zwyczajnych ludzi, a tym samym potencjalnie sympatycznych. Co najwyżej polska historiografia po prostu stara się zidentyfikować [nazwiska] winnych.

Co ciekawe, choć historiografia wołyńskiej tragedii jest znacznie mniejsza niż historiografia Holokaustu (ukraińscy i polscy historycy byli w stanie zaangażować się w te kwestie dopiero po upadku reżimu komunistycznego), problemy, które napotyka, i tendencje w odpowiedziach na nie są bardzo podobne do tych zagadnień i tendencji w historiografii Holokaustu. Z jednej strony, spotykamy tu i demonizację sprawców, i przypisywanie decydującej roli ideologii i intencjom liderów, wcielanym w życie przez zbrodniczą organizację. Często interpretacje te, przesiąknięte anty–ukraińskością, opisują wszystkich Ukraińców z Zachodniej Ukrainy jako podstępną, kłamliwą i gotową do zabijania swoich dobrych sąsiadów i przyjaciół masę.8 Z drugiej strony widzimy oskarżenia wobec polskiego rządu, wobec polskiej mniejszości narodowej, która „sprowokowała” morderstwa, a nawet negowanie samego faktu czystki etnicznej.9 Bardziej miękki wariant polega na obwinianiu trzeciej strony – Niemców, a nawet władzy sowieckiej.10 Grzegorz Motyka zrobił decydujący krok, aby porzucić te interpretacje, wyprowadzić debatę o problemie poza historię zdarzeń, gdzie deklaracje polityczne, akty terrorystyczne i wydarzenia bardzo łatwo wyjaśniają masowe morderstwa. Stara się kontekstualizować eksterminację ludności polskiej w dynamice zdarzeń, zbiegach okoliczności, we wzajemnym stosunku do siebie różnych grup etnicznych i politycznych. A co najważniejsze, Motyka próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie – jak to się stało, że zwykli ludzie masowo zabijali innych zwykłych ludzi?11 W tym względzie prace Grzegorza Motyki przypominają opracowania Raula Hilberga „Zagłada Żydów europejskich” i Hanny Arendt „Eichmann w Jerozolimie: O banalności zła”.

Książki Hilberga i Arendt, które pojawiły się w latach 1960., wykazały, że sprawcy zbrodni hitlerowskich nie byli patologicznie odmienni, raczej przeciwnie – byli typową częścią społeczeństwa. Według Hilberga „machina zniszczenia strukturalnie w żaden sposób nie różniła się się od zorganizowanego społeczeństwa niemieckiego jako całości”. Dlatego też „sprawca–Niemiec nie był jakimś szczególnym rodzajem Niemca”.12 Obydwie prace skończyły z wojenną i powojenną praktyką demonizowania nazizmu i sprawców zbrodni nazistowskich. Obydwie prace zapoczątkowały szeroką debatę na temat sprawców, a mówiąc precyzyjniej – nad wyjaśnieniem motywów ich postępowania. Zapoznanie się z tymi debatami może pozwolić historiografii wydarzeń wołyńskich uniknąć pewnych ślepych zaułków i osiągnąć poziom umożliwiający włączenie się do ogólnej historiograficznej debaty na temat masakr i ludobójstw.

Prace Hilberga i Arendt pozwoliły nam zrozumieć, że udział w eksterminacji ludności cywilnej nie może być wyjaśniony jakąś patologią – we wszystkich ludobójstwach sprawcami nie są ludzie z upośledzeniem umysłowym, lecz przeciętni młodzi mężczyźni (kobiety w ludobójstwach pojawiają się tylko w pomocniczej roli). Jednak sama konstatacja tego faktu nie daje nazbyt wiele. Problem polega na określeniu, co  czyni z ludzi dobrowolnych morderców i katów innych ludzi, ale przecież takich samych jak oni. Już w recenzjach prac Hilberga i Arendt krytycy twierdzili, że prace te nie pozwalają wniknąć w osobisty świat sprawców, w motywacje, ich własne uczucia, uzasadnienia i wyjaśnienia. Negowanie wyjaśnienia fanatyzmem sprawców prowadziło, podobnie jak w przypadku ukraińskim, do pomniejszania roli ideologii w ogóle. Dychotomia intencjonalizm–funkcjonalizm, który widzimy w historiografii Holokaustu,13 w zmodyfikowanej formie może wystąpić w przypadku Wołynia. Rolę intencjonalistów odgrywają polscy historycy, ponieważ upatrują praprzyczynę wydarzeń wołyńskich w nacjonalistycznej ideologii i w tekstach ideologów ukraińskiego nacjonalizmu integralnego napisanych w okresie międzywojennym. Ukraińscy historycy, grający rolę funkcjonalistów, skłonni są wyjaśniać wydarzenia wołyńskie  eskalacją napięcia w stosunkach między dwoma narodami, a także interwencją sił trzecich – Niemiec i Związku Sowieckiego. Podczas gdy skrajni „intencjonaliści” podkreślają, że wołyńskie „rozwiązanie” polskiego problemu było nieodłącznym elementem ideologii OUN od samego jej powstania i ukraińscy nacjonaliści w 1943 roku po prostu wykorzystali sprzyjające okoliczności wojenne aby je zrealizować, „funkcjonaliści” koncentrują się na tym, że decyzja została podjęta i przeprowadzona przez poszczególnych dowódców UPA na Wołyniu, niezależnie od kierownictwa OUN, które raczej po prostu zostało postawione przed faktem dokonanym.14 Oczywiście, że historiografia wydarzeń wołyńskich nie powiela po prostu historiografii Holokaustu. Podczas gdy żaden z poważnych naukowców nie będzie negować nazistowskiego ludobójstwa przeciwko Żydom, w ukraińskim przypadku wielu historyków kontynuuje dyskurs o „zbrojnej ukraińsko-polskiej konfrontacji”, w którym Wołyń był tylko odrębnym, wyjątkowo okrutnym epizodem. Jak już wspomniano wcześniej, w ukraińsko-polskim przypadku nie było takiego kontrastu w proporcji sił i władzy jak w przypadku Niemców i Żydów. W przypadku ukraińskim przemoc nie była realizowana przez aparat państwowy, lecz przez zgrupowania partyzanckie lub struktury paramilitarne z ewentualnym szerokim zaangażowaniem ludności cywilnej. To jednak nie zmienia faktu, że ataki na polskie osady nie były starciami zbrojnymi z wrogiem, lecz masakrami praktycznie nie uzbrojonych ludzi, w tym dzieci, kobiet i starców. Oczywiście, że w czasie II wojny światowej czystka etniczna została zastosowana nie tylko przez Ukraińców w stosunku do Polaków, ale także przez Polaków przeciwko Ukraińcom. Problem polega na tym, że pojęcie „konfrontacji zbrojnej” czy „konfliktu zbrojnego” uniemożliwia ukraińskim badaczom rozpatrywanie nie tylko tej pierwszej, ale i tej drugiej jako aktu zorganizowanej i brutalnej przemocy wobec ludności cywilnej, zastosowanej w imię określonych idei i motywowanej jakimiś koncepcjami.

Ostatnio niektórzy autorzy podkreślają konieczność odejścia od „standardowych” przypadków masowego terroru, takich jak nazistowskie Niemcy czy stalinowski Związek Sowiecki, i uwzględnienia kontekstu globalnego, w którym przemoc często nie jest związana ani z pojęciem „współczesności” (modernity), ani z wszechmocnym aparatem państwowym.15 Wołyń 1943 roku także można rozpatrywać w takiej perspektywie globalnej. Mamy partyzancką armię, która działa bez wsparcia państwa (sytuacja typowa dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej), mamy armię, która walczy o utworzenie własnego państwa (przypadek Izraela), mamy eksterminację osadników, którzy przybyli stosunkowo niedawno i pod ochroną państwa (przypadek byłych kolonii), mamy byłych chłopów lub po prostu chłopów dysponujących niezbyt skomplikowaną palną i białą bronią. Jednakże nie należy po prostu odrzucić obydwóch wspomnianych „klasycznych” przypadków masowej przemocy. Warto uwzględnić, że badania ludobójstwa w nazistowskich Niemczech i w stalinowskim Związku Sowieckim dają możliwość wykorzystania szerokiej bazy źródłowej. Oba przypadki, a szczególnie pierwszy, mają solidną historiografię problemu, jej odkrycia mogą zostać wykorzystane przy rozpatrywaniu ludobójstw w innych kontekstach.

Z przypadkiem Wołynia i nazistowskie, i sowieckie ludobójstwa mają bezpośredni związek, i są dla niego istotne. Jego terytorium posłużyło jako przestrzeń dla sowieckich „czystek”, masowych egzekucji i deportacji, a także dla nazistowskiego „ostatecznego rozwiązania” kwestii żydowskiej, przy czym wszystko to odbywało się bezpośrednio przed ukraińskimi „akcjami” przeciw ludności polskiej w 1943 roku. Bezpośrednim kontekstem wołyńskiej tragedii była wojna totalna między nazistowskim i sowieckim systemami. Historia masowego terroru na Wołyniu nie zakończyła się wraz z powstrzymaniem antypolskich akcji UPA. Tylko w pierwszych czterech latach sowieckiej okupacji Ukrainy Zachodniej zabito prawie 60 000 „ukraińskich nacjonalistów”.16

W historiografii Holokaustu ani intencjonalizm, ani funkcjonalizm nie zdołały adekwatnie podejść do problemów zwykłych wykonawców. Wydaje się, że największym problemem obu podejść było przyczynowo–skutkowe pojmowanie wydarzeń. I intencjonalizm, i funkcjonalizm oddzielały przyczyny i skutki, wyjaśniając unikalność i wyjątkowość wydarzeń albo nadzwyczajnymi intencjami, albo transformacją także w jakiś sposób niezwykłej biurokratycznej machiny i wszechmocnego państwa. Poza uwagą, ponownie, pozostały osobiste doświadczenia, motywy i działania sprawców jako konkretnych osób. Społeczeństwo zostało doprowadzone do masowego mordu albo dzięki złowrogim zamiarom Hitlera i nazistowskich elit, albo dzięki przystosowaniu biurokratycznej i technicznej machiny, to te czynniki równocześnie stały się zarówno praprzyczyną zła, jak i ponosiły główną odpowiedzialność, zdejmując ją z ogółu społeczeństwa.

Nowym powrotem do wykonawców i przełomem w tym kierunku stała się praca Christophera Browninga „Zwykli ludzie. 101. Rezerwowy Batalion Policji i ‚ostateczne rozwiązanie’ w Polsce”.17 Dla policjantów tego batalionu „ostateczne rozwiązanie” kwestii żydowskiej oznaczało nie dostarczanie ofiar do obozów koncentracyjnych, podawanie śmiertelnego gazu, ochronę i utrzymywanie dyscypliny, lecz bezpośrednie i własnoręczne rozstrzeliwanie Żydów z bliskiej odległości.

Najbardziej interesujące jest to, że w odróżnieniu od członków Einsatzgruppen, którzy byli zaangażowani w to samo, ale przypuszczalnie przechodzili specjalne przeszkolenie oraz poświęcano im szczególną uwagę ze strony reżimu nazistowskiego, policjanci 101. batalionu  pochodzili z Hamburga, najmniej pronazistowskiego regionu Niemiec. Rekrutowano ich z klasy robotniczej i drobnomieszczaństwa, byli głównie w wieku 30–50 lat – co oznacza, że jako indywidualności zostali ukształtowani przed dojściem Hitlera do władzy. Tym niemniej większość z batalionu (około 80%) włączyła się w ludobójcze morderstwa, a w tym czasie mniejszość (20%) zdołała tego uniknąć bez jakichś specjalnych represji. Według Browninga podobne dane liczbowe możemy znaleźć także w innych batalionach policyjnych.

Książka Browninga przesunęła akcenty w postrzeganiu i pojmowaniu Holokaustu, jak mówi autor: „koniec–końców Holokaust miał miejsce dlatego, że na najbardziej fundamentalnym poziomie istoty ludzkie zabijały inne ludzkie istoty w wielkich ilościach i przez dłuższy okres czasu”.18 Przy czym robiono to nie pod bezpośrednim przymusem lub pod groźbą utraty własnego życia. Jest oczywiste, że wobec takiej perspektywy staje się mało ważne, czy Hitler planował zniszczenie Żydów od początku, czy też nie, czy wydał otwarty rozkaz, czy nie, czy istniała skomplikowana biurokratyczna i techniczna machina, której praca nie uwzględniała wartości ludzkiego życia. Ważna staje się zdolność do zabijania bezbronnych ludzi i czynniki, które do tego prowadzą.

W interpretacji samego Browninga główną rolę odgrywają czynniki psychologiczne. Policjanci 101. batalionu byli zmuszani do zabijania przez presję innych członków grupy. Ta atmosfera męskiej grupy, zjednoczonej niemal wojskową dyscypliną, doprowadziła do sytuacji, w której nawet ci, którzy uniknęli udziału w zabójstwach, wyjaśniali to nie swoją dobrocią lub moralnością, ale swoją słabością. Interpretacja Browninga wielu ludziom wydawała się niewystarczająca, ponieważ całkowicie usuwała z wyjaśnienia zabójstwa ideologię i poprzednie doświadczenia sprawców. Niezależnie od subiektywnej dynamiki zespołu wola ludzka zbyt łatwo była przekształcana w obiekt manipulacji. Ponadto sam Holokaust stawał się zbyt uniwersalny – motywacje Browninga mogły być motywacjami ludzi w każdym społeczeństwie. Chociaż gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że w opinii Browning presja grupy była szczególnie intensywna ze względu na warunki wojny i specyficznie nazistowski rasizm.

Jednym z krytyków Browninga był Daniel Jonah Goldhagen, jego książka może być postrzegana jako kontrargument do książki tego pierwszego. W opinii Goldhagena Browning zbyt bezkrytycznie zaakceptował społeczno-psychologiczne wyjaśnienia złożone w charakterze usprawiedliwienia przez samych sprawców. Wielu z tych, którzy rzekomo uniknęli udziału w zabójstwach, w rzeczywistości mogli po prostu lepiej ukryć fakty. Odraza policjantów do mordowania była raczej reakcją psychosomatyczną, a nie sprzeciwem wobec samej idei zabijania Żydów. Policjanci batalionu rezerwowego byli zwykłymi ludźmi, przedstawicielami nadzwyczajnej kultury antysemityzmu.19 Inny krytyk, Omer Bartov, zwrócił uwagę na problem „reprezentatywności” w ogóle – tak więc, ze względu na wiek, miejsce zamieszkania i pochodzenie społeczne policjanci 101. batalionu wyglądają na najmniej nadający się na sprawców masowych mordów materiał ludzki, ale gdzie jest gwarancja, że te czynniki w ogóle mają wpływ na zachowanie podczas ludobójstwa. Według jakich kryteriów rekrutowano ludzi do batalionu? Dlaczego tak wielu z tych policjantów pozostało w służbie w policji Republiki Federalnej Niemiec? Dlaczego tak mało wiemy o ich losie w międzywojennym Hamburg?20

Tu ponownie wracamy do kwestii motywacji, mającej zasadnicze znaczenie dla książki Goldhagena „Kaci Hitlera z własnej woli. Zwyczajni Niemcy i Holokaust”.21 Goldhagen uważa, że Niemcy – wykonawcy „ostatecznego rozwiązania” – mieli wybór i dokonali go na rzecz eksterminacji Żydów, stając się w ten sposób katami z własnej woli. Zabijali Żydów dlatego, że mieli konkretny kulturowy system wiedzy o świecie, zawierający określony wizerunek Żyda. Ten system nienawiści do Żydów reprodukował się w umysłach zwykłych Niemców i czekał, kiedy przestaną działać różne czynniki powstrzymujące. W największym skrócie, Niemcy mordowali Żydów, ponieważ ich nienawidzili. Nienawiść ta, zdaniem Goldhagena, jest niezbędnym elementem każdego ludobójstwa ubiegłego stulecia. Innym czynnikiem koniecznym jest obecność kierownictwa politycznego skłonnego do zastosowania masowego mordu. Co prawda, według Goldhagena, jeśli w innych ludobójstwach nienawiść miała swoje źródła w realnym konflikcie społecznym, to w niemieckim – wyłącznie w świecie wierzeń i idei. Jedyną rzeczą, której pragnęli niemieccy Żydzi – być dobrymi obywatelami Niemiec.

Książka Goldhagena wywołała burzę kontrowersji i została poddana krytyce jeszcze bardziej miażdżącej niż książka Browninga. Poza wyszukiwaniem konkretnych błędów empirycznych, krytyką doboru i interpretacji źródeł, recenzenci zwrócili uwagę na kilka problemów koncepcyjnych. Po pierwsze, interpretacja antysemityzmu, która jest często przedstawiana przez autora jako wrodzona (nabyta od urodzenia) cecha niemiecka. Wiemy, że reakcje zwykłych Niemców w Niemczech w latach 1930. na antysemickie działania rządu były niejednoznaczne i wydaje się, że większość Niemców niezbyt przejmowała się antysemityzmem, najbardziej typową reakcją na nazistowskie przedsięwzięcia antysemickie był po prostu indyferentyzm. Nazistowski antysemityzm był częścią ideologii rasistowskiej i nauki, a zatem różnił się od „codziennego antysemityzmu”.

Doktryna rasowa niekoniecznie jest oparta na prymitywnym etnocentryzmie i ksenofobii. Detlev Peukert wykazał, że w przypadku nazistowskich Niemiec mieliśmy do czynienia z rasizmem naukowym. To był rasizm koncentrujący się na idei czystego rasowo ciała narodu i definiujący szkodników (większych, mniejszych i absolutnych). Etyka i retoryka nazistowskiego antysemityzmu była nowoczesna i naukowa, a nie tradycyjna.22Nazistowski wizerunek Żyda nie skupiał się na jego szczególnych cechach charakterystycznych – odmienna religia, zwyczaje, bogactwo, wykształcenie, tak jak to robił tradycyjny lub codzienny antysemityzm, lecz stworzył wszechogarniający wizerunek niebezpiecznego i przebiegłego wroga, wroga dobrze maskującego się i udającego niewinność, ale w rzeczywistości będącego liszajem na ciele ludzkości i śmiertelnie niebezpiecznym wirusem w organizmie niemieckiego narodu.23

Żyd w nazistowskiej propagandzie łączył elementy rasowego, klasowego i narodowego wroga, to on w dążeniu do wzbogacenia się popychał głupich Amerykanów do imperialistycznej rzezi i tumanił komunistycznymi sloganami narody Związku Sowieckiego w celu zaspokojenia swej żądzy władzy i [sprawowania] kontroli [nad światem].

Jednak te aspekty antysemityzmu, modyfikacja i transformacja codziennego antysemityzmu pod wpływem nazistowskiego antysemityzmu ideologicznego, umykają uwadze Goldhagena. Ponadto, coraz więcej wątpliwości pojawia się odnośnie tego, czy historię pewnych idei można z łatwością połączyć łańcuchem przyczynowo–skutkowym z akcjami eksterminacyjnymi. Jak mówi Zygmunt Bauman, „rasizm, nawet gdy zostanie podwojony technologiczną predyspozycją nowoczesnego umysłu, nie jest wystarczający, aby urzeczywistnić Holokaust. Aby go urzeczywistnić, powinien być w stanie dokonać przejścia od teorii do praktyki – a to, prawdopodobnie, oznaczałoby aktywizację, przy pomocy czysto mobilizującej władzy idei, wystarczającej ilości ludzi, aby mogła dać sobie radę ze skalą zadania, i podtrzymywanie ich poświęcenia się tej sprawie tak długo, jak tego wymaga zadanie.”24

Jest całkiem możliwe, że taka kompleksowa mobilizacja, urzeczywistnienie idei poprzez praktyczne działanie zarówno struktur jak i poszczególnych osób, jest kluczem do zrozumienia ludobójczych mechanizmów. Praktyka staje się kategorią, która przezwycięża dychotomię umysłu i ciała, intencji i działania, przyczyny i skutku. Praktyka wymaga skupienia uwagi na subtelnych szczegółach życia codziennego, na znakach i symbolach, przysparzających jej znaczenia w oczach ludzi. Ta dbałość o  struktury sygnifikacji pozwoli wykazać, że „wyimaginowany” charakter konfliktu między ofiarami i sprawcami nie jest unikalną cechą Holokaustu.

Dowolny konflikt społeczny przechodzący w praktyczne działanie jest przepełniony znaczeniami produkowanymi (pisanymi) nawet w jego trakcie. Ludobójcze zabójstwo nie jest nagim instynktem i nie ogranicza się do czysto technicznego aspektu procesu. Właśnie na tym, na wyjaśnianiu konkretnych praktyk, na poszukiwaniu prawidłowości w układzie konkretnych znaczeń, na wyjaśnianiu mechanizmu stawania się sprawcami, polega zadanie historii ludobójstw. I właśnie tutaj napotyka na największe trudności.

Badanie przyczyn i polityki w tradycyjnym historycznym kluczu da niewiele. Timothy Mason, jeden z największych specjalistów w dziedzinie historii społecznej Niemiec nazistowskich, w epilogu do swojej „Polityki społecznej w III Rzeszy. Klasa robotnicza i ‚wspólnota narodowa’” (1977), napisanym później niż książka, w latach 1980., wyznał, że „myślenie rasowe i polityka rasowa, w najszerszym znaczeniu, miały być podstawą albo celem nowego ładu społecznego w skali narodowej i kontynentalnej. One powinny znaleźć się na pierwszym planie w jakiejkolwiek ogólnej analizie, a ja nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca.”25

Andrij Zajarniuk – Historians.in.ua

Tłumaczenia Wieslaw Tokarczuk

 

__________

1 To dobrze ilustrują opublikowane materiały z międzynarodowego seminarium naukowego „Stosunki ukraińsko-polskie w czasie II wojny światowej.”
2 Zwrócił na to uwagę Grzegorz Motyka, zgodnie z jego trafną definicją odniesienia do „faktów” w kontekście dyskusji na temat ukraińsko-polskich stosunków w czasie II wojny światowej stają się rodzajem „ping-ponga”, gdy w odpowiedzi na zacytowany fakt następuje powołanie się na inny „fakt”, a takich „faktów” „jest ponad 100 tysięcy…. którymi historycy mogą rzucać na prawo i lewo, dowodząc różnych tez.” Ukraina-Polska: trudne pytania, Tom 3, Warszawa, 1998. s.117.
3 Ci, którzy nalegają na to, że wydarzenia te powinny być przedstawiane jako walka zbrojna i zbrojny konflikt nie dostrzegają, że taka heroizacja przeszłości przenosi akcenty z ludzkich doświadczeń i przeżyć na schematyzowaną konfrontację, tuszuje cierpienia i uwypukla aspekt zmagań. Zgodnie z taką logiką także sowiecki terror na Ukrainie Zachodniej przestają być zbrodnią i staje się w pełni uzasadnioną walką zbrojną.
4 Należy powiedzieć, że w tym aspekcie ukraińscy historycy często naśladują stronę polską, która robi podobne rzeczy z układaniem własnej martyrologii, gdzie często różne zbrodnie popełnione z udziałem Ukraińców łączone są w jeden ponury wizerunek złowrogiego Ukraińca, gotowego mordować Polaków. Taki wizerunek został wyraźnie nakreślony przez autorów w: Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, Tom 1. i 2. Warszawa, 2000.
5 Redakcja niezależnego czasopisma kulturalnego „Ji”. Słowo wstępne, 1.4.28.2003, s. 10.
6 Powyższa tendencje nie oznaczają, że nie ma Ukraińców otwartych na dyskusję na temat tej niezbyt atrakcyjnej stronicy, którą inni uparcie starają się wyciąć z ukraińskiej historii narodowej. Za przykład tego może posłużyć Myrosław Popowycz. Wołyń: nasze i nie nasze hore, „Krytyka”, 2003, 4.5. s. 2–3. A także bodajże czy nie jedyny ukraiński historyk, który naprawdę bada ten problem, Ihor Iljuszyn, nie stara się ukryć tego problemu. Dla przykładu, zobacz I. Iljuszyn:Wołynśka tragedija, (1943-1944), Kijów, 2003.
7 Odnośnie tego strachu, warto przytoczyć słowa Switłany Bojm o winie i odpowiedzialności wypowiedziane przez nią na temat „pojednania narodowego” zainicjowanego we współczesnej Rosji i niechęci do rozmowy o zbrodniach sowieckiej epoki – „historyczna wina może być tylko konkretna i indywidualna, winni mogą być tylko ci ludzie, którzy bezpośrednio brali udział w represjach i egzekucjach. Jednakże odpowiedzialność za to, co wyprawiało się podczas stalinowskiego terroru i po nim, dotyczy wszystkich i polega przede wszystkim na zachowaniu i przedyskutowaniu swojej historii. W Rosji, w przeciwieństwie do wielu krajów Zachodniej i Wschodniej Europy, debaty o abstrakcyjnej winie zbiorowej doprowadziły do upewnienia się o zbiorowej niewinności, zdejmującej z całej ludności wszelką osobistą odpowiedzialność za przeszłość i przyszłość.” Swietłana Bojm, Obszczije miesta. Mifołogija powsiedniewnoj żizni, Moskwa, NŁO, 2002, s. 294–295.
8 Tutaj można przywołać już cytowaną pracę: Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko.Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945. Co ciekawe, wydawnictwo, które wydało tę dwutomową książkę, tak łatwo rzucającą oskarżenia  na Ukraińców ogółem i ukraińskich „sąsiadów” w szczególności, wydało książkę negującą udział „zwykłych” Polaków w Holokauście: Jerzy Robert Nowak, Sto kłamstw J. T. Grossa o Jedwabnem i żydowskich sąsiadach, Warszawa, 2001.
9 Nawet w pracach historyków podkreślających złożoność i wielowątkowość opisywanych wydarzeń można napotkać redukcję problemu do prostego oskarżenia: „…ogólnie rzecz biorąc sprowokowali ją ci, którzy uczynili wołyńskich Polaków zakładnikami planu odtworzenia na ukraińskich ziemiach władzy Polski…”. Isajewycz J., Z chroniky trahicznoho protystojannja. Zamist’ peredmowy, J. Caruk, Trahedija wołynśkych sił 1943-1944 rr. Ukrajinśki i polśki żertwy zbrojnoho protystojannja. Wołodymyr-Wołynśkyj rajon., Lwów, 2003. s. 8.
10 Dla przykładu zobacz: W. Serhijczuk, Trahedija wołyni (Pryczyny j perebih polśko- ukrajinśkoho konfliktu w roky Druhoji switowoji wijny) (Czastyna 1), „Wyzwolnyj Szljach”, luty 2003, tom 2, s. 50. Zobacz także: W. Trofymowycz, Rol Nimeczczyny i SRSR w ukrajinśko-polśkomu konflikti 1939-1945 rr., [w:] Ukraina–Polska: trudne pytania, tom 5, Warszawa, 1999. s. 181–207.
11 Porównaj jego: Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948, Warszawa, 1999 z jego Postawy wobec konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 1939-1953 w zależności od przynależności etnicznej, państwowej i religijnej [w:] Tygiel narodów. Melting Pot of Nations. Stosunki społeczne i etniczne na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej 1939-1953. (Pod red. Krzysztof Jasiewicz), Warszawa; Londyn; Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza RYTM, Polonia Aid Foundation Trust, 2002, s. 279–408.
12 R. Hilberg, The Destruction of European Jews, Chicago, 1961, s. 640.
13 Odnośnie tego podziału w historiografii Holokaustu zob. C. Browning, Beyond “Intentionalism” and “Functionalism”: The decision for the Final Solution Reconsidered, C. Browning,The Path to Genocide. Essays on Launching Final Solution, Cambridge University press, 1995, s. 86.
14 Ta interpretacja jest oparta na nowych danych na temat różnych tendencji w środowisku banderowskiej OUN, zwłaszcza w wołyńskiej frakcji, która zaczęła działać na własną rękę, niezależnie od centralnego kierownictwa organizacji. Zobacz I. Iljuszyn, Wołynśka tragedija,(1943-1944), Kijów, 2003.
15 M. Mazower, Violence and the State in the Twentieth Century, „American Historical Review”, październik 2002, s. 1160, 1177.
16 Z. Palśkyj, Wtraty ukrajinśkoho nasełennja na Wołyni ta w Schidnij Małopolszczi w period z  ljutoho 1944 do kincja 1947 rr., [w:] Ukraina–Polska: trudne pytania, tom 5, Warszawa, 1999, s. 271–290.
17 C. Browning, Ordinary Men. Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland, Nowy Jork, 1992.
18 Tamże, s. 17. Należy powiedzieć, że to samo odnosi się do przypadku Wołynia, tylko tutaj historiografia wciąż czeka na historyka, który przesunie akcenty i oświadczy, że krwawa czystka doszła do skutku nie ze względu na politykę rządu polskiego, i nie ze względu na decyzję przywódców OUN pewnego szczebla, ale dlatego, że ludzie zabijali się nawzajem.
19 D. J. Goldhagen, The Evil of Banality, „The New Republic”, 13/20 lipca 1992, s. 49–52.
20 O. Bartov, An Idiot’s Tale: Memories and Histories of the Holocaust, „The Journal of Modem History”, tom 67, marzec 1995, s. 55–82. Warto zauważyć, że wszystkie te pytania Omera Bartova, a także inne, bardziej podstawowe, należy zadać odnośnie sprawców ukraińskich czystek etnicznych na Wołyniu.
21 D. J.Goldhagen,  Hitler’s Willing Executioners. Ordinary Germans and the Holocaust, Nowy Jork, 1997.
22 D. J. К. Peukert,  The Genesis of the “Final Solution” from the Spirit of Science [w:] Childers T. i Caplan J. (red.) Reevaluating the Third Reich, 1993, s. 236.
23 D. J. K. Peukert,  Inside Nazi Germany. Conformity, Opposition and Racism in Everyday Life, Yale University Press, 1987. s. 58.
24 Z. Bauman, Modernity and Holocaust, s. 73.
25 T. Mason, Social Policy in the Third Reich. The Working Class and the “National Community”, Oxford; Nowy Jork, 1993, s. 280.