W kościele katolickim istnieją dwa typy zgromadzeń biskupich, odziedziczonych po czasach, kiedy doktrynalnie chrześcijanie stanowili jedność: synody i sobory. Te pierwsze obejmowały prezbiterów danego obszaru: na przykład diecezji w późnym Cesarstwie (od czasów Dioklecjana) – lub współczesnego państwa

0005_DominikSobór jest w założeniu zgromadzeniem szerszym, to spotkanie biskupów całej oikumene czyli wspólnoty wiary, na którym omawia się sprawy dla Kościoła ważne, jego organizację, doktrynę, ewangelizację, a więc te kwestie, w których Kościół jako suweren zawiera umowę ze wszystkimi swoimi członkami, nie występuję zaś w roli administratora, który ją egzekwuje. Nietrudno zatem, domyślić się, że sobory zwoływane są, gdy należy omówić i stawić czoła jakiemuś palącemu problemowi. Sobór Trydencki w połowie XVI wieku był odpowiedzią na zagrożenie utraty wiernych związane z reformacją. Sobór Watykański II (1962-65) musiał z kolei stawić czoła wyzwaniom współczesności jak chociażby postępująca laicyzacja czy konieczność dialogu ekumenicznego. Nie inaczej było w przypadku pierwszego soboru zainicjowanego przez cesarza Konstantyna Wielkiego w roku 325.

Przyczyny zwołania soboru

Za panowania Konstantyna, 306(24) – 337 przestano prześladować chrześcijan, co było związane z wydaniem edyktu mediolańskiego w roku 313. Wyznawcy Chrystusa, zmuszeni do zawarcia przymierza w obliczu wspólnego wroga, mogli teraz zająć się mniej lub bardziej palącymi sporami wewnętrznymi. Jednym z takich sporów była kwestia natury Trójcy Świętej. W czasach panowania Licyniusza, władcy Zachodu, doszło w Aleksandrii do wystąpienia tamtejszego prezbitera imieniem Ariusz. Doszedł on do wniosku, że biskup Aleksander popiera naukę Sabeliusza, który wierzył, że osoby Trójcy Świętej są jedynie trybami bądź aspektami Boga. Ariusz, mąż biegły w dialektyce, jak mówi Sokrates Scholastyk, poprowadził swój argument w przeciwnym kierunku. Skoro Syn narodził się z Ojca – przekonywał – to znaczy, że miał swój początek. Jest bytem w zasadzie doskonałym, ale nie wiecznym, ponieważ istniał taki czas, kiedy był Ojciec, a nie było Syna. Ariusz powoływał się na Ewangelię Św. Jana, w której padają słowa: „Na początku było słowo, a słowo było u Boga i Bogiem było słowo” (J 1,1) – słowo jest rozumiane jako forma komunikowania się ze światem, słowo wyszło z Boga, ale nie jest z nim tożsame. A zatem, Logos, czyli Syn został niejako wtórnie ubóstwiony. Do historii przeszło retoryczne pytanie, które na poświadczenie swej, miejscami chybotliwej tezy aleksandryjski prezbiter zadał pewnej kobiecie: „Czy miałaś syna, zanim go nie urodziłaś?”

Mimo ekskomuniki, którą na Ariusza rzucił Aleksander, schizma, w szybkim tempie rozprzestrzeniła się na cały obszar Cesarstwa Wschodniego, co można tłumaczyć specyfiką języka greckiego będącego lingua franca na tych obszarach, a który skłaniając ludzi do myślenia w podobnych kategoriach, stwarza możliwość oddania subtelności owego sporu, który nigdy nie rozgorzał w łacińskiej, a więc zachodniej części cesarstwa. Innym argumentem, absolutnie nie wykluczającym pierwszego, jest fakt istnienia napięć pomiędzy poszczególnymi biskupami, jak to miało miejsce w przypadku Aleksandra i Euzebiusza, biskupa Nikomedii (dzisiejszy Izmit), które później okazało się kluczowe dla błyskotliwej kariery arianizmu.

Zaniepokojony całą sprawą cesarz Konstantyn, świeżo upieczony jedynowładca imperium po tym, jak pokonał ostatniego ze swych przeciwników – Licyniusza – mógł się teraz zająć sprawami swojej nowej religii, która, jak wierzył, przyniosła mu szczęście na Moście Mulwijskim i pod Chryzopolis. Cesarz, trzeba przyznać, na początku miał dość mgliste pojęcie o przedmiocie sporu, więc by dowiedzieć się, o co tak naprawdę w nim chodzi, a być może przy okazji również nakłonić antagonistów do zgody, Konstantyn wysłał do Aleksandrii swojego zaufanego człowieka, biskupa Kordoby Hozjusza. Początkowo, jak wynika z listu przewodniego, cytowanego przez Euzebiusza z Cezarei, cesarz zwracał się do obydwu kapłanów jak do równorzędnych partnerów w dyskusji. Jednakże Hozjusz, jako homouzjanin, czyli zwolennik konsubstancjalności Syna i Ojca przekazał mu stronniczą wersję wydarzeń. Od momentu jego powrotu cesarz był już przekonany, że rację ma Aleksander nie zaś Ariusz.

Sobór

Wobec braku porozumienia mogącego w każdej chwili schizmę przerodzić w herezję, Kosntantyn zarządził oddanie sprawy pod osąd duchownych, których zaprosił do Nicei (Iznik), w pobliżu cesarskiej rezydencji w Nikomedii tak, by obrady toczyły się pod jego okiem. Kluczową kwestią okazało się precyzyjne sformułowanie podstaw wiary, by można było usystematyzować zarówno istniejące jak i potencjalne spory.

Jak już się rzekło, sobór powinien zgromadzić wszystkich biskupów świata, czego jednak nie udało się osiągnąć, ponieważ na obrady nie stawił się Papież Sylwester I. I jakkolwiek jego pontyfikat był łagodnie mówiąc bezowocny, to jednak absencja następcy Św. Piotra, jednego z pięciu patriarchów świata antycznego poważnie uszczuplała autorytet soboru. Co ciekawe uczestnicy soboru nie mieli świadomości jego powszechności. Po raz pierwszy ex post myśl taka zrodziła się 100 lat później, w Efezie. W jakimś sensie biskupi uważali się za funkcjonariuszy państwowych – w końcu przybyli na polecenie cesarza, a po wtóre – choć oczywiście brak na to mocnych dowodów – mogli potraktować całą imprezę jako kolejny synod, podobny z tych, które zbierały się od roku 50 n.e.

Dwaj historycy kościelni: Sokrates Scholastyk i Hermiasz Sozomen piszą zgodnie, że poszczególni hierarchowie wykorzystali obrady jako doskonałą okazję dla popisów retorycznych, jak i załatwiania czystej prywaty. W pewnym momencie cesarz jednak uciął owe dysputy, uznając, że urągają one powadze sytuacji.

Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak przebiegały właściwe obrady, gdyż nie zachowały się żadne stenogramy. Nie wiemy, na ile sprawy kluczowe, jak kwestia ułożenia credo rozgrywały się na spotkaniach nieformalnych, a na ile podczas sesji, powiedzielibyśmy, plenarnych. Było wszakże, co znamienne, przynajmniej jedno posiedzenie generalne, w którym wziął udział sam cesarz, po tym, jak wszyscy się zjechali. W zależności od interpretacji cesarz albo przychylił się po prostu do obozu Atanazego, sekretarza Aleksandra, który wyrósł na rzecznika sprawy homouzjan albo starał się zbliżyć oba stanowiska do siebie, co jednak nie powiodło się, ponieważ koniec końców w nicejskim credo znalazł się zapis mówiący o tym, że Syn jest zrodzony, a nie stworzony i współistotny Ojcu. A żeby nie było wątpliwości „Tych, którzy mówią: <<był kiedyś czas, kiedy go nie było>> lub <<zanim się narodził, nie był>> lub <<stał się z niczego>> […] tych wszystkich powszechny i apostolski Kościół wyłącza”. Tak więc arianie zostali oficjalnie ekskomunikowani. Zgrabna sztuczka retoryczna powtarzana przy różnych okazjach stwarza wrażenie, jakoby duchowni jednomyślnie opowiedzieli się za zaproponowanym credo. Tymczasem w zebraniu uczestniczyli również biskupi ariańscy, jak na przykład Marceli z Ankary czy Euzebiusz z Nikomedii. Popełniono wobec nich niedelikatność, a jednocześnie błąd logiczny: najpierw uznano, że nie są oni katolikami, a potem – już bez nich – jednomyślnie przyjęto wyznanie wiary. (Przy okazji należy nadmienić, że od tej pory stanowiło ono w tych niedookreślonych doktrynalnie czasach swoiste hasło – kod rozpoznawczy „nicejczyków”. Biskupi w swoich oficjalnych wystąpieniach i listach w jakimś punkcie przytaczają całe credo, by nie było wątpliwości co do ich ortodoksji.)

Trzeba też pamiętać, że oprócz zażartych dysput na temat nauki ariańskiej sobór podjął i inne kwestie, jak chociażby zakazał wszystkim „członkom stanu duchownego zamieszkiwać z kobietą” oraz ustalił zasady konsekracji biskupa tak, iż w tym celu musieli się odtąd zbierać episcopi całej prowincji. Kanony nie precyzują jednak zasad oboru biskupa – teoretycznie, aklamacja musiała być usankcjonowana zgodą metropolity (Konstantynopola, Jerozolimy, Antiochii, Aleksandrii lub Rzymu), jednakże w tym samym ustępie znajduje się dość dziwaczny zapis mówiący o tym, że gdyby metropolita sprzeciwiał się wyniesieniu z powodów osobistych, a wybór zostałby dokonany „przez wszystkich, z rozsądkiem[…] wówczas niech obowiązuje postanowienie większości”.

Konsekwencje

Sobór, pomimo klęski na froncie głównym – to znaczy na froncie przywrócenia jedności Chrześcijan – należy uznać za sukces. Pozwolił on na swobodną wymianę myśli wschodniego kleru i był udaną próbą spisania najważniejszych prawd wiary. Oczywiście w następnym stuleciu trzeba było sobór zwoływać aż dwukrotnie, ponieważ narodziły się nowe kontrowersje teologiczne, jednak system ich zwalczania był już ustalony, a w każdym razie miał swój precedens. Jak pokazały trzy kolejne sobory (konstantynopolitański, efeski i chalcedoński), kwestie doktrynalne stanowiły w tych czasach główną kość niezgody, należało więc działać szybko i zdecydowanie. A ludzie tej epoki, przeczuwający rychły upadek starego świata, chętniej niż zwykle stawiali pytania metafizyczne. Niekiedy wyglądało to nawet zabawnie. Jak pisze Grzegorz z Nazjanzu – naoczny świadek wydarzeń: „jeśli chcesz u kogoś rozmienić srebrną monetę, dowiesz się od niego, czym różni się Syn od Ojca; jeżeli spytasz o cenę bochenka chleba, uzyskasz odpowiedź, że Syn stoi niżej od Ojca, a na pytanie, czy kąpiel już gotowa, powiedzą ci, że Syn został stworzony z niczego”.