Ład światowy, który ukształtował się po II wojnie światowej i został przejściowo ustabilizowany po rozpadzie ZSRR, przestał istnieć. To, co przez dekady wydawało się trwałym fundamentem bezpieczeństwa Zachodu, dziś jest już tylko wspomnieniem. Proces jego demontażu rozpoczął Putin, podważając zasady nienaruszalności granic i prawa międzynarodowego. Jednak ostateczny cios temu porządkowi zadała polityka Donalda Trumpa, która otwarcie zakwestionowała sens i przyszłość zachodnich sojuszy.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Świat wkroczył w nową, brutalną epokę — epokę otwartej rywalizacji mocarstw, w której siła ponownie zaczyna znaczyć więcej niż prawo, a interes narodowy wypiera iluzje wspólnoty wartości.

NOWA ERA CHAOSU. ARTYKUŁ 5 POD ZNAKIEM ZAPYTANIA

Administracja 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych coraz wyraźniej demonstruje niechęć wobec tradycyjnych sojuszy, w tym wobec NATO. Coraz częściej padają sygnały, że europejscy sojusznicy powinni być gotowi bronić się sami. W praktyce oznacza to jedno: fundament zbiorowego bezpieczeństwa, jakim jest artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, przestaje być oczywistością, a zaczyna być znakiem zapytania.

W tych realiach Polska znalazła się na pierwszej linii niewypowiedzianej wojny. Rosja prowadzi przeciwko niej operację hybrydową na pełną skalę — od dywersji i cyberataków, przez działania sabotażowe i operacje wpływu, aż po wojnę informacyjno-psychologiczną, której celem jest rozbicie spójności państwa i osłabienie woli oporu.

I właśnie w takim momencie historycznym, w chwili próby, która wymaga zimnej krwi, strategicznego myślenia i narodowej jedności — polska klasa polityczna oblewa egzamin.

WALKA O GŁOSY WYBORCÓW ZAMIAST BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWA

Zamiast budować świadomą opinię publiczną i wzmacniać obywatelską dojrzałość społeczeństwa, część polskiej klasy politycznej wybiera drogę najprostszą i najgroźniejszą zarazem — schlebianie niskim emocjom i doraźnym nastrojom wyborczym. Zamiast pełnić funkcję liderów i edukatorów, politycy coraz częściej stają się wtórnym przekaźnikiem narracji, które są skażone rosyjską propagandą, dezinformacją oraz teoriami spiskowymi podważającymi fundamenty państwa.

Co szczególnie niepokojące, nie jest to już jedynie efekt braku refleksji, lecz świadoma kalkulacja polityczna. W imię kilku dodatkowych punktów procentowych poparcia akceptuje się, a czasem wręcz wzmacnia, najbardziej nieodpowiedzialne i destrukcyjne segmenty opinii publicznej — traktując to jako przejaw politycznej skuteczności, a nie jako długofalowe zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa państwa.

Zamiast wspierać inicjatywy, które w warunkach rosyjskiej agresji realnie wzmacniają polską rację stanu i interes narodowy, część polskiej klasy politycznej ulega wpływom narracji sprzyjających Rosji oraz osłabia propaństwowe działania społeczeństwa obywatelskiego. W efekcie zamiast wzmacniania odporności państwa, dochodzi do podważania inicjatyw, które mogłyby budować spójność i siłę polskiej wspólnoty narodowej.

Zamiast konsolidacji i odpowiedzialności mamy permanentną wojnę polsko-polską. Zamiast myślenia w kategoriach racji stanu — krótkowzroczną walkę o sondaże. Zamiast budowy siły państwa — wzajemne wyniszczanie się obozów politycznych.

Polska nie cierpi dziś na brak zagrożeń zewnętrznych. Polska cierpi na dramatyczny deficyt dojrzałości politycznej.

KRÓTKOWZROCZNOŚĆ POLSKIEJ KLASY POLITYCZNEJ

Zasadniczym problemem polskiej klasy politycznej nie jest brak informacji, lecz brak horyzontu myślenia.

Zdecydowana większość polityków nie działa dziś w logice bezpieczeństwa państwa, racji stanu czy długofalowego interesu narodowego. Ich podstawową motywacją nie jest Polska — jest nią własna kariera polityczna. W praktyce oznacza to jedno: najważniejszym celem staje się nie to, jak wzmocnić państwo w obliczu nadchodzących zagrożeń, lecz to, jak utrzymać się przy władzy lub ponownie ją zdobyć w kolejnych wyborach.

Polityka przestaje być służbą państwu, a staje się permanentną kampanią wyborczą.

W efekcie większość elit politycznych myśli nie w kategoriach dekad, nie w kategoriach strategicznych interesów państwowych, lecz w rytmie sondaży, cykli medialnych i nadchodzących wyborów. Zamiast odpowiedzialnego przywództwa mamy nieustanne zarządzanie emocjami społecznymi, manipulowanie opinią publiczną i eskalowanie konfliktu.

W miejsce troski o dobro wspólne pojawia się logika brutalnej walki politycznej, w której przeciwnik nie jest partnerem w sporze o kształt państwa, lecz wrogiem, którego należy zniszczyć — niezależnie od kosztów, jakie ponosi przy tym samo państwo.

To właśnie dlatego polska polityka coraz częściej przypomina pole bitwy wewnętrznej, a coraz rzadziej przestrzeń odpowiedzialnego myślenia o przyszłości kraju.

POLSKA POTRZEBUJE MĘŻÓW STANU. TO NIE CZAS NA POLITYKÓW — TO CZAS NA PRZYWÓDCÓW

W epoce narastających konfliktów, erozji bezpieczeństwa i realnego ryzyka rosyjskiej agresji przeciwko wschodniej flance NATO, Polska nie może sobie pozwolić na przeciętność.

To nie są czasy dla polityków mierzących swoje ambicje długością kadencji. To są czasy, które wymagają przywództwa najwyższej próby.

Polska potrzebuje dziś ludzi formatu Józefa Piłsudskiego czy Stanisława Żółkiewskiego — przywódców zdolnych myśleć kategoriami państwa, a nie własnej kariery. Ludzi, którzy rozumieją, że polityka to nie droga do stanowisk, lecz odpowiedzialność za los narodu w momentach historycznego przełomu.

Potrzebni są mężowie stanu, którzy nie kalkulują każdego ruchu pod kątem najbliższych wyborów, lecz kierują się bezwzględnym prymatem racji stanu. Tacy, dla których interes Polski nie jest hasłem kampanijnym, ale realnym punktem odniesienia dla każdej decyzji.

Współczesność wymaga myślenia w kategoriach dekad, a nawet stuleci — nie w rytmie sondaży i medialnych sporów. Wymaga odwagi podejmowania decyzji trudnych, niepopularnych, ale koniecznych dla długofalowego bezpieczeństwa państwa.

Bo państwa nie upadają wyłącznie pod naporem zewnętrznych wrogów. Upadają wtedy, gdy ich elity przestają dorastać do wyzwań swoich czasów.

OSTRZEGAM: HISTORIA WYSTAWI RACHUNEK

Jeśli polska klasa polityczna w obliczu tak głębokiego kryzysu międzynarodowego nie obudzi się z letargu, jeśli nie zacznie działać z determinacją i bezwzględną konsekwencją na rzecz bezpieczeństwa państwa, racji stanu i interesu narodowego — Polska ponownie znajdzie się na drodze prowadzącej ku strategicznej katastrofie.

Jeśli zamiast jedności nadal dominować będzie wyniszczająca wojna polsko-polska, jeśli interes partyjny wciąż będzie stawiany ponad dobrem Rzeczypospolitej, jeśli elity polityczne nie zrozumieją, że w czasach przełomu liczy się zdolność do współdziałania, a nie do wzajemnego unicestwiania — historia może upomnieć się o swoje w sposób brutalny i nieodwracalny.

Szczególnie niebezpieczne byłoby dalsze ignorowanie konieczności budowy realnych, twardych sojuszy regionalnych — przede wszystkim z Ukrainą oraz państwami bałtyckimi. To nie jest wybór polityczny. To jest geopolityczna konieczność. W świecie, w którym wiarygodność globalnych gwarancji bezpieczeństwa słabnie, siła państwa zaczyna zależeć od zdolności do tworzenia regionalnych bloków odporności i współpracy.

Historia Polski zna już scenariusz, w którym wewnętrzny rozkład elit, krótkowzroczność polityczna i tolerowanie obcych wpływów doprowadziły do upadku państwa. W XVIII wieku rozbicie wewnętrzne i brak zdolności do strategicznego działania otworzyły drogę do rozbiorów Polski — jednego z największych dramatów w dziejach narodu.

Dziś okoliczności są inne, ale mechanizm pozostaje niepokojąco podobny.

Państwa nie tracą suwerenności wyłącznie dlatego, że ktoś jest od nich silniejszy. Tracą ją dlatego, że ich elity przestają rozumieć rzeczywistość, w której przyszło im działać.

Dlatego pytanie nie brzmi, czy Polska stoi dziś wobec zagrożeń. Pytanie brzmi, czy polska klasa polityczna jest w stanie dorosnąć do epoki, w której przyszło jej rządzić.

Bo jeśli nie — historia nie będzie miała dla niej litości.

Włodzimierz Iszczuk

PRZECZYTAJ:

Gdy świat się wali, Polska nie może tkwić w wojnie polsko-polskiej. Czas na przebudzenie elit!