Dlaczego liderzy polskiej skrajnej prawicy mówią dziś tak, jakby przemawiali ustami Moskwy z czasów Breżniewa? Dlaczego ich retoryka uderza dokładnie w te same grupy, które od dekad były celem sowieckiej propagandy — Żydów, Ukraińców, Niemców i Amerykanów — nawet teraz, gdy prezydentem USA znów został Donald Trump, entuzjasta Putina i orędownik kolejnego „resetu” z Rosją?
Przedstawiam kilka oryginalnych karykatur z ukraińskiego pisma satyrycznego „Перець” („Pieprz”), wydawanego w czasach ZSRR. Przez dziesięciolecia magazyn ten wyśmiewał „wrogów ludu”: syjonistów, nacjonalistów, imperialistów. Styl, estetyka i treść tych rysunków to kwintesencja sowieckiej propagandy: dehumanizacja, pogarda, szyderstwo i otwarte podżeganie do nienawiści.
Brzmi znajomo?
Dziś, mimo upadku ZSRR, te same narracje wracają — nie z ust komisarzy, lecz krajowych „patriotów”, którzy bezrefleksyjnie powielają kalki propagandowe stworzone przez KGB.
Przypadek? Trudno w to uwierzyć. Polska skrajna prawica atakuje dokładnie te same „cele”, co kiedyś sowiecka bezpieka. Zdumiewa, jak chętnie politycy i publicyści posługują się hasłami żywcem wyjętymi z moskiewskich instrukcji lat 70.
Naprawdę wierzą, że „antysyjonizm”, „antyukrainizm” czy „antyamerykanizm” to przejaw patriotyzmu? A może to po prostu recykling imperialnej narracji, tym razem przebranej w biało-czerwone barwy?
To pytanie dziś staje się fundamentalne:
czy mamy do czynienia z naiwnością — czy już ze świadomą zdradą interesu narodowego?
Bo nie chodzi o przypadek. To powrót starej, cynicznej gry Kremla: skłócić sojuszników, podważyć zaufanie do Zachodu, wypaczyć pojęcie patriotyzmu i uczynić propagandę bronią, która rozsadza państwo od środka. Politycy bredzący o „syjonistach”, „banderowcach” czy „amerykańskim imperializmie” nie bronią Polski. Oni — świadomie lub nie — realizują interesy Moskwy.
Moskwy, która dziś bombarduje Ukrainę, ingeruje w wybory, finansuje skrajności po obu stronach sceny politycznej w Europie, wspiera Iran, Hamas, Hezbollah, afrykańskie reżimy i pacyficzne dyktatury — wszystko po to, by rozbić Zachód. Dokładnie tak, jak robił to ZSRR przez całą zimną wojnę.
Szczególnie niebezpieczne staje się dziś podsycanie antyukraińskiej histerii, której czołowym rzecznikiem stał się Grzegorz Braun i jego środowisko. W czasach, gdy jedność euroatlantycka chwieje się pod wpływem geopolitycznych zawirowań i reelekcji Trumpa, bezkarność prorosyjskich agitatorów w Polsce doprowadziła do eksplozji nienawiści wobec Ukrainy.
Ten przekaz działa. Politycy powielający tezy Kremla zdobyli 23 proc. głosów w ostatnich wyborach prezydenckich. A gdy zorientowali się, że trzymają w rękach „złotą akcję” nowej koalicji, zaczęli stawiać żądania mogące całkowicie odwrócić kierunek polskiej polityki zagranicznej.
To zagrożenie realne. Może doprowadzić do zerwania euroatlantyckiej solidarności i dramatycznego pogorszenia relacji z Kijowem. A przecież to nie papierowe gwarancje NATO, lecz Ukraina stanowi dziś pierwszą linię obrony bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.
Zgoda na szerzenie antyukraińskiej nienawiści to nie tylko moralna kompromitacja. To zagrożenie dla suwerenności, stabilności i przyszłości naszego państwa.
Bo jeśli ktoś dziś atakuje Ukrainę, Izrael, Niemcy i USA — nie jest patriotą. Jest pożytecznym idiotą Putina. Albo kimś jeszcze groźniejszym.
Jeśli dziś ktoś w Polsce powtarza hasła wrogie wobec Ukrainy, Niemiec, Izraela czy USA – to nie jest patriota. To pożyteczny idiota Putina. Albo ktoś znacznie bardziej niebezpieczny.
Moskwa prowadzi dziś bezwzględną wojnę informacyjną i psychologiczną przeciwko Polsce, wykorzystując propagandę jako narzędzie destabilizacji państwa, siania chaosu i podsycania nienawiści etnicznej. W tej wojnie nie trzeba munduru ani broni – wystarczy mikrofon, kamera i polityczna ambona. Grzegorz Braun, poseł na Sejm Rzeczypospolitej, od lat sieje nienawiść, powiela antyzachodnie, antyukraińskie i antysemickie narracje, które w swojej istocie są żywcem wyjęte z podręczników sowieckiej i współczesnej rosyjskiej propagandy.
PRZECZYTAJ:
Dezinformacja: Jak teoria „Ukropolin” uderza w bezpieczeństwo państwa polskiego
Moskwa prowadzi wobec Polski brutalną wojnę informacyjną i psychologiczną. Jej celem jest destabilizacja państwa, sianie chaosu i rozpalanie nienawiści etnicznej. Nie potrzeba do tego munduru ani karabinu — wystarczy mikrofon, kamera i sejmowa mównica. Grzegorz Braun od lat powiela narracje, które trafiłyby wprost do podręcznika rosyjskiej propagandy.
Każdy, kto świadomie lub bezwiednie wzmacnia te przekazy — niezależnie, czy z głupoty, cynizmu czy ideologicznego zaślepienia — działa na rzecz mocarstwa, które dąży do zniszczenia polskiej niepodległości. Tego nie da się usprawiedliwić wolnością słowa. To działalność wywrotowa, zagrażająca bezpieczeństwu narodowemu, spójności społecznej i naszej przyszłości.
To głos Moskwy — tylko że dziś przemycony w biało-czerwonym opakowaniu.
Dlatego milczenie to współudział.
Nie możemy dłużej udawać, że to tylko „kontrowersyjna opinia”. W czasie wojny, w której stawką jest nie tylko los Ukrainy, lecz przyszłość świata demokratycznego, każde powtórzone kłamstwo z rosyjskiego podręcznika staje się bronią agresora.
Trzeba mówić wprost: gdy poseł do europarlamentu powiela sowiecką propagandę — to nie problem polityczny. To zagrożenie dla państwa.
Historia uczy, że państw nie rozsadzają tylko czołgi. Czasem wystarczy toksyczna idea, która zatruje umysły obywateli. Jeśli pozwolimy, by narracje Kremla zdominowały polską debatę publiczną, jeśli nie przeciwstawimy się tym, którzy — świadomie lub nie — służą obcemu mocarstwu, konsekwencje będą tragiczne: podzielone społeczeństwo, zerwane sojusze i utrata suwerenności.
Rosyjskie manipulacje i teorie spiskowe, które deformują rzeczywistość w polskojęzycznej przestrzeni informacyjnej, wywołują społeczną histerię. Kłamstwo nie jest opinią. To broń — bezczelna i skuteczna.
Podsycanie nienawiści wobec Żydów, Ukraińców, Niemców i Amerykanów ma jeden cel: oderwać Polskę od Zachodu. Od struktur bezpieczeństwa, które gwarantują naszą wolność, suwerenność i państwowość.
W efekcie tej kampanii rośnie poparcie dla prorosyjskich partii. Jeśli nie zatrzymamy tej fali dezinformacji i etnicznych resentymentów, mogą one przejąć wpływ na kierunki polskiej polityki i wepchnąć nas na drogę geopolitycznej izolacji.
Na Kremlu już zacierają ręce, licząc, że to właśnie Polacy — własnymi rękami — zdemontują prozachodni kurs swojego państwa. A przecież to Polska, jako bastion Międzymorza, jest jedną z ostatnich barier przed rosyjskim imperializmem. Kreml liczy, że to zwolennicy „myśli Dmowskiego” otworzą bramy tej fortecy.
Dlatego dziś szerzenie antyukraińskiej, antysemickiej, antyniemieckiej i antyamerykańskiej histerii nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. To działalność wywrotowa, element wojny informacyjnej wymierzonej w Polskę.
Nie dajmy się oszukać. Słowa mają siłę: potrafią zniekształcać prawdę, zatruwać sumienia i przygotowywać grunt pod przemoc.
To nie jest patriotyzm.
To sabotaż w narodowych barwach.
STOP konfede-RUSYFIKACJI POLSKI!
Tu jest Polska, a nie Priwisliński kraj!
Nie pozwólmy, by głos Kremla rozbrzmiewał z polskich mównic.
Brońmy prawdy, wolności i niepodległości – zanim będzie za późno.
Włodzimierz Iszczuk
ZOBACZ TAKŻE:
Orientacja prorosyjska jest opcją zdrady
Interesów jakiego państwa broni pismo „Myśl Polska”?
Prorosyjska prawica. Pożyteczni idioci Putina podkopują polską państwowość
Głos Dugina w Polsce. Kto rozpowszechnia antyzachodnie przekazy i narracje Kremla?
To jest wojna! Propaganda antyamerykańska jest częścią wojny informacyjnej przeciwko Polsce
UKRYTA WOJNA!
🛑 Pożyteczni idioci Putina podkopują polską państwowość❗️
https://www.youtube.com/watch?v=ZLxYncrytGw&t=2s
Konfederaci chcą, aby Polska powtórzyła los Ukrainy?
WIELOWEKTOROWA POLITYKA SKOŃCZY SIĘ WOJNĄ!
Co łączy Młodzież Wszechpolską z terrorystami z Rosyjskiego Ruchu Imperialnego?
ZOBACZ TAKŻE:



Ostatnie komentarze