W społeczeństwie ukraińskim trwają debaty na temat Stepana Bandery. Niektórzy historycy i politycy porównują postać ukraińskiego bojownika z hrabią Clausem Schenkiem von Stauffenbergiem, symbolem niemieckiego – konserwatywnego – ruchu oporu podczas II wojny światowej. Dziennikarze PoloNews postanowili zapytać ukraińskiego historyka i dyrektora Centrum Badań Stosunków Międzyetnicznych w Europie Wschodniej Jurija Radchenki, czy takie porównanie jest trafne? 

Postać hrabiego Stauffenberga jest szeroko znana dzięki filmom, kultura popularna stworzyła mit szlachetnego bojownika walczącego z tyranem. Kim był Stauffenberg, jakie analogie można zastosować do opisu tej postaci? Kim jest Stauffenberg dla Niemców? Czy niemiecki bohater ma coś wspólnego ze Stepanem Banderą?  

Nie uważam, że można mówić o kulcie Stauffenberga we współczesnych Niemczech. Natomiast w latach 60. i 70. Niemiecka Republika Federalna poszukiwała „innych” Niemców, Niemców nie będących narodowymi socjalistami i nie popełniających zbrodni w czasie II wojny światowej. Niestety, wybór takich osób był bardzo ograniczony. Oczywiste jest, że bardzo trudno było znaleźć ludzi odpowiadających ideałom demokracji liberalnej. Trzeba było wybierać spośród ograniczonej liczby ludzi. Stauffenberg był jednym z tych, którzy mogli zostać zaakceptowani jako symbol walki z narodowym socjalizmem. Oczywiście, hrabia Stauffenberg był konserwatystą i niemieckim nacjonalistą, a nie bojownikiem o prawa i wolności. Należy pamiętać, że nie sprzeciwiał się kolonialnym ambicjom Niemiec, i odpowiednio, dopóki Hitler prowadził skuteczną politykę podbojów, popierał go. W prywatnej korespondencji z 1939 roku wypowiada się negatywnie i o Polakach, i o Żydach. Antyhitleryzm Stauffenberga opierał się na dostrzeżeniu przez niego perspektywy przegranej wojny i nie wynikał z jego demokratycznych przekonań. Przypominam, że spiskowcy „20 lipca” nie byli demokratami, a niektórzy z nich aktywnie uczestniczyli w zbrodniach III Rzeszy. Zamach „20 lipca” miał na celu uchronienie nazistowskich Niemiec przed przegraniem wojny.

Do pewnego stopnia kult ten przypomina ukraiński kult Stepana Bandery. Gdy nie ma z kogo wybierać, pojawiają się tego typu bohaterowie.

Pańskie uwagi odnośnie ukraińskiej analogii są słuszne. Ostatecznie, pod koniec życia Bandera także opowiedział się za demokratycznymi zasadami budowania państwa. Czy porównywanie tych bojowników, niemieckiego i ukraińskiego, jest zasadne? 

Warto odróżniać postać historyczną od współczesnego mitu o niej. Losy obu osób są odmienne, Bandera ideologicznie był bardziej radykalnie prawicowy i bliższy innym liderom faszyzmu wschodnioeuropejskiego. OUN(b) w 1941 roku była podobna do chorwackich Ustaszy i słowackich hlinkowców. Natomiast Stauffenbergowi bliskie były narodowo-konserwatywne czasy kaiserowskich Niemiec. Wyobrażenia o tych postaciach w kulturze masowej to zupełnie inna sprawa. Na przykład, w jednym z odcinków epickiego serialu „Wyzwolenie”, stworzonego przez sowieckiego reżysera Jurija Ozierowa wspólnie z twórcami filmowymi z Włoch, Jugosławii, NRD i PRL, Stauffenberg został przedstawiony w sposób neutralnie-pozytywny, a w roli hrabiego wystąpił aktor ze wschodnich Niemiec Alfred Struwe. Podobna sytuacja dostrzegalna jest w społeczeństwie ukraińskim, które nie w pełni jest świadome, kim był Bandera i jakie ideały wyznawała jego organizacja. W wersji pop-kulturalnej obie postacie są sobie bardzo bliskie. Obywatel postrzega i ocenia danych „bohaterów” jako mitycznych bojowników, ale nie zna motywów ich
postępowania. Chociaż pod koniec swojego życia Bandera jednak zaczął używać słowa „demokracja” w swoich pracach, to była raczej formalność i ukłon w kierunku zachodnich służb specjalnych.

Jednak dzisiejsze Niemcy interpretują Stauffenberga bardziej krytyczne niż w latach 70. XX wieku.

Natomiast nasze społeczeństwo postrzega całą paletę ukraińskiego nacjonalizmu (melnykowców, bulbowców, zwolenników rządu UNR na uchodźstwie, ludzi Iwana Mitrynhy, dwójkarzy i banderowców) z czasów II wojny światowej wyłącznie przez pryzmat nacjonalistycznego mitu Stepana Bandery.

 

Eugeniusz Biłonożko