Nie każdy, kto mówił o narodzie, walczył z komunizmem. Niektórzy mówili o narodzie właśnie dlatego, że komunistyczna władza potrzebowała kogoś, kto będzie mówił jej językiem — tylko z biało-czerwonym sztandarem w tle.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

To jedna z najbardziej niewygodnych prawd dotyczących historii polskiej prawicy. Jej korzeni należy szukać jeszcze w PRL, gdy komunistyczny reżim nauczył się wykorzystywać narodową, patriotyczną i katolicką retorykę jako narzędzie własnej polityki.

Po wojnie komuniści nie tylko niszczyli polskie podziemie niepodległościowe. Nie tylko więzili, mordowali i rozbijali autentyczne organizacje polityczne. Równocześnie budowali kontrolowany substytut pluralizmu — środowiska, które mogły mówić o Polsce, narodzie, katolicyzmie czy patriotyzmie, ale działały w granicach wyznaczonych przez system.

Była to polityka niezwykle cyniczna. Bo jeżeli społeczeństwo nie może mieć prawdziwej opozycji, można dać mu opozycję koncesjonowaną. Jeżeli nie można pozwolić na niezależny nacjonalizm, można stworzyć nacjonalizm kontrolowany. Jeżeli trzeba osłabić wpływ Kościoła, można dopuścić do działania środowisko deklarujące katolicyzm, ale akceptujące polityczne reguły narzucone przez komunistów.

Tak powstał jeden z najbardziej osobliwych tworów PRL: kato-komunizm po polsku.

I właśnie zrozumienie tego mechanizmu jest konieczne, aby pojąć, w jaki sposób narodowa retoryka mogła zostać wykorzystana przez system, który jednocześnie pozbawiał Polaków rzeczywistej suwerenności.

PIASECKI — OD FALANGI DO PAX-U

Najbardziej spektakularnym przykładem tej ewolucji był Bolesław Piasecki.

Przed wojną był jednym z przywódców radykalnego nurtu nacjonalistycznego. W 1934 r. należał do środowiska, które dokonało rozłamu w obozie narodowym i współtworzyło Obóz Narodowo-Radykalny. Później stanął na czele ONR „Falanga”.

A potem historia wykonała jeden z najbardziej zdumiewających politycznych zwrotów XX wieku.

Po wojnie Piasecki znalazł się w rękach NKWD. W więzieniu przedstawił komunistom własną koncepcję polityczną. Jak opisuje to literatura historyczna, podczas rozmów z gen. Iwanem Sierowem zaproponował stworzenie środowiska narodowo-katolickiego, które zaakceptowałoby nową rzeczywistość polityczną i mogło oddziaływać na środowiska pozostające poza systemem. W lipcu 1945 r. został zwolniony i rozpoczął wydawanie „Dziś i Jutro”. Z tego środowiska wyrósł później PAX.

To właśnie tutaj znajduje się jeden z kluczy do zrozumienia fenomenu PAX-u. Człowiek wywodzący się z radykalnego, antykomunistycznego nacjonalizmu nie został przez system po prostu zniszczony. Został wykorzystany.

Komuniści zrozumieli, że Piasecki może być dla nich znacznie bardziej użyteczny żywy niż martwy. Nie musiał przecież zostać komunistą w sensie ideologicznym. Wystarczyło, że zaakceptował komunistyczne państwo i zgodził się działać w jego ramach. I właśnie to było dla reżimu bezcenne.

NIE TRZEBA BYŁO ZMIENIAĆ POLAKA W KOMUNISTĘ

Najbardziej wyrafinowany mechanizm polegał na czymś innym.

Komunistyczna propaganda mogła mówić o marksizmie. Ale PAX mógł mówić o Polsce. Komuniści mogli mówić o walce klas. PAX mógł mówić o narodzie. Komunistyczna partia mogła występować przeciwko „reakcji”. PAX mógł występować jako środowisko katolickie, które twierdziło, że można pogodzić katolicyzm z socjalistycznym państwem. To była polityczna inżynieria.

Badania historyczne IPN podkreślają, że działania koncesjonowanych środowisk katolickich były ściśle nadzorowane przez aparat bezpieczeństwa i analizowane przez władze polityczne. PAX stał się jednym z najważniejszych przykładów organizacji społecznej funkcjonującej wewnątrz systemu PRL.

Dlatego PAX-u nie należy opisywać po prostu jako „katolickiej organizacji”. Był elementem systemu politycznego PRL, posiadającym własne struktury, prasę, wydawnictwa, działalność gospodarczą i reprezentację parlamentarną.

„GRUNWALD” — KIEDY NACJONALIZM STAŁ SIĘ BRONIĄ PARTII

Jeszcze bardziej jaskrawym przykładem był Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald”.

Tutaj maska opadła niemal całkowicie.

IPN określa „Grunwald” wprost jako organizację narodowo-komunistyczną. Skupiała ludzi o poglądach nacjonalistycznych, którzy jednocześnie akceptowali ustrój PRL i władzę komunistyczną.

Co więcej — organizacja cieszyła się poparciem Komitetu Warszawskiego PZPR oraz prominentnych działaczy partyjnych. To nie była więc żadna przypadkowa grupa patriotycznych outsiderów. To był koncesjonowany nacjonalizm.

IPN wprost wskazuje, że kierownictwo PZPR pozwalało „Grunwaldowi” publicznie głosić hasła nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antysemickie, a reżim wykorzystywał organizację instrumentalnie w walce politycznej z opozycją.

I właśnie dlatego „Grunwald” jest tak ważny dla zrozumienia mechanizmu PRL.

Komuniści odkryli, że można użyć nacjonalizmu przeciwko demokratycznej opozycji. Nie trzeba było przekonywać Polaków do marksizmu. Wystarczyło powiedzieć:

„Bronimy Polski przed wrogami Polski”.

A następnie samemu wskazać, kto jest tym „wrogiem”.

NAJWIĘKSZYM WROGIEM BYŁA „SOLIDARNOŚĆ”

W 1980 r. pojawiło się coś, czego system naprawdę się bał. Nie kolejna grupa intelektualistów. Nie kolejna mała organizacja opozycyjna. Nie kolejny klub dyskusyjny. Dziesięciomilionowy ruch społeczny.

Według danych IPN w latach 1980–1981 „Solidarność” liczyła około 9–10 mln członków.

I wtedy okazało się, do czego może służyć koncesjonowany nacjonalizm. „Grunwald” zaczął atakować działaczy „Solidarności”, zwłaszcza osoby związane z KOR. Organizacja wykorzystywała stare schematy antysemickiej propagandy i oskarżenia o „syjonistyczne” wpływy.

Nie był to przypadek.

IPN wskazuje, że organizacja była taktycznie przydatna ekipie Wojciecha Jaruzelskiego, która w walce z opozycją instrumentalnie wykorzystywała nacjonalizm i antysemityzm.

To jest właśnie moment, którego nie wolno wymazać z polskiej pamięci. Nacjonalizm może być narzędziem walki z narodem. Jeżeli zostanie przejęty przez aparat władzy.

PAX — BARDZIEJ ZŁOŻONA HISTORIA, ALE TEN SAM SYSTEM

Historia PAX-u była bardziej skomplikowana niż historia „Grunwaldu”. I właśnie dlatego wymaga uczciwości.

W 1980 r. część działaczy PAX-u zaangażowała się w „Solidarność”, a struktury PAX-u miejscami pomagały w tworzeniu niezależnych związków. W Bielsku-Białej pierwsze spotkanie organizacyjne, które dało początek podbeskidzkiej „Solidarności”, odbyło się właśnie w siedzibie PAX-u.

To pokazuje, że nie można wrzucić wszystkich ludzi związanych z PAX-em do jednego worka. Ale właśnie dlatego trzeba rozróżnić członków i działaczy od samego modelu politycznego, który przez dziesięciolecia funkcjonował w ramach PRL.

PAX był częścią systemu. A jego historia pokazuje, jak głęboko komunistyczna władza potrafiła ingerować w środowiska narodowe i katolickie.

JANUSZ ZABŁOCKI I POLITYKA „SELEKTYWNEJ WSPÓŁPRACY”

Podobnie nie można bez uproszczeń przedstawiać środowiska Janusza Zabłockiego jako zwykłego przedłużenia PAX-u.

Jego późniejsza biografia pokazuje ewolucję od koncepcji „selektywnej współpracy” z systemem do faktycznej opozycji po wprowadzeniu stanu wojennego. Sam Zabłocki podkreślał, że jego ugrupowanie po 13 grudnia 1981 r. odmówiło aprobaty dekretów stanu wojennego.

To ważne rozróżnienie. Nie każdy katolik funkcjonujący w PRL był kolaborantem. Nie każdy narodowiec był komunistą.

Ale system stworzył cały mechanizm, który pozwalał ludziom o narodowych i katolickich przekonaniach funkcjonować politycznie pod warunkiem zaakceptowania jego podstawowych reguł.

I właśnie ten mechanizm jest tutaj najważniejszy.

KOMUNIŚCI NIE ZNISZCZYLI NARODOWEJ RETORYKI. ONI JĄ SKANALIZOWALI

To być może najważniejsza lekcja.

PRL nie polegał wyłącznie na brutalnej represji. Polegał również na kontroli społecznych emocji. Władza wiedziała, że Polacy są narodem głęboko przywiązanym do historii, religii i własnej tożsamości.

Dlatego obok czerwonego sztandaru można było tolerować biało-czerwony. Pod jednym warunkiem: biało-czerwony nie mógł prowadzić do niepodległości. Mógł prowadzić do koncesjonowanej organizacji. Mógł prowadzić do parlamentu PRL. Mógł prowadzić do wydawnictwa. Mógł prowadzić do państwowej posady. Mógł prowadzić nawet do ostrej retoryki przeciwko innym Polakom. Ale nie mógł prowadzić do rzeczywistego rozbicia sowieckiego systemu zależności. To była granica.

I TU ZACZYNA SIĘ PROBLEM III RP

Po 1989 r. ludzie i środowiska nie wyparowali. Nie zniknęły doświadczenia polityczne. Nie zniknęły sposoby mobilizowania społeczeństwa. Nie zniknęła tradycja łączenia narodowej retoryki, etatyzmu, nieufności wobec liberalizmu i przekonania o potrzebie silnego państwa.

Ale tutaj trzeba zachować proporcje.

Nie ma podstaw, by twierdzić, że współczesne partie prawicowe są po prostu organizacyjną kontynuacją PAX-u czy „Grunwaldu”. To byłoby historycznym uproszczeniem.

Można natomiast mówić o ciągłości pewnych kodów politycznych i sposobów mobilizacji, które przetrwały zmianę ustroju. I właśnie na tym poziomie historia PRL staje się dla współczesności niezwykle interesująca. Bo zmieniły się partie. Zmieniły się symbole. Zmieniły się media. Zmieniły się hasła. Ale mechanizm polityczny może pozostać zadziwiająco podobny: stworzyć prostą wizję narodu, wskazać jego wrogów i przekonać ludzi, że tylko jedna grupa polityczna ma prawo występować w jego imieniu.

RADIO MARYJA I NOWE CENTRUM GRAWITACJI

W III RP ogromną rolę w konsolidacji różnych nurtów prawicy odegrało środowisko Radia Maryja. Nie oznacza to oczywiście, że Radio Maryja było „PAX-em 2.0” ani że można mechanicznie utożsamiać współczesną prawicę z komunistycznymi strukturami PRL. Takie twierdzenie byłoby nie tylko nieprecyzyjne, ale zwyczajnie historycznie nieuczciwe.

Chodzi o coś innego.

Wokół toruńskiego środowiska spotkały się narodowa retoryka, katolicki konserwatyzm, nieufność wobec liberalnej transformacji, krytyka elit III RP i idea silnego państwa. Powstała masowa infrastruktura społeczna i medialna, której PRL-owskie środowiska nigdy nie posiadały w takiej skali.

To był już zupełnie inny świat. Ale pewne stare polityczne odruchy mogły znaleźć w nim nowe życie.

NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO: „KAŻDY NACJONALISTA BYŁ ANTYKOMUNISTĄ”

Nie. Historia PRL mówi coś znacznie bardziej skomplikowanego. Można było być nacjonalistą i jednocześnie akceptować komunizm. Można było być katolikiem i jednocześnie działać w ramach komunistycznego państwa. Można było mówić o patriotyzmie i jednocześnie posiadać mandat w Sejmie PRL. Można było atakować „wrogów narodu” i jednocześnie pozostawać użytecznym dla aparatu władzy.

Najlepszym dowodem jest „Grunwald”, który IPN określa wprost jako ruch narodowo-komunistyczny, oraz historia PAX-u, którego początki wiążą się z politycznym porozumieniem Bolesława Piaseckiego z sowieckim aparatem bezpieczeństwa.

DLATEGO TRZEBA ODRÓŻNIĆ NARÓD OD TYCH, KTÓRZY MÓWIĄ, ŻE GO REPREZENTUJĄ

To jest najważniejsza lekcja z historii.

Patriotyzm nie jest immunitetem przeciwko manipulacji. Nacjonalizm nie gwarantuje niepodległości. Katolicyzm nie gwarantuje antykomunizmu. Narodowe symbole nie gwarantują wolności.

A człowiek krzyczący najgłośniej o „obronie narodu” może w określonych warunkach stać się dokładnie tym, czego potrzebuje obca albo autorytarna władza.

PRL pokazał to wyjątkowo brutalnie.

Najpierw komuniści rozbili autentyczny pluralizm polityczny. Potem stworzyli jego namiastkę. Następnie wykorzystali środowiska narodowe i katolickie do legitymizowania systemu, kontrolowania społecznych emocji i walki z rzeczywistą opozycją.

To nie była prawica przeciwko komunizmowi. To był nacjonalizm, któremu komunizm pozwolił istnieć — tak długo, jak długo pozostawał użyteczny. I właśnie dlatego określenie „koncesjonowany nacjonalizm” nie jest publicystyczną obelgą.

Jest terminem opisującym konkretny fenomen historyczny, którego najbardziej wyrazistymi przykładami pozostają PAX i Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald”. Sam IPN używa tego pojęcia w tytule swojej monografii poświęconej „Grunwaldowi”.

A historia ta powinna być dziś przypominana nie po to, aby potępiać każdego współczesnego patriotę. Wręcz przeciwnie. Po to, aby patriotyzmu nie oddać ponownie w ręce politycznych handlarzy strachem.

Bo raz już Polska to przeżyła. I zapłaciła za to bardzo wysoką cenę.

Włodzimierz Iszczuk

Obejrzyj antypolskie wystąpienie Putina!
PUTIN GROZI POLAKOM!
Podobnej retoryki używał przed inwazją na Ukrainę

Polska to Kraj Nadwiślański?
ZOBACZ NASZ FILM: „PUTIN MARZY O WSKRZESZENIU IMPERIUM ROSYJSKIEGO”

Polecamy państwa uwadze nasz film:
„PUTIN PLANOWAŁ ATAK NA POLSKĘ‼️ UKRAINA POKRZYŻOWAŁA TE PLANY”

Co Putin planował zrobić z Polską i Europą?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „WRÓG U BRAM”

JAKĄ PRZYSZŁOŚĆ DLA UKRAINY, POLSKI I EUROPY PRZYGOTOWYWAŁA ROSJA?
Zobacz nasz film „Wojna na Ukrainie. Plan ludobójstwa zatwierdził osobiście Putin”

Nadchodzi III wojna światowa
BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA ROSJĘ
❗️

Jak Merkel podhodowała nowego Führera w Moskwie?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „PĘTLA GAZOWA KREMLA: NORD STREAM 2 WPĘDZIŁ EUROPĘ W PUŁAPKĘ”

Jak pokonać Rosję?
OGLĄDAJ NASZE FILMY O STRATEGII PRZETRWANIA W WARUNKACH ROSYJSKIEJ WOJNY HYBRYDOWEJ

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NAJNOWSZY NUMER NASZEGO CZASOPISMA  

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN GROZI POLSCE”

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN POWINIEN BŁAGAĆ O LITOŚĆ. I WTEDY BĘDZIE NASZA ODPOWIEDŹ – TRYBUNAŁ”

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTINIZM. EKSPANSJA ZŁA”

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „LUDOBÓJSTWO 2022” 

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU „GEOPOLITYKA”

ZOBACZ TAKŻE: