Wchodzę na swoją stronę na Facebooku, a tu wycie. Nie ludzkie wycie, tylko cyfrowe, binarne wycie otchłani. Cała ta masa, ta ordynarna, pikselowa horda botów, która wylewa się z każdego komentarza jak gęsta, czarna smoła. Siedzą tam, w swoich serwerowniach, w tych cuchnących piwnicach nicości, i wypluwają z siebie te ścieki, te potworne, wygenerowane w AI obrazki. Wszystko to jest tak obrzydliwe, że aż chce się wymiotować na ekran.
To jest diabelskie, naprawdę. Nie jestem człowiekiem religijnym, daleki jestem od kadzideł i różańców, ale kiedy patrzę na te komentarze – na ten jazgot pełen nienawiści, to szczucie Polaków na Ukraińców, ten rechot, który brzmi jak chór demonów w piekle – to jedyne, co mi przychodzi do głowy, to biblijne zastępy demonów.
To są te “legiony”, o których pisali, tylko zamiast w świniach, siedzą teraz w światłowodach i kablach. Śmieją się tym swoim mechanicznym, metalicznym śmiechem, który rozrywa bębenki w uszach.
I ja tu siedzę, z tym telefonem w dłoni, w środku nocy, i ogarnia mnie czysta, zimna rozpacz. Bo gdzie szukać sił, żeby uciszyć to ścierwo? Jak walczyć z czymś, co nie ma twarzy, co jest tylko algorytmem zaprogramowanym na zniszczenie wszystkiego, co ludzkie? Czuję się, jakbym chciał zakrzyczeć huragan, stojąc na środku pustego pola. A ten huragan wciąż rośnie, wciąga nas wszystkich w swoją nienawistną, pustą próżnię.
Wiecie, co mnie najbardziej fascynuje w historii?
Nie to, że ludzie potrafią się nienawidzić. To akurat żadna nowość. Każdy idiota to potrafi. Wystarczy trochę strachu, trochę propagandy, trochę krwi i już. Masz gotową fabrykę nienawiści. Produkt schodzi jak pączki w Tłusty czwartek.
Fascynuje mnie coś znacznie gorszego.
Jak często ludzie orientują się, kto naprawdę był ich wrogiem… dopiero wtedy, kiedy wszystko jest już spalone. Ludzie bardzo często rozumieją najprostsze rzeczy dopiero wtedy, kiedy prostota leży już martwa w rowie i nie ma do kogo powiedzieć: przepraszam, pomyliliśmy się, naprawdę bardzo głupio wyszło.
Pogranicze polsko-ukraińskie lat czterdziestych było właśnie takim miejscem. Wieś pali wieś. Sąsiad zabija sąsiada. Każda strona ma własne groby, własne zdjęcia dzieci, własne nazwiska, których nie da się czytać bez zaciśniętych zębów.
Obie strony mają swoje martwe dzieci, swoje spalone wsie, swoje listy nazwisk, swoje “a oni pierwsi”, swoje “a nasi tylko odpowiadali”, swoje całe prywatne ministerstwa bólu, gdzie każdy dokument jest prawdziwy i każdy dokument może służyć do produkcji następnej katastrofy.
Za chwilę tu będzie jak w ulu, w którym ktoś niechcący kopnął w gniazdo szerszeni. Zacznie się wrzask, ten mechaniczny, wyćwiczony jazgot: Jakie obie strony?! Jak możesz stawiać znak równości?!
Będą ciągnąć za sobą tłum – ludzi, którzy w przypływie emocji, z rękami drżącymi na ekranach telefonów, podniosą krzyk, nie rozumiejąc, że właśnie stali się paliwem dla tej samej maszyny, która chce nas wszystkich spalić. Oni nie chcą zrozumienia. Oni chcą, żebyśmy znowu zaczęli wyrywać sobie oczy, żebyśmy znowu utknęli w tym samym piekle, w którym nie ma wyjścia, a jedyną walutą jest krew. I to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające – że oni wiedzą, jak nas rozegrać, używając naszej własnej pamięci przeciwko nam.
A obok siedzi Moskwa. Bardzo spokojna. Bardzo cierpliwa. Z tą swoją starą imperialną mordą księgowego rzezi. Moskwa nawet nie musi być genialna. Wystarczy, że jest konsekwentna. Wystarczy, że patrzy, jak dwa narody, które powinny być dla siebie naturalnym zapleczem, tarczą, korytarzem powietrznym dla przyszłości, młócą się nawzajem po głowach sztachetami historii, religii, granicy, pamięci, ziemi, języka, wszystkiego. I wtedy Moskwa może zapalić papierosa, poprawić czapkę funkcjonariusza, zrobić notatkę: materiał pracuje dobrze, temperatura nienawiści właściwa, dalsze podgrzewanie wskazane.
A potem przychodzi rok 1945 i nagle, za późno, ale jednak, w tej całej spalonej geografii pojawia się moment, który wygląda prawie nierealnie. Żołnierze AK i UPA spotykają się pod Rudą Różaniecką, rozmawiają, podają sobie ręce, ustalają rozejm, który miejscowi nazwą “świętym pokojem”, i to jest określenie tak dziwne, tak piękne i tak straszne, że aż człowiek ma ochotę usiąść na podłodze.
Jakiż to święty pokój po tylu trupach? A jednak – święty. Nie czysty ani niewinny. Święty, bo spóźniony i wyciągnięty z błota. Święty, bo ktoś wreszcie wykrztusił banał, którego nikt nie chciał słyszeć: jeśli będziemy się dalej wyrzynać, wygra ten trzeci – głodny, z imperium w kieszeni i NKWD w walizce.
I dlatego potrafili razem uderzyć na Hrubieszów. Nie dlatego, że wymazano pamięć o Wołyniu, Sahryniu czy płonących wsiach. Nic nie zniknęło. Brutalna prawda jest taka, że poszli ramię w ramię nie mimo winy i krzywdy, lecz właśnie przez nie.
W tej jednej scenie zawiera się cała Europa Środkowa: ludzie zrozumieli, że ich prawdziwy wróg nie mieszka w sąsiedniej wsi, tylko przychodzi z wielką mapą, pieczęcią i wywózką, ukryty za językiem “wyzwolenia”.
Tylko że zrozumieli za późno. To jest najważniejsze i najbardziej okrutne. Nie “porozumieli się i było pięknie”, bo nie było. Nie “braterstwo broni zwyciężyło”, bo nie zwyciężyło. Zwyciężyło państwo policyjne, zwyciężyła deportacja, zwyciężyła bezpieka, zwyciężył ten cały betonowy kontynent z portretem wodza na ścianie. Naturalni sojusznicy rozpoznali się dopiero wtedy, kiedy oba organizmy były już tak poranione, że nawet mądrość przyszła jak lekarz spóźniony na własny pogrzeb.
I dlatego dzisiejsze polsko-ukraińskie awantury są tak męczące, tak głupie, tak luksusowo samobójcze. Oczywiście, pamięć jest potrzebna. Oczywiście, groby są potrzebne. Oczywiście, prawda jest potrzebna. Tylko że prawda bez rozumu bardzo szybko zmienia się w pałkę. Pamięć bez odpowiedzialności robi się amunicją. A groby, kiedy stają się walutą polityczną, zaczynają pracować dla tych samych ludzi, którzy zawsze chcieli, żeby Polak i Ukrainiec nie widzieli przed sobą przyszłości, tylko wyłącznie rachunek krzywd, najlepiej nieskończony, najlepiej dziedziczny, najlepiej z automatycznym przedłużeniem na następne pokolenia.
Historia tamtych terenów nie mówi nam: zapomnijcie. To byłoby głupie i niemoralne. Ona mówi coś trudniejszego: pamiętajcie tak, żeby Moskwa nie mogła użyć waszej pamięci jak smyczy. Pamiętajcie tak, żeby zmarli nie zostali wcieleni pośmiertnie do cudzej wojny informacyjnej. Pamiętajcie tak, żeby nie powtórzyć najgorszego mechanizmu: naturalni sojusznicy najpierw rozbijają sobie głowy, a potem, już cali we krwi, odkrywają, że z daleka od początku szedł ktoś trzeci, z workiem na oba trupy.
Bo jeżeli AK i UPA, po wszystkim, co się wydarzyło, potrafiły na chwilę zrozumieć, kto jest prawdziwym wrogiem, to naprawdę wstyd byłoby dzisiaj, w epoce internetu, udawać głupszych od ludzi, którzy dochodzili do tej wiedzy przez dym palonych wsi.
Historia zostawiła nam bardzo prostą lekcję.
Moskwa od stuleci nie boi się silnej Polski ani silnej Ukrainy. Moskwa najbardziej lubi Polskę i Ukrainę skłócone. Bo wtedy nie musi wygrywać. Wystarczy, że poczeka.
Nie zmarnujmy tej lekcji drugi raz.
Dla tych, którzy wolą chłodne fakty od emocji, przypomnę: w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku połączone siły polskiego podziemia antykomunistycznego WiN (kontynuacja AK) oraz UPA przeprowadziły wspólną operację przeciwko komunistycznemu aparatowi bezpieczeństwa w Hrubieszowie. To był jeden z największych i najbardziej zaskakujących epizodów powojennego oporu, kiedy ludzie, których historia próbowała podzielić krwią, zjednoczyli się przeciwko wspólnemu wrogowi.
„Nie będziemy rozstrzygali dziś, kto stał się winowajcą tego, że stanęliśmy we wrogich sobie obozach. Bez wątpienia były tam błędy przeszłości […]. W obliczu wspólnie znienawidzonego wroga uświadamiamy sobie, że droga nasza musi być wspólna, […] wzajemna walka nas wyniszcza, a wzmacnia naszego wroga. […] Wzywamy was do skupienia się i zjednania sił Waszych z naszymi we wspólnej walce z odwiecznym, wspólnym wrogiem narodów – Rosją, i wrogiem myśli narodowej – komuną. […] Wzywamy więc Was i czekamy!”.
– Marian Gołębiewski, dowódca obwodu hrubieszowskiego WiN, w odezwie do Ukraińców z maja 1946 roku.
Warto dodać, że to właśnie on był jednym z dowódców odpowiedzialnych za tragiczny atak na Sahryń dwa lata wcześniej. Ta odezwa to nie słowa dyplomaty – to krzyk człowieka, który na własne oczy zobaczył, do jakiej otchłani prowadzi bratobójcza walka, i który zrozumiał, że jeśli nie przestaniemy się nawzajem wyrzynać, po prostu nas nie będzie.
Dzmitry Halko
Tekst został opublikowany za zgodą autora
Źródło: Facebook
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE „HISTORIA” NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU: „Russkij mir. Imperium kłamstw, despotyzmu i zniewolenia”
Samobójstwo Zachodu?
JEŚLI PUTIN WYGRA, ZMOBILIZUJE UKRAIŃCÓW PRZECIW EUROPIE
To jest nasza wojna!
UKRAINA TO DOPIERO PIERWSZY FRONT ROSYJSKIEJ WOJNY PRZECIWKO ZACHODOWI
Obejrzyj antypolskie wystąpienie Putina!
PUTIN GROZI POLAKOM!
Podobnej retoryki używał przed inwazją na Ukrainę
Polska to Kraj Nadwiślański?
ZOBACZ NASZ FILM: „PUTIN MARZY O WSKRZESZENIU IMPERIUM ROSYJSKIEGO”
Polecamy państwa uwadze nasz film:
„PUTIN PLANOWAŁ ATAK NA POLSKĘ‼️ UKRAINA POKRZYŻOWAŁA TE PLANY”
Co Putin planował zrobić z Polską i Europą?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „WRÓG U BRAM”
Nadchodzi III wojna światowa❓
BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA ROSJĘ❗️
Jak pokonać Rosję?
OGLĄDAJ NASZE FILMY O STRATEGII PRZETRWANIA W WARUNKACH ROSYJSKIEJ WOJNY HYBRYDOWEJ
Rosja to więzienie narodów!
KIEDY NASTĄPI TRZECIA FAZA UPADKU IMPERIUM ZŁA?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE „GEOPOLITYKA” NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU: „Koniec Pax Americana? Polityka Trumpa popycha świat w otchłań chaosu”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „DYPLOMACJA XXI WIEKU. Nowy ład światowy wykuwa się na Ukrainie”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „Rosyjski antyświat. Polityka na krawędzi apokalipsy”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN GROZI POLSCE”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN POWINIEN BŁAGAĆ O LITOŚĆ. I WTEDY BĘDZIE NASZA ODPOWIEDŹ – TRYBUNAŁ”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTINIZM. EKSPANSJA ZŁA”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „LUDOBÓJSTWO 2022”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU „GEOPOLITYKA”
ZOBACZ TAKŻE:


Ostatnie komentarze