OUN-B i endecja kontra Międzymorze i Prometeizm. Od sojuszu Piłsudski–Petlura do katastrofy Wołynia

Przez dwa stulecia Rosja konsekwentnie budowała swoją dominację w Europie Wschodniej, opierając się na jednej z najbardziej cynicznych i zarazem skutecznych zasad imperialnej polityki – świadomym skłócaniu narodów, które w sposób naturalny mogłyby stać się dla niej realnym zagrożeniem. W relacjach polsko-ukraińskich była to strategia realizowana z wyjątkową konsekwencją, precyzją i bezwzględnością. Najpierw Imperium Rosyjskie, a następnie bolszewicka Rosja i Związek Sowiecki systemowo podsycały antagonizmy, wykorzystując każde możliwe napięcie – narodowe, społeczne i religijne – zgodnie z klasyczną, imperialną logiką „dziel i rządź”.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

W latach 20. i 30. XX wieku jednym z priorytetowych celów Kremla stało się zniszczenie wszelkich realnych prób polsko-ukraińskiego porozumienia, którego symbolicznym ucieleśnieniem był sojusz Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury. Dla Moskwy była to perspektywa szczególnie niebezpieczna – oznaczała bowiem możliwość powstania bloku politycznego wymierzonego w rosyjski imperializm. Z tej samej przyczyny zwalczano zarówno działalność rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej na emigracji w Tarnowie, jak i idee prometeizmu oraz Międzymorza – projektów zakładających strategiczną solidarność narodów Europy Środkowo-Wschodniej przeciwko dominacji Moskwy.

W konsekwencji sowieckie służby specjalne oraz rozbudowana agentura wpływu prowadziły systematyczną, długofalową operację dezintegracji środowisk opowiadających się za polsko-ukraińskim porozumieniem. Równolegle świadomie pogłębiały i instrumentalizowały istniejące konflikty między oboma narodami, przekształcając je w narzędzie politycznej destrukcji. Skutki tej polityki nie były przypadkowe ani uboczne – były jej bezpośrednim rezultatem i do dziś rzucają cień na historię regionu.

PROROSYJSKA ORIENTACJA: DMOWSKI KONTRA PIŁSUDSKI

Jednym z głównych przeciwników Międzymorza i Prometeizmu był Roman Dmowski – lider obozu narodowego, którego myślenie geopolityczne w kluczowych momentach zbliżało się do logiki interesów Imperium Rosyjskiego. W przeciwieństwie do Józefa Piłsudskiego, który widział w rosyjskim imperializmie zasadnicze zagrożenie i budował koncepcję współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw Moskwie, Dmowski przez długi czas wiązał sprawę polską z Rosją jako centralnym elementem ładu regionalnego.

Jeszcze przed I wojną światową opowiadał się za orientacją prorosyjską, zakładając możliwość odbudowy Polski nie poprzez rozbicie imperiów, lecz w ramach rosyjskiej dominacji. Jako poseł do Dumy argumentował, że sprawa polska może zostać rozwiązana pod patronatem Petersburga – w strukturze, która była źródłem zniewolenia.

W czasie wojny popierał współpracę z Rosją carską przeciw Niemcom, akceptując rosyjskie deklaracje dotyczące przyszłości ziem polskich. W praktyce oznaczało to wpisanie polskiej strategii w logikę jednego z dwóch imperialnych biegunów, bez próby wyjścia poza system dominacji wielkich mocarstw.

Obóz narodowy z nieufnością, a często wrogością, odnosił się do ukraińskich aspiracji niepodległościowych, widząc w nich zagrożenie dla układu sił, w którym Rosja pozostawała punktem odniesienia. W efekcie konsekwentnie przeciwstawiał się polityce Piłsudskiego i jego koncepcji sojuszu narodów przeciw Moskwie.

Spór ten nie był jedynie debatą wewnętrzną II Rzeczypospolitej. Był starciem dwóch wizji Europy Wschodniej: jednej opartej na rozmontowaniu rosyjskiego imperialnego systemu poprzez współpracę narodów regionu, i drugiej – w praktyce akceptującej jego trwałość jako fundament równowagi. W tym sensie osłabianie idei polsko-ukraińskiego porozumienia sprzyjało utrwalaniu rosyjskiej dominacji w regionie.

ENDECJA, MOSKWA I GRA O WPŁYWY PRZED 1926 ROKIEM

W latach poprzedzających przewrót majowy polska scena polityczna stała się polem brutalnej gry o wpływy, w której Narodowa Demokracja była jednym z kluczowych filarów życia politycznego II Rzeczypospolitej, realnie kształtującym kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej. Równolegle Związek Sowiecki prowadził wobec Polski wielowarstwową, konsekwentną operację oddziaływania politycznego, dyplomatycznego i wywiadowczego – operację, której celem, jak wskazuje prof. Mariusz Wołos, była w istocie „sowietyzacja II Rzeczpospolitej”.

Moskwa nie traktowała Polski jako normalnego sąsiada. Traktowała ją jako pole konfrontacji i penetracji. Sowiecka dyplomacja analizowała polską politykę w kategoriach siły, wpływu i możliwości rozbicia jedności państwa. W tym układzie szczególne miejsce zajmował obóz piłsudczykowski, postrzegany przez Moskwę – co potwierdzają m.in. wypowiedzi Gieorgija Cziczerina – jako główne zagrożenie. Nie bez powodu: jego koncepcja federacyjna i próby budowania współpracy z Ukrainą i Białorusią uderzały w samo serce imperialnej logiki Rosji.

Jednocześnie Kreml nie ograniczał się do walki z jednym obozem politycznym. Z zimną kalkulacją identyfikował i testował również środowiska związane z Romanem Dmowskim, dostrzegając w ich sceptycyzmie wobec jednoznacznie antyrosyjskiej orientacji oraz w skłonności do „realistycznej gry” dyplomatycznej potencjalne kanały wpływu i nacisku politycznego. Moskwa nie szukała sojuszników ideowych – szukała pęknięć. I natychmiast je wykorzystywała.

„W Moskwie doskonale zdawano sobie sprawę z prorosyjskich sympatii Romana Dmowskiego i jego stronników. Dochodził do tego czynnik ekonomiczny: polskie kręgi związane z endecją łudziły się, że odzyskają swoje tradycyjne rynki zbytu na Wschodzie, które przynosiły im niemałe dochody w nieodległych czasach Imperium Rosyjskiego. Ówczesny ambasador ZSRR w Polsce Piotr Wojkow wiedział, że endecja była jedną z najważniejszych sił politycznych Drugiej Rzeczypospolitej i że miała duży wpływ na kierunki polityki wewnętrznej oraz zagranicznej – różnice ideologiczne nie były w tym przypadku przeszkodą” – pisał prof. Mariusz Wołos.

W tym samym czasie relacje polsko-ukraińskie stawały się kolejnym polem tej samej gry. Symon Petlura, obserwując ewolucję części polskich elit, nie pozostawiał złudzeń. W liście do Mykoły Wasylki pisał o „moskalofilstwie” i politycznej naiwności, która – w jego ocenie – prowadziła do katastrofalnych złudzeń co do możliwości porozumienia z Rosją:

„Dzisiejsza polityka polskiego rządu jest głupia i krótkowzroczna; ludzie chcą być moskalofilami i sądzą, że w ten sposób unormują stosunki Polski z Rosją… w Polsce takich obłędów jest, ile tylko zechcesz!” (Symon Petlura, list do Mykoły Wasylki, 20 lipca 1923 r.).

Te słowa nie były jedynie emocjonalnym komentarzem. Były ostrzeżeniem przed polityczną iluzją, którą Moskwa od lat systematycznie wzmacniała – iluzją „normalizacji” relacji z imperium, które w rzeczywistości nie rezygnowało z żadnego z narzędzi presji.

Sowieckie dokumenty i analizy wskazywały jednocześnie, że kontakty z endecją nie miały charakteru przypadkowego. Obejmowały zarówno sferę polityczną, jak i gospodarczą, a dyplomacja ZSRR aktywnie sondowała możliwość wykorzystania istniejących napięć w polskim systemie politycznym. W ujęciu prof. Mariusza Wołosa działania te wpisywały się w szerszą strategię, w której nadrzędnym celem była destabilizacja Polski i stopniowe podważanie jej suwerenności – nie tylko siłą militarną, ale przede wszystkim poprzez politykę wpływu, rozkładu i wewnętrznego paraliżu decyzyjnego.

W efekcie narastająca polaryzacja polityczna, spotęgowana presją zewnętrzną i świadomie podsycaną nieufnością wobec kierunków polityki wschodniej, doprowadziła do sytuacji, w której konflikt wewnętrzny przestał być wyłącznie sporem politycznym. Zaczął być narzędziem. A narzędzie to – jak pokazała historia – zawsze było w gotowości do użycia przez siły, które nie szukały stabilności, lecz dominacji i rozkładu.

PRZEWRÓT MAJOWY 1926 – PRÓBA OCALENIA PAŃSTWA

W drugiej połowie lat 20. napięcia wewnętrzne w Polsce osiągnęły punkt krytyczny. Rywalizacja między obozem piłsudczykowskim a środowiskami narodowymi, narastający chaos polityczny oraz presja zewnętrznych wpływów stworzyły sytuację, w której państwo znalazło się na granicy destabilizacji.

W tym samym czasie Moskwa kontynuowała wielowarstwową grę polityczną, uważnie obserwując sytuację w Warszawie i szukając każdej okazji do osłabienia spójności II Rzeczypospolitej. W tym kontekście na scenę powraca Józef Piłsudski — nie jako rewolucjonista sprzed lat, lecz jako polityk przekonany, że dalsze funkcjonowanie państwa w dotychczasowym układzie prowadzi do jego erozji.

Przewrót majowy 1926 roku staje się więc nie tylko wewnętrznym przesileniem politycznym, ale także próbą zatrzymania procesu, w którym Polska — według diagnoz części ówczesnych elit — coraz bardziej stawała się polem gry wpływów zewnętrznych, w tym przede wszystkim sowieckich.

ZABÓJSTWO PETLURY. CIEŃ TAJNEJ WOJNY PRZECIWKO POLSKO-UKRAIŃSKIEMU SOJUSZOWI

W 1926 roku, w okresie głębokich przemian politycznych w Polsce po przewrocie majowym, w Paryżu doszło do wydarzenia, które na trwałe wpisało się w historię zmagań o przyszłość Europy Wschodniej. Symon Petlura – przywódca Ukraińskiej Republiki Ludowej i jeden z kluczowych partnerów Józefa Piłsudskiego w czasie wojny polsko-bolszewickiej – został zamordowany.

Jego śmierć była nie tylko dramatem osobistym i politycznym, lecz także symbolem wygasania projektu, który w 1920 roku miał stać się fundamentem nowego ładu w regionie – opartego na współpracy Polski i niepodległej Ukrainy przeciwko rosyjskiemu imperializmowi.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Petlury ujawniło sieć powiązań, która wykraczała daleko poza indywidualny akt zemsty. W jego otoczeniu pojawia się postać Michaiła Wołodina – agenta sowieckiej OGPU, który penetrował lewicowe środowiska emigracji ukraińskiej we Francji i utrzymywał kontakty ze Szwarcbardem. Były oficer KGB Piotr Deriabin, który zbiegł na Zachód w 1954 roku, zeznając przed amerykańskim Kongresem, potwierdzał, że Szwarcbard był wykorzystywany i kierowany w ramach sowieckiej operacji wpływu.

W tym ujęciu Szwarcbard nie był jedynie sprawcą kierowanym osobistą zemstą, lecz narzędziem operacji wymierzonej w likwidację Petlury w momencie politycznego przesilenia – tuż po przewrocie majowym i powrocie do władzy jego sojusznika, Józefa Piłsudskiego. W Moskwie mogło to być postrzegane jako sygnał zagrożenia dla prób odbudowy polsko-ukraińskiego porozumienia.

Wydarzenie to zamykało pewien etap historii, w którym projekt Piłsudski–Petlura był realną próbą stworzenia alternatywy dla dominacji rosyjskiej w Europie Wschodniej.

Śmierć Symona Petlury nie była jedynie końcem życia jednego z kluczowych przywódców ukraińskiej emigracji politycznej. W szerszym wymiarze symbolizowała ona początek nowej fazy rywalizacji o wpływy nad ukraińskim ruchem niepodległościowym – fazy, w której coraz większą rolę zaczęły odgrywać operacje wywiadowcze, infiltracja oraz wewnętrzne rozbijanie struktur emigracyjnych. To właśnie w tej przestrzeni, pomiędzy Berlinem, Paryżem a Pragą, zaczynała się kształtować nowa dynamika konfliktu, która w kolejnych latach objęła również środowiska OUN.

CZEKIŚCI W CIENIU UKRAIŃSKIEJ EMIGRACJI

W tej nowej fazie rywalizacji o wpływy nad ukraińskim ruchem niepodległościowym kluczową rolę przejęły sowieckie służby specjalne. OGPU, a następnie NKWD, uczyniły z emigracji ukraińskiej jeden z priorytetowych obszarów operacyjnych – nie tylko ze względu na jej potencjał polityczny, lecz także jako narzędzie oddziaływania na sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym podsycania i instrumentalizowania konfliktu polsko-ukraińskiego w ramach II Rzeczypospolitej.

Analiza dokumentów OGPU–NKWD oraz wspomnień Pawła Sudopłatowa, jednego z kluczowych oficerów sowieckiego wywiadu odpowiedzialnych za operacje dywersyjne, wskazuje na szeroko zakrojoną działalność infiltracyjną sowieckich służb w środowiskach ukraińskiej emigracji politycznej, w tym w strukturach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Według relacji Sudopłatowa, sowiecki aparat bezpieczeństwa już w latach 30. prowadził działania ukierunkowane na przenikanie do OUN poprzez agenturę, operacje nielegalne oraz wykorzystanie konfliktów wewnętrznych. W jego wspomnieniach pojawiają się opisy planów wysyłania funkcjonariuszy podszywających się pod działaczy ukraińskich oraz budowania sieci wpływu w środowiskach emigracyjnych w Niemczech i Europie Zachodniej.

Stopień infiltracji OUN przez agentów Moskwy w połowie lat 30. XX wieku dobrze ilustruje fragment wspomnień Pawła Sudopłatowa: „Słucki, jako szef Departamentu Zagranicznego OGPU, wysłał do Jeżowa notatkę z planem intensywnej penetracji OUN, szczególnie w Niemczech. W ramach tego planu proponowano m.in. wysłanie trzech funkcjonariuszy ukraińskiego NKWD (podszywających się pod członków OUN) do nazistowskiej szkoły partyjnej. Aby zabezpieczyć operację, uznano za konieczne dołączenie jednego prawdziwego ukraińskiego nacjonalisty, najlepiej niezbyt bystrego”.

Szczególne znaczenie miała działalność operacyjna wymierzona w kierownictwo OUN na uchodźstwie. W narracji Sudopłatowa pojawia się postać agenta określanego jako „Łebed’”, wykorzystywanego przez sowiecki wywiad jako narzędzie penetracji struktur organizacji. W tym ujęciu OUN stawała się nie tylko celem klasycznej inwigilacji, ale również polem operacji wpływu, w którym lojalność i tożsamość poszczególnych działaczy były systematycznie podważane.

„W trakcie wojny domowej Łebied’ został zastępcą Konowalca i dowodził dywizją piechoty walczącą z oddziałami Armii Czerwonej na Ukrainie. Po wycofaniu się Konowalca do Polski w 1920 r. Łebied’ został przez niego wysłany na Ukrainę, by zorganizować podziemną siatkę OUN. Tam jednak został aresztowany. Wybór, który przed nim postawiliśmy, był prosty: albo współpracować z nami, albo umrzeć” – wspomina Sudopłatow.

Równolegle w strukturach emigracyjnych narastał konflikt między starszym pokoleniem działaczy związanych z tradycją Ukraińskiej Republiki Ludowej a młodszą generacją radykalizującą swoje stanowisko polityczne. Sudopłatow opisuje, że ten wewnętrzny podział był dodatkowo pogłębiany przez działania agenturalne i operacje dezinformacyjne, co sprzyjało eskalacji sporów wewnętrznych i rozbiciu jednolitego frontu ukraińskiej emigracji.

W tym czasie agenci Stalina, kierowani przez Riko (Ryszarda) Jarego, określanego w odtajnionym dokumencie CIA jako „ważny agent sowiecki”, intensywnie działali na rzecz wywołania rozłamu w szeregach OUN, stosując manipulacje i prowokacje, które miały na celu osłabienie ukraińskiego ruchu narodowego od wewnątrz oraz sprowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego w południowo-wschodnich województwach II Rzeczypospolitej.

„Ounowcy starali się wszelkimi możliwymi sposobami wciągnąć mnie w walkę o władzę, która toczyła się pomiędzy dwiema głównymi grupami: „starszymi”, reprezentowanymi przez Konowalca i jego zastępcę Melnyka, oraz „młodzieżą”, którą przewodzili Bandera i Kostariew” – wspominał Sudoplatow.

Konowalec i jego towarzysze: Melnyk, Baranowski, Senyk, Ściborski, Grybiwski – weterani armii Ukraińskiej Republiki Ludowej z okresu wojny ukraińsko-rosyjskiej 1917–1921 – byli orędownikami dziedzictwa Symona Petlury i zdecydowanymi przeciwnikami prowokowania konfliktu polsko-ukraińskiego. Z kolei młodsze pokolenie, dowodzone przez Stepana Banderę, pochodzące z Galicji Wschodniej, zostało całkowicie zinfiltrowane przez agentów GPU. Pod wpływem wrogiej propagandy część z nich stała się zwolennikami walki terrorystycznej przeciwko Polsce, świadomie lub nieświadomie, stając się narzędziem w rękach kremlowskich manipulatorów. Konflikt dojrzewał.

Zwolennicy Konowalca i Melnyka oskarżali oponentów o to, że w ich szeregi przenika agentura NKWD, banderowcy zaś odpowiadali, że Jarosław Baranowski, najbliższy współpracownik Jewhena Konowalca, ulega wpływowi polskiego wywiadu.

Wraz z pogłębianiem się konfliktów wewnętrznych w OUN oraz narastającą radykalizacją części jej struktur, przestrzeń polityczna regionu stawała się coraz bardziej podatna na manipulację i eskalację przemocy, której skutki ujawniły się w kolejnych latach.

ROSYJSKA DYWERSJA I DESTABILIZACJA WOŁYNIA

Konflikt polsko-ukraiński na Wołyniu nie był zjawiskiem nagłym ani jednowymiarowym. Jego źródła sięgają znacznie głębiej – do okresu dominacji Imperium Rosyjskiego w regionie, kiedy to po rozbiorach Rzeczypospolitej Wołyń został włączony w struktury imperium i poddany intensywnej polityce rusyfikacyjnej oraz oddziaływaniu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

W tym okresie istotną rolę odgrywały również organizacje o charakterze lojalistycznym wobec imperium, w tym czarnosecinny Związek Narodu Rosyjskiego, który w środowiskach wiejskich i parafialnych propagował idee rosyjskiego szowinizmu oraz niechęci wobec polskiej administracji. Te warstwy ideologiczne, utrwalane przez lata, stworzyły podatny grunt dla późniejszych napięć narodowościowych.

W XX wieku te wcześniejsze struktury mentalne i społeczne zaczęły się nakładać na nowe procesy polityczne – rewolucję bolszewicką, radykalizację konfliktów klasowych oraz rozwój ukraińskiego nacjonalizmu integralnego. W efekcie w regionie zaczęły się krystalizować napięcia o charakterze wielowarstwowym, w których czynniki narodowe, społeczne i ideologiczne wzajemnie się wzmacniały.

W tym kontekście część badań historycznych wskazuje na działalność sowieckich służb specjalnych, które w latach 20. i 30. XX wieku prowadziły na Wołyniu operacje dywersyjne i destabilizacyjne. Według prof. Hanny Dylągowej, działania te obejmowały m.in. infiltrację środowisk lokalnych oraz organizowanie aktów przemocy i sabotażu, często przy użyciu agentury podszywającej się pod miejscową ludność ukraińską. W niektórych przypadkach dochodziło do sytuacji, które wymagały interwencji wojska i użycia środków siłowych, co dodatkowo pogłębiało spiralę napięć i represji.

Z kolei prof. Bohdan Hudi wskazuje, że znacząca część akcji dywersyjnych na Wołyniu w latach 20. i 30. miała być związana z działalnością struktur komunistycznych działających pod szyldem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, podczas gdy mniejsza część miała charakter nacjonalistyczny. W tym ujęciu region stawał się przestrzenią równoległych oddziaływań politycznych i ideologicznych, w której granice między lokalnym konfliktem a operacjami inspirowanymi z zewnątrz były trudne do jednoznacznego wyznaczenia.

Dodatkowo część relacji źródłowych wskazuje, że już w okresie wojny 1920 roku Wołyń nie stanowił jednolitego zaplecza dla sojuszu Piłsudski–Petlura. Występowały tam zarówno akty oporu wobec polskiej administracji, jak i ataki na oddziały Ukraińskiej Republiki Ludowej współdziałające z Wojskiem Polskim. Te dramatyczne wydarzenia zostały opisane m.in. przez Borysa Antonenkę-Dawydowycza w powieści Sotnyk Szurabura, a ich echo pojawia się również w analizach Bohdana Hudia.

W efekcie Wołyń w okresie międzywojennym pozostawał obszarem szczególnie niestabilnym, w którym nakładały się na siebie procesy historyczne, rywalizacja polityczna oraz działania o charakterze destabilizacyjnym. Wszystko to tworzyło warunki dla narastającej eskalacji napięć polsko-ukraińskich, które w kolejnych latach uległy dalszemu pogłębieniu.

Narastające napięcia na Wołyniu nie pozostały zjawiskiem lokalnym. W miarę jak region stawał się przestrzenią nakładających się wpływów politycznych, społecznych i ideologicznych, coraz wyraźniej widoczna była tendencja do przenoszenia konfliktu z poziomu społecznego na poziom walki politycznej i operacji wymierzonych w kluczowe postaci życia publicznego.

W tym samym czasie w II Rzeczypospolitej stopniowo zanikała przestrzeń dla polityki kompromisu w kwestii wschodniej. Osłabienie projektów federacyjnych i prometeistycznych, narastająca polaryzacja sceny politycznej oraz eskalacja działań radykalnych organizacji prowadziły do sytuacji, w której coraz częściej sięgano po metody siłowe jako narzędzie rozstrzygania sporów politycznych.

W efekcie lata 30. XX wieku stały się okresem, w którym konflikt wokół kwestii ukraińskiej i polityki wschodniej zaczął wychodzić poza spory ideowe i dyplomatyczne, wkraczając w sferę działań o charakterze eliminacyjnym wobec kluczowych postaci życia publicznego.

Related Post

Z perspektywy całego regionu był to moment przejścia od sporu politycznego do fazy, w której coraz większą rolę zaczęły odgrywać struktury konspiracyjne, operacje wywiadowcze oraz działania prowadzące do trwałej dezintegracji środowisk politycznych zdolnych do współpracy polsko-ukraińskiej.

To właśnie w tej fazie konfliktu zaczęły się krystalizować procesy, które w kolejnych latach doprowadziły do głębokich podziałów wewnątrz ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego oraz do dalszej eskalacji napięć w relacjach polsko-ukraińskich.

ZABÓJSTWA HOŁÓWKI I PIERACKIEGO

W latach 30. XX wieku polityka wschodnia II Rzeczypospolitej znalazła się w fazie szczególnego napięcia. Z jednej strony wciąż funkcjonowały koncepcje wypracowane w kręgu Józefa Piłsudskiego – zakładające budowę systemu współpracy z narodami Europy Wschodniej, określanego jako prometeizm. Z drugiej strony narastały działania destabilizacyjne, które uderzały zarówno w polskie elity polityczne, jak i w środowiska emigracyjne oraz organizacje niepodległościowe w regionie.

W tym kontekście szczególne znaczenie miała działalność Tadeusza Hołówki – jednego z najbliższych współpracowników Piłsudskiego i głównego orędownika porozumienia polsko-ukraińskiego w duchu prometeizmu. Hołówko należał do tej grupy polityków, którzy konsekwentnie dążyli do ograniczenia konfliktów narodowościowych na Kresach i budowania długofalowej współpracy z ukraińskim ruchem niepodległościowym.

Jego zabójstwo w 1931 roku było wstrząsem dla środowisk piłsudczykowskich i jednocześnie symbolem narastającej brutalizacji konfliktów politycznych wokół kwestii wschodniej. W sensie politycznym uderzało ono nie tylko w jednostkę, ale w cały nurt myślenia o federacyjnej i współpracy regionalnej koncepcji bezpieczeństwa.

Kilka lat później, w 1934 roku, doszło do kolejnego zamachu – tym razem na Bronisława Pierackiego, ministra spraw wewnętrznych II RP. Pieracki był jedną z kluczowych postaci odpowiedzialnych za politykę państwa wobec narastających napięć etnicznych i działalności organizacji ekstremistycznych. Jego śmierć stała się punktem zwrotnym w polityce wewnętrznej II Rzeczypospolitej i doprowadziła do zaostrzenia kursu wobec części środowisk ukraińskich oraz polskich organizacji radykalnych.

Z perspektywy procesów zachodzących w Europie Wschodniej oba zamachy wpisywały się w szerszą logikę erozji przestrzeni dialogu politycznego i wzrostu znaczenia metod konspiracyjnych oraz terrorystycznych w rozwiązywaniu sporów politycznych. Uderzały one w osoby związane z próbą stabilizacji relacji w regionie i osłabiały te środowiska, które dążyły do utrzymania kanałów porozumienia polsko-ukraińskiego.

Co ciekawie, agent NKWD Paweł Sudopłatow raportował do Moskwy, że „zabójstwo polskiego ministra, generała Pierackiego, w 1934 roku przez ukraińskiego terrorystę Maciejkę zostało dokonane wbrew rozkazom Konowalca i za jego organizacją miał stać Bandera”.

BANDEROWCY KONTRA PETLUROWCY. JAK MOSKWA ROZBIJAŁA OUN OD ŚRODKA

W drugiej połowie lat 30. XX wieku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów stała się jednym z głównych celów operacji wywiadowczych sowieckich służb specjalnych. Moskwa doskonale rozumiała, że środowiska wywodzące się z tradycji Ukraińskiej Republiki Ludowej i związane z dziedzictwem Symona Petlury pozostają naturalnym sojusznikiem obozu prometeistycznego oraz przeciwnikiem imperialnej polityki Kremla.

Według licznych źródeł znaczącą rolę w operacjach wymierzonych w OUN odgrywał Riko (Ryszard) Jary, określany w jednym z odtajnionych dokumentów CIA jako „ważny agent sowiecki”. Równolegle OGPU i NKWD prowadziły szeroko zakrojoną działalność agenturalną, wykorzystując istniejące podziały wewnątrz organizacji i starając się je pogłębiać.

Paweł Sudopłatow wspominał po latach, że wewnątrz OUN trwała walka między dwoma głównymi nurtami: starszym pokoleniem skupionym wokół Jewhena Konowalca i Andrija Melnyka oraz młodszymi działaczami reprezentowanymi przez Stepana Banderę.

„Ounowcy starali się wszelkimi możliwymi sposobami wciągnąć mnie w walkę o władzę, która toczyła się pomiędzy dwiema głównymi grupami: »starszymi«, reprezentowanymi przez Konowalca i jego zastępcę Melnyka, oraz »młodzieżą«, którą przewodzili Bandera i Kostariew” – pisał Sudopłatow.

Po jednej stronie znajdowali się weterani walk o niepodległość Ukrainy z lat 1917–1921: Jewhen Konowalec, Andrij Melnyk, Omelan Senyk, Mykoła Ściborski czy Jarosław Baranowski. Byli oni politycznymi spadkobiercami Symona Petlury i należeli do zwolenników współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw Moskwie. Po drugiej stronie rosły wpływy młodszych działaczy reprezentujących nurt bardziej radykalny i skłonny do konfrontacji z państwem polskim.

Wraz z postępującą infiltracją OUN przez agenturę sowiecką narastała atmosfera wzajemnej podejrzliwości. Zwolennicy Konowalca oskarżali przeciwników o przenikanie agentów NKWD do struktur organizacji, natomiast ich oponenci zarzucali najbliższym współpracownikom przewodniczącego OUN związki z polskim wywiadem. Konflikt stopniowo przestawał być sporem politycznym, a stawał się walką o przyszłość całego ruchu ukraińskiego.

ZABÓJSTWO KONOWALCA I DEKAPITACJA ŚRODOWISKA PETLUROWSKIEGO

Według Sudopłatowa przywódca OUN pozostawał wierny tradycji petlurowskiej i postrzegał Symona Petlurę jako symbol ukraińskiej walki o niepodległość. Opisując wspólną wizytę na grobie Petlury w Paryżu, wspominał słowa Konowalca:

„Konowalec ubóstwiał tego człowieka, nazywając go »naszym sztandarem i najbardziej ukochanym przywódcą«. Powiedział, że należy zachować pamięć o Petlurze”.

Po przedstawieniu raportu kierownictwu NKWD Sudopłatow został wezwany na Kreml. Zgodnie z jego relacją decyzję o fizycznej likwidacji Konowalca podjął osobiście Józef Stalin.

23 maja 1938 roku w Rotterdamie Sudopłatow przeprowadził zamach bombowy, w wyniku którego zginął przewodniczący OUN. Zabójstwo Konowalca miało znaczenie znacznie wykraczające poza eliminację jednego człowieka. Zginął polityk, który jako jedyny posiadał autorytet pozwalający utrzymać jedność organizacji i równoważyć narastające konflikty pomiędzy jej frakcjami.

W praktyce śmierć Konowalca otworzyła drogę do ostatecznego rozłamu OUN. Osłabione zostało środowisko wywodzące się z tradycji Ukraińskiej Republiki Ludowej, natomiast coraz większe wpływy zdobywali zwolennicy bardziej radykalnej linii politycznej. Proces ten miał dalekosiężne konsekwencje zarówno dla ukraińskiego ruchu narodowego, jak i dla relacji polsko-ukraińskich.

Na tym jednak operacja niszczenia środowiska petlurowskiego się nie zakończyła. W kolejnych latach zginęli następni czołowi działacze związani z obozem Konowalca. W 1941 roku w Żytomierzu zamordowano Mykołę Ściborskiego i Omelana Senyka, a w 1943 roku we Lwowie zginął Jarosław Baranowski. Eliminacja kolejnych liderów starej generacji OUN oznaczała stopniowe usuwanie ludzi związanych z tradycją Petlury, prometeizmem oraz koncepcją współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw rosyjskiemu imperializmowi.

Wraz z ich śmiercią zanikały ostatnie polityczne hamulce zdolne powstrzymać dalszą radykalizację ruchu. Rozłam w OUN stawał się faktem, a Europa Wschodnia zbliżała się do jednej z największych tragedii w historii relacji polsko-ukraińskich.

STALINOWSCY AGENCI W OTOCZENIU OUN?

O skali zainteresowania sowieckich służb Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów świadczą odtajnione dokumenty NKWD. Jednym z najciekawszych jest raport komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii z 13 listopada 1940 roku zatytułowany „O aktywizacji OUN na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy i przeprowadzeniu w związku z tym operatywnych działań”, opublikowany po odtajnieniu przez Państwowe Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w 2007 roku.

Dokument nie pozostawia wątpliwości, że sowieckie służby traktowały OUN jako jeden z priorytetowych obiektów działań operacyjnych. Wśród postawionych zadań znalazło się m.in.:

– przyspieszenie infiltracji kierownictwa OUN przez agenturę NKWD;

– wprowadzenie agentów do struktur dowódczych organizacji i przejęcie kanałów łączności;

– prowadzenie pod przykrywką OUN działań prowokacyjnych mających demoralizować i kompromitować struktury organizacji.

Raport Berii stanowi jedno z najważniejszych źródeł potwierdzających, że Moskwa nie ograniczała się do obserwowania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, lecz dążyła do jego aktywnego kształtowania i wykorzystywania dla własnych celów operacyjnych.

Co ciekawe, Dmytro Klaczkiwski, znany jako „Kłym Sawur” i jeden z głównych inicjatorów ludobójstwa na Wołyniu, przed rozpoczęciem eksterminacji ludności polskiej przebywał w więzieniu NKWD. Następnie, w dość zagadkowych okolicznościach, pojawił się na Wołyniu jako dowódca UPA…

Jakie zadania mieli stawiać agenci NKWD (pod przykrywką „prowodu” OUN) nacjonalistycznym oddziałom zbrojnym?

LUDOBÓJSTWO W CIENIU WIELKIEJ GEOPOLITYKI

Kulminacja antypolskiej przemocy na Wołyniu nastąpiła w 1943 roku – w momencie przełomowym dla przebiegu II wojny światowej. W tym samym czasie Armia Czerwona przygotowywała się do strategicznej ofensywy po bitwie na Łuku Kurskim, a przywódcy koalicji antyhitlerowskiej coraz częściej rozważali powojenny kształt Europy Środkowo-Wschodniej.

Dla Stalina przyszłość Wołynia i Galicji Wschodniej była już w praktyce przesądzona. Regiony te miały zostać włączone do Związku Sowieckiego, a wszelkie środowiska zdolne do podważenia tej decyzji stanowiły potencjalne zagrożenie dla planów Kremla.

W tym kontekście część badaczy i komentatorów zwraca uwagę na możliwy wpływ sowieckich operacji specjalnych na eskalację konfliktu polsko-ukraińskiego. Kompozytor Krzesimir Dębski, którego rodzina doświadczyła wydarzeń wołyńskich, wskazywał na długofalową politykę ZSRR polegającą na antagonizowaniu obu narodów i podsycaniu wzajemnej wrogości.

Z kolei Wojciech Paweł Wiatr w książce „Oko Diabła” opisywał aktywność sowieckiej agentury przenikającej struktury ukraińskiego podziemia zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu.

Podobne pytania formułował również były premier Jan Olszewski, podkreślając potrzebę dalszych badań nad możliwym sowieckim komponentem tych wydarzeń:

„Myślę, że historycy polscy i ukraińscy powinni wątek sowieckiej inspiracji dla zbrodni wołyńskiej poważnie wziąć pod uwagę. Choć zdaję sobie sprawę, że jeśli są jakiekolwiek dokumenty na ten temat, to znajdują się one w archiwach KGB”.

Problem polega na tym, że znaczna część rosyjskich archiwów służb specjalnych pozostaje niedostępna dla badaczy. W rezultacie wiele pytań dotyczących skali operacji NKWD i ich wpływu na wydarzenia na Wołyniu nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.

Jedno nie budzi jednak wątpliwości. Zarówno Imperium Rosyjskie, jak i później Związek Sowiecki wielokrotnie wykorzystywały konflikty narodowe do realizacji własnych celów geopolitycznych. Polsko-ukraińska wrogość była dla Moskwy korzystna, ponieważ osłabiała dwa narody, które w warunkach współpracy mogłyby stworzyć poważną przeszkodę dla rosyjskich ambicji imperialnych.

Skutki tej polityki są odczuwalne również współcześnie. Spory historyczne pozostają jednym z głównych instrumentów wykorzystywanych przez Kreml do podważania współpracy między Polską a Ukrainą.

OD II RZECZYPOSPOLITEJ DO III RP. CZY HISTORIA POWTARZA SIĘ NA NASZYCH OCZACH?

Historia relacji polsko-ukraińskich pokazuje jeden powracający mechanizm: rosyjska polityka wobec Europy Środkowo-Wschodniej konsekwentnie opierała się na jednym celu – skłócaniu narodów, które w sojuszu stanowiłyby realne zagrożenie dla imperialnych interesów Moskwy. W okresie międzywojennym uderzenie wymierzono w projekt Piłsudski–Petlura oraz w idee Prometeizmu i Międzymorza. Dziś, po ponad stu latach, mechanizm ten powraca w nowych warunkach.

Po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Polska stała się kluczowym zapleczem walczącego państwa ukraińskiego – politycznym, logistycznym i humanitarnym. Równocześnie miliony uchodźców wojennych stworzyły przestrzeń, którą szybko objęła intensywna rosyjska wojna informacyjna.

Kreml doskonale rozumie, że trwały sojusz Polski i Ukrainy jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla odbudowy rosyjskiej strefy wpływów. Dlatego konsekwentnie wzmacnia każdy możliwy punkt napięcia – historyczny, społeczny i ekonomiczny – budując narrację o „naturalnym konflikcie” obu narodów.

W tym samym czasie w polskiej debacie publicznej rośnie znaczenie środowisk politycznych, które silnie akcentują spory historyczne i krytykę Ukrainy oraz obecności uchodźców. Krytycy wskazują tu m.in. część polityków związanych z Konfederacją Wolność i Niepodległość, takich jak Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak, oraz działaczy Konfederacji Korony Polskiej, w tym Grzegorza Brauna, Włodzimierza Skalika, Wojciecha Olszańskiego i Romana Fritza. Ich przeciwnicy polityczni twierdzą, że taka narracja – niezależnie od intencji – wzmacnia nieufność i osłabia polsko-ukraiński front wobec Rosji.

I tu pojawia się kluczowe pytanie: jakie są realne skutki tej polityki? Jeśli prowadzi ona do erozji współpracy, wzrostu wzajemnej wrogości i osłabienia wspólnego oporu wobec rosyjskiej agresji, to jej obiektywnym beneficjentem pozostaje Moskwa.

Historia XX wieku jest w tym względzie jednoznaczna: każdy głęboki konflikt między Polakami i Ukraińcami wzmacniał Rosję – carską, sowiecką, a dziś putinowską. Gdy Warszawa i Kijów były skłócone, Moskwa zyskiwała. Gdy współpracowały – rosyjski imperializm tracił przestrzeń manewru.

Dlatego lekcja XX wieku – od tragedii Wołynia, przez rozbicie ruchu prometejskiego, po zniszczenie sojuszu Piłsudski–Petlura – nie jest wyłącznie historią. Jest ostrzeżeniem. Nie chodzi o rezygnację z prawdy czy pamięci, lecz o świadomość, że polityka wzajemnej nienawiści zawsze prowadzi w tym samym kierunku: osłabienia obu narodów i wzmocnienia Rosji.

Imperium Romanowów, Związek Sowiecki i współczesna Rosja nie zmieniły zasad działania – tylko język. Ich strategia pozostaje niezmienna: skłócić, rozbić i przejąć kontrolę.

Jeśli Polska i Ukraina ponownie wejdą w ten scenariusz, rezultat będzie identyczny jak w przeszłości. Zwycięzca pozostanie ten sam: nie Warszawa. Nie Kijów. Lecz Moskwa.

Dlatego pamięć o historii nie może być paliwem konfliktu. Musi stać się narzędziem rozpoznania mechanizmów, które ten konflikt produkują. Bo w całym XX wieku najwięcej zysków z polsko-ukraińskich podziałów czerpała zawsze Rosja.

Włodzimierz Iszczuk

Włodzimierz Iszczuk

Włodzimierz Iszczuk to dziennikarz, publicysta i redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org oraz czasopisma „Głos Polonii”. Specjalizuje się w geopolityce, stosunkach międzynarodowych, wojnie informacyjno-psychologicznej oraz przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie, która ma na celu dezinformację i destabilizację. Jest autorem publikacji cytowanych w monografiach, takich jak „Wojna hybrydowa Rosji przeciwko Ukrainie”, „Od cara do »cara«” oraz chińskiej monografii „Polityka Rosji w Europie Środkowo-Wschodniej i jej wpływy po zimnej wojnie”. Jego prognozy dotyczące geostrategii Rosji, zwłaszcza agresji na Ukrainę, okazały się niemal w pełni trafne. Jako publicysta współpracował z ogólnoukraińskimi mediami, a jego esej „UKRAINA: PROBLEM PRESTIŻU I TOŻSAMOŚCI” stał się częścią programów nauczania na ukraińskich uczelniach.

Share
Published by
Włodzimierz Iszczuk

Recent Posts

Łotewski dowódca ostrzega: Rosja może być gotowa do konfrontacji z NATO do 2028 roku

Łotewski generał Kaspars Pudāns, od stycznia 2025 roku pełniący funkcję dowódcy Sił Zbrojnych Łotwy (Chief of Defence), ostrzega, że Rosja…

2 dni ago

Komu przeszkadzał Hołówko? Jak Moskwa pomagała niszczyć polsko-ukraińskie porozumienie

29 sierpnia 1931 roku w Truskawcu padły strzały. Zginął Tadeusz Hołówko – jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, polityk przekonany,…

3 dni ago

Stypendium dla młodych Polaków za granicą. Ruszył nabór do programu „PLus – Aktywny Student”

Dobra wiadomość dla młodych ludzi polskiego pochodzenia studiujących poza granicami kraju. Fundacja im. Jana Olszewskiego ogłosiła rozpoczęcie naboru do programu…

3 dni ago

Wołyń przed burzą. Jak Józewski przegrał walkę o porozumienie polsko-ukraińskie

Dla endecji Henryk Józewski był zbyt proukraiński. Dla OUN – zbyt propolski. Znienawidzony przez nacjonalistów po obu stronach próbował realizować…

4 dni ago

Czy Polska pozwoli umrzeć miejscu narodzin Józefa Piłsudskiego? Zułów woła o pomoc

Historia często wystawia narody na próby. Niektóre z nich dotyczą wielkich wydarzeń politycznych, inne zaś pokazują, czy potrafimy zadbać o…

5 dni ago

Trolle zarzucają nam „ukraińską propagandę”. A raport ABW i komunikat Sztabu Generalnego WP też tak nazwą?

W ostatnim czasie, wraz z nasileniem rosyjskiej wojny informacyjno-psychologicznej przeciwko Polsce, w mediach społecznościowych szaleją tysiące rosyjskich trolli, botów, agentów…

6 dni ago