OUN-B i endecja kontra Międzymorze i Prometeizm. Od sojuszu Piłsudski–Petlura do katastrofy Wołynia

Przez dwa stulecia Rosja konsekwentnie budowała swoją dominację w Europie Wschodniej, opierając się na jednej z najbardziej cynicznych i zarazem skutecznych zasad imperialnej polityki – świadomym skłócaniu narodów, które w sposób naturalny mogłyby stać się dla niej realnym zagrożeniem. W relacjach polsko-ukraińskich była to strategia realizowana z wyjątkową konsekwencją, precyzją i bezwzględnością. Najpierw Imperium Rosyjskie, a następnie bolszewicka Rosja i Związek Sowiecki systemowo podsycały antagonizmy, wykorzystując każde możliwe napięcie – narodowe, społeczne i religijne – zgodnie z klasyczną, imperialną logiką „dziel i rządź”.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

W latach 20. i 30. XX wieku jednym z priorytetowych celów Kremla stało się zniszczenie wszelkich realnych prób polsko-ukraińskiego porozumienia, którego symbolicznym ucieleśnieniem był sojusz Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury. Dla Moskwy była to perspektywa szczególnie niebezpieczna – oznaczała bowiem możliwość powstania bloku politycznego wymierzonego w rosyjski imperializm. Z tej samej przyczyny zwalczano zarówno działalność rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej na emigracji w Tarnowie, jak i idee prometeizmu oraz Międzymorza – projektów zakładających strategiczną solidarność narodów Europy Środkowo-Wschodniej przeciwko dominacji Moskwy.

W konsekwencji sowieckie służby specjalne oraz rozbudowana agentura wpływu prowadziły systematyczną, długofalową operację dezintegracji środowisk opowiadających się za polsko-ukraińskim porozumieniem. Równolegle świadomie pogłębiały i instrumentalizowały istniejące konflikty między oboma narodami, przekształcając je w narzędzie politycznej destrukcji. Skutki tej polityki nie były przypadkowe ani uboczne – były jej bezpośrednim rezultatem i do dziś rzucają cień na historię regionu.

W realizacji tej strategii Kreml mógł liczyć także na działania środowisk politycznych, które – niezależnie od własnych intencji – stawały się jego sytuacyjnymi sojusznikami.

PROROSYJSKA ORIENTACJA: DMOWSKI KONTRA PIŁSUDSKI

Jednym z głównych przeciwników Międzymorza i Prometeizmu był Roman Dmowski – lider obozu narodowego, którego myślenie geopolityczne w kluczowych momentach zbliżało się do logiki interesów Imperium Rosyjskiego. W przeciwieństwie do Józefa Piłsudskiego, który widział w rosyjskim imperializmie zasadnicze zagrożenie i budował koncepcję współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw Moskwie, Dmowski przez długi czas wiązał sprawę polską z Rosją jako centralnym elementem ładu regionalnego.

Jeszcze przed I wojną światową opowiadał się za orientacją prorosyjską, zakładając możliwość odbudowy Polski nie poprzez rozbicie imperiów, lecz w ramach rosyjskiej dominacji. Jako wiernopoddańczy poseł do Dumy Państwowej Imperium Rosyjskiego argumentował, że Rosja umożliwia polityczne zjednoczenie narodu polskiego zaznając jednocześnie, że „rozwiązanie kwestii polskiej leży w rękach Rosji”.

W czasie wojny popierał współpracę z Rosją carską przeciw Niemcom, akceptując rosyjskie deklaracje dotyczące przyszłości ziem polskich. W praktyce oznaczało to wpisanie polskiej strategii w logikę jednego z dwóch imperialnych biegunów, bez próby wyjścia poza system dominacji wielkich mocarstw.

Bardzo dobrze przyjął deklarację złożoną 8 sierpnia 1914 roku w Dumie Państwowej przez swojego przyjaciela i posła Wiktora Jarońskiego, dotyczącą solidarności narodu polskiego z Rosją w jej walce z Niemcami. Napisał o niej później: „Nigdy w życiu żaden nasz krok polityczny tak mię nie ucieszył”.

Od wybuchu I wojny światowej konsekwentnie działał na rzecz Rosji, utworzył w Warszawie Komitet Narodowy Polski, stojący na gruncie manifestu wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza Romanowa do Polaków z 14 sierpnia 1914. W odpowiedzi na deklarację wodza naczelnego wojsk rosyjskich wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza Romanowa z 14 sierpnia 1914 roku, podpisał telegram dziękczynny, głoszący m.in., że krew synów Polski, przelana łącznie z krwią synów Rosji w walce ze wspólnym wrogiem, stanie się największą rękojmią nowego życia w pokoju i przyjaźni dwóch narodów słowiańskich.

Dmowski był adwokatem imperialnej Rosji i działał w jej interesie. Nastawiał Polaków przeciw Ukraińcom. Przeciwstawiał się zjednoczeniu narodów byłej I Rzeczpospolitej w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. W swojej pracy „Kwestia ukraińska” bez uzasadnienia próbował przekonać Polaków, iż jakoby głównym zagrożeniem dla Polski nie była agresywna Rosja, ale przymierze Niemiec z Ukrainą. I to po trzech rozbiorach Polski, inicjowanych właśnie przez Rosję w porozumieniu z Niemcami!

To znaczy, zamiast jednoczyć narody I Rzeczypospolitej do wspólnej walki przeciwko wspólnym wrogom – niemieckiemu i rosyjskiemu zaborcy, Dmowski stanął po stronie despotycznego imperium, które było głównym inicjatorem podziałów Polski!

ENDECJA, MOSKWA I GRA O WPŁYWY PRZED 1926 ROKIEM

W latach poprzedzających przewrót majowy polska scena polityczna stała się polem brutalnej gry o wpływy, w której Narodowa Demokracja była jednym z kluczowych filarów życia politycznego II Rzeczypospolitej, realnie kształtującym kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej. Równolegle Związek Sowiecki prowadził wobec Polski wielowarstwową, konsekwentną operację oddziaływania politycznego, dyplomatycznego i wywiadowczego – operację, której celem, jak wskazuje prof. Mariusz Wołos, była w istocie „sowietyzacja II Rzeczpospolitej”.

Moskwa nie traktowała Polski jako normalnego sąsiada. Traktowała ją jako pole konfrontacji i penetracji. Sowiecka dyplomacja analizowała polską politykę w kategoriach siły, wpływu i możliwości rozbicia jedności państwa. W tym układzie szczególne miejsce zajmował obóz piłsudczykowski, postrzegany przez Moskwę. Nie bez powodu: jego koncepcja federacyjna i próby budowania współpracy z Ukrainą i Białorusią uderzały w samo serce imperialnej logiki Rosji.

Szef dyplomacji sowieckiej – Gieorgij Cziczerin oceniał, że „Piłsudski pozostał naszym wrogiem i zwolennikiem programu dążenia na wschód i system federacyjnego z wciągnięciem doń Ukrainy i Białorusi”. Wciąż dominowało w Związku Sowieckim przekonanie, że Polska szykuje się do zajęcia sowieckiej Ukrainy i Białorusi i będzie współdziałała z państwami bałtyckimi.

Jednocześnie Kreml nie ograniczał się do walki z jednym obozem politycznym. Z zimną kalkulacją identyfikował i testował również środowiska związane z Romanem Dmowskim, dostrzegając w ich sceptycyzmie wobec jednoznacznie antyrosyjskiej orientacji oraz w skłonności do „realistycznej gry” dyplomatycznej potencjalne kanały wpływu i nacisku politycznego. Moskwa nie szukała sojuszników ideowych – szukała pęknięć. I natychmiast je wykorzystywała.

„W Moskwie doskonale zdawano sobie sprawę z prorosyjskich sympatii Romana Dmowskiego i jego stronników. Dochodził do tego czynnik ekonomiczny: polskie kręgi związane z endecją łudziły się, że odzyskają swoje tradycyjne rynki zbytu na Wschodzie, które przynosiły im niemałe dochody w nieodległych czasach Imperium Rosyjskiego. Ówczesny ambasador ZSRR w Polsce Piotr Wojkow wiedział, że endecja była jedną z najważniejszych sił politycznych Drugiej Rzeczypospolitej i że miała duży wpływ na kierunki polityki wewnętrznej oraz zagranicznej – różnice ideologiczne nie były w tym przypadku przeszkodą” – pisał prof. Mariusz Wołos.

W tym samym czasie relacje polsko-ukraińskie stawały się kolejnym polem tej samej gry. Symon Petlura, obserwując ewolucję części polskich elit, nie pozostawiał złudzeń. W liście do Mykoły Wasylki pisał o „moskalofilstwie” i politycznej naiwności, która – w jego ocenie – prowadziła do katastrofalnych złudzeń co do możliwości porozumienia z Rosją:

„Dzisiejsza polityka polskiego rządu jest głupia i krótkowzroczna; ludzie chcą być moskalofilami i sądzą, że w ten sposób unormują stosunki Polski z Rosją… w Polsce takich obłędów jest, ile tylko zechcesz!” (Symon Petlura, list do Mykoły Wasylki, 20 lipca 1923 r.).

Te słowa nie były jedynie emocjonalnym komentarzem. Były ostrzeżeniem przed polityczną iluzją, którą Moskwa od lat systematycznie wzmacniała – iluzją „normalizacji” relacji z imperium, które w rzeczywistości nie rezygnowało z żadnego z narzędzi presji.

Sowieckie dokumenty i analizy wskazywały jednocześnie, że kontakty z endecją nie miały charakteru przypadkowego. Obejmowały zarówno sferę polityczną, jak i gospodarczą, a dyplomacja ZSRR aktywnie sondowała możliwość wykorzystania istniejących napięć w polskim systemie politycznym. W ujęciu prof. Mariusza Wołosa działania te wpisywały się w szerszą strategię, w której nadrzędnym celem była destabilizacja Polski i stopniowe podważanie jej suwerenności – nie tylko siłą militarną, ale przede wszystkim poprzez politykę wpływu, rozkładu i wewnętrznego paraliżu decyzyjnego.

W efekcie narastająca polaryzacja polityczna, spotęgowana presją zewnętrzną i świadomie podsycaną nieufnością wobec kierunków polityki wschodniej, doprowadziła do sytuacji, w której konflikt wewnętrzny przestał być wyłącznie sporem politycznym. Zaczął być narzędziem. A narzędzie to – jak pokazała historia – zawsze było w gotowości do użycia przez siły, które nie szukały stabilności, lecz dominacji i rozkładu.

PRZEWRÓT MAJOWY 1926 – PRÓBA OCALENIA PAŃSTWA

W drugiej połowie lat 20. napięcia wewnętrzne w Polsce osiągnęły punkt krytyczny. Rywalizacja między obozem piłsudczykowskim a środowiskami narodowymi, narastający chaos polityczny oraz presja zewnętrznych wpływów stworzyły sytuację, w której państwo znalazło się na granicy destabilizacji.

W tym samym czasie Moskwa kontynuowała wielowarstwową grę polityczną, uważnie obserwując sytuację w Warszawie i szukając każdej okazji do osłabienia spójności II Rzeczypospolitej. W tym kontekście na scenę powraca Józef Piłsudski — nie jako rewolucjonista sprzed lat, lecz jako polityk przekonany, że dalsze funkcjonowanie państwa w dotychczasowym układzie prowadzi do jego erozji.

Przewrót majowy 1926 roku staje się więc nie tylko wewnętrznym przesileniem politycznym, ale także próbą zatrzymania procesu, w którym Polska — według diagnoz części ówczesnych elit — coraz bardziej stawała się polem gry wpływów zewnętrznych, w tym przede wszystkim sowieckich.

ZABÓJSTWO PETLURY. CIEŃ TAJNEJ WOJNY PRZECIWKO POLSKO-UKRAIŃSKIEMU SOJUSZOWI

Tuż po przewrocie majowym, 25 maja 1926 roku, w Paryżu zamordowano Symona Petlurę – przywódcę Ukraińskiej Republiki Ludowej i kluczowego partnera Józefa Piłsudskiego w polsko-ukraińskim sojuszu.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Petlury ujawniło sieć powiązań wykraczającą daleko poza indywidualny akt zemsty. W otoczeniu jego zabójcy, Szolema Szwarcbarda, pojawia się postać Michaiła Wołodina – agenta sowieckiej OGPU, który penetrował lewicowe środowiska emigracji ukraińskiej we Francji i utrzymywał kontakty ze Szwarcbardem. Były oficer KGB Piotr Deriabin, który zbiegł na Zachód w 1954 roku, zeznając przed amerykańskim Kongresem, twierdził, że Szwarcbard był wykorzystywany i kierowany w ramach sowieckiej operacji wpływu.

W tym ujęciu Szwarcbard nie był jedynie sprawcą kierowanym osobistą zemstą, lecz narzędziem operacji wymierzonej w likwidację Petlury w momencie politycznego przesilenia – tuż po przewrocie majowym i powrocie do władzy jego sojusznika, Józefa Piłsudskiego. W Moskwie mogło to zostać odebrane jako sygnał zagrożenia dla ewentualnej odbudowy polsko-ukraińskiego porozumienia.

Śmierć Symona Petlury oznaczała faktyczny kres projektu polsko-ukraińskiego sojuszu i symbolizowała początek nowej fazy rywalizacji o wpływy nad ukraińskim ruchem niepodległościowym – fazy, w której coraz większą rolę odgrywały operacje wpływu, infiltracja oraz prowokowanie konfliktów i rozbijanie ukraińskich struktur emigracyjnych od wewnątrz. To właśnie w przestrzeni między Berlinem, Paryżem a Pragą zaczęła kształtować się nowa dynamika konfliktu, która w kolejnych latach objęła również środowiska OUN.

CZEKIŚCI W CIENIU UKRAIŃSKIEJ EMIGRACJI

W tej nowej fazie rywalizacji o wpływy nad ukraińskim ruchem niepodległościowym kluczową rolę przejęły sowieckie służby specjalne. OGPU, a następnie NKWD, uczyniły z emigracji ukraińskiej jeden z priorytetowych obszarów operacyjnych – nie tylko ze względu na jej potencjał polityczny, lecz także jako narzędzie oddziaływania na sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym podsycania i instrumentalizowania konfliktu polsko-ukraińskiego w ramach II Rzeczypospolitej.

Analiza dokumentów OGPU–NKWD oraz wspomnień Pawła Sudopłatowa, jednego z kluczowych oficerów sowieckiego wywiadu odpowiedzialnych za operacje dywersyjne, wskazuje na szeroko zakrojoną działalność infiltracyjną sowieckich służb w środowiskach ukraińskiej emigracji politycznej, w tym w strukturach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Według relacji Sudopłatowa, sowiecki aparat bezpieczeństwa już w latach 30. prowadził działania ukierunkowane na przenikanie do OUN poprzez agenturę, operacje nielegalne oraz wykorzystanie konfliktów wewnętrznych. W jego wspomnieniach pojawiają się opisy planów wysyłania funkcjonariuszy podszywających się pod działaczy ukraińskich oraz budowania sieci wpływu w środowiskach emigracyjnych w Niemczech i Europie Zachodniej.

Stopień infiltracji OUN przez agentów Moskwy w połowie lat 30. XX wieku dobrze ilustruje fragment wspomnień Pawła Sudopłatowa: „Słucki, jako szef Departamentu Zagranicznego OGPU, wysłał do Jeżowa notatkę z planem intensywnej penetracji OUN, szczególnie w Niemczech. W ramach tego planu proponowano m.in. wysłanie trzech funkcjonariuszy ukraińskiego NKWD (podszywających się pod członków OUN) do nazistowskiej szkoły partyjnej. Aby zabezpieczyć operację, uznano za konieczne dołączenie jednego prawdziwego ukraińskiego nacjonalisty, najlepiej niezbyt bystrego”.

Szczególne znaczenie miała działalność operacyjna wymierzona w kierownictwo OUN na uchodźstwie. W narracji Sudopłatowa pojawia się postać agenta określanego jako „Łebied’”, wykorzystywanego przez sowiecki wywiad jako narzędzie penetracji struktur organizacji. W tym ujęciu OUN stawała się nie tylko celem klasycznej inwigilacji, ale również polem operacji wpływu, w którym lojalność i tożsamość poszczególnych działaczy były systematycznie podważane.

„W trakcie wojny domowej Łebied’ został zastępcą Konowalca i dowodził dywizją piechoty walczącą z oddziałami Armii Czerwonej na Ukrainie. Po wycofaniu się Konowalca do Polski w 1920 r. Łebied’ został przez niego wysłany na Ukrainę, by zorganizować podziemną siatkę OUN. Tam jednak został aresztowany. Wybór, który przed nim postawiliśmy, był prosty: albo współpracować z nami, albo umrzeć” – wspomina Sudopłatow.

Równolegle w strukturach emigracyjnych narastał konflikt między starszym pokoleniem działaczy związanych z tradycją Ukraińskiej Republiki Ludowej a młodszą generacją radykalizującą swoje stanowisko polityczne. Sudopłatow opisuje, że ten wewnętrzny podział był dodatkowo pogłębiany przez działania agenturalne i operacje dezinformacyjne, co sprzyjało eskalacji sporów wewnętrznych i rozbiciu jednolitego frontu ukraińskiej emigracji.

W tym czasie agenci Stalina, kierowani przez Riko (Ryszarda) Jarego, określanego w odtajnionym dokumencie CIA jako „ważny agent sowiecki”, intensywnie działali na rzecz wywołania rozłamu w szeregach OUN, stosując manipulacje i prowokacje, które miały na celu osłabienie ukraińskiego ruchu narodowego od wewnątrz oraz sprowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego w południowo-wschodnich województwach II Rzeczypospolitej.

„Ounowcy starali się wszelkimi możliwymi sposobami wciągnąć mnie w walkę o władzę, która toczyła się pomiędzy dwiema głównymi grupami: „starszymi”, reprezentowanymi przez Konowalca i jego zastępcę Melnyka, oraz „młodzieżą”, którą przewodzili Bandera i Kostariew” – wspominał Sudoplatow.

Zwolennicy Konowalca i Melnyka oskarżali oponentów o to, że w ich szeregi przenika agentura NKWD, banderowcy zaś odpowiadali, że Jarosław Baranowski, najbliższy współpracownik Jewhena Konowalca, ulega wpływowi polskiego wywiadu.

Wraz z pogłębianiem się konfliktów wewnętrznych w OUN oraz narastającą radykalizacją części jej struktur, przestrzeń polityczna regionu stawała się coraz bardziej podatna na manipulację i eskalację przemocy, której skutki ujawniły się w kolejnych latach.

ROSYJSKA DYWERSJA I DESTABILIZACJA WOŁYNIA

Konflikt polsko-ukraiński na Wołyniu nie był zjawiskiem nagłym. Jego korzenie sięgały jeszcze czasów Imperium Rosyjskiego, które po rozbiorach Rzeczypospolitej prowadziło w regionie politykę rusyfikacji i wykorzystywało struktury takie jak czarnosecinny Związek Narodu Rosyjskiego do szerzenia rosyjskiego szowinizmu oraz antagonizowania Polaków i Ukraińców.

W okresie międzywojennym dawne podziały nałożyły się na nowe procesy polityczne: rewolucję bolszewicką, radykalizację konfliktów społecznych oraz rozwój ukraińskiego nacjonalizmu. Część badaczy, m.in. Hanna Dylągowa i Bohdan Hudi, wskazuje również na aktywną działalność sowieckich służb specjalnych i struktur komunistycznych, które prowadziły na Wołyniu akcje dywersyjne, sabotażowe i destabilizacyjne. Region stopniowo stawał się obszarem ścierania się wpływów narodowych, politycznych i wywiadowczych.

W rezultacie Wołyń pozostawał jednym z najbardziej niestabilnych obszarów II Rzeczypospolitej. Narastające napięcia coraz częściej wykraczały poza spory polityczne, a lata 30. przyniosły eskalację przemocy, działalności konspiracyjnej i operacji wywiadowczych. Proces ten osłabiał środowiska zdolne do polsko-ukraińskiego porozumienia i tworzył warunki dla dalszej radykalizacji konfliktu.

ZABÓJSTWA HOŁÓWKI I PIERACKIEGO

Related Post

W latach 30. XX wieku polityka wschodnia II Rzeczypospolitej znalazła się w fazie narastającego kryzysu. Z jednej strony nadal żywe pozostawały idee prometeizmu i współpracy narodów Europy Wschodniej, wypracowane przez obóz Józefa Piłsudskiego. Z drugiej strony nasilały się działania wymierzone zarówno w środowiska piłsudczykowskie, jak i w kręgi polityczne związane z dziedzictwem jego nieżyjącego sojusznika – Symona Petlury.

W tym kontekście szczególne znaczenie miała działalność Tadeusza Hołówki – jednego z najbliższych współpracowników Piłsudskiego i głównego orędownika porozumienia polsko-ukraińskiego w duchu prometeizmu. Hołówko należał do tej grupy polityków, którzy konsekwentnie dążyli do ograniczenia konfliktów narodowościowych na Kresach i budowania długofalowej współpracy z ukraińskim ruchem niepodległościowym.

Jego zabójstwo w 1931 roku było wstrząsem dla środowisk piłsudczykowskich i jednocześnie symbolem narastającej brutalizacji konfliktów politycznych wokół kwestii wschodniej. W sensie politycznym uderzało ono nie tylko w jednostkę, ale w cały nurt myślenia o federacyjnej i współpracy regionalnej koncepcji bezpieczeństwa.

Kilka lat później, w 1934 roku, doszło do kolejnego zamachu – tym razem na Bronisława Pierackiego, ministra spraw wewnętrznych II RP. Pieracki był jedną z kluczowych postaci odpowiedzialnych za politykę państwa wobec narastających napięć etnicznych i działalności organizacji ekstremistycznych. Jego śmierć stała się punktem zwrotnym w polityce wewnętrznej II Rzeczypospolitej i doprowadziła do zaostrzenia kursu wobec części środowisk ukraińskich oraz polskich organizacji radykalnych.

Oba zamachy wpisywały się w proces zastępowania politycznego dialogu przemocą i konspiracją. Uderzały w środowiska opowiadające się za polsko-ukraińskim porozumieniem i świadomie osłabiały siły stabilizacji w regionie.

Co ciekawie, agent NKWD Paweł Sudopłatow raportował do Moskwy, że „zabójstwo polskiego ministra, generała Pierackiego, w 1934 roku przez ukraińskiego terrorystę Maciejkę zostało dokonane wbrew rozkazom Konowalca i za jego organizacją miał stać Bandera”.

BANDEROWCY KONTRA PETLUROWCY. JAK MOSKWA ROZBIJAŁA OUN OD ŚRODKA

W drugiej połowie lat 30. XX wieku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów stała się jednym z głównych celów operacji wywiadowczych sowieckich służb specjalnych. Moskwa doskonale rozumiała, że środowiska wywodzące się z tradycji Ukraińskiej Republiki Ludowej i związane z dziedzictwem Symona Petlury pozostają naturalnym sojusznikiem obozu prometejskiego oraz przeciwnikiem imperialnej polityki Kremla.

Według licznych źródeł znaczącą rolę w operacjach wymierzonych w OUN odgrywał Riko (Ryszard) Jary, określany w jednym z odtajnionych dokumentów CIA jako „ważny agent sowiecki”. Równolegle OGPU i NKWD prowadziły szeroko zakrojoną działalność agenturalną, wykorzystując istniejące podziały wewnątrz organizacji i starając się je pogłębiać.

Paweł Sudopłatow wspominał po latach, że wewnątrz OUN trwała walka między dwoma głównymi nurtami: starszym pokoleniem skupionym wokół Jewhena Konowalca i Andrija Melnyka oraz młodszymi działaczami reprezentowanymi przez Stepana Banderę.

Po jednej stronie znajdowali się weterani walk o niepodległość Ukrainy z lat 1917–1921: Jewhen Konowalec, Andrij Melnyk, Omelan Senyk, Mykoła Ściborski czy Jarosław Baranowski. Byli oni politycznymi spadkobiercami Symona Petlury i należeli do zwolenników współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw Moskwie. Po drugiej stronie rosły wpływy młodszych działaczy reprezentujących nurt bardziej radykalny i skłonny do konfrontacji z państwem polskim.

Wraz z postępującą infiltracją OUN przez agenturę sowiecką narastała atmosfera wzajemnej podejrzliwości. Zwolennicy Konowalca oskarżali przeciwników o przenikanie agentów NKWD do struktur organizacji, natomiast ich oponenci zarzucali najbliższym współpracownikom przewodniczącego OUN związki z polskim wywiadem. Konflikt stopniowo przestawał być sporem politycznym, a stawał się walką o przyszłość całego ruchu ukraińskiego.

ZABÓJSTWO KONOWALCA I DEKAPITACJA ŚRODOWISKA PETLUROWSKIEGO

Według Sudopłatowa przywódca OUN pozostawał wierny tradycji petlurowskiej i postrzegał Symona Petlurę jako symbol ukraińskiej walki o niepodległość. Opisując wspólną wizytę na grobie Petlury w Paryżu, wspominał słowa Konowalca:

„Konowalec ubóstwiał tego człowieka, nazywając go »naszym sztandarem i najbardziej ukochanym przywódcą«. Powiedział, że należy zachować pamięć o Petlurze”.

Po przedstawieniu raportu kierownictwu NKWD Sudopłatow został wezwany na Kreml. Zgodnie z jego relacją decyzję o fizycznej likwidacji Konowalca podjął osobiście Józef Stalin.

23 maja 1938 roku w Rotterdamie Sudopłatow przeprowadził zamach bombowy, w wyniku którego zginął przewodniczący OUN. Zabójstwo Konowalca miało znaczenie znacznie wykraczające poza eliminację jednego człowieka. Zginął polityk, który jako jedyny posiadał autorytet pozwalający utrzymać jedność organizacji i równoważyć narastające konflikty pomiędzy jej frakcjami.

W praktyce śmierć Konowalca otworzyła drogę do ostatecznego rozłamu OUN. Osłabione zostało środowisko wywodzące się z tradycji Ukraińskiej Republiki Ludowej, natomiast coraz większe wpływy zdobywali zwolennicy bardziej radykalnej linii politycznej. Proces ten miał dalekosiężne konsekwencje zarówno dla ukraińskiego ruchu narodowego, jak i dla relacji polsko-ukraińskich.

Na tym jednak operacja niszczenia środowiska petlurowskiego się nie zakończyła. W kolejnych latach zginęli następni czołowi działacze związani z obozem Konowalca. W 1941 roku w Żytomierzu zamordowano Mykołę Ściborskiego i Omelana Senyka, a w 1943 roku we Lwowie zginął Jarosław Baranowski. Eliminacja kolejnych liderów starej generacji OUN oznaczała stopniowe usuwanie ludzi związanych z tradycją Petlury, prometeizmem oraz koncepcją współpracy narodów Europy Wschodniej przeciw rosyjskiemu imperializmowi.

Wraz z ich śmiercią zanikały ostatnie polityczne hamulce zdolne powstrzymać dalszą radykalizację ruchu. Rozłam w OUN stawał się faktem, a Europa Wschodnia zbliżała się do jednej z największych tragedii w historii relacji polsko-ukraińskich.

STALINOWSCY AGENCI W KIEROWNICTWIE OUN?

O skali infiltracji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przez sowiecką agenturę świadczą dziś odtajnione dokumenty NKWD, które nie pozostawiają wątpliwości co do metod działania aparatu Stalina. Szczególne znaczenie ma raport komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii z 13 listopada 1940 roku, zatytułowany „O aktywizacji OUN na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy i przeprowadzeniu w związku z tym operatywnych działań”, ujawniony po odtajnieniu przez Państwowe Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w 2007 roku.

Dokument nie pozostawia wątpliwości, że sowieckie służby traktowały OUN jako jeden z priorytetowych obiektów działań operacyjnych. Wśród postawionych zadań znalazło się m.in.:

  • przyspieszenie infiltracji kierownictwa OUN przez agenturę NKWD;
  • wprowadzenie agentów do struktur dowódczych organizacji i przejęcie kanałów łączności;
  • prowadzenie pod przykrywką OUN działań prowokacyjnych mających demoralizować i kompromitować struktury organizacji.

Raport Berii stanowi jedno z najważniejszych źródeł potwierdzających, że Moskwa nie ograniczała się do obserwowania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, lecz dążyła do jego aktywnego kształtowania i wykorzystywania dla własnych celów operacyjnych.

Co ciekawe, Dmytro Klaczkiwski, znany jako „Kłym Sawur” i jeden z głównych inicjatorów ludobójstwa na Wołyniu, przed rozpoczęciem eksterminacji ludności polskiej przebywał w więzieniu NKWD. Następnie, w dość zagadkowych okolicznościach, pojawił się na Wołyniu jako dowódca UPA

Jakie zadania mieli stawiać agenci NKWD (pod przykrywką „prowodu” OUN) nacjonalistycznym oddziałom zbrojnym?

LUDOBÓJSTWO W CIENIU WIELKIEJ GEOPOLITYKI

Zbrodnie na Polakach na Wołyniu zbiegły się w czasie z przełomowymi wydarzeniami II wojny światowej. Gdy rozstrzygały się losy frontu w bitwie na Łuku Kurskim, a w Teheranie zapadały decyzje o powojennym układzie sił w Europie, w tym o włączeniu Wołynia i Galicji Wschodniej do ZSRR, na ziemiach tych narastała fala brutalnej przemocy etnicznej.

„To Rosjanie antagonizowali narody i wspierali nacjonalistów, i właściwie w każdym oddziale UPA był instruktor sowiecki” – twierdzi znany polski kompozytor Krzesimir Dębski, którego rodzice cudem przeżyli pogrom zorganizowany przez bojowników UPA w ich rodzinnej wsi Kisielin i okolicach.

Z kolei Wojciech Paweł Wiatr w książce „Oko Diabła” opisywał aktywność sowieckiej agentury przenikającej struktury ukraińskiego podziemia zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu.

„Myślę, że historycy polscy i ukraińscy powinni wątek sowieckiej inspiracji dla zbrodni wołyńskiej poważnie wziąć pod uwagę. Choć zdaję sobie sprawę, że jeśli są jakiekolwiek dokumenty na ten temat, to znajdują się one w archiwach KGB” — powiedział w rozmowie z „Super Expressem” Jan Olszewski, były premier, odnosząc się do wpisania do nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zakazy gloryfikowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, propagowania banderyzmu.

Problem polega na tym, że znaczna część rosyjskich archiwów służb specjalnych pozostaje niedostępna dla badaczy. W rezultacie wiele pytań dotyczących skali operacji NKWD i ich wpływu na wydarzenia na Wołyniu nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.

Jedno nie budzi jednak wątpliwości. Zarówno Imperium Rosyjskie, jak i później Związek Sowiecki wielokrotnie wykorzystywały konflikty narodowe do realizacji własnych celów geopolitycznych. Polsko-ukraińska wrogość była dla Moskwy korzystna, ponieważ osłabiała dwa narody, które w warunkach współpracy mogłyby stworzyć poważną przeszkodę dla rosyjskich ambicji imperialnych.

Skutki tej polityki są odczuwalne również współcześnie. Spory historyczne pozostają jednym z głównych instrumentów wykorzystywanych przez Kreml do podważania współpracy między Polską a Ukrainą.

OD II RZECZYPOSPOLITEJ DO III RP. CZY HISTORIA POWTARZA SIĘ NA NASZYCH OCZACH?

Historia relacji polsko-ukraińskich pokazuje jeden niezmienny mechanizm: Rosja od stuleci skłóca narody Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ tylko ich współpraca jest w stanie powstrzymać jej imperialną ekspansję. W okresie międzywojennym ofiarą tej strategii padł sojusz Piłsudski–Petlura oraz idee Prometeizmu i Międzymorza. Dziś Moskwa stosuje dokładnie tę samą metodę.

Po niesprowokowanej i bezprawnej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Polska stała się głównym zapleczem politycznym, logistycznym i humanitarnym walczącej Ukrainy. Jednocześnie miliony uchodźców stworzyły przestrzeń, którą Kreml natychmiast próbował wykorzystać do prowadzenia wojny informacyjnej i psychologicznej.

Rosja doskonale rozumie, że trwały sojusz Polski i Ukrainy stanowi jedno z największych zagrożeń dla jej planów odbudowy imperialnej strefy wpływów. Dlatego podsyca każdy konflikt, wzmacnia każdą nieufność i eksploatuje każdą historyczną ranę. Celem jest stworzenie fałszywego przekonania, że Polacy i Ukraińcy są naturalnymi przeciwnikami.

Jednak Kreml od dawna znajduje również pomocników wewnątrz polskiej twierdzy. Politycy Konfederacji Wolność i Niepodległość, tacy jak Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak, oraz działacze Konfederacji Korony Polskiej, w tym Grzegorz Braun, Włodzimierz Skalik, Wojciech Olszański i Roman Fritz, nieustannie eksponują konflikty polsko-ukraińskie, podsycają antyukraińskie emocje i szerzą antyzachodnią narrację. Niezależnie od deklarowanych intencji skutki tej działalności pozostają zbieżne z celami rosyjskiej wojny informacyjno-psychologicznej wymierzonej w bezpieczeństwo, rację stanu i interes narodowy Polski.

Historia XX wieku nie pozostawia w tej kwestii żadnych wątpliwości. Gdy Warszawa i Kijów były skłócone, Moskwa rosła w siłę. Gdy współpracowały, rosyjski imperializm napotykał przeszkodę, której nie potrafił łatwo pokonać.

Dlatego lekcja XX wieku – od upadku sojuszu Piłsudski–Petlura, przez zniszczenie ruchu prometejskiego, po tragedię Wołynia – pozostaje aktualna także dziś. Nie chodzi o rezygnację z pamięci historycznej. Chodzi o zrozumienie mechanizmów, które tę historię współtworzyły.

Strategia Rosji nie zmieniła się od czasów carów. Skłócić. Rozbić. Osłabić. Podporządkować.

Jeżeli Polska i Ukraina ponownie dadzą się wciągnąć w logikę wzajemnej wrogości, rezultat będzie taki sam jak zawsze. Nie wygra Warszawa. Nie wygra Kijów. Wygra Moskwa.

Wojna Putina nie jest wyłącznie wojną militarną. To również wojna ideologiczna wymierzona w odrodzenie ducha I Rzeczypospolitej oraz w idee Międzymorza i Prometeizmu – projekty zdolne skutecznie ograniczyć rosyjską ekspansję na Zachód. Kreml nie ukrywa swoich ambicji. Dąży do odbudowy rosyjskiej potęgi i odzyskania dominacji nad Europą Wschodnią. Jest to wojna hybrydowa prowadzona równocześnie przeciw Ukrainie, Polsce i całemu porządkowi bezpieczeństwa w regionie.

Dlatego zarówno bezkrytyczna gloryfikacja, jak i bezrefleksyjna demonizacja Stepana Bandery oraz symboliki OUN-B służą przede wszystkim interesom Moskwy. Projekt ten doprowadził do rozbicia polsko-ukraińskiego sojuszu z 1920 roku i stał się jednym z czynników tragedii lat 40. Dziś Rosja dąży do osiągnięcia identycznego celu – uniemożliwienia powstania trwałego partnerstwa polsko-ukraińskiego, które mogłoby stać się fundamentem bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.

Historia nie może być narzędziem rosyjskiej wojny informacyjnej. Powinna być ostrzeżeniem. Bo przez cały XX wiek największym beneficjentem polsko-ukraińskich konfliktów była nie Polska i nie Ukraina. Była nim Rosja.

Włodzimierz Iszczuk

ZOBACZ TAKŻE:

Włodzimierz Iszczuk

Włodzimierz Iszczuk to dziennikarz, publicysta i redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org oraz czasopisma „Głos Polonii”. Specjalizuje się w geopolityce, stosunkach międzynarodowych, wojnie informacyjno-psychologicznej oraz przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie, która ma na celu dezinformację i destabilizację. Jest autorem publikacji cytowanych w monografiach, takich jak „Wojna hybrydowa Rosji przeciwko Ukrainie”, „Od cara do »cara«” oraz chińskiej monografii „Polityka Rosji w Europie Środkowo-Wschodniej i jej wpływy po zimnej wojnie”. Jego prognozy dotyczące geostrategii Rosji, zwłaszcza agresji na Ukrainę, okazały się niemal w pełni trafne. Jako publicysta współpracował z ogólnoukraińskimi mediami, a jego esej „UKRAINA: PROBLEM PRESTIŻU I TOŻSAMOŚCI” stał się częścią programów nauczania na ukraińskich uczelniach.

Share
Published by
Włodzimierz Iszczuk

Recent Posts

Ukraina napędza polski eksport. Polskie firmy sprzedały tam towary za niemal 57 miliardów złotych

Ukraina, mimo trwającej od ponad czterech lat pełnoskalowej wojny z Rosją, pozostaje jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych Polski. Najnowsze dane…

8 godzin ago

Eksperci patrzący z góry na Ukrainę i wierzący w NATO oraz art. 5 jako gwarancję bezpieczeństwa zachowują się jak dzieci

Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie nie tylko zburzyła dotychczasowy porządek bezpieczeństwa w Europie. Obnażyła również, jak wielu polskich ekspertów od geopolityki…

19 godzin ago

Rok 2035. Spełniły się wszystkie marzenia antysystemowej prawicy. Jak wygląda Polska?

Wyobraźmy sobie, że spełniły się najdalej idące postulaty środowisk, które od lat przekonują Polaków, iż ich największymi wrogami są Ukraińcy…

3 dni ago

WSJ: Putin szykuje agresję przeciwko Europie, aby zmyć hańbę porażki na Ukrainie

Europa coraz wyraźniej dostrzega to, o czym Jagiellonia.org ostrzega od lat. Wojna przeciwko Ukrainie nie jest dla Kremla celem samym…

5 dni ago

Ostry konflikt Warszawy i Kijowa. Prorosyjscy rewizjoniści marzący o odrodzeniu II Rzeszy i Austro-Węgier zacierają ręce

Konflikt, który wybuchł między Wołodymyrem Zełenskim a Karolem Nawrockim po niefortunnej decyzji strony ukraińskiej o nadaniu elitarnej jednostce sił specjalnych…

5 dni ago

Los Polaków na Ukrainie zależy od jej przyszłości w Unii Europejskiej

Wołodymyr Zełenski opublikował w serwisie X fragment swojego wystąpienia do europejskich przywódców, podkreślając, że bezpieczeństwo i przyszłość wolnej Europy zależą…

1 tydzień ago