Nie odwracać oczu od granicy!
W ostatnich dniach polska debata publiczna została zdominowana tematycznie przez aborcję – w związku ze śmiercią ciężarnej kobiety, oraz relacje z Unią Europejską – w kontekście kar finansowych nałożonych na rząd w Warszawie. Najbardziej palący obecnie problem Łukaszenkowskiej wojny hybrydowej przeciw Polsce zszedł na dalszy plan. To niebezpieczny symptom.
Żarty się skończyły. W ostatnich dniach zbrodniczy reżim w Mińsku przeszedł od przerzutu migrantów z Bliskiego Wschodu do penetracji polskiego terytorium przez białoruskie służby mundurowe. Przypomnijmy: w nocy z 1 na 2 listopada żołnierze WP spostrzegli trzech obco umundurowanych mężczyzn uzbrojonych w broń długą. Po tym, jak intruzi zorientowali się, że zostali wytropieni, przeładowali broń, a następnie opuścili terytorium RP.
Komentarz jaki ciśnienie się na usta w związku z powyższym incydentem jest następujący: zielone ludziki już są w Polsce. Nie ma żadnego znaczenia, że tyko trzy. Zgodnie z logiką testowania spójności państwa będącego celem agresji, przy kolejnych tego typu prowokacjach liczba intruzów będzie się zwiększać… aż do momentu, kiedy komuś puszczą nerwy, pojawi się trup, a Łukaszenka wrzaśnie na cały świat, że to jego kraj stał się obiektem ataku.
Wczoraj przed południem pojawiła się informacja o śmierci wojskowego z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, wchodzącej w skład 18. Dywizji Zmechanizowanej. W oświadczeniu tej ostatniej czytamy: „do zdarzenia doszło w trakcie odpoczynku żołnierza. Zmarły żołnierz nie wykonywał zadań bezpośrednio związanych z ochroną polskiej granicy. Pełnił służbę jako logistyk”. Dalszych szczegółów brak.
Póki sprawa nie zostanie wyjaśniona, nie można wykluczać, że za śmiercią żołnierza stoi reżim Łukaszenki. Tak czy owak, incydenty się mnożą, wobec czego kwestia grożącego Polsce ze wschodu – i stale zwiększającego się – niebezpieczeństwa, mimo naturalnego zużywania się tematów medialnych, winna być „grzana” aż do granicy przegrzania. Sprawy obyczajowe i unijne są ważne, ale to one muszą obecnie zejść na plan dalszy.
Tym bardziej, że poświęcanie im teraz krytycznego kwantum energii społecznej jest na rękę Rosji, która pragnie Polskę zanarchizować, a następnie podporządkować tak, jak uczyniła to z Białorusią. Może jeszcze po drodze Ukraina, może państwa bałtyckie… Nie wolno się jednak łudzić: Polska jest następna w kolejce. Dlatego przestańmy zajmować się sami sobą – zajmijmy się zewnętrznymi, niekiedy naprawdę poważnymi zagrożeniami.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Zdjęcie: Straż Graniczna, Twitter
PRZECZYTAJ:
Wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie nie musi oznaczać nadchodzącego przełomu. Kontakty pomiędzy służbami istnieją również wtedy, gdy państwa…
Rosja ponosi ogromne straty, jej gospodarka znajduje się pod coraz większą presją, ukraińskie drony niszczą infrastrukturę wojskową i energetyczną daleko…
Najpierw był Lepper. Potem AgroUnia. Następnie „ukraińskie zboże”, blokady granicy, antyukraińskie hasła i wysypywanie ukraińskiego ziarna na asfalt. Czy rosyjska…
35 lat niepodległości Ukrainy to także 35 lat wolności Polaków, którzy od pokoleń żyją na ziemiach dzisiejszej Ukrainy. To fakt,…
35 lat temu, 24 sierpnia 1991 roku, Ukraina ogłosiła niepodległość. Dziś, w 35. rocznicę tego wydarzenia, trzeba powiedzieć jasno: przetrwanie,…
21 sierpnia 2016 roku, w słoneczny sierpniowy dzień, w Równem odsłonięto pierwszą na Ukrainie dwujęzyczną tablicę pamiątkową poświęconą Markowi Bezruczce…