Zimna Wojna 2.0: nowy front – Fundacja Warsaw Institute
Wraz ze zdobyciem Rakki i rozgromieniem tzw. Państwa Islamskiego zakończył się tylko pewien etap wojny. Daleko wciąż do pełnej pacyfikacji Syrii i odbudowy kraju, zaś dżihadyści nadal pozostają zagrożeniem. Triumfalizm reżimu Asada może zakończyć się kolejną eskalacją walk, gdyż siły rządowe są słabe, zgrupowania rebelianckie nadal znaczące, a interesy innych państw w wielu kwestiach sprzeczne. Na pierwszy plan, obok rosnącego ryzyka zaangażowania się militarnego Izraela, wysuwa się rywalizacja rosyjsko-amerykańska. Oficjalne zakończenie operacji wojennej Rosji nie oznacza końca obecności wojskowej tego państwa w Syrii. Seria incydentów powietrznych w ostatnich tygodniach pokazuje, że po uratowaniu Asada teraz priorytetowym celem Moskwy jest eliminacja wpływów USA, które są w Syrii postrzegane jako przeciwnik. De facto nad Syrią mamy dziś do czynienia z powstaniem nowego frontu wojskowej rywalizacji Rosji z Zachodem. To samo, co w latach 2014-2015 widziano głównie nad Bałtykiem i Morzem Czarnym – gdy rosyjskie samoloty wojskowe niebezpiecznie i prowokująco zbliżały się do natowskich samolotów i okrętów – można teraz obserwować w Syrii.
PRZECZYTAJ:
Die Welt: Jedyną możliwą opcją w relacjach z Rosją jest strategia siły
Wysłannik Rosji do Syrii Aleksandr Ławrentjew oznajmił 21 grudnia, że nie ma powodu, by siły amerykańskie pozostawały na terytorium Syrii. Ławrentjew przemawiał w Astanie, przed kolejną rundą rozmów pokojowych dotyczących zakończenia konfliktu syryjskiego. Obecnie głównym sojusznikiem USA w Syrii są Kurdowie i zdominowane przez nich siły koalicji SDF. To ich wspierają amerykańscy żołnierze obecni w Syrii. Po zdobyciu Rakki Pentagon ogłosił wycofanie 400 swoich wojskowych. Oficjalnie pozostało ich około 500, nieoficjalnie zaś mówi się o blisko 2000 wojskowych. Celem Moskwy jest doprowadzenie do ich pełnego wycofania – z czym współgra retoryka Asada, który zaczął określać Kurdów z SDF jako „zdrajców”.
To na linii dzielącej obszary kontrolowane przez SDF i wojska reżimu dochodzi do powietrznych incydentów między Rosjanami a Amerykanami. Jeszcze w listopadzie rosyjscy generałowie i Pentagon uzgodnili że będą latać po przeciwnych stronach rzeki Eufrat, aby zapobiec incydentom w zatłoczonej przestrzeni powietrznej. Tyle że zaraz potem Rosjanie przestali dotrzymywać umowy – pod koniec listopada ich samoloty przekraczały uzgodnioną granicę sześć do ośmiu razy dziennie. 23 listopada dwóm rosyjskim Su-25 w wykonywaniu misji po zachodniej stronie Eufratu miał przeszkadzać amerykański F-22. Dopiero pojawienie się myśliwca Su-35 miało spłoszyć amerykański samolot. Z kolei 13 grudnia dwa myśliwce F-22 przechwyciły nad Syrią dwa rosyjskie myśliwce Su-25, które wleciały w przestrzeń powietrzną na wschód od Eufratu. W kierunku rosyjskich samolotów wystrzelono flary ostrzegawcze, po czym Su-25 skierowały się na zachód od Eufratu.
Przy wymianie wzajemnych oskarżeń o prowokacje Moskwa znów sięga po stary argument o nielegalnym charakterze amerykańskiej obecności w Syrii. Twierdzi, że amerykańskie skargi na prowokacje rosyjskich pilotów nie są uzasadnione, bo w przeciwieństwie do sił powietrznych Rosji, koalicja pod dowództwem USA działa w Syrii bez podstaw prawnych. Kiedy dwa lata temu Rosja zaczynała operację wojskową w Syrii, działało tam już lotnictwo międzynarodowej koalicji. Kreml wykorzystał wówczas groźbę incydentów powietrznych, żeby zmusić USA do rozmawiania z nim. Amerykanie chcąc nie chcąc musieli nawiązać wojskowe kontakty z Rosjanami. Efektem tych rozmów było memorandum o wzajemnym informowaniu się o działaniach w przestrzeni powietrznej Syrii w celu zapobieżenia możliwym incydentom. Tyle że Moskwa zawsze próbowała wykorzystywać to porozumienie jako narzędzie nacisku. W 2017 roku dwa razy Rosjanie z wielkim hukiem zawieszali porozumienie: po rakietowym uderzeniu USA na reżimową bazę Szajrat oraz po zniszczeniu rządowego syryjskiego Su-22 na południe od Rakki. Za każdym razem Moskwa po cichu wracała do porozumienia.
Nic nie wskazuje na to, żeby Amerykanie ulegli presji rosyjskiej (oraz wystraszyli się możliwych dramatycznych konsekwencji powietrznych incydentów) i wycofali się z Syrii. Waszyngton sceptycznie odniósł się do słów Putina o zwycięskim końcu wojny z IS. Amerykanie uważają, że to przedwczesne. W ocenie USA rządowe siły syryjskie są za mało liczne, niedostatecznie uzbrojone i wyszkolone, aby zapewnić bezpieczeństwo w kraju. Amerykanie zauważają też, że mimo szumnych deklaracji Putina, nie zaobserwowano jakiegoś znacznego wycofywania sił rosyjskich z Syrii – co może oznaczać, że mamy do czynienia z kolejnym przegrupowaniem sił. Rosja już wcześniej wykorzystywała deklaracje o częściowym wycofaniu się z Syrii do przeprowadzenia rotacji określonych pododdziałów i przerzucenia nowych sił i broni.
Źródło: Fundacja Warsaw Institute
PRZECZYTAJ:
Pamięć o ofiarach Zbrodni Wołyńskiej jest sprawdzianem dojrzałości państwa. Ale w czasach rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie sprawdzianem jest również umiejętność…
Rosja przygotowuje prowokacje przeciwko Polsce i państwom bałtyckim, których celem ma być przetestowanie determinacji NATO oraz gotowości państw Sojuszu do…
Dziewięć europejskich państw oraz Ukraina rozpoczęło prace nad stworzeniem nowego systemu obrony antybalistycznej FREYJA. Inicjatywa, oficjalnie zaprezentowana 13 lipca w…
Dla Kremla najważniejszym polem bitwy nie jest terytorium, lecz ludzka świadomość. Dlatego właśnie wojna kognitywna, której celem jest manipulowanie opinią…
To jest diabelskie, naprawdę. Nie jestem człowiekiem religijnym, daleki jestem od kadzideł i różańców, ale kiedy patrzę na te komentarze…
Internet płonie, ale ogień podkładany jest z zewnątrz. Wystarczy chwila w mediach społecznościowych, by dostrzec, jak głęboko w tkankę polskiego…