Gdyby z polskiego rynku pracy z dnia na dzień zniknęli obywatele Ukrainy, skutki byłyby natychmiastowe i odczuwalne znacznie szybciej niż na wykresach PKB. Zatrzymane linie produkcyjne, brak kierowców, zamykane restauracje, opóźnione inwestycje i zerwane łańcuchy dostaw — taki scenariusz oznaczałby dla polskiej gospodarki wstrząs porównywalny z recesją pandemiczną 2020 roku.
Jak wynika z analiz opisywanych przez Business Insider, napływ pracowników z Ukrainy nie tylko nie stał się obciążeniem dla polskiej gospodarki, lecz okazał się jednym z jej kluczowych stabilizatorów — zwłaszcza w warunkach starzejącego się społeczeństwa i chronicznych niedoborów kadrowych.
MILIARDY ZŁOTYCH DLA POLSKIEGO PKB
Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego, w 2024 roku wkład ukraińskich pracowników w polski PKB wyniósł 2,7 proc., czyli ok. 98,7 mld zł. To kwota większa niż łączny roczny budżet Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji Narodowej. Bez tego impulsu tempo wzrostu gospodarczego Polski byłoby wyraźnie słabsze.
Obywatele Ukrainy stanowią dziś ponad 66 proc. legalnie pracujących cudzoziemców w Polsce. Ich masowe odejście oznaczałoby spadek konkurencyjności firm, mniejsze wpływy podatkowe i gwałtowne pogłębienie problemów kadrowych — podkreśla cytowana przez Business Insider ekspertka ds. migracji Nadia Winiarska.
PARALIŻ PRZEMYSŁU, TRANSPORTU I USŁUG
Od 22 do 25 proc. pracujących w Polsce Ukraińców — ok. 190 tys. osób — zatrudnionych jest w przemyśle i przetwórstwie. Ich brak zmusiłby wiele zakładów do ograniczenia lub całkowitego wstrzymania produkcji.
W transporcie i logistyce pracuje ok. 12 proc. obywateli Ukrainy (blisko 100 tys. osób). Bez nich doszłoby do zerwania łańcuchów dostaw, problemów z eksportem i zaopatrzeniem sklepów.
Z kolei w hotelarstwie i gastronomii Ukraińcy stanowią ok. 14 proc. pracowników, a w budownictwie — 13 proc.. Zniknięcie tych rąk do pracy przełożyłoby się na masowe zamykanie firm oraz opóźnienia kluczowych inwestycji infrastrukturalnych i mieszkaniowych.
— Bez obecności obywateli Ukrainy polski rynek pracy znajdowałby się dziś w znacznie gorszej kondycji — ocenia Nadia Winiarska.
AWANS ZAWODOWY POLAKÓW, NIE „ZABIERANIE PRACY”
Obecność ukraińskich pracowników uruchomiła w Polsce mechanizm awansu zawodowego. Imigranci w dużej mierze przejęli prace fizyczne i proste — często poniżej swoich kwalifikacji — co umożliwiło Polakom przesuwanie się do zawodów bardziej specjalistycznych i lepiej wynagradzanych.
Jak wskazują analizy Deloitte i UNHCR, w powiatach, gdzie udział pracowników z Ukrainy wzrósł o 1 pkt proc., płace Polaków rosły szybciej o 66–132 zł, stopa bezrobocia była niższa o 0,3 pkt proc., a wskaźnik zatrudnienia wyższy o 0,5 pkt proc.
Dane te jednoznacznie podważają mit o „zabieraniu pracy”. Migracja zwiększyła specjalizację i produktywność gospodarki, zamiast ją osłabiać.
WIĘCEJ WPŁAT NIŻ ŚWIADCZEŃ
Wbrew obiegowym opiniom pracownicy z Ukrainy nie obciążają systemu socjalnego. Na każdą złotówkę wypłaconą im w ramach programu 800+ przypada średnio 5,4 zł wpłaconych do budżetu w formie podatków i składek.
W 2024 roku wygenerowali oni ok. 15,1 mld zł wpływów budżetowych, podczas gdy wartość świadczeń wyniosła ok. 2,8 mld zł.
Bez 854 tys. płatników składek ZUS system emerytalny znalazłby się pod jeszcze większą presją, a deficyt finansów publicznych gwałtownie by wzrósł.
DEMOGRAFIA NIE POZOSTAWIA ZŁUDZEŃ
Polska starzeje się szybko. Obecnie na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada 29 osób w wieku emerytalnym. Bez migracji wskaźnik ten wzrósłby do 45 już w 2033 roku.
Aby utrzymać obecny poziom obciążenia demograficznego, Polska potrzebuje ok. 2,6 mln imigrantów w ciągu dekady. Obecni pracownicy z Ukrainy pokrywają zaledwie jedną trzecią tego zapotrzebowania.
KRUCHA STABILIZACJA I RYZYKO ODPŁYWU
Jak wskazują badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, tylko 4 na 10 imigrantów z Ukrainy deklaruje wysokie prawdopodobieństwo pozostania w Polsce na stałe. Kluczowym czynnikiem nie są zarobki, lecz stabilność prawna pobytu, bezpieczeństwo i perspektywy rozwoju.
— Ryzyko utraty statusu pobytowego po wyjeździe z Polski na ponad 30 dni może istotnie wpłynąć na decyzje migrantów — ostrzega Winiarska.
Jeśli warunki w Polsce przestaną być konkurencyjne lub zakończy się wojna, z rynku pracy może zniknąć nawet 650 tys. pracowników. Oznaczałoby to powrót do kryzysu kadrowego — tym razem w znacznie gorszych realiach demograficznych.
Jagiellonia.org
Opracowanie własne na podstawie artykułu opublikowanego na łamach portalu Business Insider
Wojna Putina przeciwko Ukrainie nigdy nie była konfliktem regionalnym. Amerykański wywiad ostrzega wprost: dalsza eskalacja może doprowadzić do bezpośredniego starcia…
Wojna Putina przeciwko Ukrainie nigdy nie była konfliktem regionalnym. Amerykański wywiad ostrzega wprost: dalsza eskalacja może doprowadzić do bezpośredniego starcia…
Przez lata w Polsce część sceny politycznej, medialnej i internetowej pompuje prymitywną, agresywną i skrajnie szkodliwą histerię antyeuropejską, której skutki…
Mychajło Basarab, ukraiński politolog i oficer Sił Zbrojnych Ukrainy, w swoim ostatnim wpisie na Facebooku jasno pokazuje, co Zachód wciąż…
Jarosław Kaczyński postawił na Przemysława Czarnka jako nową twarz walki o władzę, ale Polacy najwyraźniej nie kupili tej politycznej operacji.…
Od 2014 roku Władimir Putin konsekwentnie rozsadza europejski porządek bezpieczeństwa. Najpierw Krym, potem pełnoskalowa wojna na Ukrainie – dziś jego…