Antyukraińska histeria jako broń Kremla: element wojny informacyjno-psychologicznej przeciwko Polsce
Raport Wojciecha Pokory, redaktora naczelnego Disinfo Digest, odsłania mechanizmy rosyjskiej wojny informacyjno-psychologicznej wymierzonej w Polskę. Kreml od lat konsekwentnie wykorzystuje antyukraińskie emocje i narracje, by podsycać społeczne podziały, osłabiać zaufanie do instytucji państwa i rozbijać solidarność z walczącą Ukrainą. Zjawisko określane dziś jako „antyukraińska histeria” nie jest spontaniczną reakcją społeczną — to starannie zaplanowana operacja dezinformacyjna, której celem jest osłabienie Polski od środka i zniekształcenie obrazu sojuszu polsko-ukraińskiego w oczach świata.
ZARZĄDZANIE REFLEKSYJNE – BROŃ INFORMACYJNA ROSJI
Rosja od dziesięcioleci doskonali sztukę manipulowania świadomością przeciwnika. Już w latach 60. XX wieku rosyjski matematyk i psycholog Władimir Lefebvre opracował koncepcję zarządzania refleksyjnego – metody wpływania na sposób myślenia wroga tak, by podejmował decyzje zgodne z interesem Moskwy, wierząc przy tym, że to jego własny wybór.
W praktyce polega to na tworzeniu fałszywego obrazu rzeczywistości, podsuwaniu emocji i narracji, które prowadzą do pożądanych przez Rosję działań. To nie tylko dezinformacja, ale systemowe sterowanie percepcją – z wykorzystaniem psychologii, teorii gier, socjologii i propagandy. W XXI wieku Kreml przekształcił tę metodę w filar swojej wojny informacyjnej.
Polska jako cel rosyjskich operacji
Po 2022 roku Polska, kluczowe zaplecze pomocy dla Ukrainy, stała się jednym z głównych celów rosyjskiego „zarządzania refleksyjnego”. Celem Kremla nie jest wyłącznie wpływanie na polityków, ale rozbijanie emocjonalnej i społecznej spójności Polaków. Rosyjskie operacje mają budzić nieufność, poczucie zagrożenia i antagonizować Polaków z Ukraińcami.
Narracje podsuwane przez rosyjskie kanały – często za pośrednictwem lokalnych radykałów, polityków czy internetowych „patriotów” – mają wytworzyć przekonanie, że solidarność z Ukrainą to naiwność lub zdrada. W efekcie to sami Polacy, zmanipulowani przez zniekształcony obraz świata, zaczynają działać w interesie Moskwy.
Wielowarstwowa wojna informacyjna
Rosyjska kampania przeciw Polsce to złożona operacja psychologiczna, łącząca instrumenty polityczne, medialne i społeczne. Jej siła tkwi w długofalowości i trudnościach z identyfikacją źródła przekazu. Dlatego zrozumienie tej wojny wymaga analizy zarówno treści propagandowych, jak i sieci aktorów – od prorosyjskich organizacji po skrajną prawicę.
W kolejnej części raportu przyjrzymy się, jak te środowiska – pod hasłami obrony polskości czy pamięci kresowej – stały się narzędziem w rosyjskiej grze o osłabienie solidarności między Polską a Ukrainą.
Rosyjska dezinformacja wobec Polski to nie seria przypadkowych prowokacji, lecz stała, wielopoziomowa operacja. Kreml prowadzi ją konsekwentnie od lat, testując społeczne emocje i przekształcając wrażliwe tematy w narzędzia politycznego sabotażu.
Najsilniej atakowane są polsko-ukraińskie relacje – pamięć o rzezi wołyńskiej, obecność uchodźców czy obawy przed wciągnięciem Polski w wojnę. To właśnie wokół takich emocji Rosja buduje swoje narracje, stopniowo je eskalując, aż w końcu stają się „oddolnymi” kampaniami antyukraińskimi.
Wielowarstwowa struktura propagandy sprawia, że te same przekazy pojawiają się równocześnie w rosyjskich mediach, białoruskiej propagandzie i w polskiej infosferze – już z ust lokalnych „patriotów” czy radykalnych polityków. Idealnym przykładem jest mit o „polskiej aneksji zachodniej Ukrainy”, który od 2014 roku powraca jak bumerang. Od Siergieja Naryszkina po Łukaszenkę – wszyscy powielają tę samą fałszywą opowieść o Polsce jako „hienie Europy”, czekającej na Lwów i Wołyń.
Te komunikaty nie są spontaniczne. To łańcuch zarządzania refleksyjnego – od rosyjskich centrów propagandy, przez regionalnych sojuszników, aż po lokalnych wykonawców, którzy pozorują autentyczną debatę. Celem nie jest przekonanie, lecz skłócenie: zburzenie zaufania do państwa i osłabienie społecznej solidarności w czasie wojny u granic.
Jak ostrzegał pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa informacyjnego Stanisław Żaryn – Rosja używa dezinformacji, by „podzielić społeczeństwo i podważyć wizerunek Polski”.
Dziś widać, że to ostrzeżenie się spełniło. Antyukraińskie narracje stały się jednym z filarów rosyjskiej wojny psychologicznej przeciwko Polsce – wojny, która toczy się nie na frontach, lecz w naszych umysłach.
Rosja od lat potrafi wykorzystywać pamięć i emocje jako narzędzie wpływu. W Polsce jednym z jej celów stały się środowiska kresowe – grupy pielęgnujące pamięć o Wołyniu i dawnych Kresach Wschodnich. To właśnie wśród nich Kreml znalazł podatny grunt dla swojej strategii „dziel i rządź”.
Hasło „Wołyń pamiętamy” – symbol bólu i nieprzepracowanej traumy – przekształcono w oręż polityczny. W efekcie z nostalgii i żałoby zrodził się ruch o otwarcie antyukraińskim charakterze.
Jedną z kluczowych postaci tego środowiska jest Katarzyna Sokołowska, liderka fundacji „Wołyń Pamiętamy”. Zaczynała jako aktywistka upominająca się o pamięć ofiar UPA, lecz jej przekaz szybko przybrał radykalny ton. Na manifestacjach mówiła o „polskim odwecie”, w sieci publikowała grafiki i filmy podsycające wrogość wobec Ukraińców. Z czasem jej fundacja stała się centrum kampanii propagandowej, w której historia zamieniła się w narzędzie nienawiści.
Po 24 lutego 2022 roku – dniu rosyjskiej inwazji – retoryka Sokołowskiej idealnie wpasowała się w narrację Kremla. W mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać hasła: #NieWspieramUkrainy i #ToNieNaszaWojna. Ukraińskich uchodźców przedstawiano jako zagrożenie, a pomoc dla nich – jako zdradę polskiego interesu. Tak rosyjska propaganda zyskała lokalny, „patriotyczny” głos.
Sokołowska i jej współpracownicy zbliżyli się do skrajnej prawicy – m.in. do Jacka Międlara i jego środowiska „wPrawo.pl”. Wspólnie organizowali marsze „antybanderowskie”, a jej nowa organizacja „Zawsze Wierny – Tobie Polsko” stała się kolejnym frontem tej samej kampanii.
Śledztwa dziennikarskie (m.in. Frontstory.pl) ujawniły powiązania tych inicjatyw z kręgami prorosyjskimi – w tym z tzw. Braterstwem Polsko-Rosyjskim, grupą byłych wojskowych i przestępców zajmujących się propagandą na rzecz Kremla.
Rosja doskonale wie, jak przekształcić prawdziwy ból w fałszywą wrogość. Wykorzystując pamięć o Wołyniu, przekierowuje emocje Polaków z żałoby w stronę nienawiści do dzisiejszej Ukrainy. Tak właśnie działa zarządzanie refleksyjne – nie narzuca poglądów, lecz sprawia, że ludzie sami zaczynają myśleć w sposób, który służy Moskwie.
Drugim filarem rosyjskiej operacji wpływu w Polsce stała się skrajna prawica i jej liderzy, którzy od miesięcy powielają kremlowską narrację o rzekomej „ukrainizacji Polski”. Według tej teorii masowy napływ uchodźców z Ukrainy ma prowadzić do „wynarodowienia Polaków” i podporządkowania kraju „obcym interesom”.
Najgłośniejszym propagatorem tego przekazu jest Grzegorz Braun, lider Konfederacji Korony Polskiej. Latem 2022 roku powołał w Sejmie zespół „Stop ukrainizacji Polski” – polityczną platformę dla prorosyjskich aktywistów i pseudonaukowców. Na posiedzenie zaprosił m.in. Halszkę Bielecką, prof. Bogusława Pazia i Marcina Skalskiego – znanych z antyukraińskich wystąpień. Udział w spotkaniu próbował wziąć także Mateusz Piskorski, były lider prorosyjskiej partii Zmiana, oskarżony o szpiegostwo.
Treści prezentowane na sejmowym forum przypominały rosyjskie audycje propagandowe: kłamstwa, fake newsy i otwarta nienawiść wobec Ukraińców. Bielecka straszyła „ukraińskimi prostytutkami”, Paź – znany z komentarzy o „banderowskich ścierwach” – udawał eksperta. Braun z kolei przekuł antyukraińskie hasła w broszurę programową, w której wzywał do cofnięcia przepisów chroniących uchodźców i „powstrzymania zmiany struktury etnicznej kraju”.
W sieci przekaz Brauna i jego ludzi powielają posłowie Włodzimierz Skalik i Konrad Berkowicz. Obaj regularnie oskarżają rząd o „zdradę narodową” i „rozdawanie pieniędzy Ukraińcom”, podsycając złość i frustrację społeczną. Ich wpisy są potem chętnie cytowane przez rosyjskie media, takie jak News Front, które przedstawiają je jako „głos polskiego społeczeństwa”.
Tak działa propaganda refleksyjna Kremla: część przekazu powstaje w Moskwie, a resztę dopowiadają lokalni sojusznicy. Polscy radykałowie powtarzają rosyjskie tezy, a rosyjskie kanały wzmacniają ich głosy – tworząc złudzenie, że to spontaniczny bunt „zwykłych Polaków”.
Narracja o „ukrainizacji” pełni dla Moskwy kilka funkcji naraz. Po pierwsze, ma podważyć solidarność z Ukrainą, pokazując, że Polacy „mają jej dość”. Po drugie, rozmywa moralny obraz wojny – zamiast agresora i ofiary pojawia się rzekomy konflikt interesów. Po trzecie, wewnątrz Polski podsyca społeczne napięcia i osłabia spójność państwa.
Dla Kremla to idealny scenariusz: zamiast czołgów – słowa, zamiast kul – narracje, które mają ten sam cel – rozbić jedność Polski i Zachodu wobec rosyjskiej agresji.
Rosyjska teoria tzw. zarządzania refleksyjnego zakłada, że przeciwnik sam podejmuje decyzje korzystne dla Moskwy — wystarczy tylko umiejętnie wpłynąć na jego emocje i sposób myślenia. W tym celu Kreml wykorzystuje liderów opinii po stronie wroga – polityków, dziennikarzy, ekspertów – którzy niekoniecznie są agentami, ale z własnej woli rozpowszechniają jego narracje. To właśnie oni stają się słynnymi „pożytecznymi idiotami”.
Rosja od lat inwestuje w takich „ambasadorów narracji”, także w Polsce. Nie muszą działać świadomie – wystarczy, że mówią to, co Moskwa chce, by wybrzmiało: że Ukraina „prowokuje wojnę”, że Zachód „jest winny eskalacji”, że Polska „traci suwerenność przez pomoc Kijowowi”. Ich zadanie to podważać moralną jednoznaczność wojny i siać wątpliwości wśród zwykłych odbiorców.
W Polsce rolę takich przekaźników pełnią m.in. Grzegorz Braun, Konrad Rękas, Janusz Korwin-Mikke, Wojciech Olszański, Eugeniusz Sendecki i inni radykałowie. Nie trzeba być agentem FSB, by robić dla niej robotę – wystarczy mówić to, co Kreml chciałby, żeby Polacy usłyszeli.
Braun od początku inwazji nie obwinił Rosji ani razu, winił za to polski rząd za „rusofobię”. Rękas udziela wywiadów rosyjskim mediom, szerząc kłamstwa o „1500 polskich pozwach o zwrot majątku z Ukrainy” czy „planach rozbioru Ukrainy”. Korwin-Mikke, komentując Buczę, sugerował, że „Ukraińcy mogli sami zorganizować tę zbrodnię” – a jego słowa natychmiast trafiły na rosyjskie portale propagandowe jako „świadectwo europejskiego polityka”.
Jak zauważył pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa informacyjnego Stanisław Żaryn, takie wypowiedzi nie są przypadkowe – stają się amunicją w rosyjskich operacjach dezinformacyjnych. Bo to właśnie mechanizm refleksyjny w praktyce: Rosja mówi mniej, a Polacy – „pożyteczni idioci” – powtarzają jej przekaz z własnych ambon i studiów nagraniowych.
Część z nich robi to z przekonania, część z chęci rozgłosu, inni – być może za pieniądze. Motywacje nie mają znaczenia. Liczy się efekt: rosyjska propaganda w polskim wydaniu. Dla Kremla to układ idealny — nie musi płacić ani przekonywać. Wystarczy podsunąć odpowiednią narrację, a resztę zrobią „patrioci”, którzy wierzą, że działają w imię polskiego interesu.
W rezultacie rosyjska machina propagandowa modeluje polską opinię publiczną rękami samych Polaków. To kwintesencja zarządzania refleksyjnego — przeciwnik sam wykonuje ruch, którego oczekuje od niego Moskwa.
Rosja od lat prowadzi wobec Polski wojnę narracyjną, w której każde kłamstwo ma cel: poróżnić Polaków i Ukraińców, osłabić zaufanie do władz i podważyć sens wspólnego oporu wobec Kremla.
To jedna z ulubionych rosyjskich bajek. Od Putina i Naryszkina po białoruską propagandę – wszyscy powtarzają, że Warszawa marzy o „aneksji zachodniej Ukrainy”. W Polsce ten fałsz podchwycili prorosyjscy aktywiści, jak Konrad Rękas, który już w 2022 r. przekonywał, że „polscy żołnierze są wysyłani na Ukrainę, by przygotować rozbiór kraju”. Kreml osiąga podwójny efekt: Ukraińcom podsuwa obraz zdradzieckiej Polski, a Polakom – nieufność wobec „niewdzięcznych sąsiadów”.
Kolejny mit głosi, że Polacy rzekomo składają pozwy w ukraińskich sądach o zwrot kresowych majątków. Fake news o „1500 pozwach” miał wzbudzić w Ukraińcach strach, że Polska sięga po Lwów, a w Polakach – przekonanie, że „Ukraina coś nam jest winna”. W istocie to stara gra na resentymencie i wzajemnym podejrzeniu.
Dezinformacja o uchodźcach ma dziesiątki wariantów – od oskarżeń o przestępczość po kłamstwa o „banderowcach” wśród dzieci. W Sejmie padły nawet słowa o „co czwartej ukraińskiej nastolatce – prostytutce”. Głośna była też manipulacja wypowiedzią Natalii Panczenko, której słowa wyrwano z kontekstu, by oskarżyć ją o „grożenie Polakom”. Tak tworzy się mit o „roszczeniowych i agresywnych Ukraińcach”.
Po incydencie w Przewodowie politycy Konfederacji, w tym Grzegorz Braun i Liliana Wiadrowska, sugerowali, że spadające rakiety to „ukraińska prowokacja”, a nie efekt rosyjskiej agresji. Taki przekaz wybiela Moskwę i przenosi winę na ofiarę – w myśl zasady: to nie Rosja jest zagrożeniem, tylko Ukraina nas wciąga w cudzą wojnę.
Hasło, które brzmi patriotycznie, ale służy Kremlowi. Fake newsy o „zakazie polskich flag w szkołach”, o „zalewie Ukraińców” czy „promowaniu banderyzmu” mają wywołać gniew i poczucie, że Polacy stają się mniejszością we własnym kraju. W rzeczywistości są to propagandowe anegdoty bez pokrycia w faktach.
Środowiska skrajnej prawicy i tzw. kresowiacy od lat łączy jedno – bezwarunkowa pobłażliwość wobec Rosji. W ich narracjach Moskwa nie jest agresorem, lecz „obrońcą tradycji i suwerenności”, a prawdziwym wrogiem stają się Ukraina, Zachód i polski rząd. To dokładne odbicie linii Kremla: Rosja dobra, Kijów zły, a patriotyzm to sprzeciw wobec NATO i UE.
Wiele z tych środowisk ma dziś własne kanały propagandowe. Tygodnik „Myśl Polska” stał się tubą prorosyjskich opinii – publikacje o „winie NATO” za wojnę, „szkodliwych sankcjach” czy „kolonizacji Polski przez Zachód” regularnie trafiają do rosyjskich portali propagandowych, takich jak RT czy Dzen.ru.
Podobny ton ma portal Kresy.pl, formalnie zajmujący się tematyką wschodnią, faktycznie jednak konsekwentnie antyukraiński. Jeszcze ostrzejszy przekaz płynie z niszowych stron jak Wprawo.pl Jacka Międlara czy z internetowych telewizji nacjonalistycznych, gdzie prorosyjska narracja stała się normą.
Rosyjskie stacje chętnie korzystają z usług polskich komentatorów, którzy potwierdzają kremlowski przekaz.
Mateusz Piskorski od 2014 roku pojawia się w programach Russia Today i Sputnik News, mówiąc o „zewnętrznej inspiracji Majdanu” i „geopolitycznym kolonializmie Zachodu”.
Konrad Rękas, przedstawiany jako „polski politolog z Warszawy”, w rosyjskich i ukraińskich mediach powtarza tezy o „polskich planach zajęcia Lwowa” i „roszczeniach majątkowych wobec Ukrainy”.
Ich wypowiedzi służą Moskwie jako „dowody” rzekomych podziałów w Polsce i braku poparcia dla Kijowa.
Na tym samym schemacie działa propaganda Łukaszenki. W 2024 roku państwowa telewizja Biełaruś 1 wyemitowała film Agenci i zdrajcy, w którym Polaków przedstawiono jako agresorów i szpiegów. Materiał miał charakter pokazówki: zastraszyć społeczeństwo i demonizować Warszawę.
Równolegle w białoruskiej TV ONT rosyjska politolożka Karine Geworgian mówiła o „partii prorosyjskiej w Polsce” – niby rozsądnych obywatelach sprzeciwiających się „antyrosyjskiej histerii Zachodu”.
Ten sam zabieg zastosował rosyjski tabloid Argumienty i Fakty, który cytował Macieja Wiśniowskiego ze Strajk.eu, krytykującego sankcje wobec Rosji. Z jego słów zbudowano narrację o „zwykłych Polakach przyjaznych Rosji”, przeciwstawionych „antyrosyjskim elitom”.
W ten sposób Kreml tworzy zamknięty obieg dezinformacji: polskie media skrajne publikują prorosyjny przekaz, rosyjskie portale go przedrukowują, a następnie powołują się na „głos z Polski” jako dowód, że Moskwa ma w naszym kraju poparcie.
To klasyczna operacja refleksyjna — Polacy sami dostarczają Kremlowi argumentów przeciw własnemu państwu.
Rosja od lat buduje w Polsce sieć wpływów, finansując organizacje i wydarzenia, które pod pozorem „dialogu” i „pamięci historycznej” promują kremlowską narrację. Ujawnione przez Frontstory.pl dokumenty funduszu PravFond pokazują, jak pieniądze z Moskwy trafiały do polskich środowisk deklarujących „przyjaźń polsko-rosyjską”. Takie struktury, jak Braterstwo Polsko-Rosyjskie czy dawniej Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej, stanowiły faktyczne kanały propagandy Kremla w lokalnych społecznościach.
Najbardziej spektakularnym przykładem była działalność motocyklowego klubu Nocne Wilki – organizacji otwarcie prorosyjskiej, finansowanej bezpośrednio z budżetu państwa rosyjskiego. Według Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego, od 2013 roku klub otrzymał ponad 56 milionów rubli w grantach prezydenckich od administracji Putina.
Pod hasłami „antyfaszyzmu” i „braterstwa broni” Nocne Wilki realizowały politykę pamięci Kremla, łącząc nacjonalistyczny kult II wojny światowej z wizerunkiem Rosji jako „wyzwoliciela Europy”.
W 2015 roku Polska odmówiła motocyklistom wjazdu w ramach rajdu z Moskwy do Berlina. Decyzja ta natychmiast stała się elementem rosyjskiej kampanii propagandowej – ambasador Siergiej Andriejew zarzucił Warszawie „histerię”, a państwowe media przedstawiały Polskę jako kraj „pogardzający ofiarami Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Co więcej, temat podchwyciła część polskich polityków i komentatorów, powielając rosyjskie klisze i wzmacniając przekaz Kremla o „podzielonej Polsce”.
Z czasem ujawniono, że klub utrzymuje bliskie relacje z Ramzanem Kadyrowem oraz rosyjskim aparatem wojskowym. Członkowie Nocnych Wilków uczestniczyli w aneksji Krymu w 2014 roku, pełniąc funkcję narzędzia agitacji i wpływu psychologicznego. Dziś wiadomo, że klub stanowił modelowy przykład rosyjnej operacji refleksyjnej – od pozornie niewinnych rajdów pamięci po udział w agresji i destabilizacji regionu.
Rosyjska strategia wpływu w Polsce to długofalowa gra na emocjach, podziałach i mitach historycznych. Odpowiedzią powinno być wzmocnienie odporności informacyjnej – edukacja medialna i historyczna, krytyczne myślenie oraz promowanie rzetelnej debaty o przeszłości.
Równie ważny jest polsko-ukraiński dialog i wspólne upamiętnienia, które odbierają Moskwie monopol na interpretację historii.
Niezbędne jest też ujawnianie i piętnowanie prorosyjskich sieci wpływu, wspieranie niezależnych mediów oraz reagowanie na przypadki dezinformacji przekraczającej granice wolności słowa.
Najlepszą obroną przed Kremlowską manipulacją nie jest cenzura, lecz wiedza, transparentność i jedność wspólnoty.
Opracowanie Jagiellonia.org na podstawie raportu autorstwa Wojciecha Pokory – redaktora naczelnego Disinfo Digest
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE „HISTORIA” NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU: „Russkij mir. Imperium kłamstw, despotyzmu i zniewolenia”
Samobójstwo Zachodu?
JEŚLI PUTIN WYGRA, ZMOBILIZUJE UKRAIŃCÓW PRZECIW EUROPIE
To jest nasza wojna!
UKRAINA TO DOPIERO PIERWSZY FRONT ROSYJSKIEJ WOJNY PRZECIWKO ZACHODOWI
Obejrzyj antypolskie wystąpienie Putina!
PUTIN GROZI POLAKOM!
Podobnej retoryki używał przed inwazją na Ukrainę
Polska to Kraj Nadwiślański?
ZOBACZ NASZ FILM: „PUTIN MARZY O WSKRZESZENIU IMPERIUM ROSYJSKIEGO”
Polecamy państwa uwadze nasz film:
„PUTIN PLANOWAŁ ATAK NA POLSKĘ‼️ UKRAINA POKRZYŻOWAŁA TE PLANY”
Co Putin planował zrobić z Polską i Europą?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZ FILM: „WRÓG U BRAM”
Nadchodzi III wojna światowa❓
BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA ROSJĘ❗️
Jak pokonać Rosję?
OGLĄDAJ NASZE FILMY O STRATEGII PRZETRWANIA W WARUNKACH ROSYJSKIEJ WOJNY HYBRYDOWEJ
Rosja to więzienie narodów!
KIEDY NASTĄPI TRZECIA FAZA UPADKU IMPERIUM ZŁA?
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE „GEOPOLITYKA” NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU: „Koniec Pax Americana? Polityka Trumpa popycha świat w otchłań chaosu”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „DYPLOMACJA XXI WIEKU. Nowy ład światowy wykuwa się na Ukrainie”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „Rosyjski antyświat. Polityka na krawędzi apokalipsy”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN GROZI POLSCE”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTIN POWINIEN BŁAGAĆ O LITOŚĆ. I WTEDY BĘDZIE NASZA ODPOWIEDŹ – TRYBUNAŁ”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „PUTINIZM. EKSPANSJA ZŁA”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE NASZE CZASOPISMO. TEMAT NUMERU: „LUDOBÓJSTWO 2022”
POLECAMY PAŃSTWA UWADZE WYDANIE SPECJALNE NASZEGO CZASOPISMA. TEMAT NUMERU „GEOPOLITYKA”
ZOBACZ TAKŻE:
Wojna Putina przeciwko Ukrainie nigdy nie była konfliktem regionalnym. Amerykański wywiad ostrzega wprost: dalsza eskalacja może doprowadzić do bezpośredniego starcia…
Wojna Putina przeciwko Ukrainie nigdy nie była konfliktem regionalnym. Amerykański wywiad ostrzega wprost: dalsza eskalacja może doprowadzić do bezpośredniego starcia…
Przez lata w Polsce część sceny politycznej, medialnej i internetowej pompuje prymitywną, agresywną i skrajnie szkodliwą histerię antyeuropejską, której skutki…
Mychajło Basarab, ukraiński politolog i oficer Sił Zbrojnych Ukrainy, w swoim ostatnim wpisie na Facebooku jasno pokazuje, co Zachód wciąż…
Jarosław Kaczyński postawił na Przemysława Czarnka jako nową twarz walki o władzę, ale Polacy najwyraźniej nie kupili tej politycznej operacji.…
Od 2014 roku Władimir Putin konsekwentnie rozsadza europejski porządek bezpieczeństwa. Najpierw Krym, potem pełnoskalowa wojna na Ukrainie – dziś jego…