Jestem przekonany, że gdyby książę Włodzimierz I Wielki nie pokłócił się z chrześcijańską Europą, Ruś jeszcze przez jakiś czas byłaby krajem pogańskim, a potem zniknęłaby z mapy świata. Prawdopodobieństwo, że podzieliłaby los, jaki spotkał kilka stuleci później (pod koniec XII i na początku XIII w.) księstwa Słowian połabskich i pomorskich, wydaje się, istniało.

0004_RudnickiObchody chrztu Rusi zawsze mi jakoś umykają. Być może dlatego, że uroczystości te zostały wznowione − jeżeli ktoś zapomniał − przez środowiska prorosyjskie na czele z Dmytrem Tabacznikiem w 2007 roku, kiedy Ukraina aktywnie przymierzała się do członkostwa w NATO i ktoś musiał ożywić moskiewski mit o „kolebce trzech bratnich narodów”. Być może także dlatego, że książę Włodzimierz, mimo wszystkich jego zasług dla państwa i Kościoła, nigdy nie był moim ulubionym bohaterem historycznym. Raczej przeciwnie. Powód? Chodzi o to, że przyjął chrzest, jak się wydaje, ze strachu.

Pomyślcie sami. Najpierw zabił swego brata Jaropełka, nawiasem mówiąc już ochrzczonego (wersję o jego chrzcie, udzielonym przez Kościół w Rzymie, nie bez pośrednictwa państw niemieckich, świat nauki traktuje całkiem poważnie). Następnie rozpoczął prześladowanie chrześcijan. Mogli nimi być zwolennicy „partii Jaropełka” – to właśnie oni, jak się zdaje, przysięgali wierność jego synowi Świętopełkowi po śmierci Włodzimierza. Świętopełk przeszedł do historii jako przeklęty, i to tylko dlatego, że pragnął bronić swoich dynastycznych praw jako dziedzic tronu Rusi, ale poniósł klęskę. Historię zaś, jak i tradycję Kościoła, piszą zwycięzcy.

Potem Włodzimierz udał się na wyprawę do Polski, w owym czasie już chrześcijańskiej, objętej patronatem Stolicy Apostolskiej, posiadającej mniej więcej trwałe kontakty ze Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Zajął Grody Czerwieńskie. Na Rusi zaś zawzięcie zaczął wprowadzać kulty pogańskie. Chrześcijańska Europa pewnie by nie zniosła takiego zachowania, ale była zajęta odporem najazdów wikingów. Jednak wcześniej czy później wszystko by się skończyło. Wystarczy popatrzeć, jak Niemcy potraktowali w wiekach Х-ХІІ pogańskie kraje Słowian połabskich i pomorskich, które swoimi najazdami napsuły germańskim sąsiadom sporo krwi. Zniszczyć takie kraje, czy raczej formacje plemienne i międzyplemienne (tą ostatnią była przedchrześcijańska Ruś Światosława i Włodzimierza), w tamtych czasach wyjęte spod prawa, nie było naganne. Bo chociaż Europa zawsze szanowała prawo miecza, pogan jednak to nie dotyczyło. Dlatego najazd na kraj chrześcijański łatwo mógł się obrócić przeciwko najeźdźcy. Czy nie te przyczyny skłoniły Włodzimierza do przyjęcia chrześcijaństwa? Całkiem możliwe.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób przyjąć chrzest? A co najważniejsze, od kogo? W tym miejscu pochylmy się nad znaną z latopisu Nestora („Powieść minionych lat”) legendą o wyborze wiary. Przypomnę, że według niej Włodzimierz, wahając się między islamem, judaizmem, katolicyzmem i prawosławiem, w końcu wybiera to ostatnie, rzekomo pod wrażeniem, jakie wywarły na jego najbliższych nabożeństwa w Konstantynopolu. Legenda ta, która stała się częścią zarówno ojczystej, jak i rosyjskiej tradycji Kościoła, tak naprawdę nie wytrzymuje krytyki.

W owym czasie Ruś nie miała nawiązanych kontaktów z krajami islamskimi, nie licząc handlowych. Handel ten był korzystny, jednak kosztował sporo wysiłku i czasu. Ponadto koczownicy po drodze na Wschód sprawiali Rusom wikingom i sprzymierzonej miejscowej elicie wiele kłopotów. A więc łączyć się z islamskim światem dla ówczesnej Rusi było zbyt drogą przyjemnością. Podobnie jak dla islamskiego świata z Rusią. Właśnie ta okoliczność, moim zdaniem, nie dawała islamowi na Rusi żadnych szans.

O judaizmie w ogóle mówić nie wypada. Chazaria, jedyne w tamtych czasach państwo, gdzie oficjalnie wyznawano judaizm, nie doszła do siebie po niemal śmiertelnym ciosie zadanym jej przez ojca Włodzimierza Światosława I. A więc nie mogła dać żadnych gwarancji.
Rzym, po wszystkich antychrześcijańskich wybrykach przyszłego chrzciciela Rusi na froncie wewnętrznym i zewnętrznym, też, zdaje się, nie pasował. Książę Mieszko, władca Polski, miał z Niemcami nierówne relacje, sąsiednie plemiona słowiańskie nie dawały spokoju − już tylko to, moim zdaniem, przeszkodziło mu poważnie zająć się Rusią, która „odcięła” w 981 roku kawał dawnego księstwa Morawskiego (Przemyśl, Chełm i inne miasta), znanego później jako Ruś Czerwona. Ten fragment państwa wielkomorawskiego na długie lata stał się spornym terenem między Rusią (później – Ukrainą) i Polską.

Zostało Bizancjum, z którym relacje też nie zawsze były ciepłe. Jednak między Kijowem i Konstantynopolem w ostatnich ponad stu latach ukształtowała się tradycja partnerstwa politycznego i ekonomicznego. Ponadto Bizancjum było dość silnym graczem, zdolnym przeciwstawić się Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu, z którym już wtedy miało napięte stosunki.

Do dziś toczą się spory o to, w jakiej postaci Włodzimierz przyjął chrześcijaństwo: prawosławia czy katolicyzmu. Racji nie mają zwolennicy ani jednej, ani drugiej opcji. Wielka schizma wschodnia, która formalnie rozdzieliła Kościół na wschodni i zachodni, miała miejsce dopiero w 1054 roku, a dogmat filioque (o tym, że Duch Święty pochodzi nie tylko od Ojca, ale i Syna), który jest jedną z podstawowych rozbieżności między dwiema konfesjami, został oficjalnie zatwierdzony w 1014 roku – czyli 17 lat po chrzcie Włodzimierza. Jeżeli za tę datę będziemy uważać rok 987.

Jeszcze kilka słów o dacie chrztu. „Polski czynnik”, czyli zbliżenie się Mieszka z Niemcami w 986 roku, jest, jak się wydaje, pośrednim potwierdzeniem przyjęcia przez księcia Włodzimierza chrześcijaństwa nie w roku 988, jak twierdzi tradycja Kościoła w ślad za „Powieścią minionych lat”, tylko rok wcześniej, jak mówi autor dzieła z końca XI wieku „Pamięć i chwała księcia Włodzimierza” mnich Jakub. Albo nawet tak: ze względu na sytuację na „zachodnim froncie” Włodzimierz musiał zastanowić się nad zmianą wiary i posłuchać rady norweskiego króla Olafa Tryggvasona.

Jednak tak naprawdę do konkretnych działań pobudziły go inne okoliczności, a nawet nie okoliczności, tylko szczęśliwe zdarzenie.

Cesarz Bizancjum Bazyli II Bułgarobójca, który bronił swego tronu przed uzurpatorem Bardasem Fokasem, naczelnym wodzem wschodniej armii bizantyjskiej, zwrócił się z prośbą o pomoc wojskową do Włodzimierza. Ten postanowił maksymalnie wykorzystać nadarzającą się okazję, gdyż w zamian za wsparcie liczył na uzyskanie przychylności Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, która w przypadku możliwych komplikacji na Zachodzie była bezcenna. Postawił Bazylemu warunek: za wprowadzenie „ograniczonego kontyngentu” Waregów i Słowian otrzyma rękę jego siostry Anny. Bazyli dał mu do zrozumienia, że nie może wydać swojej siostry za poganina. Najpierw książę musi się ochrzcić. Włodzimierz zatem przyjąć chrzest, i to zanim ruszył z wyprawą na pomoc cesarzowi. Z tej okazji Olaf Tryggvason zaprosił z Bizancjum do Kijowa biskupa Pawła (według wersji dr. A. Własto).

Bardas Fokas został wspólnymi siłami pobity, lecz cesarz nie chciał dotrzymać danej obietnicy. Wtedy Rusini Włodzimierza (już chrześcijanina) zdobyli Chersonez na Krymie i zagrozili pójściem na Konstantynopol. Cesarzowi, któremu nadal brakowało wiernych mu wojsk, nie pozostawało nic innego, jak tylko dotrzymać słowa. Bazyli Bułgarobójca został nawet chrzestnym Włodzimierza. Ruś zaś stała się oficjalnie krajem chrześcijańskim, zrobiwszy pierwszy krok ku gronu cywilizowanych państw Europy. Gdyż na wsparcie potężnego Bizancjum mógł liczyć tylko kraj chrześcijański.