Nie wiem czy ktoś, komu, podobnie jak mnie, polsko-ukraińskie sprawy są bliskie, zwrócił uwagę na ostatni „wysyp” bardziej niż krytycznych tekstów, postów, wywiadów i programów – na Ukrainie odnośnie Polski i Polaków, w Polsce odnośnie Ukrainy i Ukraińców. Niby nic dziwnego, bo mało dobrego, przynamniej w dyplomacji, między naszymi krajami się dzieje – w wyliczanie problemów się nie będę bawił. Tak więc niby w porządku – stało się coś złego, jest i krytyka. Coś zasługującego na kpinę miało miejsce – jest kpina. Tyle tylko, że to nie do końca jest tak.

Chodzi o kłamstwa i manipulacje. I wbrew pozorom, największy problem polega nie na tysiącach kłamstw, które krążą w prasie, telewizji i internecie. Są one bowiem przeważnie tak głupie i absurdalne, że ich identyfikacja nie wymaga wielkiego wysiłku. Natomiast z manipulowaniem informacją prawdziwą – sprawa ma się zupełnie inaczej.

Fakt, „rdzeniem” manipulacji jest prawda, ale już cała nałożona na ten „rdzeń” otoczka jest od prawdy daleka, bądź specjalnie tę prawdę zniekształca. Na tym nie koniec! Na manipulacji następnie budowane są całe antypolskie albo antyukraińskie teorie służące rozpalaniu emocji.

Manipulowanie prawdą jest od kłamstwa o wiele bardziej niebezpieczne – trudniej je wykryć i większe zło można spowodować. To, że w przekazie jest też prawda, uwiarygodnia przekaz.Jednak zmanipulowana prawda, to przecież tylko jej pozory – nie każdy i nie od razu jest w stanie to wychwycić. Celem większości opisanych poniżej manipulacji jest to samo – wywołać negatywne emocje i „w ich świetle” rozpatrywać polsko-ukraińskie sprawy. Niechęć, nienawiść, złość, zniecierpliwienie (Polaków w stosunku do Ukraińców i Ukrainy, albo Ukraińców w stosunku do Polaków i Polski). Chyba nikt nie ośmieli się twierdzić, iż mając takie uczucia, można o czymś nie tylko logicznie myśleć, ale i rzeczowo dyskutować.

Dlatego, chociaż zazwyczaj staram się przypisywać ludziom (nawet jeśli się mylą) szlachetne motywy, to w wypadku manipulatorów, poprzez których machinacje generowana jest polsko-ukraińska wrogość, nie mam litości. Tych, którzy to czynią i kłamstwem bądź manipulacją Polsce i Ukrainie szkodzą, uważam za takich, którzy swoje interesy ponad interesy Ojczyzny (tak Polski jak i Ukrainy) stawiają, i tych, którzy zyski bieżące ponad koszty strategiczne cenią, tych których mi przyzwoitość słowem „dziennikarz”, „politolog”, „ekspert”, publicysta” nazwać nie pozwala. Oni to, wszelkiej propagandzie służąc, manipulują prawdą i polsko-ukraiński rozniecają pożar.

Konkrety miały być? A proszę uprzejmie – oto konkrety! Tytuł artykułu na polskim portalu: „We Lwowie po polsku ze sprzedawcą już nie porozmawiasz. Jest zakaz”. Przeczytasz to i myślisz – ukraińska władza we Lwowie strasznie Polaków nie lubi. No, dranie! Tymczasem jak przeczytać DOKŁADNIE i WSZYSTKO (i nie dać się pierwszemu wrażeniu ogłupić), to okazuje się, że: zakaz dotyczy nie tylko języka polskiego, ale WSZYSTKICH JĘZYKÓW OBCYCH i (co bardzo ważne), na żądanie klienta, obsługujący może (o ile zna) obsługiwać go w języku obcym (czyli i polskim także). Prawda, autor tekstu zawarł w nim bezpiecznik używając słowa „automatycznie” (w znaczeniu, że zakaz dotyczy „automatycznego”, czyli bez prośby klienta, przechodzenia obsługi na język obcy), ale zdaje się, że po pierwsze, wielu czytelników poprzestanie na przeczytaniu tytułu, a po drugie, ci którzy przeczytają to słowo „automatycznie” nie zawsze zrozumieją o co chodzi. Znowu sposób przedstawienia prawdziwej informacji sugeruje to, czego w niej nie ma (szczególną wrogość do Polski i Polaków) i pomija to, co w istocie w niej jest (jeśli poprosisz, to obsłużą cię również po polsku – o ile polski znają).

Nie oceniam zasadności wydania tego zarządzenia (Lwów to turystyczne miasto!), ani skuteczności jego działania. Dopiszę jednak jeszcze to, co raczej dla nas, Polaków na Ukrainie mieszkających i rozumiejących tutejsze realia, jest oczywiste – to zarządzenie zostało wydane, by walczyć z „rusyfikacją” Lwowa. Czyli, w jego podtekście, nie o polski, a o rosyjski język chodzi. Manipulacja to, czy nie manipulacja? Informacja ukraińska „radośnie podchwycona” przez polskie media.

Sensacja! „Były wicepremier i minister obrony Ukrainy, gen. armii Kuzmuk grozi, że milion Ukraińców pracujących w Polsce „zaprowadzi tam kijami porządek!” Kijami! Czyż może być coś bardziej obraźliwego jak taka groźba?!!! Polski internet przez kilka dni „mełł” tę wiadomość. Tymczasem… Portal ukraiński, a następnie polski redaktor, który jako pierwszy w Polsce „puścił” ten materiał, nie byli łaskawi poinformować ani słowa iż: rzeczony generał był wicepremierem i ministrem, tyle że w rządach za czasów Kuczmy i Janukowycza (a oba te rządy są oceniane na Ukrainie bardziej niż negatywnie), że zawsze był i jest uważany za prorosyjskiego, że jest współodpowiedzialny za „demontaż” ukraińskiej armii i tym samym za jej stan w momencie rosyjskiej agresji (co rodzi kolejne podejrzenia odnośnie niego), że jest opozycyjny w stosunku do wszystkiego, co tylko można nazwać patriotycznym na Ukrainie, że jest tak mało znaczącym politykiem, iż dla niego, generała armii (!), byłego ministra obrony i wicepremiera (!) o radykalnie opozycyjnych do obecnego kierownictwa Ukrainy poglądach (!), nie znaleziono miejsca w ukraińskim parlamencie w ławach opozycji (!) – a opozycja ma tam niemałą grupę posłów. Nie wspomniano także, że udzielił tego wywiadu kontrowersyjnemu, przez wielu uważanemu za powiązany z oligarchami ukrywającymi się w Rosji, kanałowi telewizyjnemu. W relacjach nie ma też ani słowa, że Kuzmuk udzielając tego wywiadu, obarczył winą za pogorszenie polsko-ukraińskich stosunków, dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, Wołodymyra Wiatrowycza. O tym cisza! Dlaczego? Ano, „popsuło by obrazek”.

PRZECZYTAJ:

Były deputowany z Partii Regionów grozi Polsce? „Ukraińcy w Polsce mogą chwycić za kije”…

O tym wywiadzie czytałem w wielu miejscach „polskiego internetu” Oczywiście pod tekstami z „wywiadem” można przeczytać liczne komentarze Polaków. Oczywiście bardziej niż nieżyczliwe… komu? Nie, nie Kuzmukowi! Ukraińcom i Ukrainie! Tak więc – niech żyje rzetelność i profesjonalizm „dziennikarski”, a wywiad Kuzmuka i jego dyrdymały o „milionowym ukraińskim froncie”, który „kijami zrobi porządek w Polsce” wcale nie są próbą wywołania kolejnej polsko-ukraińskiej awantury!

Jeden ze znanych portali ukraińskich. Pierwszy akapit: „Prezydent Polski Andrzej Duda podpisał poprawki do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej”. Tytuł: „Prezydent Polski podpisał ustawę zawierającą pretensje terytorialne do Ukrainy”. Prawda, bo podpisał! Ale cała reszta? W innych ukraińskich tekstach o tej nowelizacji Ustawy jest i o zakazie propagowania ideologii banderowskiej (?) w Polsce, zakazie używania języka ukraińskiego w polskich urzędach (w rozmowach między petentami). Bardzo przepraszam, czy autorzy powyższych głupot czytali te „poprawki”? Ponieważ ja je czytałem i to bardzo dokładnie, to nawet mi się nie chce ich manipulacji i kłamstw komentować.

Teraz o tym co na „pole walki” wytoczyły najpierw polskie media, po czym z wielką radością podchwyciły to media ukraińskie. Tytuł i pierwsze zdania artykułu – „Prawo pobytu w Polsce. Ukraińcy pytani o stosunek do UPA i Bandery”, „Obywatele Ukrainy, którzy starają się o prawo pobytu w Polsce pytani są o ich stosunek do Bandery i UPA.” Sprawdziłem, faktycznie, obywatele Ukrainy starający się o prawo pobytu w Polsce są o powyższe pytani. Ale… Mimo tego, że powołuje się na prawdę, to artykuł jest nierzetelny, bo część tej prawdy stara się ukryć. Przeczyta ktoś tytuł i pierwsze zdanie i (jeśli jest Ukraińcem) pomyśli sobie: „Co ci cholerni Polacy tak do naszego Bandery się przyczepili? Chcę jechać do pracy – jak nie powiem, że Bandera „be”, to nie dostanę zgody na pobyt. Ot, dranie!” Ja bardzo delikatnie przypuszczalne emocje Ukraińca opisuję! Czytałem bowiem komentarze (pod ukraińską wersją tej informacji), i przesycone sympatią do Polski i Polaków to one nie były.

Tymczasem… Z uważnej lektury dalszej części tekstu wynika, że problem dotyczy tylko tych obywateli Ukrainy, którzy posiadają Kartę Polaka, albo deklarują i mają udokumentowane polskie pochodzenie. Chcą oni osiedlić się w Polsce na stałe, powołując się właśnie na swe polskie pochodzenie i związek z polskością i o to aplikują. Nieco upraszczając, po pierwsze – problem dotyczy tylko Polaków, którzy są obywatelami Ukrainy. Po drugie – nie o jakiś tam „pobyt w Polsce” chodzi, ale o pobyt stały, na który aplikujący Polacy (obywatele Ukrainy) chcą uzyskać zgodę właśnie na podstawie faktu ich polskiego pochodzenia (np. wspomniana w tekście Karta Polaka) i pielęgnowania przez nich polskiej mowy, tradycji, kultury i obyczajów (tak jest w obowiązującej „Ustawie o Cudzoziemcach” – sprawdziłem).

Oczywiście to, że uważam tę informację za maksymalnie zmanipulowaną i „podaną” w sposób wywołujący możliwie największe oburzenie na Polskę i Polaków, nie zmienia faktu, że obywateli Ukrainy o Banderę pytają i uważam, że niepotrzebnie. Teraz proszę czytających o przeprowadzenie eksperymentu. Najpierw przeczytajcie tytuł artykułu, i tylko to. Następnie przeczytajcie moje „didaskalia”. Porównajcie proszę to, co czuliście po tym jak poznaliście wiadomość „okrojoną” i po tym jak już dowiedzieliście się „więcej”. Jest różnica? Jak myślicie, dlaczego? Problem i w jednej, i w drugiej narracji pozostaje niby ten sam – zadawane są pytania, których zadawać się nie powinno. Jednak w obu przypadkach, w „odbiorze” i skala problemu, i przypuszczalnie jego pochodzenie są inne. I właśnie te „inności” mają zasadniczy wpływ na styl komentujących powyższe, na poziom ich agresji i – czasami także niestety – paranoi i chamstwa. Po przeczytaniu przez komentujących wiadomości „okrojonej”, są one najczęściej obelżywe, agresywne i wzywające do odwetu. Gdy, nie ukrywając mojej jednoznacznie negatywnej oceny faktu zadawania podobnych pytań, komukolwiek, w dyskusji facebookowej wyjaśniam jak to z tymi pytaniami jest dokładnie – negatywne emocje opadają i komentatorzy tonują swe wypowiedzi.

Ostatnie już – świeżutkie, tylko co przeczytane. Ukraiński portal – no, taka internetowa gazeta. Tytuł „Granica z Polską zablokowana. Mówi się o eksterminacji Ukraińców”. Ot tak! Jakie wrażenia po przeczytaniu nagłówka? Brzydcy Polacy nie tylko zamknęli granicę, a jeszcze i Ukraińców chcą niszczyć! Tyle że… Jeśli artykuł przeczytać, to okazuje się, że granicę blokują Ukraińcy, mieszkańcy przygranicznych miejscowości, którzy uważają, że nowe prawo celne Ukrainy właśnie do ich eksterminacji doprowadzi. No i co z tym wspólnego ma Polska? Nic! A teraz proszę sobie przypomnieć wrażenie, które rodzi się po przeczytaniu tylko tytułu. Tak, wiem. Wołanie o rzetelność przekazu, o uczciwość i profesjonalizm autorów, o ich zdrowy rozsądek wreszcie – nie ma szans na wysłuchanie. Dlaczego więc ten tekst piszę? Piszę, bo liczę na to, że po jego przeczytaniu to, jak nami manipulują, jak jednych na drugich „szczują”, łatwiej będzie czytelnikom przezacnej gazety Kurier Galicyjski zauważyć, wyłapać, spostrzec. I nie dać się wepchnąć w mrok nienawiści. Jak zawsze – o samodzielne myślenie apeluję!

ARTUR DESKA

Materiał ukazał się pierwotnie w Kurierze Galicyjskim nr 4/2018, str. 3

ZOBACZ TAKŻE:

PRZECZYTAJ:

Cejrowski: Ruscy zawsze działają tak samo – skłócają

Morawiecki jasno o Rosji: Hybrydowa agresja przeciwko USA, Polsce i UE

ZOBACZ TAKŻE:

Wojna trwa

Artur Deska: Jak można poszukiwać przyjaźni, gdy króluje cynizm?

To nie wojna o Ukrainę. To wojna o Europę!