Jedną z metod obecnie wykorzystywanych w rosyjskiej polityce jest tzw. wojna hybrydowa. Są to kompleksowe działania, których założenia teoretyczne zostały wypracowane na początku lat 20. XX w. przez Razwiedupr RKKA (Zarząd Wywiadowczy Sztabu Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej, poprzednika GRU) w celu destabilizacji Rzeczpospolitej Polskiej za pomocą metod dywersyjno-terrorystycznych.

Sowdepia (określenie Rosji Sowieckiej używane w Oddziale II SG WP) nigdy nie pogodziła się z istnieniem niepodległej, burżuazyjnej Polski, zwłaszcza z jej rolą w kordonie sanitarnym, który Zachód (szczególnie Francja) budował wokół państwa sowieckiego. Z powodu wewnętrznej słabości Rosja nie była jednak w stanie doprowadzić do upadku II RP, szczególnie w sytuacji, gdy w państwach Zachodu wciąż była żywa idea kolejnej wojny interwencyjnej, która mogła obalić osłabiony gospodarczo reżim bolszewicki. Z tego zaś wynikała prosta konkluzja: Rosja Sowiecka musiała dążyćdo dekompozycji struktur państwa polskiego, nie przekraczając jednak granic otwartej agresji, aby nie narazić się na wspólną interwencję państw zachodnich, polskiej armii (w 1920 r. Rosjanie przekonali się o jej zdolności bojowej) oraz resztek wojsk białych, wciąż zachowujących struktury wojskowe, których kierownictwo było orędownikiem zbrojnego obalenia sowieckiego reżimu. Co za tym idzie Sowdepia musiała zacząć realizować swoje cele środkami innymi niż polityka czy otwarta wojna. Z tego powodu opracowano koncepcję doprowadzenia do upadku młodego państwa polskiego za pomocą niejawnych metod, w których udział Rosji Sowieckiej byłby nie na tyle oczywisty, aby stanowić casus belli. Po podpisaniu traktatu ryskiego sytuacja w Polsce zdawała się sprzyjać takim rozwiązaniom. (…)

Aktywność sowieckiego wywiadu stojącego za skrytym atakiem na Polskę przejawiała się następująco: po pierwsze, zintensyfikowano zmasowaną akcję propagandową skierowaną zarówno do Polaków (głównie robotników i szeregowych żołnierzy), jak i (w większym stopniu) do mniejszości narodowych zamieszkujących ówczesne Kresy Wschodnie (w nomenklaturze sowieckiej – zachodnią Ukrainę i zachodnią Białoruś). Dyskredytowano w niej instytucje państwa polskiego oraz nawoływano do oporu przy wykorzystaniu haseł rewolucyjnych. Za realizację tych działań była odpowiedzialna utworzona w grudniu 1918 r. KPRP (Komunistyczna Partia Robotnicza Polski). (…) Po drugie, przez granicę masowo przerzucano prowokatorów, dywersantów, agitatorów i wreszcie szpiegów Polaków z zadaniem infiltrowania struktur wojskowo-administracyjnych państwa polskiego.Wykorzystywano w tym celu nieudolną politykę imigracyjną młodego państwa, które bez jakichkolwiek procedur sprawdzających przyjmowało rzesze repatriantów ze Wschodu. (…)

Po trzecie, za sprawą wyżej opisanej akcji propagandowej i grup bojowych (zarówno operujących na terytorium polskim, jak i działających z terenu Rosji Sowieckiej) sprowokowano wybuch powstania na Kresach, które mimo braku znaczących operacji wojskowo-partyzanckich doprowadziło do przejściowego paraliżu polskiej administracji na tych terenach oraz zdemoralizowania policji i formacji granicznych. (…)

Po czwarte, przeprowadzono serię ataków bombowych w centralnej Polsce, w tym na strategiczne cele wojskowe, np. na prochownię w Cytadeli Warszawskiej. Ta akcja była koordynowana przez poselstwo sowieckie w Warszawie, które nie tylko organizowało ataki, posługując się lokalnymi strukturami KPRP, lecz także dostarczało materiały wybuchowe przywożone do Warszawy z Berlina. Po piąte, próbowano wpływać na polską scenę polityczną przez zarówno probolszewickie ugrupowania, partie i frakcje sejmowe, jak i opozycję pozaparlamentarną. (…)

Po szóste, zgodnie z tezą Lenina o konieczności infiltrowania przez komunistów legalnie działających organizacji burżuazyjnych, przedstawiciele KPRP i agitatorzy byli wprowadzani do związków zawodowych, kas chorych, rad miejskich, organizacji spółdzielczych, Uniwersytetu Ludowego, Stowarzyszenia Wolnomyślicieli Polskich, wojska, Strzelca itp. Po siódme, agitatorzy KPRP namawiali robotników do zwiększania żądań i przygotowywali strajki w celu wywołania zamieszek i politycznej radykalizacji konfliktów o charakterze ekonomicznym. Trzeba nadmienić, że było to łatwe zadanie w związku z katastrofalnym stanem gospodarczym państwa polskiego, które nie potrafiło poradzić sobie z bezrobociem i brakiem finansów. To często prowadziło do zaostrzenia sytuacji i interwencji Policji Państwowej i wojska.

Po ósme, prowadzono kampanię mającą na celu zastraszenie polskich organów ścigania, dokonując zamachów na policyjnych prowokatorów, których kierownictwo KPRP słusznie uważało za największe zagrożenie w sytuacji, gdy ruch komunistyczny był nastawiony na pozyskiwanie nowych członków, wprowadzanych następnie w tajniki działalności partyjnej. Najbardziej znane były zamachy na prowokatorów policyjnych Kamińskiego (6 lutego 1925 r.) oraz Cechnowskiego (pierwszy – nieudany – 17 lipca 1925 r. i drugi – zakończony jego śmiercią – 28 lipca 1925 r.).

Po dziewiąte, sfingowano napad sowieckich agentów przebranych za działaczy endeckiej bojówki na dwór w Sulejówku z zamiarem zamordowania J. Piłsudskiego. Sztab RKKA sądził, że wywoła to wojnę domową. Do zrealizowania planu jednak nie doszło. (…)

W pewnym sensie Sowieci w Polsce usiłowali powtórzyć sytuację, która w 1917 r. przyniosła sukces bolszewikom: skompromitować aparat państwa, wprowadzić chaos polityczny wywołany walką partii, stronnictw i koterii partyjnych, doprowadzić do kryzysu gospodarczego, którego koszty klasy rządzące przerzuciłyby na grupy ludności ekonomicznie słabe, i wreszcie zasiać poczucie niepewności jutra, tymczasowości i kompromitacji legalnej władzy. Należy zakładać, że to rozciągnięte w czasie oddziaływanie na polskie społeczeństwo, mające doprowadzić do władzy liczebnie słabą KPRP, było skutkiem niepowodzenia taktyki z 1920 r., czyli przeniesienia rewolucji do Polski na bagnetach RKKA. (…) Może najistotniejszą konstatacją płynącą z powyższych rozważań jest spostrzeżenie, że akcje quasi-militarne są tylko niewielką częścią tego, co obecnie jest nazywane wojną hybrydową. Tego typu konflikt jest szerokim spektrum działań zmierzających do osiągania strategicznych celów geopolitycznych metodami jawnymi i niejawnymi w sytuacji, gdy państwo oddziałujące jest za słabe, aby ryzykować otwartą wojnę, a państwo ofiara nie dysponuje wystarczającymi zasobami, żeby uznać ukrytą agresję państwa oddziałującego za casus belli.

II Rzeczpospolita wytrzymała nacisk ze strony ZSRS przez kilkanaście lat, ale wszystkie stosowane przez nią środki obronne miały charakter wyłącznie reaktywny, co przesądziło o ostatecznym rezultacie tego starcia. Polskie władze walczyły z destabilizowaniem państwa, używając głównie metod policyjnych. Nie dostrzegały tego, że pozostawiając Rosji Sowieckiej inicjatywę i jedynie odpowiadając na kolejne prowokacje, pozycja państwa stale się osłabiała. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne nieudało się wytworzyć takiego systemu sojuszy polityczno-wojskowych, które pozwoliłyby państwu polskiemu na przejęcie polityczno-militarnej inicjatywy i odwrócenie ról, co zmusiłoby ZSRS do rezygnacji z agresywnej polityki na rzecz działań defensywnych. W starciu ze służbami specjalnymi przeciwnika przyjęcie strategii reaktywnej nie może przynieść korzystnych rezultatów, a co najwyżej może zablokować działania wrogiej służby. Ta zaś, nawet nie realizując przejściowo swoich celów, bez końca może podejmować próby i stosować coraz bardziej skuteczne metody dzięki rozpoznawaniu możliwości obronnych państwa ofiary.

Takie właśnie zjawisko zaszło w dwudziestoleciu międzywojennym. Sowieci, którzy realizowali długofalowy plan destabilizacji państwa polskiego, wykorzystywali wszystkie dostępne narzędzia – od środków dywersyjno-terrorystycznych i quasi-militarnych, przez zmasowaną propagandę antypolską w RP i na Zachodzie Europy aż po zakulisowe działania polityczne. W ich rezultacie już od 1922 r. Polska stanęła przed nierozwiązywalnym problemem sojuszu dwóch państw sąsiadujących, pod każdym względem przewyższających potencjałem wojskowo-gospodarczym możliwości słabego ekonomicznie państwa polskiego. Jedynym wyjściem było zbudowanie takiego systemu sojuszy, który pozwoliłby II RP na przejęcie inicjatywy i aktywną realizację dalekosiężnych planów Marszałka. Piłsudski chciał wykorzystać sowieckie „bezhołowie” i ucisk do – jak mawiał – rozdarcia ZSRS po narodowych szwach, w sytuacji, gdy Rosja Sowiecka nie mogłaby odpowiedzieć wypowiedzeniem wojny na agresywne działania służb specjalnych. Tylko zdecydowane osłabienie ZSRS i uwikłanie go w działania defensywne mogło gwarantować zaprzestanie przez sowietów podejmowania prób destabilizacji zachodniego sąsiada. Jednak słabość II RP stawiała państwo polskie w sytuacji pasywnego obiektu coraz bardziej agresywnych działań wschodniego sąsiada, który w 1939 r. w końcu zrealizował pierwotne założenia i zlikwidował je, a następnie – przekształcił w satelitę Moskwy ażdo rozpadu sowieckiego imperium.

Fragmenty analizy” „Wojna hybrydowa jako strategia polityczna. Próba analizy historycznej na przykładzie działań ZSRS wobec II RP” Marka Świerczka zamieszczonej w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW. Całość można znaleźć TUTAJ>>>

Jagiellonia.org / wPolityce.pl

ZOBACZ TAKŻE:

Sojusz Orła z Tryzubem

Dziel i rządź. 500-letnia wojna hybrydowa

Kulisy ludobójstwa na Wołyniu

Agenturalno-bojowe działania ZSRR na terenie Ukrainy – fragmenty książki “Oko Diabła”

Krzesimir Dębski: Właściwie w każdym oddziale UPA był sowiecki instruktor

Ludobójstwo… Kto na tym skorzystał?