Polska, jako największy kraj Europy Środkowo-Wschodniej, jest szczególnie narażona na ataki hybrydowe – pisze znany publicysta Wojciech Mucha na łamach portalu niezalezna.pl.

Dziennikarz nazywa stosunki polsko-ukraińskie „najcieńszym lodem”, ponieważ one są obszarem, na którym dochodzi do największej liczby ataków, hybrydowych incydentów i publikacji nieprawdziwych informacji.

„Sytuacja uległa drastycznemu pogorszeniu po rosyjskiej agresji na Ukrainę na przełomie 2013 i 2014 r., aneksji Krymu i okupacji Donbasu. Rosja jest żywo zainteresowana niedopuszczeniem Ukrainy do struktur zachodnich i przemianami demokratycznymi w tym kraju.

W celu destabilizacji stosunków wykorzystuje się niezabliźnione krzywdy historyczne. Z oczywistym elementem wołyńskiego ludobójstwa. Zbrodnia nigdy nie została ukarana, a sprawę komplikuje fakt, że obecne państwo ukraińskie odwołuje się w części swojej polityki historycznej do nacjonalistycznej pamięci. Bierze się to z faktu, że po II wojnie światowej oddziały nacjonalistycznej Ukraińskiej Powstańczej Armii długie lata walczyły z okupacją sowiecką. Dzisiejsza Rosja wykorzystuje ten fakt, przedstawiając Ukrainę jako bandyckie parapaństwo rządzone przez „nazistów”. Odwołuje się też do rzeczywistych problemów w funkcjonowaniu wieloetnicznej II RP.

Co więcej, po obu stronach granicy dochodzi do przemocy symbolicznej. Niszczone są przez „nieznanych sprawców” miejsca pamięci, cmentarze, dewastowane obiekty konsularne. Nigdzie nie schwytano sprawców. Nie bez znaczenia jest także dość bezrefleksyjna polityka Kijowa, zdającego się bagatelizować ten problem, ale także fakt, że napięcia stają się paliwem dla radykalnych środowisk w Polsce i na Ukrainie. Nie miejmy złudzeń – to wymarzone podglebie dla wojny hybrydowej. Sprawę komplikuje napływ emigrantów zarobkowych z Ukrainy (różne szacunki mówią nawet o 2 mln osób). Rosja gra więc na skłócenie narodów, niedopuszczenie do pojednania, inicjowanie i podgrzewanie istniejących konfliktów, kwestionowanie zasadności utrzymywania relacji gospodarczych, wojskowych czy wręcz dyplomatycznych i społecznych”.

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa

Wojcech Mucha skupia też uwagę na antyeuropeskiej i antyeuroatlantyckiej propagandzie w Polsce.

„Jedną z dwóch narracji, w której obserwujemy zaangażowanie rosyjskiej dezinformacji, jest kwestia uchodźców. Nie jest tajemnicą, że rząd w Warszawie, a także duża część społeczeństwa z obawami patrzą na niekontrolowany napływ ludności z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Obawy budzą wypadki przedostawania się z tymi grupami terrorystów, lub osób nieintegrujących się ze społeczeństwami krajów, do których trafiają, ale i polityka Zachodu w tej kwestii.

I tu pojawia się problem. Dezinformacja rosyjska podsyca te nastroje poprzez świadome ukazywanie Europy Zachodniej jako upadającej. Z drugiej strony ośrodki medialne kojarzone z Federacją Rosyjską często celowo przedstawiają Polskę jako część zdrowej Europy Wschodniej, która w przeciwieństwie do Zachodu stoi na straży tradycji i tożsamości (oczywiście pod namiestnictwem rosyjskim). Niestety część mediów w Polsce (zapewne chcąc zrównoważyć hurraoptymistyczny przekaz) gładko powiela tę atrakcyjną publicystycznie narrację, uwydatniając kontrasty między Polską a starą Unią.

Warto przy tym pamiętać, że Rosja nie ma w Polsce prostego przełożenia na kanały informacji – telewizja RT (dawniej Russia Today) jest w Polsce praktycznie nieobecna, stąd konieczność budowy innych, często partyzanckich środków przekazu (poza agencją Sputnik) – mediów społecznościowych i niszowych portali. Niestety pewne wpływy rosyjskie widać także w mediach, niezależnie od ich linii politycznej. Przykładem może być zacytowanie przez jeden z portali jako informacji stanowiska rosyjskiego ministerstwa obrony. Trudno powiedzieć, czy to głupota, czy coś więcej. Osobną kwestią jest rezonowanie przekazów płynących ze Wschodu i nadawanie im nieproporcjonalnej rangi.

Ciekawe jest również to, jak propaganda Kremla ukazuje władze w Warszawie. Z jednej strony podbija krytyczne wobec Unii Europejskiej wypowiedzi polskich polityków. Z drugiej przestrzega się przed nadmierną krytyką Rosji, sugerując rzekomą „rusofobię” władz i chęć wywołania konfliktu – „parcie do wojny”. Widać to w wypowiedziach medialnych przedstawicieli rosyjskich władz, dyplomatów, ale także mediów, takich jak nadająca w języku polskim agencja Sputnik. Ta ostatnia z lubością cytuje nieobecnych w głównym nurcie prorosyjskich polityków czynnych jeszcze za czasów ZSRS (przykład Leszka Millera, byłego premiera) czy kreowanych na własny użytek „pożytecznych idiotów”, lub osoby wprost podejrzewane o szpiegostwo na rzecz Rosji (Mateusz Piskorski). Nie ma wypadku, by dla Sputnika głównym wrogiem nie był szef MON Antoni Macierewicz. Nie ma dnia, by szef MON nie stał się negatywnym bohaterem choć jednego polskojęzycznego „artykułu”.

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa

CAŁY ARTYKUŁ CZYTAJ TUTAJ >>>

Źródło: Niezalezna.pl

W ostatni wtorek brałem udział w zorganizowanej przez londyńskie Oxford Media Center konferencji poświęconej…

Posted by Wojciech Mucha on Samstag, 2. Dezember 2017

WOJNA HYBRYDOWA. KULTURNY FRONT. MOWA NIENAWIŚCI