W reakcji na opublikowanie tekstu tłumaczenia w internecie jeden z internautów napisał do mnie: „Ale gdzie te manipulacje? Już wrzucili do sieci wszystko, co Pan napisał”, i doprecyzował: „Wrzucili do sieci z tytułem, który poddaje w wątpliwość ludobójstwo.” Jego zdaniem:

Sam dokument nie jest słomką, jak Pan napisał. To sprawozdanie OUN-SD dotyczący terenu, gdzie zostały przeprowadzone akcje 11 lipca 43 – a więc istotny dokument. I rzeczywiście twierdzi się w nim, że nie chcieli zabić wszystkich Polaków, tylko „winnych”, ale padli niewinni. Nie wiem, jak wytłumaczyć, dlaczego OUN-SD wyprodukowała dokument o takiej treści, który jest sprzeczny z innymi dowodami.”

W związku z powyższym poczułem się zobligowany do napisania dłuższego komentarza do tekstu Wjatrowycza opublikowanego na PoloNews wraz z polskim tłumaczeniem. W moim poprzednim krótkim komentarzu do tekstu Wjatrowycza napisałem, że:

Wjatrowyczowi się wydaje, że znalazł dokument, który obala tezę o ludobójstwie dokonanym przez OUN-UPA na polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Zasadniczo przyjąłem zasadę, aby nie tłumaczyć i nie popularyzować tekstów tego polityka-propagandysty, ale tu zrobiłem wyjątek – tekst jest krótki i pokazuje jak na dłoni, jak żałosne i miałkie są argumenty szefa ukraińskiego IPN, jakich nieistotnych detali się chwyta, aby tylko uzasadnić swoje a priori przyjęte tezy. Tak więc w krótkim tekście manipulacje Wjatrowycza i on sam jako człowiek – w całej brzydocie tego zjawiska.”

Jak dla mnie, chociaż nie jestem historykiem, lecz leśnikiem, tekst Wjatrowycza jest jak partia szachów, w której każda figura Wjatrowycza jest „bita”, ponieważ szef UINP sam się „wykłada” i wystawia na „bicie”. Każdym zdaniem, każdym argumentem. Po prostu leży na łopatkach, byłoby mi go żal, gdyby swoją działalnością nie czynił takich szkód dla narodu i państwa ukraińskiego, takiego spustoszenia w głowach i moralności – mam nadzieję że nie całej – ukraińskiej młodzieży.

Więc jeśli chodzi o ten typ dokumentu, który zaprezentował Wjatrowycz. Jest to raport z jednego rejonu (okręgu Włodzimiersko-Horochowskiego) Wołynia za lipiec 1943 r.

Takich dokumentów jak ten cytowany przez Wjatrowycza  w dostępnym w sieci archiwum Wiktora Poliszczuka (proszę korzystać, dokumenty przeważnie w języku ukraińskim i rosyjskim. Podstrona ZBIORY, Archiwum WiktoraPoliszczka)

znajduje się cała masa. Takich „raportów”. Ja mam archiwum Poliszczuka na twardym dysku zewnętrznym i mogę te dokumenty czytać w dowolnym powiększeniu. Widać wyraźnie, że każdy z osobna lub kilka z serii pisała tylko jedna osoba. Raporty są podpisane pseudonimem autora. Prawdopodobnie autor-sprawozdawca dostawał jakieś karteczki-meldunki z terenu i na ich podstawie kompilował raport zbiorczy, waląc palcami na maszynie. Tak musiało być. Po prostu nie mogło być inaczej. Należy uświadomić sobie bardzo dokładnie, że po pierwsze, raport zbiorczy pisał referent OUN dobrze wykształcony, ale nie najwyższego szczebla. Po drugie, raport był przewidziany nie tyle jako sprawozdanie dla przełożonych, ile jako biuletyn dla aktywu OUN-UPA. Przy pomocy kalki tworzono wiele kopii, rozsyłanych wśród wielu odbiorców i prawdopodobnie dlatego zachowało się w archiwach aż tyle egzemplarzy przechwyconych przez służby sowieckie.

Wjatrowycz napisał: „Dokument ten był przeznaczony do użytku wewnętrznego członków podziemia, a nie dla propagandy.”

To zbyt pochopne twierdzenie. Nie można wykluczyć propagandy wewnętrznej, adresowanej do swoich.

Należy przypuszczać, że informacje co do faktów zawarte w raporcie są prawdziwe, to znaczy, że takie wydarzenia i sytuacje rzeczywiście miały miejsce, bo ich opisy zostały dostarczone autorowi raportu, natomiast nie znaczy to, że wszystkie takie wydarzenia były powszechne, najczęściej były jednostkowe, mimo to w raporcie zostały ujęte.

Ja osobiście zwróciłem uwagę, że na przykład podawano tam liczbę członków mniejszości narodowych na terenie danego okręgu sprawozdawczego. Gdy było kilka kolejnych miesięcznych raportów pod rząd z jednego okręgu sprawozdawczego, to próbowaliśmy dokonać analizy, jak zmniejsza się liczba Polaków, Żydów, Rosjan etc. No i okazało się, że w ogólnym trendzie da się to zauważyć, ale w konkretnym okręgu sprawozdawczym wychodziły bzdury.

Podam przykład, nie konkretne dane, tylko przykładowe  – lipiec – 100 Polaków, sierpień – 200 Polaków – wrzesień – 100 Polaków, październik – 150 Polaków. A więc nie można traktować raportów jako jakiejś prawdy objawionej. Kazali im raportować dane takie a takie, a im brakowało konkretów, to czasami pisali bzdury. Chociaż prawdopodobnie za każdy okres sprawozdawczy z każdej wsi „staniczny” pisał meldunek z żądanymi informacjami i przekazywał to wyżej, na podstawie meldunków z każdej wsi na szczeblu rejonu wyznaczone POJEDYNCZE osoby, nie stojące zbyt wysoko w hierarchii organizacyjnej OUN, sporządzały raporty zbiorcze pisane na maszynie, a otrzymywane dane o Polakach sumowały, ot, zwykła sprawozdawczość.

Kazano również informować o nastrojach i zachowaniu wrogów, a więc i polskiej ludności, za wrogów uznanej. Stąd informacje, że część ludności pozostaje w swoich gospodarstwach.

Mamy więc w raporcie suche fakty i ich interpretacje – zauważmy – interpretacje jednej osoby, autora-sprawozdawcy. Te interpretacje należy od faktów oddzielać. Do interpretacji należy zaliczyć:

Po zakończeniu akcji skierowanej przeciwko niespokojnym (buntowniczym) [pogrubienie moje – Wołodymyr Wjatrowycz] elementom w polskim społeczeństwie pogłębiła się krystalizacja poszczególnych grup, które zajmują w stosunku do Ukraińców odmienne stanowiska. Najbardziej anty-ukraińsko nastawiony odłam polskiego społeczeństwa, obawiający się sprawiedliwej zemsty za swoje zamiary i pracę, uciekł pod osłonę Niemców do miast.”

Więc według tej interpretacji każdy kto uciekł, choćby ze strachu, owczym pędem i w przerażeniu stawiającym włosy na głowie, choćby był tym jedynym uratowanym z całej wymordowanej rodziny, miał nieczyste sumienie, był już wcześniej buntowniczy, wrogo nastawiony do Ukraińców, ale nie ma na to żadnego dowodu, to nie są fakty.

Antypolska akcja w przeważającej liczbie została przeprowadzona nieudolnie — czytamy tutaj. —Padali niepotrzebni, a aktywny anty-ukraiński element, oczywiście zorganizowany i uzbrojony, albo uciekł, albo stawił zbrojny opór, zadając nam straty.

W ludobójczej akcji OUN-UPA obowiązywała bowiem kolejność – najpierw mordowano pojedyncze osoby i ewentualnie ich rodziny z polskiej elity – nauczycieli, księży, urzędników, oficerów i podoficerów rezerwy, absolwentów gimnazjów i z wyższym wykształceniem, zaangażowane w konspiracyjnej AK. Chodziło o pozbawienie głowy społeczeństwa, obezwładnienia. Jak na polowaniu na bizony – amerykański łowca skór wypatrywał przewodnika stada, zabijał go, stado nie uciekało, bo nie wiedziało za kim iść, i było wystrzeliwane do ostatniej sztuki.  W tym aspekcie były to ofiary potrzebne. Gdy przyszło do wyrzynania całych wsi, to najpierw likwidowano mężczyzn (w tym aspekcie to były ofiary potrzebniejsze, „pilniejsze”), bardziej bezbronne ofiary, kobiety i dzieci, były mniej „pilne”, mogły poczekać na swoją kolej.

I dalej, gdy w jednej wsi ktoś Polakom powiedział, co zacytował raport, że nie o polskość ani o religię chodzi, tylko o wrogość do Ukraińców, to nie znaczy, że tak rozmawiano na całym terenie objętym raportem, ale że był co najmniej jeden taki przypadek. Taki jeden meldunek wpłynął, na jednej karteczce, i kompilator raportu zbiorczego zapisał. A potem tych Polaków, gdy skończyli żniwa, też wymordowano. To każdy wie. Są przykłady, są dowody. W tym okresie mordy odbywały się przeważnie w nocy. W dzień Polacy rozmawiali ze swoimi sąsiadami, pracowali, a w nocy chowali się w stogach, na polach, w różnych kryjówkach. Część z nich poszła do najbliższej cerkwi i poprosiła o chrzest prawosławny lub grekokatolicki, aby uratować życie. Odmówiono im! Raport mówi:

Tym wyjaśniono, że Ukraińcy mają do Polaków pretensje nie za ich przynależność do narodu polskiego czy religii katolickiej, ale za wrogi stosunek do ukraińskiej kwestii narodowej i ukraińskich zmagań wyzwoleńczych [pogrubienie moje – Wołodymyr Wjatrowycz] na ukraińskich terytoriach etnograficznych.” 

a w rzeczywistości zapis ten oznacza, że im zdecydowanie odmówiono takiego chrztu, w tym opisywanym w raporcie przypadku, bo przecież obowiązywał slogan: każdy zabity Lach, to jeden metr wolnej Ukrainy…

Tyle mojego co do interpretacji. Teraz przejdźmy do faktów.

Te dane o mniejszościach narodowych  w większości czytanych przeze mnie raportów były w podrozdziale „wrogie siły”. W raportach nie rozróżniano kategorii Polaków spokojnych i lojalnych oraz Polaków buntowniczych, nielojalnych – nie zapamiętałem takiego przypadku, nie było, banderowska sprawozdawczość tego nie przewidywała. A przecież, wg interpretacji Wjatrowycza, musiały być to bardzo ważne dla dowódców UPA informacje?

Jeszcze jeden Wjatrowycza ślepy zaułek – gwarancje bezpieczeństwa dla „spokojnych” Polaków, bo sam Wjatrowycz pisze, że te gwarancje nie były pewne. W domyśle, że niby UPA nie mogła uchronić tych Plaków przed gniewem ludu lub zwykłymi bandytami. Dlaczego Wjatrowycz musiał napisać to zastrzeżenie? Ponieważ nikt, kto otrzymał gwarancje bezpieczeństwa OUN-UPA, nie pozostał przy życiu. Ocalał, gdy nie uwierzył i uciekł. W rzeczywistości wiemy, że tego typu gwarancje były podstępem, aby łatwiej było wymordować wszystkich. Dlaczego to wiemy? Bo takie były fakty.

Bardzo łatwo obalić sugestie Wjatrowycza przypominając polsko-ukraiński oddział w Dominopolu. Żeby było śmieszniej, odnośnie Dominopola, to właśnie w tym dokumencie, na który powołuje się Wjatrowycz jest mowa o likwidacji prawdopodobnie tego oddziału (prawdopodobnie, bo bez podania miejscowości, ale nie jest znany żaden inny taki oddział).

Pominięty przez Wjatrowycza fragment tego samego dokumentu mówi, że UPA dzięki atakowi zdobyła dowody na to, że oddział słuchał rozkazów polskiego rządu na uchodźstwie. Czyli przed atakiem nie miała takich dowodów. A więc zaliczała ludność Dominopola do ludności „lojalnej”, mimo to podjęła decyzję o ataku i wymordowała ją.

Tu jest właśnie sprzeczność, bo skoro oddział współpracował z UPA (co potwierdza dokument Wjatrowycza), to dlaczego został uznany a prioriza cel ataku, za „winnego”? Według logiki autora dokumentu ten oddział nie powinien był być atakowany. Wygląda to tak, jakby autor sprawozdania chciał ukryć przed jego adresatem faktycznie przeprowadzone ludobójstwo, przedstawiając je jako selektywną akcję przeciw wrogim elementom. Tylko nie wiadomo po co miałby to robić, skoro pisał raport dla swoich przełożonych i towarzyszy? Może po prostu tak osobiście myślał? To były dopiero pierwsze miesiące rzezi…

Jeden z kolegów zasugerował mi, że być może frakcja wołyńska OUN, mordując wszystkich Polaków działała wbrew dyrektywom Prowidu, i referent OUN piszący raport wskazujący na selektywność zabijania Polaków chciał ukryć przed Prowidem masowość zbrodni. Przypomniałem sobie jednak dziennik członka UPA (ale nie OUN) Ołeksandra Powszuka, treść którego udostępnił historyk John-Paul Himka, tekst polski został opublikowany po raz pierwszy w tomie „Prawda historyczna i prawda polityczna”, Wrocław 2011, pod red. profesora Bogusława Pazia (jest dostępny w internecie)

Otóż Ołeksandr Powszuk był całkowicie przeciwny zabijaniu Polaków, ale pod wpływem wewnętrznej propagandy OUN uznał konieczność zabijania „złych” Polaków, usprawiedliwił mordy w swoim sumieniu. Ponieważ myślał, że zabija się tylko wrogich Polaków. Mordy masowe trwały po III Nadzwyczajnym Zgromadzeniu OUN, gdzie rzekomo zagwarantowano mniejszościom narodowym wszelkie prawa w przyszłym państwie ukraińskim.

Tak więc stawiam złotówki przeciwko kasztanom, że – raporty – biuletyny takie jak ten prezentowany przez Wjatrowycza miały oszukiwać nie Prowid, lecz wojaków UPA takich jak Powszuk i cały naród ukraiński, to jasno wynika z dziennika Powszuka. To dlatego czasami raporty-biuletyny sprzeczne z tym co się działo faktycznie. A wojakom UPA kazano zabijać tylko tych złych Polaków – zawsze był jakiś powód (rzekoma współpraca z Niemcami i sowietami przede wszystkim). Tak się złożyło, że szwadrony śmierci OUN-UPA nigdy tych „dobrych” Polaków nie spotkały, zawsze tylko tych „złych”…
[dla tych, co nie wiedzą – w Dominopolu UPA podpisała porozumienie z Polakami o współpracy i powołano polski oddział zbrojny z polskimi biało-czerwonymi i ukraińskimi żółto-błękitnymi naszywkami na uniformach, czy może być bardziej wyraźnie zadeklarowana lojalność? Oddział ten nigdy nie złamał porozumienia, nie zrobił nic złego Ukraińcom. Polski oddział w Dominopolu organizacyjnie podlegał UPA i był przez oficerów UPA inspekcjonowany, Mimo to wymordowano ich podstępnie (podczas jednej nocnej inspekcji) i zaraz potem całą wieś. Oni musielizostać zaliczeni do „lojalnych”.] Zawieranie takich lokalnych zdradzieckich porozumień i dawanie fałszywych gwarancji Polakom początkowo musiało z pewnością mieszać w głowach niektórym naiwniejszym członkom OUN-UPA.

Ale pójdźmy troszeczkę dalej tym tropem i zastanówmy się, jak miała wyglądać (nie mówiąc już o tym, że kto personalnie miałby jej dokonać) ta selekcja, kategoryzacja  Polaków – kto miał zostać uznany za lojalnego, a kto nie?

Weźmy członków rodzin mieszanych. Czy Polacy mający za współmałżonków Ukraińców udowodnili przyjazne uczucia, lojalność i szacunek do Ukraińców? Ależ tak. Więc dlaczego kazano ich wymordować, często musieli to robić ukraińscy współmałżonkowie, dzieci a nawet rodzice?

Wśród ludności ukraińskiej znajdowały się osoby o polskich korzeniach, które zapomniały już polskiego języka, były ochrzczone w cerkwi, najbliższym sąsiadom nawet do głowy nie przyszło, że mają coś wspólnego z polskością, Mimo to przychodzili bojowcy UPA, a może SB OUN, i zabijali te osoby wśród zdumionych i zaskoczonych Ukraińców. Dopiero potem padało wyjaśnienie – zabito go/ją bo był/była Polakiem/Polką – choć nawet ukraińscy sąsiedzi o tym nie wiedzieli. Takie sytuacje opisał ukraiński protestancki pastor Mychajło Podworniak w książce – wspomnieniach „Witer z Wołyni”. Więc do jakiej grupy powinni na logikę być zaliczeni tacy Polacy? Według kryteriów określonych przez autora raportu i akceptowanych przez Wjatrowycza – do „lojalnych”, nie „rozpolitykowanych”. Dlaczego więc zostali zamordowani?
Być może ten konkretny autor tego konkretnego raportu rzeczywiście uważał, że są to ofiary „niepotrzebne” w sensie, że nie należało ich mordować, ale jakim prawem Wjatrowycz  opinię tego jednego człowieka chce rozszerzyć na całą OUN-UPA? Jak wiadomo członek UPA Danyło Szumuk, chociaż był oficerem politycznym (politrukiem) w UPA, był przeciwny mordowaniu Polaków. Mimo to nie miał żadnego wpływu na ludobójstwo, nie był w stanie go powstrzymać. Być może podobnie było z tym konkretnym autorem raportu.

(Na marginesie, zauważyli Państwo, że politrucy byli tylko w dwóch armiach – sowieckiej i UPA? czy ten fakt o czymś nam mówi?)

Jak Wjatrowycz te osoby w OUN-UPA, które miały choć odrobinę sumienia lub zdrowego rozsądku, ma czelność teraz usilnie i instrumentalnie wykorzystać jako parawan, za którym chce ukryć prawdziwy wizerunek ukraińskich nacjonalistów, czyli potworów-ludobójców? Tylko patrzeć, jak zacznie fakty ratowania Polaków przez sprawiedliwych Ukraińców interpretować w tym samym celu. Ignorując fakt, że takich mających wątpliwości ludzi, którzy teraz okazują się przydatni dla szerzonej przez niego propagandy, OUN-UPA skazywała na śmierć, najczęściej w męczarniach.

Gdyby poważnie potraktować tezę Wjatrowycza o selektywnym zabijaniu Polaków, to dlaczego liczenie Polaków i podawanie tych danych odbywało się bez podziału na te kategorie i wszystkie podawane dane liczbowe znajdowały się – we wszystkich pozostałych znanych analogicznych raportach – w segmencie „wrogie siły”?

Skoro:
Po zakończeniu akcji skierowanej przeciwko niespokojnym (buntowniczym) [pogrubienie moje – Wołodymyr Wjatrowycz] elementom w polskim społeczeństwie pogłębiła się krystalizacja poszczególnych grup, które zajmują w stosunku do Ukraińców odmienne stanowiska. Najbardziej anty-ukraińsko nastawiony odłam polskiego społeczeństwa, obawiający się sprawiedliwej zemsty za swoje zamiary i pracę, uciekł pod osłonę Niemców do miast.”  i pozostali w wioskach Polacy o czystych sumieniach i nastawieni pro-ukraińsko, to dlaczego po żniwach też zostali wymordowani?

I tak by to trzeba napisać, uzupełniając o literaturę i przypisy, wyszła by z tego praca magisterska, a ja niestety nie mam na to aż tyle czasu. Niech zajmą się tym zawodowi historycy, którzy pobierają wynagrodzenia za swoją pracę, jest ich wielu w IPN. Ponadto – choćbym to zrobił genialnie i przywołał wszystkie źródła archiwalne, nie zostanę poważnie potraktowany, bo nie jestem historykiem.

Dlatego podam tylko jeden przypis z cytatem z przywołanego w nim dokumentu, notatki z odprawy – operatywki Służby Bezpieczeństwa OUN (data 12.07.1943, podpisów brak, 10 stron odręcznych notatek w języku ukraińskim), a tam takie zdanie: „Za przech.[owywanie] Żydów iPolaków każdy będzie rozstrzelany„. Jak widać, nie piszą tam, czy chodzi o lojalnych, czy nie lojalnych Polaków (i Żydów) – po prostu Polaków.

Ten dokument ręcznie pisany ma datę 12 lipca 1943 (na drugi dzień po masowym ataku na wsie polskie na Wołyniu). Data jest na karcie pierwszej. Podpisu nie ma ale kontekst jest jednoznaczny. Na drugiej karcie jest w dole strony to zdanie, napisane w języku ukraińskim, „za przechowywanie Żydów i Polaków każdy będzie rozstrzelany”. Sygnatura archiwum (sygnatura archiwum w Równem), DARO, f. R 30, op. 2, spr. 15, k. 126).

I to jest dokument, który należy koniecznie donieść do wiadomości każdego polityka wypowiadającego się na temat „polsko-ukraińskiego konfliktu”.

W komentarzach jeden internauta ukraiński napisał, że kiedyś Wjatrowycz  znajdzie, być może autentyczny, list bojówkarza UPA do swej dziewczyny z opowieścią, że znalazł polską sierotę, i zamiast zabić, dał cukierka. I Wjatrowycz na tej podstawie uzna UPA za najlepszy w świecie oddział Czerwonego Krzyża.

Podsumowując, podtrzymuję stwierdzenie, że tonący Wiatrowycz czepia się słomki. Podtrzymuję także, że tekst Wjatrowycz to manipulacja. Wybiórcze interpretacje wybranego fragmentu wybranego dokumentu. To się nazywa manipulacja.

On tam pisze, że dobry historyk powinien korzystać ze wszystkich dokumentów, a sam robi coś wręcz przeciwnego. To jest manipulacja.

On tam pisze, abyśmy się wsłuchali w głosy (dokumentów) z przeszłości – bo mają nam coś do powiedzenia. A sam te głosy knebluje – wybrane głosy. Kiedyś kategorycznie odrzucił pracę pani Ewy Siemaszko, ponieważ oparta została przeważnie na relacjach świadków. Zamknął uszy na te głosy z przeszłości. A teraz co mówi? To jest manipulacja.

Dotknięty został problem z selekcją, wytypowaniem Polaków przeznaczonych na śmierć, aby zostawić resztę „w spokoju”. Pierwsza udokumentowana selekcja Polaków na śmierć przez OUN znana jest dzięki ukraińskiemu historykowi Jurijowi Radczence, który upublicznił dokument przechowywany w Archiwum OUN w Kijowie, f.1, op. 1, spr. 190, ark. 1, została ona przeprowadzona 29 września 1939 roku we wsi Sławentyn, Czytamy w dokumencie:

Z pierwszą falą mobilizacji ludzie udali się do lasu, aby czekać na dalsze rozkazy… 18. X (powinno być IX – Jurij Radczenko) przyszedł rozkaz, aby ‚zaczynać wystąpienie’, czyli wyrżnąć Polaków i Żydów. Ze względu na to, że nadchodzili bolszewicy, Żydzi zostali zostawieni w spokoju. Chłopcy wyrżnęli wszystkich mężczyzn [Polaków] od 10 lat w górę i te kobiety, które mogły rodzić. Pozostawiono tylko stare kobiety i dzieci. Wyrżniętych Polaków było 60. Wszystkich ich razem z trupami palili”.

Tak więc „chłopcy” z OUN, często po 3-4 klasach szkoły podstawowej, musieli nauczyć się rozróżniać nie Polaków lojalnych od nielojalnych, lecz kobiety w wieku rozrodczym od tych pozostałych, oraz mężczyzn w wieku powyżej 10 lat. Rozumiecie Państwo te rozterki rezuna, gdy zastanawiał się z siekierą w ręku nad polskim chłopcem w wieku 10 lat? Dlatego w 1943 roku ułatwiono im, mordowano już wszystkich, od niemowlęcia do starca.

Wiesław Tokarczuk