Używali także dzieci jako żywych tarcz. „To był horror. Jakby miasto zdobyła horda Hunów”. Przerażające wspomnienia.

Obrońcy Grodna i ich losy to jedna z białych plam w historii Polski. W PRL zostali skazani na zapomnienie. Dziś poznajemy okrutną prawdę dzięki relacjom ludzi, którzy przeżyli piekło. Los obrońców, a często przypadkowych cywilów był tragiczny.  Część z nich położono na ulicy i zmiażdżono czołgami – tak wspominają świadkowie tamtych dni.

Armia Czerwona nie spodziewała się takiego oporu. W Grodnie nie stacjonowały żadne poważne siły, mimo to Sowieci musieli długo zmagać się z przypadkowymi oddziałami wojska, harcerzami, uczniami, czy urzędnikami. Ponieśli ciężkie straty, a bitwa na ulicach trwała dwa dni (od 20 do 22 września). Bohaterski opór najpierw zaskoczył, a później dodatkowo rozjuszył najeźdźców.

Oto kilka relacji:

Wpadli na szatański pomysł. Przywiązali do czołgów polskie dzieci jako żywe tarcze. Czyli zrobili dokładnie to, co sześć lat później zrobili SS-mani w Warszawie

Jerzy Krusenstern (rocznik 1924)

„Przeraźliwy zgrzyt ślimaka… Czołg staje tuż przede mną. Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy uwalniać skrępowane gałganami ramiona. A z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni trzyma brauning, za nim drugi – grozi nam. Widzę tylko oczy dziecka pełne strachu i męki. I widzę, jak uwolnione z więzów ramionka wyciągają się do nas z bezgraniczną ufnością”.

Grażyna Lipińska

„To był horror. Jakby miasto zdobyła horda Hunów. Zamordowano wielu moich kolegów. Część cywilów położono na ulicy i zmiażdżono czołgami. Kolejnych kilkaset osób rozstrzelano pod miastem. W tym wielu uczniów. Na miejskim placu leżał „wał zamordowanych”.

Jerzy Krusenstern,

Na przykład 21 września 1939 r. zmarł 13-letni obrońca Grodna Tadzio Jasiński. Jeden z najmłodszych cywilnych obrońców zaatakowanego przez Sowietów miasta, schwytany przez żołnierzy Armii Czerwonej i przywiązany do pancerza czołgu w charakterze „żywej tarczy”. Odbity przez Polaków, skonał na rękach matki, która – jak głoszą przekazy – zdążyła mu powiedzieć:

„Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!”