Publikacja planów A. Merkel, F. Hollande  i Putina „omówić problem Ukrainy” podczas szczytu G20 w Chinach zbiegła się w czasie z Forum w Chorwackim Dubrovniku w ramach inicjatywy „Adriatyk – Bałtyk – Morze Czarne „. Ten zbieg jest bardzo wymowny i pozwala lepiej zrozumieć pozycję geopolityczną Ukrainy.

Forum w Dubrowniku, które odbyło się 25-26 sierpnia, stało się platformą do dyskusji o szereg ważnych dla państw Międzymorza zagadnień praktycznych, w tym gospodarczych i bezpieczeństwa. Szczególnie ważnym forum było dla Polski i Litwy. Przez długi czas stosunki między obu krajami były chłodne. Forum stworzyło możliwość zorganizowania pierwszego spotkania między prezydent Litwy Dalią Grybauskaitė i  prezydentem RP Andrzejem Dudą. Sądząc z oficjalnych wypowiedzi, spotkanie było bardzo produktywne. Grybauskaite powiedziała, że Litwa i Polska podobnie postrzegają wyzwania geopolityczne i wspólnie będą dbać o bezpieczeństwo.

Ważną kwestią, która omawiana była na forum była energetyka. Chodziło o pozbawienie regionu uzależnienia energetycznego poprzez dywersyfikację źródeł dostaw i solidarnej oraz ścisłej współpracy pomiędzy krajami. W tym kontekście Grybauskaite opowiedziała o litewskim doświadczeniu przezwyciężenia monopolu „Gazpromu”.

Na forum zostały omówione i inne kwestie o charakterze ekonomicznym. W istocie, głównym tematem bloku ekonomicznego była”pionowa” integracja ekonomiczna z północy na południe – od Skandynawii i Bałtyku do Bałkanów i Morza Adriatyckiego.

Nie brakowało również i omówienia perspektyw politycznych UE

Jak można zobaczyć, budowa Międzymorza trwa. Geopolityczny sojusz Europy Środkowej i Wschodniej staje się wyraźniejszy i wzmacnia się szczegółami różnych aspektów współpracy.

Nie chcąc zaakceptować dyktatu Niemiec i Francji oraz ich wysiłków zmierzających do uczynienia z UE bardziej scentralizowaną strukturę, kraje Europy Środkowej i Wschodniej są konsolidują  się i w ten sposób starają się zwiększyć swoją własną wagę geopolityczną.

Na tle tej troski o suwerenność, obecna polityka Kijowa wygląda samobójczo. Na spotkaniu G20, które odbędzie się we wrześniu, przywódcy Niemiec, Francji i Rosji planują omawiać „problem ukraiński” bez uczestnictwa samej Ukrainy. W odpowiedzi na taki cynizm (do tego publiczny) Poroszenko oświadcza, że oczekuje wznowienia rozmów w „formacie normandzkim”. To oświadczenie to nic innego jak dobrowolne i umyślne następowanie na te same grabie, zamiast się po prostu rąbnąć od razu pałką w czoło. Z punku widzenia zdrowego rozsądku, ani pierwszy ani drugi wariant nie jest do przyjęcia. Jednak na Bankowej jakoś tak przyjęli zasadę dokonywania wyborów pomiędzy wariantami nie do przyjęcia. To, że o losie wojny na Donbasie rozstrzyga się bez uczestnictwa Ukrainy jest w rzeczy samej następstwem strategii obecnego rządu w Kijowie, pokładającego wszystkie swoje nadzieje na rozmowach w Mińsku, bądź to „formacie normandzkim”.
Stawianie na Niemcy i Francję już się zupełnie zdyskredytowało. To samo możemy powiedzieć o nadziejach pokładanych w Ameryce (przy obecnym kursie tego państwa, a mało prawdopodobne, by zmieniło się to zasadniczo po wyborach). W takich warunkach byłoby logiczne, aby w polityce zagranicznej postawić na zbliżenie z krajami Międzymorza, na początek na rozbudowę jego bałtycko-czarnomorskiej składowej. Przy czym ze strony Kijowa byłoby wskazane nie tylko w należyty sposób zareagować na propozycję Warszawy, ale i samemu inicjować wzmacnianie procesu integracji. Wybierając kombinacje wojskowych i dyplomatycznych środków dla podołania rosyjskiej agresji, należy skonstruować taki format międzynarodowych spotkań, który włączyłby przynajmniej Warszawę i Wilno, a w idealnym wariancie również Rygę, Tallin a także Zagrzeb (pomimo braku bezpośredniego zagrożenia, pani Grabar-Kitarović dała przecież wyraźny sygnał gotowości Chorwacji do zaangażowania się na rzecz przeciwdziałania moskiewskiemu ekspansjonizmowi).

Igor Zagrebelny – Tłumaczenia Kazimir Muzhanovsky

28.08.2016