Proponuję uwadze czytelnika ciekawy artykuł opublikowany na prorosyjskim portalu Ukraina Rosyjskojęzyczna. Choć wnioski autora są nieco przesadzone, nie można im odmówić pewnych racji.

Historia szlachty po rozbiorach Rzeczpospolitej jest ciekawym i niezbadanym zagadnieniem. Przez wieki była uprzywilejowanym stanem społecznym o dominującej pozycji,mającym w swych rękach olbrzymie połacie ziemi. Przemiany społeczno-polityczne, uwłaszczenie chłopów oraz kryzys agrarny spowodowały, że zeszła ze sceny historycznej i zginęła w niebycie.

Na skutek I i II rozbioru Rzeczpospolitej ponad 240 000 km kw. Ukrainy Prawobrzeżnej (Wołyń, Podole i Kijowszczyzna) weszło w skład Imperium Rosyjskiego. Na tych terenach mieszkało sporo szlachty. Jeśli w większości krajów zachodnioeuropejskich do stanu szlacheckiego należało zwykle 1,5-2 proc. ogółu ludności, w Rzeczpospolitej według różnych szacunków stanowili 10-15 proc., a w niektórych miejscowościach nawet 20 proc. ogółu ludności.

Z czasem w wyniku procesu koncentracji gruntów i powstania wielkich dóbr magnackich wzrastał odsetek szlachty drobnej, zagrodowej, mającej jedną bądź kilka wsi oraz tzw. gołoty szlacheckiej nieposiadającej ziemi. Kiedy na polskie tereny przybył Napoleon, władze francuskie zainteresowały się tą sprawą. W zleconym w 1807 roku ministrowi spraw zagranicznych Talleyrandowi raporcie można znaleźć szczegółowy opis statusu społeczno-ekonomicznego tzw. szlachty bezrolnej. Autor raportu pisze: „Wśród szlachty bezrolnej spotykani są również zagrzebani w biedzie, których nie można odróżnić od chłopów. Różnica tylko w tym, że nazywani są szlachtą”.

Należy podkreślić, że proces deklasacji szlachty zaczął się już wcześniej, w wieku XVII, za sprawą chmielnicczyzny i innych powstań kozacko-chłopskich. Prowadziło to do utraty przez nią politycznych i ekonomicznych wpływów. Zubożeniu nie towarzyszyła jednak likwidacja przywilejów – formalnie osoby stanu szlacheckiego niezależnie od posiadanego majątku cieszyły się pełnią praw i wolności: były zwolnione z większości podatków, cieszyły się nietykalnością osobistą i majątkową, miały monopol na uczestnictwo w sejmach i sejmikach, obsadzanie urzędów państwowych, elekcjię króla, sprawowały jurysdykcję nad poddanymi, swobodnie zmieniały miejsce zamieszkania. (Od końca XVIII wieku przywileje te zaczęły zanikać). Dla nas, ludzi XXI wieku, najdziwniejsza jest swoboda niepłacenia podatków i prawo do występowania poddanych przeciwko władcy (rokosz). Rzecz jasna, ludzie przyzwyczajeni do takich wolności, nawet po upadku państwa i pod nowymi władzami dążyli do zachowania starych przywilejów (zaznaczmy, że dosyć długo im się to udawało, przynajmniej w Rosji i Austrii).

Rosyjski generał Tormasów w 1806 roku w Senacie mówił, że „szlachecki plebs” w jego guberni nie miał stałego miejsca zamieszkania, nie płacił podatków, „nie zajmował jakiejkolwiek pewnej pozycji życiowej”.

Demograficzna strona pytania

Istniało mnóstwo kategorii szlachty: rodowa, średnia, zagrodowa, zagonowa, zaściankowa, cząstkowa, szaraczkowa, chodaczkowa, tatarska (potomkowie spolonizowanych Tatarów) i wiele innych. Ilu szlachciców było na ziemiach Ukrainy Prawobrzeżnej? By odpowiedzieć na to pytanie warto sięgnąć po książkę francuskiego historyka i pisarz Daniela Beauvois „Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793-1914”. A to dlatego, że w porównaniu z wieloma pracami rodzimych historyków, korzystał on nie z mitów, lecz z cyfr i tabel.

Porównałem dane Beauvois z ogólną liczbą ludności podanej w jednostkach administracyjnych w tym czasie i wyszło mi, że odsetek szlachty czasami stanowił 68 proc. (!) ogólnej liczby ludności. I to na rdzennych ziemiach ukraińskich. Tylko Kijów (ściślej powiat kijowski, tzn. rejony wiejskie) był wyjątkiem.

Taka masa ludzi niosących bakcyla wolności nie mogła długo żyć w zgodzie z aparatem biurokratycznym imperium i ten aparat wymyślił… „maszynę do mielenia szlachty”.

„Maszyna do mielenia szlachty”

Jednym z ważniejszych narzędzi do zdeklasowania szlachty była w Imperium Rosyjskim „weryfikacja” lub sprawdziany szlacheckości. Tych, którzy nie mogli przedstawić żadnych dokumentów dowodzących szlachectwa, władze przymusowo zapisywały do innych warstw ludności, na przykład chłopów lub mieszczan, i zmuszały do pracy i płacenia podatków. Na Wołyniu ten proces nazywano „polowaniem na fałszywą szlachtę”. Tam „ewidencji tytułów” podlegało – według jednego z dokumentów z 1840 roku – 92 114 osób, natomiast na Kijowszczyźnie – 50 329.

Pod koniec 1833 roku instytucje samorządu szlacheckiego, tzn. sejmiki szlacheckie, pod wpływem nacisków musiały wydać zgodę na pozbawienie praw szlacheckich ponad 72 tys. osób. W latach 1834-1839 liczba przymusowo zdeklasowanych w trzech guberniach (wołyńskiej, kijowskiej, podolskiej) wyniosła 93 139 osób.

Jeszcze jednym z narzędzi likwidacji szlachty był „terror kulturowy”, tzn. zmniejszenie liczby polskich szkół i gazet. „Niezwykle strasznym działaniem – pisze Beauvois – była całkowita likwidacja po roku 1831 sieci polskiego szkolnictwa założonej przez Komisję Edukacji Narodowej i działającej w okresie 1803-1824”. To doprowadziło szlachtę do „śmierci społeczno-kulturowej”.

Przymusowe przesiedlenia

Szlachta od czasu do czasu wywoływała powstania przeciwko władzy rosyjskiej. Polscy historycy zwykle opisują je jako odpowiedź na uścisk i łamanie prawa przez zaborcę. Rosyjscy historycy widzą w prześladowaniach odpowiedź władzy, a polskie powstania uważają za przyczynę, a nie skutek tych prześladowań. Jakkolwiek było, władza carska przesiedlała najbardziej niepokorne jednostki do innych miejscowości, co prawda w granicach Ukrainy, traktując tę praktykę jako działanie prewencyjne, które miało złamać opór szlachty.

Ciekawa jest przytaczana przez Beauvois historia szlachty korsuńskiej. „Od marca do maja 1804 roku na Kijowszczyźnie miały miejsce wydarzenia, świadczące o tym, że nie brakowało tam zwolenników rozwiązania problemu szlachty w sposób siłowy (…) W Korsuniu, gdzie urodził się narodowy poeta ukraiński Taras Szewczenko, mieszkało 800 mężczyzn, którzy podczas spisu z 1795 roku zostali zapisani jako płacący podatki i którzy bez przerwy się buntowali (…) Nie tylko nie rezygnowali ze swoich szlacheckich ambicji, lecz zajęli jeszcze bardziej wojownicze stanowisko. Gubernator wojskowy uciekł się do sposobu, który w XIX stuleciu będzie dosyć często wykorzystywany: wezwał setkę Kozaków dońskich”. Natomiast gubernator cywilny, tajny radca Pankratiew postanowił „rozproszyć nieuległy element po innych wsiach pośród ukraińskiego chłopstwa”, „żeby wybili sobie głupoty z głowy”.

Tego typu przesiedlenia nieuległych były wykorzystywane przez władzę rosyjską chyba dosyć często. Przez dziesiątki lat doprowadziło to do rozproszenia setek tysięcy szlachciców po całej Ukrainie, niekiedy dosyć daleko od miejsc zamieszkania. Szlachta polska jako grupa społeczna i elita polityczna na Ukrainie Prawobrzeżnej przestała istnieć. „Historia zna niemało przykładów anihilacji struktury społecznej dokonanej z takim rozmachem (…) za pomocą aparatu biurokratycznego i policyjnego. To odwieczna umiejętność Rosji – zlikwidować ludzi bez ich fizycznego unicestwienia” – podsumowuje Beauvois.

Sublimacja utraconej polskości?

Zadziwiająca i statystycznie przekonująca panorama wielkiej społeczno-politycznej katastrofy, którą przeżyła polska elita, pozostając bez własnego państwa po jego rozbiorze, nasuwa na myśl następne zagadnienie, które wychodzi poza granice książki Beauvois.

Czy szlachta polska na Ukrainie całkowicie zniknęła? Czy jej „śmierć społeczno- kulturowa” była ostateczna? Odpowiedź będzie i „tak”, i „nie”. W przyrodzie i społeczeństwie nic nie znika. Tak było i z polską szlachtą: zdeklasowana, wywłaszczana, wegetująca ekonomicznie, rozproszona wśród ludności chłopskiej Ukrainy i z nią zrównana, pozbawiona szkół i gazet, mimo wszystko fizycznie przetrwała i przekazała potomkom ten gen wolności i buntu, który się zakorzenił w ich zbiorowej pamięci.

Wspólna świadomość przejawiała się w wielkiej liczbie artefaktów życia kulturalnego i literackiego, nacechowana była trwałością i stałością poglądów i działań, a może lepiej powiedzieć: uczuć ich nosicieli. Jednym ze smutnych i praktycznie irracjonalnych uczuć była trwała nienawiść do Moskwy i Moskala, do wszystkiego co rosyjskie, wszystkiego, co jest za granicą swego folwarku.

Możliwe, że to właśnie zdeklasowana szlachta, zaraziwszy swą postawą chłopstwo ukraińskie, stworzyła buntownicze środowisko na wsi ukraińskiej, które zapoczątkowało fenomen petlurowszczyzny oraz atamańszczyzny na Ukrainie w latach 1918-1921. Walka o ukraińską niepodległość podczas wojny domowej stała się dla tych ludzi jakby psychologiczną rekompensatą i rewanżem za upokorzenia z przeszłości, w pewnej mierze zemstą na Rosji i caracie.

W świetle powyższego zrozumiała staje się zagadka niektórych decyzji Symona Petlury. „Spokojny księgowy” (jak go nazywano), „prawdziwy wojownik” za Ukrainę (jak nazywają go teraz) bronił jej nieco asymetrycznie: na froncie wschodnim niezwykle zacięcie, lecz na zachodzie oddał Wołyń, Galicję oraz Polesie Polsce, jakby w zamian za pomoc zbrojną. Lecz to jest zupełnie inna historia.

Jagiellonia.org / Jewgenij Sytnik