W ciągu ostatnich trzech lat wiele słyszeliśmy o kipiącym wręcz pośród współczesnych Ukraińców antypolonizmie. Wieści te płynęły na ogół ze stron internetowych, których nie da się uznać za poważne, ale często dawały im wiarę postaci godne szacunku, z ks. Isakowiczem-Zaleskim na czele. Informacje te należy jednak zawsze weryfikować, bowiem współczesny ukraiński nacjonalizm, szczególnie ten radykalny spod znaku pułku „Azow”, nie ma oblicza antypolskiego – przeciwnie, choć w sprawach polityki historycznej wiele nas z nim dzieli, dąży on do ścisłej współpracy z Polakami.

Ruch nacjonalistyczny na Ukrainie jest dziś podzielony na kilka nurtów. Najbardziej interesującym przypadkiem jest z pewnością demonizowany ze względu na kontrowersyjną symbolikę Ruch Azowski, skupiony wokół pułku Gwardii Narodowej „Azow” i (od niedawna) partii politycznej Korpus Narodowy. Środowiska zrzeszone w tym ruchu – wbrew podsycanemu przez sympatyzujące z Kremlem media – zasłynęły wielokrotnie propolskimi działaniami. Odnotujmy kilka z nich. W marcu 2015 roku polski internet obiegła informacja, że żołnierz Azowa, wnuk Polki, zaapelował o renowację Cmentarza Janowskiego we Lwowie. W lutym 2016 roku azowcy, wespół z polskimi nacjonalistami, wystąpili w obronie kamiennych lwów na Cmentarzu Orląt, których nie chcieli przywrócić na dawne miejsce radni Swobody. W styczniu bieżącego roku Ruch Azowski oficjalnie potępił dewastację polskich pomników w Hucie Pieniackiej i Bykowni, a jego aktywiści pomagali przy czyszczeniu tego drugiego.

Na wszystko to nakładają się działania bardziej wymierne, mniej widoczne w mediach. Przykładowo, azowcy aktywnie współpracują z proukraińsko nastawioną częścią polskiego ruchu nacjonalistycznego, skupioną m.in. wokół miesięcznika „Szturm”. Współpraca ta nie bierze się z jakiejś nieracjonalnej sympatii azowców do Polski. Przyczyny są głębsze, ideologiczne. Ruch Azowski głosi bowiem konieczność budowy sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej, który umożliwiłby narodom regionu skuteczne oparcie się zakusom tak Moskwy, jak i Berlina. Na Ukrainie najczęściej nazywa się tę koncepcję Blokiem Bałtycko-Czarnomorskim, choć upowszechnia się także znana nam dobrze nazwa Międzymorza.
Azowcy zorganizowali już dwie konferencje projektu „Intermarium”, z których obszerne relacje nietrudno znaleźć w sieci. W obu brali udział Polacy, były obecne polskie flagi. Odnotujmy też, że na stronach internetowych redagowanych przez to środowisko, takich jak portal Azov.press, wielokrotnie chwalono antyrosyjską politykę rządu PiS, widząc w niej nadzieję na rozpoczęcie procesu budowy Międzymorza. W ogóle sporo znajdziemy w ukraińskich mediach wywiadów, w których azowcy, z liderem ruchu Andrijem Biłeckim włącznie, dzielą się tego typu spostrzeżeniami – nie ma więc mowy o jakimś podstępnym formułowaniu takiego przekazu wyłącznie na rynek polski, jak chcieliby tropiciele spisków. Poglądy te znajdują odzwierciedlenie także w dokumentach programowych – zarówno Korpusu Narodowego, jak i w „pakcie narodowym”, który przed miesiącem podpisali azowcy razem z przedstawicielami innych partii nacjonalistycznych.

Warto dla porządku zaznaczyć, że nieuprawnioną jest prosta identyfikacja tego środowiska z banderyzmem. Także pisanie o „neonazistowskim” pułku „Azow” wskazuje na sugerowanie się prowokacyjną często symboliką, ale i po prostu małe obeznanie ze specyficzną i radykalną (z całą pewnością!), choć oryginalną ideologią ugrupowania.

Ruch Azowski deklaruje konieczność wypracowania nowych rozwiązań dla Ukrainy, zostawiając za sobą dawne programy. Z historycznych ideologów ukraińskiego nacjonalizmu najbardziej ceni się tu Mykołę Sciborskiego, działacza frakcji melnykowskiej (konkurencyjnej wobec tej banderowskiej), zamordowanego w 1941 roku właśnie przez banderowców. Kult UPA i Bandery jest wśród azowców – pochodzących zresztą na ogół z Ukrainy Wschodniej i Centralnej – wyraźnie mniej wyeksponowany niż w innych środowiskach nacjonalistycznych. Zaznaczyć tu zresztą należy, iż szacunek żywiony dla UPA wiąże się dziś z kultem jej walki przeciw komunistom, a nie rzezi na Polakach, co wydaje się jasne dla każdej osoby, która miała styczność z niepodległościowo nastawionymi Ukraińcami.

Nowoczesny ukraiński nacjonalizm co to jest?

Z czego bierze się taka wolta w poglądach ukraińskich nacjonalistów na stosunki ukraińsko-polskie? Znajdą się tacy, którzy na siłę dopatrywać się będą tu spisku. Niektóre teorie na ten temat są nawet całkiem silnie rozwinięte. Przykładowo, w pewnych środowiskach już od 1990 roku krąży tzw. „Uchwała krajowego prowidu OUN”, wedle której ukraińscy nacjonaliści dążą do realizacji swoich niecnych planów poprzez zbałamucenie polskiego społeczeństwa. Nikt nigdy w wiarygodny sposób nie wykazał autentyczności tego „źródła”, a w momencie jego rzekomego wydania nie istniała nawet instytucja o tej nazwie… Może warto jednak założyć, że zwrot w poglądach ukraińskich nacjonalistów wziął się o prostu z wyciągnięcia najbardziej oczywistych wniosków z sytuacji na arenie międzynarodowej? Ukraina ma dziś jednego wroga – Rosję. Z Polską nie wiąże dziś Ukraińców konflikt strategicznych interesów, a wręcz przeciwnie, mamy dziś wiele wspólnych celów na arenie międzynarodowej. To już nie dwudziestolecie międzywojenne i nie II wojna światowa, kiedy dziesiątki tysięcy kilometrów kwadratowych były zamieszkiwane jednocześnie przez Polaków i Ukraińców. Pozostał spór o historię – z pewnością trudny, ale chyba możliwy do przezwyciężenia. I w tym kierunku idzie nowoczesna ukraińska refleksja geopolityczna.

Uzupełnijmy, że opisywane tu tendencje charakteryzują od pewnego czasu także inne ukraińskie środowiska nacjonalistyczne. Jak pisze Marek Wojnar w „Nowej Konfederacji”, „dziś niemal cała skrajna prawica ukraińska nawiązuje do wektora polityki zagranicznej, który zakłada ścisłą współpracę z państwem polskim”. Postulaty budowy bloku Międzymorza znajdziemy w mediach Prawego Sektora – Ihor Zahrebelny, swego czasu główny ideolog ruchu, od dawna aktywnie włącza się w popularyzację idei sojuszu państw pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. Zahrebelny jasno opowiada się także za zbliżeniem polskiej i ukraińskiej narracji historycznej w oparciu o odwołania do I Rzeczypospolitej, którą przecież aktywnie współtworzyli także przodkowie dzisiejszych Ukraińców. I zauważmy, że to też jest pewna nowość w publicystyce ukraińskich nacjonalistów, niegdyś na Polskę patrzących jedynie w kategoriach historycznego zaborcy. W myśl rozważań Zahrebelnego, oparte na takim wspólnym micie Międzymorze winno być również ostoją tradycyjnych wartości – przeciw liberalnemu Zachodowi i postsowieckiej Rosji.

Podobne poglądy głoszą nawet przedstawiciele UNA-UNSO, której działacze dwie dekady temu skuwali polskie napisy na Cmentarzu Orląt. W 2012 roku Anatol Szołudko, jeden z liderów partii stwierdził wręcz, że „jedno słowiańskie państwo mogłoby zrównoważyć wpływy Niemiec i Rosji”, mając na myśli unię polsko-ukraińską. Dziś Szołudko mieszka w Polsce i aktywnie działa na rzecz zbliżenia narodów, m.in. popularyzując dziedzictwo atamana Semena Petlury. Nawet mająca na koncie antypolskie akcje Swoboda oficjalnie opowiada się dziś za sojuszem z Polską i budową Bloku Bałtycko-Czarnomorskiego, choć przyznać należy, że zachowanie wielu jej działaczy nie sprzyja budowie klimatu zbliżenia polsko-ukraińskiego. Z drugiej strony, znamienne jest to, że (jak wspomniano wyżej) działaniom takim sprzeciwiają się często aktywiści Ruchu Azowskiego.

Czy mogą istnieć pro polscy „banderowcy”?

Zasadnym wydaje się pytanie, od kiedy właściwie możemy zaobserwować wzrost propolskich sympatii wśród ukraińskich nacjonalistów? Pewną cezurą była tu, jak twierdzą sami Ukraińcy, pomarańczowa rewolucja z 2004 roku, kiedy udział Polaków w spontanicznej i masowej pomocy dla ukraińskich dążeń niepodległościowych był nad Dnieprem bardzo widoczny. Doświadczenie to uczyniło w dużej mierze nieaktualnym stan z lat 90-tych, naznaczony sporami takimi jak ten o cmentarz Orląt Lwowskich, któremu towarzyszyły antypolskie wystąpienia nacjonalistów z UNA-UNSO. Podobnie rzecz miała się z rewolucją na Majdanie na przełomie 2013 i 2014 roku, choć szybko zaczęły się wśród polskiej opinii publicznej uwidaczniać podziały. Wzrastająca rola Rzezi Wołyńskiej w polskiej świadomości historycznej z pewnością dała podłoże dla głosów po prostu antyukraińskich – nie tylko tych kwestionujących zasadność polskiej pomocy dla Kijowa, ale i starających się wytworzyć zupełnie nieprawdziwy obraz Ukraińca jako człowieka wciąż pałającego żądzą mordu, biologicznie nienawidzącego Polaków.

Opisana wyżej tendencja nie znaczy bynajmniej, że nagle na Ukrainie wszyscy ukierunkowani antypolsko nacjonaliści zapałali do nas miłością. Z pewnością wciąż znajdzie się w szeregach organizacji narodowych niejeden szowinista. Grunt by wychwycić trendy, pewne szeroko zachodzące przemiany. A te są dziś oczywiste, i można je streścić w twierdzeniu: ukraiński nacjonalizm, jakkolwiek wyrastający z antypolskiej tradycji, nie stanowi ideologii antypolskiej w zakresie zagadnień współczesnych.

Wygląda na to, że w omawianym kontekście głównym zadaniem opcji patriotycznej w Polsce będzie wypracowanie wizji stosunków z Ukrainą opartych z jednej strony na twardym zabieganiu o racje polskiej polityki historycznej, a z drugiej nie ulegających głosom histerycznym. Jak dowodzą wszelkie badania, Ukraińcy są dziś narodem nastawionym bardzo propolsko (w rankingach sympatii zajmujemy pierwsze miejsce, przed Białorusinami), a wszystko wskazuje na to, że tendencja ta udziela się również ukraińskiej prawicy – i to pomimo tlących się wciąż sporów o historię. Nasz region, podobnie jak i sama nasza ojczyzna, wielokrotnie traciły na sprowadzaniu polityki do historycznych sentymentów – nawet jeśli te były moralnie uprawnione. Budowa podmiotowej pozycji Polski w regionie jest nierealna bez ścisłej współpracy z sąsiadami o podobnym potencjale – nie zmieni tego nasze (nikt nie przeczy, że słuszne!) wołanie o pamięć dla ofiar banderowskiego bestialstwa. Wydaje się, że w końcu w podobnym kierunku zaczęły iść myśli także samych ukraińskich nacjonalistów. I to jest szansa, której nie powinniśmy zaprzepaścić.

Słowo o Międzymorzu w kontekście ukrańskich ruchów narodowych

27-28 kwietnia odbyła się II konferencja poświęcona współpracy w ramach Międzymorza zorganizowana przez Korpus Narodowy nową formację na mapie politycznej Ukrainy. Nadmienić należy, że ruch ten powstał na bazie Batalionów Ochotniczych Azov i struktur wolontariatu wspierającego ten batalion. Ciekawe jest nawiązanie do symboliki jagiellońskiej podczas tak pierwszej jak i drugiej konferencji .Warto Zwrócić uwagę na wciągnięcie do projektu krajów skandynawskich, które już tworzą dobrze zorganizowaną wspólnotę pod nazwą Scandinavian Council. Może to echa projeku który urodził się w głowach polskich polityków po śmierci Stefana Batorego? A mianowicie poprzez wybranie na tron Zygmunta III Wazy wciągnięcie Szwecji do Rzeczpospolitej Obojga Narodów…? W każdym razie przemawia na pewno pragmatyzm ekonomiczny.

Pamiętamy jeszcze z 2014 r alarmistyczne artykuły o odradzającym się faszyźmie na Ukrainie. Zdjęcia wytatuowanych chłopaków z symbolami nazistowskimi,banderowskimi zalewały internet. Być może, że ktoś komu zależało na skompromitowaniu idei niepodległości Ukrainy, przekierowania jej na zachód zaplanował jakieś działania pijarowe by wykazać, że w szeregach broniących Ukrainy wciągnąć element skrajny, subkultury skinheadowskie ( których wszędzie dostastek ), a być może elementy skrajne dostrzegły swoją szansę na wyjście z głębokiej niszy i szersze zaprezentowanie się społeczeństwu, tak czy inaczej pojawiły się na wschodzie bataliony Ajdar, OUN, i właśnie Azov.

Jednak, po 2 latach okazało się, że ci którym przypisano rolę dyżurnych faszystów miast wysuwać roszczenia terytorialne do sąsiadów zainteresowali się znanymi z historii ideami Międzymorza.

A w swym programie politycznym chcą zastąpić obecnie funkcjonujący system demokracji parlamentarno prezydenckiej bynajmniej nie brunatną dyktaturą a jeszcze bardziej rozszerzoną „nacjokracją”. W programie Korpusu Narodowego zawarto na przykład postulat bezpośrednich wyborów sędziów w sądach rejonowych. Propolski ukraiński nacjonalizm?

Wniosek stąd, że ruchy młodzieżowe są plastyczne i w miarę rozwoju potrafią zmieniać swoje oblicze ideowe, szukać rozwiązań bynajmniej nie wymagających rewolucji i ofiar. Ciekawe, że rozumienie narodu -” nacji” także uległo zmianie. Nie jest to już wspólnota połączona więzami „krwi”. Ale bardziej kulturą interesami i przywiązaniem do państwowości ukraińskiej. Nawet język nie stanowi dziś o ukraińskości, bowiem w Korpusie Narodowym jest wielu rosyjskojęzycznych Ukraińców ze wschodu. Kwestia rasy także nie jest już podnoszona jako składnik ideologii. W szeregach Azowa zaobserwowałem wiele osób o pochodzeniu tatarskim.

Co oznacza Międzymorze dla środowisk narodowych na Ukrainie?

I konferencja poświęcona Intermarium- Międzymorzu była nakierowana na stworzenie w sensie ideowym alternatywy dla istniejących w Europie bloków i organizacji zapewniających bezpieczeństwo militarne i wolny handel. Zaproszono przedstawicieli z wielu krajów o szerokim spektrum poglądów. Występowały osoby z Chorwacji, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi.

Strona polska reprezentowana przez przedstawicieli środowisk obozu narodowego: Instytut im. Romana Rybarskiego, redakcji „Polityki Narodowej i „Szturmu” podniosła kwestię redefinicji projektu Międzymorza w duchu w którym Międzymorze nie byłoby alternatywą, ale komponentem dla istniejącej architektury bezpieczeństwa w regionie, platformą pogłębionej współpracy nie tylko politycznej, ale przede wszystkim gospodarczej, naukowej, kulturalnej. Komponentem wspierającym wschodnią flankę NATO w poszerzaniu obszaru bezpieczeństwa stabilności i rozwoju gospodarczego na kraje pozostające dotychczas poza istniejącymi w Europie organizacjami takimi jak EOG, UE, czy NATO.

Podczas II konferencji Intermarium ten punkt widzenia został uwzględniony i w kolejnych wystąpieniach i prezentacjach prócz współpracy na polu obronności pojawiły się kwestie gospodarcze. Podkreślano, że istnieją niewykorzystane synergie współpracy, których uruchomienie pomoże całemu regionowi w zwiększeniu swej konkurencyjności. Polacy tym razem podzielili się swymi doświadczeniami związanymi z kwestiami bezpieczeństwa, tworzącej się nowej formacji obrony terytorialnej, omówiono narzędzia instytucjonalne dla finansowania ważnych dla regionu projektów infrastrukturalnych. W swej prezentacji przedstawiciel Instytutu im. Romana Rybarskiego przedstawił koncepcję Banku Międzymorza, Funduszu Międzymorza i Funduszu Solidarności.

Inny przedstawiciel Polski z Litwy zapoznał uczestników konferencji z problematyką mniejszości polskiej na Litwie. Wniosek przyjęty na ogół ze zrozumieniem, że bez wzajemnej empatii i chęci rozwiązywania problemów trudno będzie zadbać o odpowiedni klimat dla rozwijania naprawdę ważnych projektów gospodarczych. Ta konferencja wykazała,że pojawia się szersze zrozumienie dla inicjatyw regionalnych.
Cieszy, że najsilniejsze organizacje ukraińskich narodowców już dziś dostrzegają potrzebę współpracy w regionie i nie dążą do eskalacji konfliktów z sąsiadami.

A co z naszymi głównymi nurtami politycznymi? Odbyło się niedawno ciekawe wydarzenie. Mianowicie nasi managerowie odpowiedzialni za infrastrukturę przesyłu ropy spotkali się ze swymi ukraińskimi partnerami.
Tematem spotkania była możliwość przedłużenia ropociągu Gdańsk Płock Adamów do Brodów gdzie połączyłby się z ukraińskim przesyłem.

Niestety, okazało się, że strony nie doszły do porozumienia zdaje się z winy polskich negocjatorów.
To spotkanie nie było szeroko komentowane w mediach z uwagi na przykrycie go innym związanym z relacjami polsko ukraińskimi wydarzeniem a mianowicie rozebraniem samowolnie postawionego na cmentarzu prawosławnym w Hruszowicach 23 lata temu upamiętnienia zabitych bojowników UPA. Media po polskiej i ukraińskiej stronie miały zajęcie przez następny tydzień.

Widać, że mimo wielu gestów ze strony tak polskich jak i ukraińskich czynników politycznych do realizacji strategicznych projektów nie dochodzi lub ich realizacja jest opóźniana. Międzymorze uda się tylko wtedy, kiedy będzie miało szerokie poparcie w społeczeństwach przyszłych krajów członkowskich. Warto zatem uczestniczyć w inicjatywach pozornie niszowych, które jednak wpisują się w budowaniu dobrego klimatu dla projektu, który może przynieść korzyści tak Polsce jak i wszystkim państwom regionu.

Jeśli będzie taka wola opinii publicznej to żadne działania wrogów zewnętrznych i wewnętrznych nie powstrzymają procesu łączenia tego co siłami mocarstw ościennych zostało zniszczone i miało się nigdy nie odrodzić.
Historii nie zmienimy, możemy co najwyżej zadbać o lepszą przyszłość.

Mariusz Patey – dyrektor Instytutu im. Romana Rybarskiego
Jakub Siemiątkowski – redaktor naczelny Polityki Narodowej

źródlo – Dziennik Nnarodowy